Peanatema [Anathem - pl]
- Автор: Стивенсон Нил Таун
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Mag
- ISBN: 978-83-7480-126-3
- Переводчик: Wojciech Szypula
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Peanatema [Anathem - pl]». Краткое содержание книги:
— Twój przyjaciel, fraa Jesry, podzielił się z nami twoimi spostrzeżeniami na temat spadochronu — podpowiedział.
— No tak… — wykrztusiłem i stwierdziłem, że moje gardło rozpaczliwie domaga się ode mnie odchrząknięcia. — Spadochron był zupełnie zwyczajny. W niczym nie przypominał nowomaterii.
— Gdyby Geometrzy umieli wytwarzać nowomaterię, zrobiliby lepszy spadochron — przełożył moje słowa Paphlagon.
— Albo wymyślili metodę lądowania, która nie byłaby tak żenująco prymitywna! — wyśpiewał Barb, ściągając na siebie gniewny wzrok donów. Nikt nie pytał go o zdanie.
— Fraa Tavener ma całkowitą słuszność — zauważył fraa Jaad, rozładowując napięcie. — Może powie nam coś ciekawego jeszcze później, kiedy go o to poprosimy.
— Sens tych wypowiedzi, jeśli dobrze zrozumiałam, jest taki, że każda z czterech grup Geometrów używa materii właściwej dla kosmosu, z którego pochodzi — podsumowała Ignetha Foral.
— Nadano im tymczasowe nazwy — wtrącił Zh’vaern. — Antarktyjczycy, Pangeajczycy, Diaspowie i Quatorzy.
Po raz pierwszy — i chyba ostatni — jego słowa wywołały powszechną wesołość.
— Brzmią dziwnie… geograficznie — przyznała suur Asquin. — Ale co…
— Na burcie ich statku dostrzeżono namalowane cztery planety — mówił dalej Zh’vaern. — Są dobrze widoczne na fototypie saunta Orola. Znalezione w kapsule fiolki z krwią również są opisane wizerunkami planet. Ich nieoficjalne nazwy są inspirowane cechującymi je ciekawostkami natury geograficznej.
— Niech zgadnę… — odezwała się znowu suur Asquin. — Na Pangei jest jeden duży kontynent?
— Na Diaspie mnóstwo wysp, rzecz jasna — dodał Lodoghir.
— Quator wziął się od słowa „equator”, równik: większość lądów znajduje się tam w okolicach zerowego równoleżnika — ciągnął Zh’vaern. — A cechą charakterystyczną Antarkty jest olbrzymi zlodowaciały ląd na biegunie południowym. — Po czym, zapewne spodziewając się kolejnego wtrętu ze strony Barba, dodał: — To znaczy, na tym biegunie, który znajduje się u dołu ekranu.
Barb prychnął.
Fraa Zh’vaern mógł się wydać podejrzanie dobrze poinformowany jak na członka pustelniczej sekty deolatrów, który niedawno przybył na konwoks, ale wyjaśnienie tego faktu było całkiem zwyczajne: podobnie jak ja wziął udział w spotkaniu, na którym różni fraa i suur przedstawiali dopuszczonym do przygarnięcia przybyszom aktualne informacje na interesujące konwoks tematy — albo (gdyby przyjąć bardziej cyniczny punkt widzenia) wciskali nam to, co hierarchowie chcieli, żebyśmy wiedzieli. Dopiero teraz zaczynałem się pomału uczyć, w jaki sposób prawdziwe informacje krążą na konwoksie.
Nastąpiła trwająca kilka minut wymiana żarcików. Zaczynałem się już nawet niecierpliwić, dopóki nie zauważyłem, że Moyra i Paphlagon wykorzystują tę okazję, żeby nadrobić zaległości w jedzeniu. Część posługaczy poszła do kuchni przygotować deser. Dopiero kiedy zaczęliśmy uprzątać talerze, żarty się skończyły, suur Asquin wymieniła porozumiewawcze spojrzenia z Ignethą Foral, odchrząknęła w serwetkę i wróciła do tematu:
— Z naszej dotychczasowej wymiany zdań wnoszę, że żadna z czterech ras Geometrów nie wynalazła nowomaterii…
— A jeśli nawet, to nie chcą, żebyśmy o tym wiedzieli — wtrącił Lodoghir.
— Rzeczywiście… Każda z nich pochodzi z takiego kosmosu, Historii czy też trajektorii świata, w których naturalne stałe są minimalnie różne od tych, które znamy.
Nikt nie zaprotestował.
— Moim zdaniem jest to niewiarygodnie doniosłe odkrycie — odezwała się Ignetha Foral. — Doprawdy nie rozumiem, dlaczego tak niewiele o nim wiadomo.
— Dopiero dzisiaj spłynęły ostateczne wyniki z laboratorium — przypomniał jej Zh’vaern.
— Po czym władze konwoksu bezzwłocznie zorganizowały nasz messal — zauważył Lodoghir. — Jeszcze zanim skończyło się przygarnięcie.
— Niektóre dyskuty już przed dwoma dniami znały wstępne wyniki — wtrącił Paphlagon.
— Ich członkowie powinni byli natychmiast nas o tym poinformować! — żachnęła się Ignetha Foral.
— Taka już jest natura dyskut, że mniej się o nich mówi niż o wynikach z laboratorium — podkreśliła suur Asquin, gładko wchodząc w rolę łagodzicielki sporów i niezręczności. Jaad posłał jej takie spojrzenie, jakby była progiem spowalniającym, który nagle wyrósł na drodze przed jego mobem.
— Jest jeszcze inny powód — dodała suur Moyra — i może on być dla pani sekretarz bardziej zrozumiały. Do dzisiaj rana ogromną popularnością cieszyła się hipoteza, że to układ napędowy międzygwiezdnego statku Geometrów ma wpływ na materię. Zmienia ją.
— Zmienia materię?
— Tak. Powoduje lokalne zmiany praw natury i stałych fizycznych.
— Czy to możliwe?
— Taki napęd został wymyślony dwa tysiące lat temu, i to tutaj, w Tredegarhu. Po tym, jak w zeszłym tygodniu wspomniałam o nim, przez kilka dni idea ta cieszyła się sporą popularnością… więc w pewnym sensie to także moja wina.
— Nie zyskałaby takiej popularności, gdyby nie fakt, że ludzie nie wiedzieli, co myśleć — odezwał się fraa Jaad. — Wizje innych Historii wydały im się niepokojące. Szukali wyjaśnienia niewymagającego od nich przyswojenia sobie nowych wzorców myślenia i odrzucenia Grabi.
— Cóż za elokwentny wywód, fraa Jaadzie — zadrwił mój don. — Piękny przykład jednego z tych ukrytych nurtów, które jakże często kierują dyskusją udającą rzetelny dyskurs teoryczny.
Jaad posłał Lodoghirowi spojrzenie, którego nie umiałem zinterpretować, z pewnością jednak nie nazwałbym go życzliwym.
Ktoś pociągnął za mój sznurek; nauczyłem się już rozpoznawać rękę Emmana. I rzeczywiście — czekał na mnie przy wejściu do kuchni.
— Kiedy tylko ruszymy w drogę powrotną do domu, pani sekretarz zacznie rozmowę od tego, że każe mi się wkręcić do odpowiedniej dyskuty.
— W takim razie wybrałeś niewłaściwego człowieka. Ja dopiero dziś rano wyszedłem z kwarantanny.
— Co czyni z ciebie idealnego kandydata: będziesz miał wzięcie.
Zdążyłem się zorientować w rozkładzie konwoksowego dnia na tyle, żeby wiedzieć, że poranki (przed certyfikiem) spędza się w laboratorium: udam się w wyznaczone miejsce i będę pracował przy wskazanym projekcie razem z innymi deklarantami, którzy tak jak ja zostali do niego przydzieleni. Część dnia od certyfiku do messalu nazywano peryklinem: ludzie spotykali się, mieszali i wymieniali informacjami (na przykład na temat wyników z laboratorium), które następnie się sortowało i — podczas messali — puszczało w dalszy obieg. Po messalu spotykały się dyskuty, czyli nocne grupy robocze. Panowało powszechne przekonanie, że najbliższa noc zapowiada się wyjątkowo ciekawie, ponieważ przygarnięcie i plenum zabrały mnóstwo dnia roboczego — chociaż, prawdę mówiąc, to właśnie dyskuty były głównym miejscem pracy na konwoksie. Wszystkim zależało na tym, żeby robota posuwała się do przodu, ale wielu uważało, że sformalizowane struktury laboratorium, messalu i tym podobne tylko ich ograniczają. A w pracach dyskuty mogli się wykazać inicjatywą. Przez pół dnia użerał się człowiek z jakimiś półmózgami, potem hierarchowie przydzielali go do jakiegoś usypiającego messalu — za to przynajmniej na spotkaniu dyskuty mógł robić, co mu się żywnie podobało.
— Byłoby mi bardzo miło, gdybyś zechciał mi towarzyszyć w dyskucie — powiedziałem do Emmana. Całkiem szczerze. — Powinieneś jednak zrozumieć, że nie gwarantuję…