Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
— Czy w Łzie i Illian wszystko w porządku, mój Lordzie Smoku? — dociekał Dobraine.
— W Łzie i Illian wszystko jest w jak najlepszym porządku — odparł ponurym głosem Rand. — Co masz dla mnie, Dobraine? Siadaj, człowieku. Siadaj. — Gestem zaprosił tamtego w kierunku stojących foteli, sam natychmiast zajmując jeden.
— Postępowałem w myśl wszystkich wskazówek zawartych w twoich kolejnych listach — powiedział Dobraine, siadając naprzeciw Randa — ale obawiam się, że niewiele mam dobrych wieści.
— Podam coś do picia — oznajmiła Min nerwowym głosem. Listy? Niełatwo chodzić na palcach w butach na wysokich obcasach... mimo że się do nich przyzwyczaiła, czasami jednak traciła równowagę... doprawdy jest to niełatwe, wszelako dla dostatecznie mocnej złości nie ma żadnych przeszkód. Podeszła więc na palcach do małego pozłacanego stoliczka pod jednym z wielkich zwierciadeł, na którym stał srebrny dzban i puchary. Zajęła się nalewaniem wina przyprawionego korzeniami, zupełnie nie zwracając uwagi, że je przecież rozlewa. Służący zawsze dbali o to, by pucharów było więcej, na wypadek gdyby miała gości, chociaż prócz Sorilei i gromadki głupich szlachcianek nieczęsto ktokolwiek ją odwiedzał. Wino było ledwie ciepłe, jednak ci dwaj nie zasłużyli sobie na nic lepszego. Otrzymała dwa listy, a gotowa była się założyć, że Dobraine miał w swoim biurku przynajmniej dziesięć! Dwadzieścia! Hałasując dzbanem i pucharami, równocześnie czujnie nadstawiała ucha. Cóż oni knuli za jej plecami, że wymagało to wymiany dziesiątków listów?
— Toram Riatin chyba zniknął na dobre — powiedział Dobraine — aczkolwiek, jeśli wierzyć pogłoskom, wciąż żyje, co oczywiście nie jest kompletne. Według plotek Daved Hanlon oraz Jeraal Mordeth... Padan Fain, jak go nazywasz... opuścili go. Tak na marginesie, przydzieliłem siostrze Torama, lady Ailil, luksusowe apartamenty, ze służbą, która... cieszy się zaufaniem. — Z tonu jego głosu wynikało jasno, że cieszy się jego zaufaniem. Ta kobieta nie będzie w stanie zmienić sukienki, żeby on o tym nie wiedział. — Rozumiem, dlaczego sprowadzono ją tutaj, podobnie jak lorda Bertome i pozostałych, jednak co tu robią Wysoki Lord Weiramon albo Wysoka Lady Anaiyella? Oczywiście, rozumie się samo przez się, że ich służba również jest godna zaufania.
— Jak poznać, że jakaś kobieta chce cię zabić? — zamyślił się na głos Rand.
— Kiedy wie, jak masz na imię? — Ton głosu Dobraine bynajmniej nie sugerował, że żartuje. Rand w namyśle przekrzywił głowę, a potem przytaknął. Przytaknął! Miała nadzieję, że przynajmniej już nie słyszy żadnych głosów.
Rand wykonał taki gest, jakby odpędzał od siebie kobietę, która chce go zabić. Kiepska sprawa, skoro żadnej prócz niej nie było w pobliżu. Nie chciała go zabić, rzecz jasna, ale nie miałaby nic przeciwko nasłaniu nań Sorilei z jej rózgą! Spodnie nie dawały szczególnie dobrej ochrony przed takim zabiegiem.
— Weiramon jest głupcem, który popełnia zbyt wiele błędów — poinformował Rand Dobraine, ten zaś skinął krótko głową. — Ja także mylnie sądziłem, iż uda mi się go wykorzystać. W każdym razie wydawał się dostatecznie uszczęśliwiony, mogąc przebywać w otoczeniu Smoka Odrodzonego. Co jeszcze? — Min podała mu puchar, on zaś uśmiechnął się do niej, mimo że część zawartości wylała się na jego nadgarstek. Może uznał to za przypadek.
— Niewiele więcej, a równocześnie za dużo — zaczął Dobraine, po czym uchylił się gwałtownie, by nie dać oblać się winem, gdy Min podała mu drugi puchar. Krótka kariera służebnej dziewki z tawerny niewiele ją nauczyła. — Wielkie dzięki, lady Min — mruknął elegancko, ale spoglądał na nią z ukosa, gdy brał puchar. Spokojnie odeszła na bok, po własny puchar.
— Obawiam się, że lady Caraline i Wysoki Lord Darlin przebywają na terenie miasta, w pałacu lady Arilyn — ciągnął dalej cairhieniański szlachcic — korzystając z ochrony Cadsuane Sedai. Być może „ochrona” nie stanowi w tym przypadku najlepiej dobranego słowa. Kiedy chciałem się z nimi zobaczyć, odmówiono mi pozwolenia na wejście, ale słyszałem, że podjęli próbę opuszczenia miasta i zostali na siłę przywiezieni z powrotem. W workach, jak utrzymuje jedna z relacji. Ponieważ miałem przyjemność spotkania Cadsuane, łatwo potrafię w to uwierzyć.
— Cadsuane — mruknął Rand, a Min poczuła, jak przeszywa ją dreszcz. W jego głosie nie słychać było obawy, niemniej dźwięczało w nim coś zbliżonego, może niepokój. — Jak sądzisz, co powinienem zrobić z Caraline i Darlinem, Min?
Min spoczęła wcześniej w fotelu odległym od niego o dwa miejsca, a teraz podskoczyła, zrozumiawszy, że została włączona do rozmowy. Ze smutkiem wbiła wzrok w plamy od wina na swojej najlepszej kremowej bluzce; na spodniach również były.
— Caralaine poprze roszczenia Elayne do Tronu Słońca — powiedziała ponuro. Jak na grzane wino, wydawało się bardzo zimne, poza tym wątpiła, by plama kiedykolwiek miała zniknąć z bluzki. — Nie wynika to z wizji, po prostu jej wierzę. — Nawet nie zerknęła w stronę Dobraine, on jednak skinieniem głowy potwierdził trafność rady. Obecnie wszyscy już wiedzieli o jej widzeniach. Jedyną bezpośrednią konsekwencją było grono szlachcianek, które koniecznie chciały poznać przyszłość, a potem słusznie się dąsały, kiedy je informowała, że nic im nie powie. Większość nie byłaby zadowolona z tych strzępów, jakie zdołała dostrzec, nic szczególnie złowieszczego, ale też żadne oszałamiające cuda, którymi karmili swoich klientów wróżbiarze na jarmarkach. — Jeśli zaś chodzi o Darlina, to pomijając już kwestię, że poślubi Caraline, po tym jak ona przepuści go przez wyżymaczkę i powiesi na słońcu, aby wysechł, to mogę powiedzieć tyle, iż pewnego dnia będzie królem. Widziałam koronę nad jego głową, miała na przedzie miecz, nie mam jednak pojęcia, jakiego kraju władzę symbolizuje. Aha, jeszcze jedno. Umrze w łóżku, a ona go przeżyje.
Dobraine zakrztusił się winem, rozbryzgując wokół siebie krople, potem osuszył usta zwykłą lnianą chusteczką. Większość z tych, którzy wiedzieli, nie wierzyła. Bez reszty zadowolona z siebie Min dopiła resztkę wina. I po chwili już sama krztusiła się i desperacko łapała oddech, wyszarpując z rękawa chusteczkę, by wytrzeć usta. Światłości, musiała nalać sobie samych szumowin z dna!
Rand tylko pokiwał głową, zaglądając do swego naczynia.
— A więc oboje będą żyli, żeby sprawiać mi kłopoty — mruknął. Bardzo cicho, ale słowa brzmiały twardo niczym stukot toczących się kamieni. W ogóle był twardy jak stalowa klinga, ten jej pasterz. — A co mam zrobić z...
Nagle, nie wstając, odwrócił się ku drzwiom. Jedno skrzydło uchyliło się. Miał bardzo dobry słuch. Min nic nie usłyszała.
Poczuła, jak opuszcza ją napięcie, kiedy zobaczyła, że żadna z dwóch wchodzących Aes Sedai nie jest Cadsuane, spokojnie więc odjęła chusteczkę od ust. Kiedy Rafela zamykała drzwi, Merana skłoniła się głęboko przed Randem, aczkolwiek Szara siostra zdążyła najpierw objąć wzrokiem i najwyraźniej zdyskwalifikować Min oraz Dobraine; po chwili zaś również obdarzona twarzą niczym księżyc w pełni Rafela szeroko rozpościerała swe ciemnoniebieskie suknie. Żadna nie podniosła się, póki Rand im nie pozwolił, po czym majestatycznie ruszyły w jego stronę, odziane w chłodne opanowanie niczym w suknie. Tyle że palce pulchnej Błękitnej siostry na chwilę zacisnęły się na szalu, jakby musiała sobie przypominać, że wciąż ma go na sobie. Min już wcześniej widziała ten gest u innych sióstr, które przysięgły Randowi lojalność. Z pewnością nie było to dla nich łatwe. Aes Sedai słuchały jedynie poleceń z Białej Wieży, jednak teraz Rand wykonał tylko nieznaczny gest palcem, a natychmiast do niego podeszły. Gdyby go wyprostował, wyszłyby bez słowa. Aes Sedai rozmawiały z królami i królowymi jak z równymi sobie, być może nawet z odrobiną wyższości, a jednak Mądre widziały w nich uczennice i oczekiwały po nich dwakroć bardziej skwapliwego posłuszeństwa, niźli Randowi przyszłoby do głowy wymagać.