Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-389-X
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
— Doskonale. Proszę mu przypomnieć, że konwój odlatuje punktualnie o dwudziestej drugiej trzydzieści i lepiej dla niego byłoby zakończyć załadunek wcześniej.
— Według rozkazu, towarzyszko komodor!
Yang skinęła głową i ponownie skupiła uwagę na holoprojekcji taktycznej.
— Konwój wyruszył w drogę o wyznaczonym czasie, towarzyszu generale.
— Doskonale, towarzyszko komodor. Dziękuję za informację i proszę dać mi znać na pół godziny przed wejściem w nadprzestrzeń. Chciałbym być na pomoście flagowym, gdy osiągniemy granice wejścia.
— Oczywiście, towarzyszu generale.
Yang mówiła z nienaganną uprzejmością, a jej twarz na ekranie łączności miała cały czas ten sam wyraz, ale Thornegrave doskonale wiedział, że ostatnim zdaniem ją trafił, i starannie ukrył ironiczny uśmieszek. Yang było niezwykle łatwo zirytować, a więc i sprowokować. A on dokładnie zapamiętywał każde jej zachowanie i wypowiedź, które będą mogły zostać użyte przeciwko niej, gdy nadejdzie wreszcie czas zastąpienia lokajów burżuazji właściwymi ideologicznie ludźmi.
— Dziękuję, towarzyszko komodor — odparł z fałszywą uprzejmością i zakończył połączenie.
Towarzysz komandor porucznik Heathrow otworzył oczy, słysząc sygnał interkomu, i usiadł. Tylko dowódca i jego zastępca posiadali własne kabiny z uwagi na szczupłość miejsca w jednostkach kurierskich. Za ten luksus przyszło jednak zapłacić — kabiny zostały wciśnięte w zwężający się odcinek kadłuba tuż przed rufowym pierścieniem napędu. W rezultacie pomiędzy sufitem a głową śpiącego w niej oficera było około sześćdziesięciu centymetrów luzu. Człowiek z reguły szybko się uczył, by o tym pamiętać, jednakże niespodziewanie budzony Heathrow nadal odruchowo siadał prosto. A raczej próbował, bo kończyło się to nieodmiennie łupnięciem głową o sufit i powrotem do pozycji horyzontalnej.
Na szczęście ktoś przewidujący spośród projektantów wyłożył sufit grubą warstwą materiału amortyzującego, być może nie chcąc być sprawcą serii zabójstw wśród młodszych oficerów Ludowej Marynarki. Jedynie dzięki temu Heathrow uniknął solidnego guza albo i utraty przytomności, jako że siadał dość energicznie. Zaklął, zmienił pozycję znacznie ostrożniej i uaktywnił połączenie, ale tylko głosowe.
— Tak? — warknął.
— Sir, tu Howard. Ja… sir, mam problem i… Umilkła nagle, a Heathrow zapomniał o bolącej głowie, słysząc panikę w jej głosie i gwałtowny, szybki oddech oznaczający, że lada moment może mieć do czynienia z atakiem histerii. Pospiesznie włączył wizję.
Howard wytrzeszczyła oczy, widząc goły tors dowódcy, którego dotąd nie oglądała inaczej niż w pełni umundurowanego. Dopiero w następnej chwili zauważyła wyraz zatroskania na jego twarzy i w jej oczach pojawiła się ulga.
— Co się stało? — spytał spokojnie Heathrow, wysilając szare komórki, by samemu znaleźć odpowiedź, co mu się jednak nie udało.
No bo co mogło się takiego wydarzyć w trakcie czekania na orbicie planety Danak Alfa?!
— Sir, chodzi o tych z UB. Powiedziałam im, że nie mamy… ale oni nie słuchają, a teraz ten cały towarzysz pułkownik Therret mówi, że towarzysz generał Chernock osobiście… a ja nie mam dla nich żadnych więcej wiadomości, sir! Wysłałam wszystkie wczoraj, gdy tylko przybyliśmy! I…
— Zaraz! Stop! Spokojnie, Irene. — Heathrow zdołał w jakiś sposób powiedzieć to równocześnie stanowczo i uspokajająco, co najbardziej jego samego zaskoczyło.
Howard zamilkła i tylko spoglądała nań błagalnie.
— W porządku. Chcę, żebyś zaczęła od początku i nie podniecała się. Nie zakładaj, że wiem cokolwiek, bo nie wiem. Mów po kolei, niczego nie opuszczaj i powiedz mi spokojnie, co i jak się stało. Dobrze?
— Tak, sir.
Widać było, że robi co może, żeby wziąć się w garść i uporządkować myśli. Potem także odetchnęła głęboko, tyle że kilkakrotnie, i zaczęła relację już bardziej opanowanym głosem:
— Nie chciałam pana budzić, sir. I nie chciałam, żeby pan pomyślał, że nie potrafię niczego zrobić samodzielnie albo że boję się odpowiedzialności, a to wszystko zaczęło się tak rutynowo, że byłam pewna, iż dam sobie radę… Myliłam się, sir.
Mówiąc to, zaczerwieniła się ze wstydu — widać było, że ciężko jest jej się przyznać do błędu, ale zrobiła to. I panowała już nad sobą na tyle, by mówić dalej składnie i spokojnie.
— Jak pan wie, przesłaliśmy wszystkie wiadomości adresowane do Danak, gdy tylko znaleźliśmy się na orbicie… I to były naprawdę wszystkie wiadomości, sir! Nic więcej nie ma, a oni mi nie wierzą.
— Nie wierzą? — powtórzył zaskoczony Heathrow. Howard bezradnie potrząsnęła głową.
— Nie, sir. Najpierw dostałam standardową prośbę dowództwa sektora Urzędu Bezpieczeństwa, żebym sprawdziła, czy wszystko zostało nadane. Sprawdziłam i powiedziałam im, że tak — i na tym się skończyło. A kwadrans później połączył się z nami jakiś major i zażądał kolejnego sprawdzenia. Kiedy mu powiedziałam, że przed chwilą to zrobiłam, uparł się, żebym mu dała dostęp do banku danych. Dałam mu, ale on też niczego nie znalazł, więc mnie oskarżył, że musiałam coś pomieszać w przechowywaniu wiadomości. Powiedziałam mu, że nie mogłam, bo to w pełni automatyczna procedura. To on mnie oskarżył o sabotaż! Więc mu powiedziałam, że nawet jakbym chciała, nie mogłabym nic zrobić, bo nie mam spisu zawartości pamięci. Nawet nie wiem, ile wiadomości zostało zapakowanych dla systemu Danak, więc skąd mogę wiedzieć, czego które dotyczą! Przecież ja nie mogę nawet otworzyć centralnego banku bez kodu zabezpieczającego, a taki kod ma tylko odbiorca, do którego jest adresowana poczta. Wie pan przecież o tym, sir!
— Oczywiście, że wiem — zapewnił ją Heathrow, starając się ponownie nie dopuścić do zbliżającego się ataku histerii.
— Właśnie. Powtórzyłam mu to z dziesięć razy na różne sposoby i w końcu się odczepił. A potem połączył się z nami ten towarzysz pułkownik Therret, szef sztabu generała Chernocka. I znowu to samo co tamten major. Sir, on się uparł, że musi być wiadomość, której nie przesłaliśmy… i powiedział, że wyśle tu ludzi, żeby ze mną o tym „porozmawiali”!
Kolejny raz w jej oczach widać było panikę tylko czekającą by wyrwać się spod resztek kontroli — Heathrow nie dziwił się jej. Co prawda nie miał pojęcia, co się narobiło czy dlaczego, ale dziewczynę rozumiał dobrze: po „rozmowie” z rzeźnikami z UB człowiek potrzebował intensywnej opieki medycznej. Jeżeli miał szczęście.
Sam zresztą też poczuł coś lodowatego maszerującego po plecach. Skoro Urząd Bezpieczeństwa zdecydował, że gdzieś im zginęła zaszyfrowana wiadomość, to szukanie winnego nie skończy się na Howard. Następny w kolejce był on sam.
— Dobrze — odezwał się po chwili gorączkowego myślenia. — Przygotuj mi pełną kopię rozmów związanych z tymi wiadomościami. Ja się ubiorę, a zaraz potem dam ci znać, żebyś mi to przesłała tutaj. Przesłucham wszystko, a ty skontaktujesz mnie potem z towarzyszem pułkownikiem Therretem. Resztą sam już się zajmę. Aha, jakiekolwiek dalsze pytania w tej sprawie od razu przełączasz bezpośrednio do mnie. Zrozumiałaś?
— Tak, sir. Wszystko jest w wykazie rozmów, sir — odparła z olbrzymią ulgą, ale w jej oczach pozostał niepokój. — Przysięgam, że nic nie zrobiłam z żadną wiadomością ani z archiwum, gdzie są przechowywane. Wie pan o tym.