Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-389-X
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
— No — prychnął Chernock. — I wysłać na wszystkie okręty Ludowej Marynarki ogłoszenie, gdzie można znaleźć system Cerberus.
— Cóż, sir, coś trzeba wybrać — doradził prawie łagodnie Therret. — Albo mamy poważny problem i potrzebujemy floty, by go rozwiązać, albo go nie mamy i nic nie robimy.
— Wiem — burknął Chernock i zamyślił się. — Dobrze, Brig. Zanim zrobimy cokolwiek, sprawdź, jakimi siłami dysponujemy. Musimy oprócz okrętów mieć siły lądowe, żeby odbić Styx, bo nie mam zamiaru niszczyć czegoś, co mogę zdobyć. Tylko nie wiem, ile mamy batalionów interwencyjnych gotowych do akcji. Braki będziemy musieli uzupełnić jednostkami Marines z bazy floty. Kolejne, czego nie jestem pewien, to kwestia dostępności transportowców i okrętów eskadry. Chcę mieć kompletne dane za trzy godziny, chyba że potrzebujesz więcej czasu.
— Nie sądzę, sir. Ale oceniam, że zorganizowanie wszystkiego, jeśli chodzi o siły lądowe, zabierze ponad tydzień. Jak szybko i w jakim zakresie zareaguje na nasze żądanie Ludowa Marynarka, nie mam pojęcia, sir.
— W takim razie przekonamy się doświadczalnie — zawyrokował ponuro Chernock.
Rozdział XLVI
— Witam na pomoście flagowym, towarzyszu generale — odezwała się uprzejmie towarzyszka komodor Yang.
— Dziękuję, towarzyszko komodor — odparł z równie nienaganną uprzejmością towarzysz generał major Thornegrave.
I oboje uśmiechnęli się, zupełnie jakby robili to szczerze.
— Jak już wyjaśniłam w naszej rozmowie przez interkom, właśnie wychodzimy z pasma alfa — dodała Yang. — W normalną przestrzeń wejdziemy za… jedenaście minut trzydzieści sekund.
— Doskonale. I dalej już polecimy prosto na orbitę Hadesu?
— Wyjdziemy z nadprzestrzeni naprawdę łagodnie, bo nie ma pośpiechu, więc po co narażać ludzkie nerwy i żołądki na większy stres niż to niezbędne, prawda, towarzyszu generale? — odparła Yang, tym razem ze szczerym uśmiechem. — Dlatego w normalnej przestrzeni znajdziemy się, mając prędkość około tysiąca kilometrów na sekundę, jakieś czternaście minut świetlnych od Hadesu. Ponieważ transportowce nie wyciągną więcej niż dwieście dwadzieścia g, daje to czas dotarcia na orbitę wynoszący dokładnie sześć godzin. Czas wytracania prędkości będzie o osiem minut dłuższy z uwagi na naszą prędkość początkową po wyjściu z nadprzestrzeni.
— Rozumiem. — Thornegrave pokiwał poważnie głową. Mimo swej antypatii do oficerów floty w ogóle, a tej oficer w szczególności z racji jej bezczelności i ciągłego przypominania mu, gdzie jest jej właściwe miejsce, tym razem był jej autentycznie wdzięczny. Bez wątpienia każdy oficer Ludowej Marynarki, a nawet Ludowych Marines wiedziałby o tej różnicy ośmiu minut i znał jej powody, ale on nie był ani jednym, ani drugim i nie miał o tym pojęcia. A ona znalazła sposób, by mu to podać, nie zwracając niczyjej uwagi na ten fakt. Mogło to być nieważne, ale mogło też zapobiec zrobieniu z siebie durnia wobec młodszych oficerów.
Yang dostrzegła w jego oczach błysk wdzięczności, czego nie dała po sobie poznać. Już pierwszego dnia podróży odkryła bowiem, że Thornegrave potrzebował regularnego doceniania swej ważności, by dało się z nim wytrzymać. To, że był ubekiem, pogarszało sprawę, ale nie było jej przyczyną — znała wielu oficerów Ludowej Marynarki, którzy tak jak on musieli być ważni i kontrolować wszystko i każdego wokół. Może zresztą właśnie dlatego tak im zależało na osiągnięciu wyższych stopni.
Naturalnie Thornegrave nie zapomniał o regularnym przypominaniu jej, że jest z Urzędu Bezpieczeństwa. Ponieważ wraz ze sztabem została przydzielona na pokład okrętu UB, nie musiała się użerać z komisarzem, gdyż takowego tu nie było. Ponieważ jednak przydział ten oznaczał w praktyce przynależność do sztabu Thornegrave’a, ten osobiście zajął się wykonywaniem obowiązków anioła stróża. A ponieważ transportowce nie mogły korzystać z pasm wyższych niż delta, pokonanie trzydziestu trzech lat i dziewięciu miesięcy świetlnych dzielących Shilo od systemu Cerberus wymagało dwustu dziewięćdziesięciu pięciu godzin obiektywnych, czyli prawie dziesięciu dni pokładowych. Powolność jednostek klasy Longstop była zresztą powodem, dla którego Ludowa Marynarka nie wykorzystałaby ich do żadnego zadania tak blisko frontu.
Przez te dziesięć dni towarzysz generał dał się we znaki dosłownie wszystkim, którzy mieli pecha mieć z nim jakikolwiek kontakt. Oczywiście przy takim wrodzonym talencie osiągnął to w ciągu kilku pierwszych godzin, ale przez pozostałe dni udało mu się wzbić na poziom wręcz mistrzowski.
Teraz jednak zbliżali się do systemu Cerberus, gdzie będzie miał okazję porządzić całą kupą ubeków, dzięki czemu przynajmniej ona powinna mieć chwilę spokoju. Niestety niedługą, bo teoretycznie na załadunek więźniów mieli siedemdziesiąt dwie godziny. No a droga do Seabring będzie trwała ponad pięć standardowych tygodni i to czasu pokładowego. Już samo myślenie o tym powodowało dreszcze. Niestety w żaden sposób nie dało się jej skrócić.
— Wyjście z nadprzestrzeni to spektakularne zjawisko, towarzyszu generale — powiedziała niespodziewanie. — Mieliście okazję kiedyś je widzieć?
— Nie, nie miałem — przyznał po chwili.
— Stąd będzie dobry widok na głównym ekranie. Nie będzie nam niezbędny, gdyż manewrami zajmują się na mostku, a ja lubię na to patrzeć, więc przełączę obraz na kamery dziobowe. Można to też obserwować na własne oczy z obserwatorium astro.
Thornegrave przyjrzał się jej z namysłem. Był prawie pewien, że chciała się go pozbyć z pomostu flagowego, ale znalazła sposób, który wzbudził jego zainteresowanie. Biorąc pod uwagę jeszcze świeżą uprzejmość, mógł iść jej na rękę… Przez parę sekund ważył wszystkie za i przeciw, aż w końcu przeważył argument nieco innej natury. Nie miał ochoty spędzać najbliższych sześciu godzin, zabijając czas na pomoście flagowym. Yang musiała tutaj być, ale to ona była szoferem tej wycieczki. Miał doskonały pretekst, by wyjść i wrócić za dobre pięć godzin, by wypełnić należycie rolę dowódcy, nie tracąc przy tym twarzy.
— Sądzę, że druga możliwość jest atrakcyjniejsza, towarzyszko komodor — powiedział głośno. — Dziękuję za sugestię.
— Nie ma za co, towarzyszu generale — odparła Yang.
I z satysfakcją obserwowała jego plecy, gdy szedł ku windzie.
Przewodnikiem znów okazał się towarzysz porucznik Rodham. Thornegrave na jego widok skrzywił się w duchu, lecz nie dał nic po sobie poznać. Okazało się, że jego pierwsze wrażenie na widok towarzysza porucznika było słuszne, acz nie do końca. Rodham miał bowiem jeszcze dwie cechy, które nie ujawniły się przy pierwszym spotkaniu. Jedna z nich nadal wprawiała w osłupienie towarzysza generała, gdyż nie potrafił pojąć, jakim cudem tak nieatrakcyjnie wyglądający i sprawiający wrażenie polakierowanego gówna młodzian zdołał zaciągnąć do łóżka tyle kobiet. Po części niebrzydkich i niegłupich, choć rzadko obie te cechy występowały u którejś równocześnie.
Nadal go nie lubił, ale zmuszony był zweryfikować swoją opinię w jeszcze jednej kwestii. Towarzysz porucznik Rodham nie okazał się bowiem całkowicie bezużyteczny. Nie był specjalnie uzdolniony w niczym poza rwaniem panienek, ale z energią wypełniał obowiązki (przynajmniej jak długo ktoś go pilnował) i przejawiał talent do przedstawiania pracy innych jako swojej własnej, kiedy tylko się dało. A gdy się nie dało, czynienia innych autorami własnych błędów i braków. Był to objaw, który zwrócił uwagę Thornegrave’a, a parę prostych testów wykazało, że miał słuszność. Rodham posiadał cechę, która od czasu do czasu przydawała się Urzędowi Bezpieczeństwa. Był mianowicie całkowicie amoralny.