Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-389-X
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
— Oczywiście, że wiem. Cholera, nawet gdybyś chciała, to nie byłabyś w stanie bez kodu dostępu, którego nie ma nikt poza odbiorcą, czyli nimi!
— Ja tylko… przepraszam, sir — powiedziała cicho. — Cokolwiek by się stało, to należy do moich obowiązków i…
— Irene, nie mamy czasu na samooskarżenia, tym bardziej że niczego zrobiłaś i za nic nie jesteś odpowiedzialna — przerwał jej Heathrow. — Więc bądź uprzejma przestać i zabrać się do tego, co ci kazałem zrobić. I to już!
— Tak, sir.
Heathrow zakończył połączenie i sięgnął po spodnie, które zdjął trzy godziny wcześniej.
— …zapewniam pana, towarzyszu pułkowniku, że sprawdziłem dokładnie. W naszym archiwum nie ma żadnej dodatkowej wiadomości dla Danak, żadna nie została pomyłkowo nadana wcześniej do innego adresata i nikt przy żadnej z nich nie próbował majstrować.
— To już usłyszałem od towarzyszki chorąży, towarzyszu komandorze — odparł chłodno towarzysz pułkownik Brigham Therret. — i przyznaję, że wydaje mi się to bardzo podejrzane.
— A czy można się dowiedzieć, czego właściwie pan szuka? — spytał na tyle uprzejmie, na ile mógł, Heathrow. — Bo w tej chwili, przepraszam za wyrażenie, ale macamy po ciemku. Wiemy, że czegoś panu brakuje, i sprawdziliśmy wszędzie tam, gdzie to coś mogło się znaleźć, ale nie znaleźliśmy. Może gdybyśmy wiedzieli, czego konkretnie szukamy, można byłoby podejść inaczej do problemu. Zastanowić się na przykład, gdzie i jak ta wiadomość została źle zarchiwizowana czy błędnie nazwana.
— Hm… — Therret zmarszczył brwi, ale rozchmurzył się nieco, jakby o takiej opcji dotąd w ogóle nie pomyślał.
Zastanawiał się przez dłuższą chwilę, po czym z miną wyrażającą albo niezdecydowanie albo zniecierpliwienie, polecił:
— Proszę nie przerywać połączenia i poczekać.
I zniknął z ekranu zastąpiony standardowym napisem: POŁĄCZENIE TRWA, PROSZĘ CZEKAĆ.
Heathrow spojrzał na Irene Howard i uśmiechnął się, by dodać jej otuchy. Po sprawdzeniu nagrań rozmów zdecydował, że rozsądniej będzie ciąg dalszy załatwiać z mostka, a nie ze swej kabiny, raz dlatego że to poważniej wygląda, dwa że w razie gdyby musiał mieć dostęp do Howard czyjejś konsoli, miałby go natychmiast. A trzy że w ten sposób mógł cały czas wywierać na nią uspokajający wpływ, co biorąc pod uwagę ciągłą bliskość histerii, było zdecydowanie dobrym pomysłem.
Żałował tylko, że ktoś nie wywiera na niego podobnego wpływu.
Napis zniknął i na ekranie pojawił się nowy rozmówca. Miał na naramiennikach po trzy gwiazdki i Heathrow zdał sobie sprawę, że ma nieprzyjemność z towarzyszem generałem Chernockiem we własnej osobie. Towarzysz generał miał ciemną cerę, duży haczykowaty nos i oczy wyglądające jak dwa otwory wychodzące w próżnię.
— Towarzysz komandor Heathrow — powiedział szef sektora beznamiętnie.
Heathrow przytaknął, zdając sobie sprawę, że pomimo wysiłków wcale nie wygląda spokojnie, ale na to nie był już w stanie nic poradzić.
— Tak, towarzyszu generale — potwierdził. — Jak mogę panu pomóc?
— Oddając mi moją cholerną pocztę! — warknął Chernock.
— Osobiście sprawdziłem dokumentację nadanych do pana wiadomości, sir. Zarówno przyjętych, jak i wysłanych — wszystkie adresowane do dowództwa sektora Danak zostały wczoraj przekazane. Nie znam zawartości tych wiadomości ani nawet ich liczby, bo kurierzy nie mają dostępu do tego fragmentu archiwum, więc nie mogę zaręczyć, że otrzymał pan wszystkie indywidualne przesyłki, ale mogę ręczyć i ręczę, że żadna adresowana do systemu Danak nie pozostała w komputerze, sir.
Heathrow, choć tego serdecznie nie cierpiał, zdecydował się używać starej formy „sir”, wiedząc, że ubecy to lubią, jak długo ma to miejsce jedynie w stosunku do nich.
— Chciałbym w to wierzyć, towarzyszu komandorze, ale jakoś nie mogę — przyznał szczerze Chernock.
— Sir, gdyby podał mi pan jakieś informacje na temat tej brakującej wiadomości… choćby to, gdzie powinniśmy ją otrzymać, być może zdołałbym powiedzieć panu coś więcej. Inaczej nic nie mogę zrobić, a muszę z całym szacunkiem przypomnieć, że zgodnie z przepisami Urzędu Bezpieczeństwa dotyczącymi zasad zachowania tajności przesyłek nie mogę panu udostępnić plików adresowanych do kogoś innego. Proszę się nie denerwować, tylko posłuchać, sir. Nie chodzi o to, że nie chcę, tylko że nie mogę, gdyż fizycznie niemożliwe jest, by ktokolwiek z załogi, w tym także ja, uzyskał dostęp do tej części pamięci, która zawiera wiadomości, bez kodu dostępu, który posiada jedynie adresat. Każdy adresat ma inny kod i może uzyskać dostęp tylko do tego pliku, w którym znajdują się wiadomości do niego, i do żadnego innego, sir.
— Rozumiem… — Chernock przyjrzał mu się uważnie spod na wpół opuszczonych powiek, wybijając palcami prawej dłoni jakiś rytm na obudowie konsolety łączności.
A potem wzruszył ramionami.
— No dobrze, towarzyszu komandorze — powiedział ze śladem niechętnego szacunku w głosie. — Z innych wiadomości, które pan przywiózł, wnoszę, że miał pan także pojawić się w systemie Cerberus.
I przerwał, najwyraźniej czekając na reakcję.
— Tak, sir. Polecieliśmy tam prosto z Shilo. Wiem, że z zasady do tego systemu nie wysyła się jednostek kurierskich floty, ale kurier Urzędu Bezpieczeństwa, który miał zjawić się w systemie Shilo, został oddelegowany do innych zadań i towarzysz generał major Thornegrave uparł się, żeby skorzystać z naszych usług.
— A z systemu Cerberus udał się pan do Clarke, zaś z układu Clarke tu?
— Tak, sir. Jeśli pan chce, mogę udostępnić dziennik pokładowy.
— To nie będzie konieczne, towarzyszu komandorze. Po prostu sprawdzam, czy dobrze zapamiętałem trasę lotu pańskiej jednostki. — Chernock uśmiechnął się zimno. — Widzi pan, problem polega na tym, że powinien pan mieć dla mnie wiadomość. Osobistą i ściśle tajną, od towarzysza brygadiera Treski.
— Od towarzysza brygadiera Treski? — powtórzył zaskoczony Heathrow i spojrzał na Howard.
Ta odpowiedziała bezradnym spojrzeniem i potrząsnęła przecząco głową.
Heathrow tak na dobrą sprawę nie potrzebował się upewniać, bo wspomnienia krótkiego (na szczęście) pobytu w systemie Cerberus miał nadal świeże.
— Nie było żadnej wiadomości od towarzysza brygadiera Treski, sir — powiedział zdecydowanie. — Z obozu Charon otrzymaliśmy tylko jedną przesyłkę i była ona adresowana do towarzysza generała majora Thornegrave’a, sir.
— Jest pan tego pewien? Nie mogła zajść żadna pomyłka?
— W tym przypadku nie, sir. Wiadomość była adresowana do oficera dowodzącego systemem Shilo, dowództwo Urzędu Bezpieczeństwa sektora Shilo. Kod miejsca przeznaczenia nie ulegał wątpliwości. Jego zapis mogę panu udostępnić do wglądu, sir.
— Proszę tak zrobić — powiedział Chernock i po raz pierwszy zabrzmiało to rzeczywiście jak prośba.
— Proszę wykonać, towarzyszko chorąży — polecił Heathrow.
Howard wykonała polecenie i oboje obserwowali z napięciem, jak Chernock przygląda się temu, co wyświetliło się na jego ekranie.
— Rozumiem… — odezwał się po długim studiowaniu krótkiej serii liter. — Wygląda na to, że doszło do pewnego nieporozumienia, towarzyszu komandorze… Ma pan może jakieś przypuszczenia co do treści tej wiadomości?
— Żadnych, sir — oznajmił natychmiast Heathrow z taką pewnością, z jaką tylko mógł.