Pamięć Światłości
- Автор: Джордан Роберт, Сандерсон Брендон
- Серия: Kolo czasu #14
- Язык: польский
- Переводчик: Jan Karłowski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:
– Być może – odparł Perrin. – Chcę odwiedzić Elayne na polu walki i…
Młody Byku – odezwał się jeden z wilków. „Głos” ślącego wiadomość wydawał się Perrinowi znajomy. – Ona tutaj jest.
Tutaj? – wysłał Perrin – Poszukiwaczka Serca?
Przybywaj.
Perrin schwycił Gaula za ramię i przemieścił ich daleko na północ. Graendal była w Shayol Ghul? Czy próbowała się tam dostać i zabić Randa?
Wylądowali na skalnej półce wychodzącej na dolinę. On i Gaul znaleźli się na dole błyskawicznie, co niezbyt dobrze wpłynęło na ich żołądki. Wyjrzeli zza krawędzi i obserwowali dolinę. Obok Perrina pojawił się stary, szary wilk. Znał to zwierzę, był tego pewien – zapach był znajomy, ale nie umiał przypomnieć sobie jego imienia, zaś wilk nie podał go, śląc wieści.
– Gdzie? – wyszeptał Perrin. – Czy ona jest w jaskini?
Nie – odpowiedział wilk. – Tam.
Wilk wysłał obraz kilku namiotów rozbitych poniżej wejścia do doliny. Poszukiwaczki Serca nie widziano w niej, odkąd Perrin natknął się tam na nią po raz pierwszy.
Oddziały Ituralde stacjonowały w tym miejscu dostatecznie długo, by namioty jego armii były dobrze widoczne w wilczym śnie. Perrin przemieścił się ostrożnie w dół, a Gaul i wilk dołączyli do niego.
Tam – przesłał wiadomość wilk, ruchem łba wskazując wielki namiot w centrum obozu. Perrin widział tu Graendal już wcześniej, tu, w tym namiocie, który należał do Rodela Ituralde.
Zamarł, kiedy poły namiotu zaszeleściły. Wyszła z niego Graendal. Wyglądała tak jak kiedyś – jej twarz przypominała skalną płytę.
Perrin stworzył cienką, kolorową ścianę, by móc się za nią skryć, ale niepotrzebnie się trudził. Graendal natychmiast otworzyła bramę i przeszła do realnego świata.
Panowała tam noc. Choć czas w bliskości Sztolni płynął dziwnie, dla reszty świata nie miało to większego znaczenia.
Po drugiej stronie bramy Perrin widział w ciemnościach ten sam namiot. Stało przed nim dwóch strażników Domani. Graendal machnęła ręką i obydwaj wstali sztywno, salutując. Kiedy wślizgnęła się do namiotu, brama zaczęła się zamykać. Perrin zawahał się, po czym przemieścił się na wprost bramy. Miał moment na decyzję. Ruszać?
Nie. Musiał czatować na Zabójcę. Jednakże będąc tak blisko, czuł coś… świadomość. Przekroczenie bramy byłoby jak…
Jak przebudzenie.
Portal zamknął się. Perrin poczuł ukłucie żalu, ale wiedział, że pozostanie w wilczym śnie było słuszną decyzją. Rand był tu bezbronny wobec Zabójcy; będzie potrzebował pomocy Perrina.
– Musimy wysłać ostrzeżenie – rzekł.
Sądzę, że mógłbym zanieść wiadomość od ciebie, Młody Byku – zakomunikował nieznany z imienia wilk.
Perrin zamarł, po czym odwrócił się i doznał olśnienia.
– Elyas!
Tutaj jestem Długim Kłem – zabrzmiała pełna rozbawienia odpowiedź Elyasa.
– Myślałem, iż powiedziałeś, że tutaj nie bywasz.
Powiedziałem, że tego unikam. To miejsce jest dziwne i niebezpieczne. Mam wystarczająco dużo dziwnych spraw i niebezpieczeństw w swoim życiu w drugim świecie. – Wilk usiadł na zadzie. – Ale ktoś musiał mieć na ciebie oko, głupiutki szczeniaku.
Perrin uśmiechnął się. Myśli Elyasa były dziwną mieszaniną natury wilczej i człowieczej. Jego sposób komunikowania się był bardzo wilczy, ale sposób, w jaki myślał o sobie, był indywidualistyczny, zbyt ludzki.
– Jak postępują walki? – zapytał z przejęciem Perrin. Gaul przysiadł nieopodal, czujny na wypadek pojawienia się Graendal lub Zabójcy. Pole rozciągające się przed nimi, stanowiące podłoże doliny, było tym razem ciche. Wiatr ustał, a pył na piaszczystym gruncie poruszał się, tworząc zmarszczki i fałdki. Jak woda.
Nie mam wieści z innych pól bitewnych – odrzekł Elyas – a my, wilki, trzymamy się z dala od dwunogich. Walczymy tu i tam na obrzeżach bitwy. Przeważnie atakowaliśmy Wykoślawionych i Niezrodzonych z drugiej strony kanionu. Tam nie ma dwunogich, oprócz tych dziwnych Aielów. To wyczerpująca walka. Zabójca Cienia musi wykonać swe zadanie szybko. Wytrzymaliśmy pięć dni, lecz możemy już dłużej nie dać rady.
Pięć dni tutaj, na północy. Więcej czasu upłynęło w innym świecie od chwili, gdy Rand ruszył, by stanąć z Czarnym twarzą w twarz. Rand znajdował się tak blisko Sztolni, że dla niego upłynęły prawdopodobnie tylko godziny, a może minuty. Przybliżywszy się do miejsca, gdzie walczył Rand, Perrin czuł, jak inaczej płynie czas.
– Ituralde – rzekł Perrin, drapiąc się po brodzie – jest jednym z największych dowódców.
Tak – brzmiała pełna rozbawienia odpowiedź Elyasa. – Niektórzy zwą go Małym Wilkiem.
– Bashere jest wraz z armią Elayne. A Gareth Bryne towarzyszy Egwene. Agelmar jest z ludźmi z Ziem Granicznych i Lanem.
Nie wiem.
– Tak. Są cztery fronty bitewne. Czterech wielkich dowódców. To jest to, czym ona się zajmuje.
– Graendal? – zapytał Gaul.
– Tak – odrzekł Perrin, czując, jak narasta w nim złość. – Ona im szkodzi, zmienia ich umysły, deprawuje je. Kiedyś podsłuchałem, co mówiła… Tak. Tak właśnie jest, jestem pewien. Przeciwstawia naszym armiom swoje wojska, niszczy naszych dowódców. Elyas, czy wiesz, jak człowiek może przenikać do wilczego snu i wydostawać się z niego?
Nawet gdybym to wiedział… choć tak nie jest… nie nauczyłbym cię tego. Elyas przesłał to warcząc. Czy ktoś powiedział ci, że to straszna, niebezpieczna rzecz?
– Zbyt wielu – odparł Perrin. – Światłości! Musimy ostrzec Bashere. Muszę…
– Perrinie Aybaro! – krzyknął Gaul, wskazując. – On jest tutaj!
Perrin obrócił się i ujrzał przy wejściu do Szczeliny Zagłady zamazany cień. Wilki skomlały i ginęły. Inne wyły, rozpoczynając polowanie. Tym razem Zabójca nie wycofał się.
Sposób działania drapieżcy. Dwa lub trzy uderzenia, tak by zorientować się w słabościach przeciwnika, a potem frontalny atak.
– Obudź się! – krzyknął Perrin do Elyasa, biegnąc w górę zbocza. – Ostrzeż Elayne, Egwene, każdego, kogo możesz! A jeśli nie możesz, zatrzymaj jakoś Ituralde. Wielcy wodzowie są deprawowani. Jeden z Przeklętych kontroluje ich umysły, a taktyce ich walki nie można ufać!
Zrobię to, Młody Byku – obiecał Elyas, znikając.
– Biegnij do Randa, Gaul! – ryknął Perrin. – Strzeżcie drogi do niego! Nie pozwólcie, żeby ci w czerwonych zasłonach zbliżyli się do was!
Perrin chwycił do rąk swój młot, nie czekając na odpowiedź, a potem przeniósł się, by stawić czoła Zabójcy.
Rand starł się z Moridinem – miecz przeciwko mieczowi – stojąc przed ciemnością, która była esencją Czarnego. Ciemna przestrzeń była równocześnie nieskończona i pusta.
Rand zaczerpnął tak wiele Jedynej Mocy, że o mało nie eksplodował. Będzie potrzebował tej siły w nadchodzącej walce. Teraz odparowywał ciosy Moridina. Dzierżył Callandora, który był bronią materialną, walcząc nią jednak tak, jakby miecz zrobiony był ze światła.
Każdy krok Randa zraszał krwią podłoże. Nynaeve i Moiraine przylgnęły do stalagmitów, jak gdyby przez coś przyciskane, może przez wiatr, którego Rand nie czuł. Naynaeve zamknęła oczy. Moiraine patrzyła prosto przed siebie, jak gdyby zdeterminowana, by nie rozglądać się wokół, nieważne, za jaką cenę.