Pamięć Światłości
- Автор: Джордан Роберт, Сандерсон Брендон
- Серия: Kolo czasu #14
- Язык: польский
- Переводчик: Jan Karłowski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:
– Mam jeszcze siłę – odrzekła. – Używałam sa’angreala, by się nadmiernie nie sforsować. Ludzie broniący brodu powinni mnie ujrzeć, a ja muszę zrobić wszystko, co potrafię, gdziekolwiek to możliwe. Wezmę tyle straży, ile uznacie za stosowne.
Gawyn zawahał się, popatrzył na Leilwin, po czym w końcu skinął głową.
Lan zsiadł z konia i wręczył lejce Andere, potem minął strażników – wyglądali na zszokowanych, widząc go i jego liczną świtę, której wielu członków krwawiło – i ruszył w kierunku namiotu dowództwa. Namiot składał się teraz głównie z dachu. Był otwarty ze wszystkich stron i roiło się w nim od wchodzących i wychodzących żołnierzy. Tu, w Shienarze, było gorąco. Lan nie otrzymał ostatnio raportów z innych frontów walk, ale wiedział, że nie tylko jego wojsko będzie stawiało desperacki opór. Elayne walczyła w Cairhien, a Amyrlin na granicy Arafel.
Oby Światłość sprawiła, by poszło im lepiej niż Lanowi. Wewnątrz namiotu stał Agelmar. Wokół niego, na ziemi, leżały rozłożone mapy. Agelmar wskazywał na nie cienką wskazówką, przesuwając kawałki kolorowych kamieni i wydając rozkazy. Przybywali posłańcy, przynosząc najświeższe wieści z pola walki. Najlepsze plany bitewne funkcjonowały tylko do czasu, gdy wyciągnięto z pochwy pierwszy miecz, ale dobry generał wiedział, jak działać. Był niczym garncarz pracujący z gliną, który formował nadpływające i odpływające fale żołnierzy.
– Lordzie Mandragoran? – zapytał Agelmar, podnosząc wzrok. – O Światłości, człowieku! Wyglądasz niczym Ugór. Czy poszedłeś po Uzdrowienie do Aes Sedai?
– Czuję się dobrze – odrzekł Lan. – Jak toczy się bitwa?
– Jestem dobrej myśli – odrzekł Agelmar. – Jeśli uda nam się w jakiś sposób zablokować Władców Strachu przez godzinę lub dwie, myślę, że uda nam się zmusić Trolloki do odwrotu.
– Z pewnością nie – powiedział Lan. – Jest ich zbyt wiele.
– Nie chodzi o ich ilość – oznajmił Agelmar, przyzywając Lana ruchem ręki i wskazując na mapę. – Lan, jest pewna kwestia, którą pojmuje niewielu ludzi. Armie można pokonać, kiedy mają przewagę liczebną, przewagę na polu bitwy i duże szanse na zwycięstwo. Kiedy spędzasz czas, dowodząc, zaczynasz myśleć o armii jako o pojedynczej całości. Masywnej bestii o tysiącu kończyn. To błąd. Armia składa się z ludzi – albo, w tym przypadku, Trolloków – każdy z nich jest na polu walki i każdy jest przerażony. Bycie żołnierzem polega na trzymaniu swego strachu pod kontrolą. Bestia wewnątrz pragnie ucieczki.
Lan przyklęknął, przyglądając się mapom. Sytuacja na nich przedstawiona odpowiadała mniej więcej temu, co widział, jedynie saldaeańska kawaleria wciąż osłaniała wschodnią flankę. Błąd? Lan był pewien, że kawalerii już tam nie było. Czyżby posłańcy nie poinformowali o tym, że na mapie jest błąd? Albo coś sprawiło, że tego nie zauważyli?
– Pokażę ci coś dzisiaj, Lan – rzekł cicho Agelmar. – Pokażę ci, czego musi nauczyć się nawet najniższej rangi żołnierz, jeśli chce przeżyć. Możesz sprawić, że wróg zostanie pokonany, jeśli przekonasz go, że zginie. Uderz go mocno, a on ucieknie i nie powróci, by uderzyć znowu, nawet jeśli tak naprawdę jesteś zbyt słaby, by go uderzyć raz jeszcze.
– Czy to twój plan na dziś? – zapytał Lan.
– Trolloki zostaną rozbite, jeśli pokażemy im manifestację naszej siły, która ich przerazi – oznajmił Agelmar. – Wiem, że to może zadziałać. Mam nadzieję, że zdołamy zniszczyć dowódcę Władców Strachu. Jeśli Trolloki pojmą, że przegrywają, uciekną. To tchórzliwe stworzenia.
Plan wygłoszony przez Agelmara wydawał się możliwy do przyjęcia. Być może Lan nie widział kwestii bitwy całościowo. Być może geniusz wojenny generała przekraczał to, co inni mogli pojąć. Czy Lan nie popełnił błędu, odwołując rozkaz o zmianie pozycji łuczników?
Posłaniec, którego Lan wysłał wcześniej, wrócił na galopującym koniu do namiotu dowództwa. Był tam także jeden z Wielkiej Straży Lana. Podtrzymywał własne ramię, w którym utkwiła strzała z czarnymi piórami.
– Ogromna siłą Pomiotu Cienia! – powiedział posłaniec. – Nadchodzi ze wschodu! Dai Shan, miałeś rację!
„Wiedzieli, z której strony mają nadejść” – pomyślał Lan. – „Nie mogli dostrzec, że odsłoniliśmy część naszych sił, bo wzgórza zasłaniały widok. Wróg pojawił się zbyt szybko. Cień musiał zostać poinformowany albo wiedział, czego może oczekiwać”. Lan popatrzył na Agelmara.
– Niemożliwe! – zawołał Agelmar. – O co chodzi? Dlaczego zwiadowcy tego nie dostrzegli?
– Lordzie Agelmar – odezwał się jeden z jego dowódców. – Wysłałeś zwiadowców na tyły armii na wschodzie, by przyjrzeli się sytuacji nad rzeką, pamiętasz? Mieli zbadać możliwości jej przekroczenia. Powiedziałeś, że łucznicy… – Dowódca zbladł. – Łucznicy!
– Łucznicy wciąż są na swoich pozycjach – rzekł Lan, wstając. – Chcę, byśmy zaczęli się wycofywać. Najpierw niech wycofają się Saldaeanie i będą gotowi, by podczas odwrotu pomóc piechocie. Niech wycofają się także Asha’mani. Potrzebujemy bram.
– Lordzie Mandragoran – powiedział Agelmar. – Ten nowy plan jest wart zastosowania. Jeżeli się rozdzielimy i zamkniemy ich w naszym uścisku, możemy…
– Jesteś zwolniony ze swej funkcji, lordzie Agelmar – oznajmił Lan, nie patrząc na niego. – I, niestety, muszę zażądać, abyś pozostawał pod nadzorem do czasu, gdy ustalę, co się naprawdę stało.
W namiocie dowództwa zrobiło się cicho, a wszyscy doradcy, posłańcy i oficerowie zwrócili się ku Lanowi.
– Twoje słowa, Lan – rzekł Agelmar – zabrzmiały tak, jakbyś chciał mnie aresztować.
– Bo tak jest – odparł Lan, gestem przyzywając Wielką Straż. Wkroczyli do namiotu i stanęli tak, by nikt nie mógł uciec. Niektórzy spośród ludzi Agelmara sięgnęli po miecze, ale większość z nich wyglądała na zaskoczonych i tylko trzymała dłonie na rękojeściach mieczy.
– To gwałt! – krzyknął Agelmar. – Nie bądź głupcem. To nie jest czas…
– Co według ciebie miałbym uczynić, Agelmar? – warknął Lan. – Pozwolić, by armia została wycięta w pień? Pozwolić, by pojmał nas Cień? Dlaczego to robisz? Dlaczego?
– Przesadzasz, Lan – powiedział Agelmar, z widocznym trudem zachowując spokój. Jego oczy płonęły. – Co ci chodzi po głowie? Światłości!
– Dlaczego chciałeś wycofać łuczników ze wschodnich wzgórz?
– Bo potrzebowałem ich gdzie indziej!
– A czy to miało sens? – zapytał Lan. – Czy nie mówiłeś mi, że chronienie tej flanki jest niezbędne?
– Ja…
– Odciągnąłeś zwiadowców z tego miejsca. Dlaczego?
– Oni… To… – Agelmar podniósł dłoń do głowy, wyglądając na oszołomionego.
Popatrzył na mapy.
– Co się z tobą dzieje, Agelmar? – zapytał Lan.
– Nie wiem – odparł tamten. Zamrugał, wpatrując się na mapy leżące u jego stóp.
Na jego twarzy pojawił się wyraz przerażenia, oczy rozszerzyły się, a usta rozchyliły.
– Och, Światłości! Co ja zrobiłem?
– Przekażcie moje rozkazy! – polecił spiesznie Lan swoim strażnikom. – Przyprowadźcie do namiotu dowództwa lorda Baldhere. Królową Ethenielle i króla Easara również.
– Lan, musisz przyprowadzić… – Agelmar urwał. – Światłości! Nie mogę tego powiedzieć. Zacząłem myśleć, co robić, i złe myśli zaczęły pojawiać się w mojej głowie! Ciągle próbuję nas sabotować. Ściągnąłem na nas klęskę. – Z szeroko otwartymi oczami sięgnął po krótki miecz.
Lan schwycił broń za głownię przy jelcu, nim Agelmar zdążył wbić ją sobie w brzuch i zakończyć życie. Spomiędzy palców Lana, z miejsca, w którym miecz przeciął skórę, popłynęła krew.