Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 167 168 169 170 171 172 173 174 175 ... 296
Перейти на страницу:

Szybko się jednak zorientował, że broń ta nie była zbyt użyteczna; kilka jego cięć trafiło w nieosłonięte części ciała, ale najczęściej jego ostrze ześlizgiwało się ze zbroi przeciwników, a Mat był zmuszony ciągle uchylać się i kręcić w siodle, tak by uniknąć ciosu zadanego przez sharańskie ostrze.

Mat powoli wyrąbywał sobie drogę w bitewnym ścisku i już prawie dotarł do tylnych szeregów wroga, kiedy zorientował się, że trójki jego towarzyszy nie było w siodłach. Co dziwne, byli w nich przed minutą. Dwóch z nich zesztywniało, rozejrzało się na boki i nagle obaj stanęli w płomieniach. Krzycząc w agonii, spadli na ziemię i tam pozostali. Mat popatrzył w prawo, w samą porę, by ujrzeć Seanchana ciśniętego w górę na wysokość stu stóp przez nieznaną siłę.

Kiedy Mat odwrócił się, napotkał spojrzenie przepięknej kobiety. Miała na sobie oryginalną, jedwabną, czarną suknię, która podkreślała jej figurę i którą zdobiły białe wstążki. Była ciemnoskórą pięknością, jak Tuon, ale w jej wystających kościach policzkowych, szerokich zmysłowych ustach i kwaśnej minie nie było niczego zmysłowego. Kiedy wargi ułożyły się w uśmiech, ten nie spodobał się Matowi.

Kiedy kobieta wpatrywała się w niego, jego medalion zrobił się zimny. Mat wypuścił powietrze z płuc.

Jak dotąd szczęście mu dopisywało, jednak Mat nie chciał nadużywać go zbyt mocno, tak jak nie powinno się nadmiernie naciskać na swego najlepszego wierzchowca. Wciąż będzie potrzebował swego szczęścia w nadchodzących dniach.

Zsiadł z konia i ruszył w kierunku kobiety. Ta złapała oddech, próbując utkać nowy splot, a jej oczy rozszerzyły się ze zdziwienia. Mat obrócił swój ashandarei i zakręcił nim, zwalając ją z nóg. Skierował rękojeść ponownie w dół, uderzając kobietę w tył głowy.

Wylądowała twarzą w błocie. Mężczyzna nie miał czasu, by ją stamtąd wyciągać, bo natychmiast musiał stawić czoła tuzinowi Sharanów. Matowi przyszło w sukurs dziesięciu żołnierzy, a on sam ruszył do przodu. Sharanie mieli tylko miecze. Mat odparowywał ich ciosy za pomocą ostrza i żerdzi. On i i Seanchanie walczyli zaciekle.

Walka zaczęła przypominać zamazane kłębowisko broni, a ashandarei Mata wyrzucał w górę kawałki błota. Jego dwóch ludzi schwyciło leżącą twarzą w błocie kobietę, zanim zdążyła się udusić.

Mat parł do przodu.

Ludzie krzyczeli, wołając o posiłki.

Poruszali się z rozmysłem, nieuchronnie prąc do przodu.

Ziemia zaczęła się robić czerwona.

Sharańscy żołnierze zastąpili tych, którzy polegli, a ich ciała utonęły w głębokim błocie. Żołnierze byli zazwyczaj ponurzy, ale ci w dodatku starali się zabić właśnie Mata – do czasu, aż przestali napływać. Mat rozejrzał się wokół; przy jego boku pozostało tylko czterech Seanchan.

Pomimo chaosu walki toczącej się wokół Mat poczuł, że widzi wyraźniej, niż miało to miejsce wcześniej. A przycichnięcie bitwy dało mu szansę znowu wcielić się w rolę dowódcy.

– Zwiążcie ręce tej kobiety z tyłu – rzekł do otaczających go żołnierzy, dysząc – i zawiążcie jej oczy opaską, tak by nic nie widziała.

Otarł pot z czoła. Światłości, był tak spocony, że starczyłoby na utworzenie drugiej rzeki.

– Musimy przedostać się na tyły wraz z naszym więźniem. Zobaczę, czy uda mi się znaleźć więcej tych cholernych damane. Sharanie byli głupi, pozostawiając tylko jedną ze swych przenoszących na polu walki. Ale zabierajmy się stąd, nim więcej ich się tutaj pojawi.

Mat potrząsnął ręką; złamał jeden paznokieć i popękał mu lakier. Zwrócił się do seanchańskiego oficera, jednego z tych, którzy z nim walczyli. Na twarzy mężczyzny malował się wyraz podziwu, tak jakby patrzył na samego Smoka Odrodzonego. Mat popatrzył na podłoże, skrępowany tym nabożnym podziwem, ale znacznie gorszy był widok przesiąkniętego krwią błota, w którym walały się szczątki Sharanów. Ilu z nich sam zabił?

– Wasza Wysokość… – zaczął oficer. – Wielki Panie, żaden człowiek w Imperium nie odważyłby się kwestionować decyzji Imperatorowej, niech żyje wiecznie. Jeśli jednak ktokolwiek zastanawiał się nad słusznością jej wyborów, nie uczyni tego więcej. Książę Kruków! – Uniósł miecz, a stojący z tyłu żołnierze wiwatowali.

– Weźcie te cholerne żerdzie – powiedział Mat. – W tej walce miecze są bezużyteczne dla piechoty. – Przygryzł przeszkadzający, złamany paznokieć, a potem wypluł go. – Sprawiliście się doskonale. Czy ktoś wie, gdzie jest mój koń?

Oczko znajdował się w pobliżu. Mat ujął jego lejce i pogalopował w kierunku brodu. Przez większą część drogi zdołał się nawet trzymać z daleka od potyczek. Ten seanchański kapitan przypominał mu bardzo Talmanesa. „Zastanawiam się, czy on gra w kości” – pomyślał od niechcenia Mat, wstępując do wody. Jego buty były dobre, ale każde buty w końcu przeciekają. Czuł, jak stopy w skarpetach robią się mokre, kiedy przemierzał bród na grzbiecie Oczka. Na brzegu, po prawej stronie Mata, panował jakiś zgiełk.

Okazało się, że to zgromadziły się Aes Sedai, przenoszące się w kierunku pola bitwy. Ale Mat nie miał zamiaru wtykać nosa w nie swoje sprawy. Miał ważniejsze rzeczy na głowie.

Na wprost siebie ujrzał człowieka stojącego pod drzewem, ubranego w obszerne spodnie i znajomo wyglądający płaszcz. Podjechał w jego kierunku i po krótkiej konwersacji wymienili ubranie. Czując się dobrze w swoim starym płaszczu z Dwu Rzek, Mat dźwignął się na siodło. Mając wciąż stopy w wodzie, pogalopował do miejsca, w którym pozostawił Tuon. Jego ludzie mieli ze sobą sharańską przenoszącą – z rozkazu Mata zakneblowano ją i przewiązano jej oczy opaską. Światłości, co on ma z nią zrobić? Prawdopodobnie skończy jako damane.

Opuścił żołnierzy i minął strażników, którzy znajdowali się u podnóża niewielkiego wzniesienia. Skinął im głową. Teraz pole bitewne miał już w głowie. Nie było ono jedynie rysunkiem na papierze. Mat widział pole, słyszał odgłosy bitwy i czuł zjełczały oddech wroga. To wszystko było dla niego realne.

– Imperatorowa – powiedziała Selucia, kiedy Mat wszedł na szczyt wzniesienia – chciałaby dokładnie wiedzieć, dlaczego zdecydowałeś się wziąć udział w bitwie w tak nieodpowiedzialny sposób. Twoje życie nie jest już tylko twoją własnością, Książę Kruków. Nie możesz go rzucać na szalę tak jak niegdyś.

– Musiałem wiedzieć – powiedział Mat, rozglądając się wokół. – Musiałem poczuć puls bitwy.

– Puls? – zdumiała się Selucia. Tuon rozmawiała za jej pośrednictwem znakami palców niczym jakaś cholerna Panna Włóczni. Nie rozmawiała z nim bezpośrednio. Zły znak.

– Każda bitwa ma swój puls, Tuon – rzekł Mat, wciąż wpatrując się w dal. – Nynaeve… czasami brała ludzką rękę, by wyczuć jego bicie serca, i dzięki temu wiedziała, że coś jest nie tak z jego stopami. W tym przypadku jest tak samo. Trzeba wejść w zmagania, poczuć ich bieg. Poznać to…

Służący z ogoloną głową podszedł do Tuon i zaczął szeptać z nią i Selucią. Przybył znad brodu. Mat nadal rozglądał się wokół, przypominając sobie mapy i porównując je z realnym warunkami walki. Bryne zawiódł, nie wykorzystując Tylee w walce, wystawiając swoją lewą flankę nieosłoniętą przy brodzie i posyłając kawalerię wprost w pułapkę.

Bitwa otworzyła się przed nim, ujrzał metody działania o dziesięć kroków przedtem, niż się to wydarzyło. Było to niczym czytanie przyszłości, czego dokonywała Min, tyle że z ciałami, krwią, mieczami i bitewnymi bębnami.

Mat chrząknął.

– Uch. Gareth Bryne jest Sprzymierzeńcem Ciemności.

– Kim jest? – wybełkotała Min.

– Ta bitwa jest o jeden krok od klęski – oznajmił Mat, zwracając się do Tuon. – Chcę przejąć całkowitą kontrolę nad armią. Żadnego więcej spierania się z Galganem. Min, chciałbym, byś udała się do Egwene i ostrzegła ją, że Bryne usiłuje przegrać bitwę. Tuon, ona musi jechać do Egwene osobiście. Wątpię, by Egwene posłuchała kogokolwiek innego.

1 ... 167 168 169 170 171 172 173 174 175 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)