Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 172 173 174 175 176 177 178 179 180 ... 197
Перейти на страницу:

— Wciąż uważam, że to szaleństwo, Randzie al’Thor — powiedziała Min, kiedy on pieczołowicie sadowił Koronę Mieczy na głowie. Nie chciał, by te maleńkie ostrza znowu utoczyły jego krwi. — Słuchasz mnie? Cóż, jeśli jednak zamierzasz przez to przechodzić, idę z tobą. Przyznałeś, że mnie potrzebujesz, a żeby to zrobić, będziesz mnie potrzebował bardziej niż kiedykolwiek! — W pełni doszła już do siebie, pięści wsparła na biodrach, stopą wystukiwała rytm o posadzkę, oczy nieledwie lśniły gniewem.

— Zostaniesz tutaj — oznajmił jej stanowczo. Wciąż nie do końca był pewien, co właściwie zamierza zrobić, i nie chciał, by widziała, jak się zatacza. Bardzo się bał, że mógłby się zatoczyć. Jednak nie oczekiwał, że Min ustąpi bez kłótni.

Spojrzała ha niego spod zmarszczonych brwi, przestała postukiwać nogą. Złe światełka w jej oczach zgasły, ich miejsce zajęło zmartwienie, które jednak wkrótce także zniknęło.

— No cóż, przypuszczam, że jesteś już na tyle dorosły, aby nie trzeba było cię prowadzić za rękę przez podwórze, pasterzu. Poza tym mam poważne zaległości w czytaniu.

Zanurzyła się w jednym z wysokich złoconych foteli, podwinęła pod siebie nogi i wzięła do ręki książkę, którą czytała przed jego powrotem. Nie minęło kilka chwil, a już bez reszty pochłonęła ją kolejna stronica.

Rand pokiwał głową. Tego właśnie chciał — ona tutaj i bezpieczna. Wciąż jednak nie potrafiła całkowicie zapomnieć o jego obecności.

W korytarzu za drzwiami siedziało w kucki sześć Panien. Popatrzyły na niego pozbawionym wyrazu wzrokiem, żadna się nie odezwała. Wzrok Nandery był ze wszystkich najbardziej pusty. Jednak Somara i Nesair podeszły bliżej. Pomyślał, że skoro Nesair pochodzi z Shaido, będzie musiał bardziej ją mieć na oku.

Asha’mani również czekali — Lews Therin mamrotał o zabijaniu w ciemnościach głowy Randa — wszyscy prócz Narishmy mogli poszczycić się zarówno Smokami, jak i Mieczami wpiętymi w kołnierze. Grzecznie nakazał Narishmie strzec jego apartamentów, tamten zasalutował zdecydowanie, a w jego ciemnych oczach, które zdawały się zbyt wiele rozumieć, błysnął ślad oskarżenia. Rand nie sądził, aby Panny niezadowolenie z niego przeniosły na Min, ale wolał nie ryzykować. Światłości, przecież powiedział Narishmie wszystko o zabezpieczeniach, jakie splótł w Kamieniu, kiedy posyłał go po Callandora. Tamtemu musiało się coś śnić. Ażeby sczezł, naprawdę nie trzeba było podejmować tak szaleńczego ryzyka.

„Jedynie szaleniec nigdy nikomu nie ufa”. — W głosie Lewsa Therina brzmiało rozbawienie. I nie tylko kropla szaleństwa. Rany w boku Randa rwały, jakby wzajem wprawiając się w rezonans pulsacją odległego bólu.

— Zaprowadźcie mnie do Cadsuane — rozkazał. Nandera zgrabnym ruchem podniosła się i ruszyła, nawet nie obejrzawszy się za siebie. Poszedł za nią, a pozostali tuż za nim, Dashiva i Flinn, Morr i Hopwil. W marszu wydawał im naprędce zaimprowizowane instrukcje. Flinn, on jeden ze wszystkich, próbował protestować, Rand jednak uciszył go spojrzeniem; nie było czasu na wahania. Posiwiały były Gwardzista był ostatnim, po którym Rand czegoś takiego by się spodziewał. Morr albo Hopwil, proszę bardzo. Mimo iż w ich oczach trudno byłoby już znaleźć bodaj ślad niewinnego rozmarzenia, wszak wciąż byli młodzi na tyle, by ich brzytwy przez wiele dni schły po goleniu. Jednak do Flinna się to nie odnosiło. Miękkie buty Nandery nie wydawały żadnych odgłosów na posadzce, ich kroki natomiast odbijały się gromkim echem od łukowato sklepionego sufitu, płosząc wszystkich, którzy mieli choć cień powodów do obaw. Rany w boku Randa tętniły do rytmu.

Teraz już wszyscy w Pałacu Słońca znali Smoka Odrodzonego z widzenia, doskonale zdawali sobie również sprawę, kim są mężczyźni w czarnych kaftanach. Służący w czarnych liberiach kłaniali się, służące dygały i jedni i drudzy spieszyli, by jak najszybciej zniknąć im z oczu. Większość szlachty reagowała równie żywo, starając się zachować jak największy dystans od pięciu mężczyzn, którzy potrafili przenosić, i udając ogromne zaaferowanie jakimiś rzekomo nie cierpiącym zwłoki sprawami. Ailil obserwowała ich przemarsz z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Anaiyella oczywiście uśmiechała się sztucznie, ale kiedy Rand obejrzał się za siebie, zobaczył, że odprowadza go wzrokiem z wyrazem twarzy, którego nie powstydziłaby się Nandera. Bertome uśmiechnął się, kiedy z nim się zrównali, mrocznym grymasem, w którym nie było śladu wesołości czy radości ze spotkania.

Nandera nie odezwała się, nawet gdy już dotarli do celu wędrówki, po prostu wskazała tylko zamknięte drzwi grotem jednej z włóczni, odwróciła się na pięcie i zawróciła w stronę, z której przyszli. Car’a’carn bez choćby jednej Panny, która by go strzegła. Czy one sądziły, że czterech Asha’manów wystarczy, by zapewnić mu bezpieczeństwo? Czy też jej odejście było kolejną oznaką niezadowolenia?

— Działajcie, jak wam powiedziałem — oznajmił Rand.

Dashiva wzdrygnął się, jakby dopiero teraz odzyskał świadomość, potem pochwycił Źródło. Strumień Powietrza otworzył z łomotem szerokie drzwi rzeźbione w pionowe linie. Pozostali trzej, dzierżąc saidina, weszli do środka w ślad za Dashivą. Mieli ponure oblicza.

— Smok Odrodzony — głos Dashivy brzmiał donośnie, wzmocniony nieznacznie przez Moc — król Illian, Pan Poranka, przybywa spotkać się z kobietą, Cadsuane Melaidhrin.

Rand wszedł do wnętrza, po czym zatrzymał się sztywno wyprostowany. Nie rozpoznał drugiego splotu, jaki utkał Dashiva, jednak powietrze zdawało się aż stężałe od niewypowiedzianych gróźb, jakby coraz bardziej zbliżało się nieznane.

— Posłałem po ciebie, Cadsuane — powiedział Rand. Nie używał żadnych splotów. Jego głos był dostatecznie twardy i groźny bez magicznej pomocy.

Zielona siostra, którą tak dobrze pamiętał, siedziała przy małym stoliczku z tamborkiem do haftów w dłoniach, na polerowanym blacie stał otwarty koszyk, z niego zaś wylewała się plątanina jaskrawej przędzy odwiniętej z motków pomieszczonych w licznych przegródkach. Wyglądała dokładnie tak, jak ją zapamiętał. Te zdecydowane rysy twarzy zwieńczonej stalowo siwym kokiem, zdobnym w malutkie wisiorki o kształtach złotych ryb i ptaków, gwiazdek i księżyców. Te ciemne oczy, niemal czarne w bladej twarzy. Chłodne, pełne namysłu. Lews Therin zajęczał i umknął na sam jej widok.

— No cóż — powiedziała, odkładając tamborek na blat stoliczka — muszę przyznać, że widywałam lepsze przedstawienia, i to za darmo. Z tego, czego się na twój temat nasłuchałam, chłopcze, wynikało, że powinnam się spodziewać co najmniej łomotu grzmotów, ryku trąb niebieskich, błyskawic rozcinających nieboskłon. — Z całkowitym spokojem przyglądała się piątce potrafiących przenosić mężczyzn, na których widok każda Aes Sedai zadrżałaby przynajmniej. Niewzruszenie przyglądała się Smokowi Odrodzonemu. — Mam nadzieję, że przynajmniej jeden z was potrafi żonglować — ciągnęła dalej. — Albo przynajmniej połykać ogień? Zawsze urzekał mnie widok bardów połykających ogień.

Flinn nie zdołał się opanować i wybuchnął głośnym śmiechem, a nawet po chwili, gdy już wziął się w garść, dłonią wciąż przeczesywał resztki włosów na głowie i najwyraźniej zmagał z nabrzmiewającym wewnątrz rozbawieniem. Morr i Hopwil wymienili spojrzenia, obaj nieco zbici z tropu i porządnie rozzłoszczeni. Dashiva uśmiechnął się nieszczerze, splot zaś, który trzymał, zaczął gromadzić Moc, aż w końcu Rand ledwie potrafił opanować przymus obejrzenia się przez ramię, by sprawdzić, czy nic go nie ściga.

1 ... 172 173 174 175 176 177 178 179 180 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)