Pamięć Światłości
- Автор: Джордан Роберт, Сандерсон Брендон
- Серия: Kolo czasu #14
- Язык: польский
- Переводчик: Jan Karłowski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:
Wszyscy popatrzyli na Mata ze zdumieniem – wszyscy poza Tuon, która posłała mu jedno ze swoich porażających spojrzeń. Takie, które sprawiało, że Mat czuł się jak myszka schwytana w nieskazitelnie czystym pomieszczeniu. Poczuł, że spocił się bardziej niż podczas bitwy.
„Daj spokój” – pomyślał. – „Nie czas na to”. Teraz widział bitwę niczym wielką grę kamieniami. Ruchy Bryne’a były złożone i subtelne, ale finał będzie kompletną klęską Egwene.
Mat mógł to powstrzymać. Ale musiał działać teraz.
– Niech tak się stanie – powiedziała Tuon.
Jej słowa wywołały takie samo zdumienie jak oświadczenie Mata. Kapitan-generał wyglądał tak, jakby wolał raczej połknąć własne buty, niż uznać dowództwo Mata. Min została odprowadzona przez grupę sług i żołnierzy. Wydała z siebie z tego powodu okrzyk niezadowolenia. Tuon podjechała konno bliżej Mata.
– Powiedziano mi – rzekła cicho – że podczas bitwy parę chwil temu nie tylko pojmałeś własnoręcznie marath’damane, ale także podniosłeś jednego z oficerów do grona osób Pomniejszej Krwi.
– Zrobiłem to? – zapytał zdziwiony Mat. – Nie przypominam sobie.
– Rzuciłeś paznokieć pod jego stopy.
– Ach. To… W porządku, może i to zrobiłem. Przez przypadek. A przenosząca… krwawe popioły, Tuon. Nie miałam zamiaru… Jak sądzę. Cóż, marath’damane jest twoja.
– Nie – zripostowała Tuon. – To dobrze, że pojmałeś jedną dla siebie. Nie możesz jej oczywiście poddać szkoleniu, ale jest wiele sul’dam, które będą chciały to zrobić. Bardzo rzadko się zdarza, by mężczyzna pojmał damane osobiście na polu walki. Choć ja wiem o twojej szczególnej zalecie, inni nie wiedzą. To znacznie podniesie twoją reputację.
Mat wzruszył ramionami. Co jeszcze mógłby zrobić? Może, gdyby damane należała do niego, mógłby ją uwolnić lub coś w tym stylu.
– Zdecydowałam, że oficer, którego podniosłeś do wyższej godności, będzie twoim adiutantem – powiedziała Tuon. – Ma dobre notowania, być może zbyt dobre. Został wyznaczony na służbę przy brodzie, bo podejrzewano, że… być może jest częścią odłamu, który mógłby zwrócić się przeciwko nam. Teraz głosi peany na twoją cześć. Nie wiem, co zrobiłeś, że zmienił zdanie. Masz szczególną do tego zdolność.
– Miejmy nadzieję, że będę równie skuteczny w zapewnieniu nam zwycięstwa – zagderał Mat. – Tuon, nie jest dobrze.
– Nikt inny tak nie myśli. – Ważyła słowa, absolutnie nie spierając się z Matem. Ważki fakt.
– Tak czy inaczej, mam rację. Chciałbym, żeby tak nie było, ale ją mam. Do cholery, mam.
– Jeśli nie masz, stracę autorytet.
– Wszystko będzie dobrze – zapewnił Mat, ruszając z powrotem w kierunku obozu Seanchan, który znajdował się o kilka mil na północ. – Niekiedy kieruję cię źle, tu i ówdzie, ale ostatecznie możesz mieć pewność, że jestem koniem, na którego na pewno można stawiać.
30
Ścieżka drapieżnika.
Zaniepokojeni Perrin i Gaul robili kolejną rundę wokół obozu Egwene – a dokładniej wokół tej jego małej części, która uwidaczniała się w wilczym śnie. Jej armia została zepchnięta daleko na wschód, a namiotów nie ustawiono dostatecznie daleko od rzeki, by można je było wyraźnie zobaczyć we śnie.
Wilki dostrzegły w obozie Graendal, ale Perrin nie był w stanie jej pochwycić, niezależnie od tego, co robiła.
Zabójca próbował zaatakować Sztolnię trzy razy, a wilki ostrzegły Perrina, ale gdy ten się zjawiał, Zabójca umykał. Testował ich. Kroczył ścieżką drapieżnika, badał stado, szukając jego słabych punktów.
Plan Perrina związany z wilkami jednak działał. Czas w Sztolni płynął powoli, tak więc Zabójca z konieczności musiał zwolnić, chcąc dopaść Randa. To dawało Perrinowi szansę dopadnięcia go w porę.
– Musimy ostrzec innych o Graendal – rzekł Perrin, zatrzymując się w centrum obozu. – Z pewnością komunikuje się ze Sprzymierzeńcami Ciemności w naszych obozach.
– A może powinniśmy udać się do tych w Sztolni? Spróbowałbyś wówczas porozmawiać z Nynaeve Sedai.
– Możliwe – odrzekł Perrin. – Nie wiem jednak, czy byłoby właściwe znowu ją rozpraszać, biorąc pod uwagę, czym się zajmuje. – Odwrócił się, patrząc na migocące posłania, które następnie zniknęły w wilczym śnie. On i Gaul sprawdzali, czy w Merrilorze nie ma bramy, ale żadnej w tej chwili nie było. Jeśli chcieliby powrócić do realnego świata, musieliby się tam zatrzymać, a to zajęłoby godziny. Strata czasu.
Gdyby tylko Perrin wpadł na pomysł, jak się przenieść do realnego świata. Lanfear zasugerowała, że mógłby się tego nauczyć, ale jedyna wskazówka, jak to zrobić, była związana z osobą Zabójcy. Perrin próbował przypomnieć sobie moment, gdy mężczyzna się przemieścił. Czy Perrin coś wyczuł? Jakąś wskazówkę, w jaki sposób Zabójca to zrobił?
Potrząsnął głową. Zastanawiał się nad tym wielokrotnie i nie doszedł do żadnych wniosków. Wzdychając, zwrócił się do wilków.
Żadnego śladu Poszukiwaczki Serca? – zapytał z nadzieją.
W odpowiedziach wilków znać było rozbawienie. Perrin pytał ich o to zbyt często.
Czy widzieliście jakieś obozy dwunogich? – zapytał teraz i tym razem otrzymał niejasne odpowiedzi. Wilki zwracały uwagę na ludzi tylko po to, by ich unikać. W wilczym śnie nie było to jednak zbyt istotne. Tam, gdzie gromadzili się ludzie, pojawiały się także koszmary, toteż wilki nauczyły się trzymać dystans.
Perrin chciał wiedzieć, jak przebiegają poszczególne bitwy. Co dzieje się z armią Elayne, jego ludźmi, lordem i lady Bashere? Perrin i Gaul oddalili się z miejsca swego pobytu; wybrali bieg szybkimi krokami, a nie nagły przeskok. Perrin intensywnie myślał.
Im dłużej pozostawał w wilczym śnie człowiekiem, tym bardziej czuł, że musi dokonać powrotnego przeniesienia. Jego ciało zdawało się rozumieć, że to miejsce nie jest dla niego czymś naturalnym. Nie spał tutaj, pomijając… jak długo to trwało? Nie umiał powiedzieć. Kończyło im się jedzenie, choć miał wrażenie, że on i Gaul byli tu tylko przez kilka godzin. Częściowo to wrażenia spowodowane było częstym zbliżaniem się do Sztolni dla sprawdzenia, co dzieje się ze szpilą snów choć i bez tego łatwo było stracić tu poczucie czasu.
Perrin odczuwał narastający wewnętrzny ból, spowodowany zmęczeniem. Nie wiedział, czy byłby w stanie spać w tym miejscu. Jego ciało domagało się snu, ale on zapomniał, jak ów sen odnaleźć. To przypominało mu trochę sytuację, w której Moiraine rozproszyła ich zmęczenie, kiedy dawno temu uciekali z Dwu Rzek. Od tego czasu minęły dwa lata.
Dwa bardzo długie lata.
Następnie Perrin i Gaul zbadali obóz Lana. Był jeszcze bardziej efemeryczny niż obóz Egwene; używanie wilczego snu do inspekcji mijało się z celem. Lan przemieszczał się wraz z liczną kawalerią, dokonując śpiesznego odwrotu. On i jego ludzie nie pozostawali w jednym miejscu na tyle długo, by pojawić się w wilczym śnie, a jeśli już, to na bardzo krótko.
Nigdzie nie było śladu Graendal. „Aan’allein także się wycofuje” – przypuszczał Gaul, badając skalisty grunt, na którym, jak myślał, rozbito obóz Lana. Nie było tu namiotów, tylko okazjonalne ślady noclegu oraz palik, do którego przywiązano konie.
Gaul spojrzał w górę, przyglądając się krajobrazowi na zachodzie.
– Jeśli się stąd wycofają, ponownie znajdą się na Polu Merrilora. Być może to jest ich cel.