Peanatema [Anathem - pl]
- Автор: Стивенсон Нил Таун
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Mag
- ISBN: 978-83-7480-126-3
- Переводчик: Wojciech Szypula
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Peanatema [Anathem - pl]». Краткое содержание книги:
— Kiedy tylko przyjdzie ci ochota opisywać stany układu, jaki zamierzasz badać. Dla fida, któremu nauczyciel wyznaczy problem do rozwiązania, pierwszym krokiem jest zawsze stworzenie odpowiedniej przestrzeni Hemna dla tego problemu.
— O jakiej przestrzeni Hemna mówił w takim razie fraa Jaad? Co jest tym układem, którego wszystkie stany opisuje?
— Kosmos.
— Aha…
— Który dla fraa Jaada jest jedną z możliwych ścieżek w absurdalnie gigantycznej przestrzeni Hemna. W tej samej przestrzeni Hemna mogą się znajdować punkty, które nie leżą na ścieżce reprezentującej Historię naszego kosmosu.
— Ale mimo to mają pełne prawo tam być?
— Niektóre. Bardzo nieliczne, prawdę mówiąc, ale w tak olbrzymiej przestrzeni „bardzo nieliczne” wystarczą do stworzenia całych wszechświatów.
— A co z innymi punktami? Takimi… niewłaściwymi?
— Opisują sytuacje, które z jakiś względów są niemożliwe.
— Blok lodu w jądrze gwiazdy — podsunął Arsibalt.
— Na przykład — zgodziłem się. — Jest w przestrzeni Hemna taki punkt, który opisuje kosmos różniący się od naszego tylko tym, że gdzieś tam, w jądrze jednej z gwiazd, uchował się blok lodu. To sytuacja niemożliwa.
Arsibalt przetłumaczył to tak:
— Nie istnieje przeszłość, która mogłaby do takiego stanu doprowadzić, nie ma więc żadnej potencjalnej trajektorii, która mogłaby zawierać taki punkt.
— Spróbuj jeszcze przez chwilę powściągnąć ciekawość — poprosiłem Emmana. — Zmierzałem do tego, że poprawne punkty w przestrzeni Hemna, pomijane przez trajektorię naszego świata, ale nadal sensowne, można połączyć i utworzyć z nich trajektorie innych światów.
— Ale one nie będą prawdziwe? — upewnił się Emman.
Zaniemówiłem.
— To poważne pytanie metateoryczne — odpowiedział zamiast mnie Arsibalt. — Wszystkie punkty w przestrzeni Hemna są równie prawdziwe, tak jak prawdziwe są wszystkie wartości współrzędnych (x, y, z), ponieważ nie są niczym więcej, jak tylko zbiorami liczb. Co sprawia, że pewien wybrany ich zbiór, wybrana trajektoria świata, staje się „prawdziwa”?
Suur Tris, która od dobrych paru minut wydawała coraz głośniejsze znaczące chrząknięcia, przeszła właśnie do etapu rzucania w nas przedmiotami, któremu na dodatek towarzyszyło coraz głośniejsze dźwięczenie dzwonków. Pora na główne danie. Inni posługacze próbowali nam przypomnieć o naszych obowiązkach, musieliśmy więc wziąć się do roboty. Niedługo później cała nasza czternastka znalazła się na swoich miejscach w messalanie — posługacze za plecami donów — czekając, aż suur Asquin weźmie do ręki widelec.
— Wszyscy chyba zgodziliśmy się pójść w ślady fraa Jaada i przenieść z naszymi rozważaniami do przestrzeni Hemna — powiedziała tymczasem Asquin. — Ze słów fraa Paphlagona i suur Moyry wnioskuję, że nie zabraknie tam dla nas miejsca.
Donowie i dony zaśmiali się uprzejmie. Barb prychnął. My z Arsibaltem przewróciliśmy oczami. Barb rwał się do splantowania suur Asquin: wyjaśniłby jej ze wszystkimi zabójczymi dla kolacji szczegółami, jak gigantyczna jest przestrzeń konfiguracyjna całego wszechświata, a przy okazji przytoczył szacunkowe wyliczenie ilości zer niezbędnych do zapisania liczby opisywanych przez nią stanów, przybliżoną długość takiego ciągu liczb, i tak dalej. Arsibalt podniósł rękę, jakby grożąc, że zaraz położy mu dłoń na ramieniu.
Spokojnie.
Suur Asquin zaczęła jeść, inni poszli w jej ślady. Nastąpiło krótkie interludium, w którym część donów (ale nie Lodoghir) wygłosiła spodziewane pochwały posiłku, po czym gospodyni znów zabrała głos:
— Wracając pamięcią do naszej wcześniejszej dyskusji, nie mogę się nadziwić uwadze poczynionej przez fraa Paphlagona, zanim rozmowa zeszła na temat przestrzeni Hemna. Chodziło o różne rodzaje materii. Fraa Paphlagonie, jeśli się nie mylę, przytoczyłeś ten fakt na dowód tezy, że Geometrzy pochodzą z różnych kosmosów… Czy też, trzymając się terminologii zaproponowanej przez fraa Jaada, z różnych Historii.
— Tradycyjnie mówimy o „trajektoriach światów” — wtrąciła suur Moyra. — Określenie „Historia” nie jest do końca… neutralne.
— Nareszcie ktoś tu przemawia moim językiem! — Fraa Lodoghir był zachwycony. — Kto oprócz fraa Jaada mówi o Historiach i co przez to rozumie?
— To rzeczywiście rzadkie sformułowanie — przyznała Moyra. — Przez niektórych kojarzone z Dynastią.
Fraa Jaad jakby nie słuchał tej rozmowy.
— Nie kłóćmy się o słowa — wtrąciła ostro suur Asquin. — Interesuje mnie coś innego: nie rozumiem, co łączy różne rodzaje materii z różnymi trajektoriami światów.
— Procesy kosmogoniczne prowadzące do powstania materii, z której się składamy: tworzenie się protonów, łączenie się ich w gwiazdy, następująca w jądrach gwiazd nukleosynteza… — zaczął Paphlagon — są uzależnione od wartości pewnych stałych fizycznych. Najoczywistszym, ale wcale nie jedynym przykładem takiej stałej może być prędkość światła, a ich łączna liczba wynosi około dwudziestu. Dawno temu, kiedy teorowie mieli jeszcze dostęp do odpowiedniej aparatury, poświęcali mnóstwo czasu na dokładne ich mierzenie. Gdyby miały inne wartości, kosmos, jaki znamy, w ogóle by nie powstał. W jego miejscu istniałaby nieskończona ciemna chmura zimnego gazu, ogromna czarna dziura albo coś jeszcze innego, prostego i nieciekawego. Wyobraźmy sobie te występujące w naturze stałe jako dźwignie na pulpicie sterowniczym jakiejś maszyny. Należy je wszystkie ustawić we właściwym położeniu, bo inaczej…
Paphlagon zerknął na Moyrę. Miała gotowy ciąg dalszy:
— Suur Demula porównała tę sytuację do próby otwarcia sejfu z zamkiem szyfrowym, w którym szyfr ma około dwudziestu liczb.
— Nie wiem, czy dobrze rozumiem analogię Demuli… — wtrącił Zh’vaern. — Każda z tych dwudziestu liczb szyfru miałaby być wartością jednej takiej stałej fizycznej. Na przykład prędkości światła.
— Zgadza się. Wprowadzenie dwudziestu przypadkowych liczb nie doprowadzi do otwarcia sejfu, który pozostanie martwą bryłą żelaza. Nawet jeżeli podamy dziewiętnaście właściwych liczb, a pomylimy tylko jedną, nadal nic się nie zmieni: cała dwudziestka musi być poprawna. Wtedy drzwi się otworzą i z sejfu wyleje się całe złożone piękno kosmosu.
— Inną analogię zaproponował saunt Conderline — powiedziała Moyra, przepłukawszy gardło. — Porównał wszystkie zbiory wartości tych dwudziestu stałych do oceanu, którego długość, szerokość i głębokość wynoszą po tysiąc mil. Zbiory takich ich wartości, prowadzących do powstania kosmosów, tworzyłyby na powierzchni tego oceanu warstewkę nie grubszą od arkusza papieru, jak wylana na fale oliwa.
— Analogia Conderline’a bardziej mi się podoba — przyznał Paphlagon. — Różne kosmosy, w których rozwinęło się życie, to małe wycinki tej plamy oliwy. Wynalazcy nowomaterii znaleźli sposób na poruszanie się w jej obrębie, niezbyt daleko, w bliskim sąsiedztwie, do miejsc, gdzie materia ma minimalnie zmienione właściwości. W efekcie większość stworzonej przez nich nowomaterii jest trochę inna, ale niewiele lepsza od materii występującej w naturze. Po wielu latach mozolnej pracy nauczyli się zapuszczać w nieco dalsze rejony plamy, gdzie materia jest wyraźnie lepsza i bardziej użyteczna. Wydaje mi się, że znajdujący się wśród nas fraa Erasmas ma pewne spostrzeżenia na temat materii Geometrów.
Dźwięk mojego imienia tak kompletnie mnie zaskoczył, że jeszcze przez długą chwilę tkwiłem całkowicie nieruchomo na swoim miejscu. Fraa Paphlagon spojrzał na mnie i spróbował wytrącić mnie z odrętwienia: