Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 170 171 172 173 174 175 176 177 178 ... 197
Перейти на страницу:

Min patrzyła na nią. Rand i Dobraine też patrzyli, a Cairhienianinowi dosłownie opadła szczęka. Rafela spoglądała, poruszając bezgłośnie ustami. Tymczasem oczy tej, na którą patrzyli, powoli przestawały ciskać pioruny, stając się dla odmiany coraz większe, w miarę jak docierało do niej znaczenie właśnie wypowiedzianych słów.

Berło Smoka zadrżało w garści Randa. Min widywała już eksplozje jego gniewu, i to w sytuacjach znacznie mniej prowokujących. Modliła się, by istniał jakiś sposób na uniknięcie katastrofy, ale nic jej nie przychodziło do głowy.

— Wychodzi na to — powiedział na koniec — że słowa, które siła ta’veren potrafi dobyć z ludzkich ust, nie zawsze są tymi, które chciałby usłyszeć. — W jego głosie brzmiał... spokój; Min omalże gotowa byłaby określić go jako głos trzeźwego człowieka w pełni władz umysłowych. — Dobrze sobie poradziłaś, Merano. Sprezentowałem wam ochłap, jakiego psu bym nie rzucił, a jednak wy dobrze sobie z tym poradziłyście.

Dwie Aes Sedai aż się zakołysały i przez chwilę Min myślała, że z czystej ulgi mogą się roztopić na posadzce niczym dwie świece.

— Przynajmniej udało nam się zataić szczegóły umowy przed Cadsuane — powiedziała Rafela, niepewnie wygładzając spódnice. — Nie było sposobu na zablokowanie informacji, że zawarłyśmy jakąś umowę, ale wszystkiego z pewnością nie wie.

— Tak — bez tchu oznajmiła Merana. — Próbowała z nas coś wydobyć nawet po drodze tutaj. Trudno jej się przeciwstawić, ale jakoś sobie poradziłyśmy. Zakładałyśmy, że nie chcesz, aby ona... — Urwała, widząc kamienne rysy twarzy Randa.

— Znowu Cadsuane — powiedział głosem bez wyrazu. Spod zmarszczonych brwi popatrzył na rzeźbiony grot włóczni w ręku, potem cisnął go na fotel, jakby już dłużej nie ufał swoim dłoniom. — Ona przebywa w Pałacu Słońca, nieprawdaż? Min, powiedz Pannom za drzwiami, żeby zaniosły wiadomość do Cadsuane. Najszybciej, jak to tylko możliwe, ma się stawić przed obliczem Smoka Odrodzonego.

— Rand, nie wydaje mi się... — zaczęła niepewnie Min, ale Rand przerwał jej. Niezbyt ostro, ale zdecydowanie.

— Proszę, zrób jak mówię, Min. Ta kobieta jest niczym wilk przyglądający się stadu owiec. Mam zamiar przekonać się, o co jej chodzi.

Min wstała, najwolniej jak potrafiła, po czym powlokła się ku drzwiom. Nie była jedyną spośród zgromadzonych, której ten pomysł nie zachwycił. Wiedziała jednak, że zdecydowanie woli znaleźć się gdzie indziej, kiedy dojdzie do konfrontacji Smoka Odrodzonego z Cadsuane Melaidhrin. Dobraine minął ją, kiedy zmierzała do drzwi, pożegnawszy się krótkim ukłonem, i nawet Merana i Rafela zdołały wyjść wcześniej niż ona z komnaty, chociaż jakimś sposobem udało im się zrobić to tak, że nikt nie zauważył ich pośpiechu. W każdym razie póki nie wyszły na korytarz. Kiedy w końcu Min wyściubiła głowę przez drzwi, obie siostry dogoniły już Dobraine’a i gnały przed siebie.

Dziwne, ale grupka sześciu Panien, które strzegły komnaty, kiedy Min wcześniej do niej wchodziła, rozrosła się niepomiernie — stały pod obu ścianami korytarza tak daleko, jak tylko mogła w obie strony sięgnąć wzrokiem, wysokie kobiety o twardych obliczach w szarościach, brązach i szarościach cadin’sor, z naciągniętymi na głowy shoufami, od których zwisały długie czarne zasłony. Wiele uzbroiło się we włócznie oraz okrągłe tarcze z byczej skóry, jakby gotowały się do walki. Niektóre grały w grę dłoni zwaną „kamień, nożyce, papier”, pozostałe przyglądały im się w skupieniu.

Oczywiście nie całkowitym, żeby jej nie dostrzec. Kiedy przekazała wiadomość od Randa, zamigotały palcami w mowie dłoni, a potem dwie chude Panny truchtem odbiegły. Pozostałe skwapliwie wróciły do poprzedniego zajęcia, jedne grały, inne patrzyły.

Min podrapała się po głowie, skonfundowana, a potem wróciła do komnaty. Przy Pannach często czuła się nieswojo, jednak te zawsze miały dla niej jakieś słowo, niekiedy odnosiły się do niej z szacunkiem, jak do Mądrej, czasami żartowały z nią, chociaż ich poczucie humoru było co najmniej dziwne. Nigdy dotąd jeszcze nie ignorowały jej tak jak teraz.

Randa znalazła w sypialni. Już same skojarzenia, jakie wiązały się z tym pomieszczeniem, sprawiły, że puls jej przyspieszył. Rand zdjął kaftan, rozwiązał tasiemki śnieżnobiałej koszuli, ściągnął też spodnie. Min usiadła w nogach łóżka, oparła się o jeden z masywnych słupków baldachimu, po czym podciągnęła nogi, krzyżując je w kostkach. Nigdy jeszcze nie widziała, jak Rand się rozbiera, i zamierzała w pełni wykorzystać okazję.

On jednak porzucił tę czynność i zamarł bez ruchu, patrząc na nią.

— Czego Cadsuane może mnie nauczyć? — zapytał znienacka.

— Ciebie i wszystkich pozostałych Asha’manów — odparła. Tyle zobaczyła w jednej z wizji. — Nie mam pojęcia czego, Rand. Wiem tylko, że musisz się tego nauczyć. Wszyscy musicie. — Najwyraźniej nie miał zamiaru zdejmować koszuli. Westchnęła i ciągnęła dalej: — Potrzebujesz jej, Rand. Nie możesz sobie pozwolić, by ją rozzłościć. Nie możesz dopuścić, by od ciebie uciekła. — Tak naprawdę, to nie sądziła, by pięćdziesięciu Myrddraali i tysiąc trolloków potrafiło zmusić Cadsuane do ucieczki, niemniej sens pozostawał ten sam.

Oczy Randa zapatrzyły się niewidzącym wzrokiem w przestrzeń, po chwili jednak pokręcił głową.

— Dlaczego miałbym słuchać szaleńca? — wymamrotał, omal niedosłyszalnie. Światłości, czy on naprawdę wierzył, że Lews Therin Telamon przemawia w jego głowie? — Wystarczy, że któreś z nich zrozumie, iż jest ci potrzebne, a już ma nad tobą władzę, Min. To smycz, za którą będzie cię ciągnąć, gdzie zechce. Żadna Aes Sedai nie założy mi kagańca. Nikomu na to nie pozwolę! — Powoli rozprostował zaciśnięte palce. — Ciebie, Min, potrzebuję — oznajmił z prostotą. — Nie dla twoich widzeń, tylko zwyczajnie cię potrzebuję.

„Niech sczeznę — pomyślała Min — ten mężczyzna kilkoma słowami potrafi sprawić, że uginają się pode mną nogi”.

Uśmiechając się równie ochoczo jak ona, schwycił obiema dłońmi krawędź materii koszuli i zaczął ją ściągać przez głowę. Min zaplotła palce na brzuchu i przyglądała się mu spokojnie.

Trzy Panny, które weszły do sypialni nie miały już na głowach shouf, wcześniej skrywających w korytarzu ich krótkie włosy. Puste dłonie, przy pasach nie było nawet tych długich noży. Tyle tylko Min zdążyła zauważyć.

Głowa i ramiona Randa wciąż pozostawały uwięzione w koszuli, gdy Somara — jasnowłosa, wysoka, nawet jak na kobietę Aielów — schwyciła białe płótno i związała, nie pozwalając mu się wydostać. Tym samym ruchem kopnęła go między nogi. Z jego gardła wydobył się zdławiony jęk, zgiął się w pół i zachwiał.

1 ... 170 171 172 173 174 175 176 177 178 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)