Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
Oczywiście nic z domniemywanych przez Min uczuć nie odbiło się na gładkiej twarzy Merany.
— Mój Lordzie Smoku — powiedziała z szacunkiem. — Właśnie dowiedziałyśmy się o twoim powrocie i uznałyśmy, że być może chcesz poznać rezultaty negocjacji z Atha’an Miere. — Zerknęła obojętnym wzrokiem na Dobraine’a, ten jednak natychmiast się poderwał. Dla Cairhienian było rzeczą oczywistą, że ludzie chcą ze sobą rozmawiać na osobności.
— Dobraine może zostać — grzecznie oznajmił Rand. A może zawahał się lekko? On sam nie wstał. Jego oczy były niczym błękitny lód, wreszcie wyglądał jak Smok Odrodzony w pełni swego majestatu. Min zapewniała go, że te kobiety naprawdę są jego, że może liczyć na lojalność wszystkich pięciu, które towarzyszyły mu na pokładzie statku Ludu Morza, że całkowicie respektują złożoną przysięgę, a tym samym zawsze nagną się do jego woli, jednak najwyraźniej on sam miał trudności z bezwarunkowym zaufaniem Aes Sedai. Rozumiała oczywiście powody, jednak w końcu przecież będzie musiał jakoś ułożyć z nimi stosunki.
— Jak sobie życzysz — odparła Merana, lekko skłaniając głowę. — Rafela i ja zawarłyśmy umowę z Ludem Morza. Dobiłyśmy Targu, jak oni to nazywają. — Różnica była wyraźnie słyszalna. Z dłońmi wciąż spoczywającymi na zielonej sukni z szarymi wstawkami wciągnęła głęboki oddech. — Harine din Togara Dwa Wiatry, Mistrzyni Fal klanu Shodein, przemawiając w imieniu Nesty din Reas Dwa Księżyce, Pani Statków Atha’an Miere, a tym samym wyrażając się wiążąco dla wszystkich Atha’an Miere, obiecała, że okręty, których zażąda Smok Odrodzony, popłyną wszędzie tam, gdzie i kiedy on uzna za stosowne, realizując cele, jakie im zleci. — Kiedy Mądrych nie było w pobliżu, które jej normalnie na to nie pozwalały, Merana stawała się odrobinę pompatyczna.
— W zamian Rafela i ja, przemawiając w twoim imieniu, obiecałyśmy, że Smok Odrodzony nie zmieni żadnych praw Atha’an Miere, jak to uczyniłeś u... — Na moment się zawahała. — Wybacz mi. Zobowiązana jestem do przekazania treści ugody słowami, w których została zawarta. Terminem, którego użyły było: „przykutych do brzegu”, ale miały na myśli to, co się stało w Łzie i Cairhien. — W jej oczach na chwilę zamigotał pytający wyraz, ale natychmiast zniknął. Być może zastanawiała się, czy z Illian postąpił tak samo. Ostatecznie wyraziła już kiedyś na głos, jak bardzo jej ulżyło, że w jej rodzimym Andorze nic nie zmienił.
— Przypuszczam, że to się da jakoś wytrzymać — mruknął.
— Po wtóre — podjęła Rafela, splatając pulchne dłonie na podołku — musisz ofiarować Atha’an Miere ziemię, kwadrat o boku jednej mili, w każdym mieście położonym nad żeglownymi wodami, które pozostaje pod twoim panowaniem teraz albo w przyszłości znajdzie się na obszarze poddanym twojej władzy. — Przemawiała w sposób odrobinę mniej pompatyczny niż jej towarzyszka, ale tylko odrobinę. Nie była też szczególnie zadowolona z treści głoszonych słów. Mimo wszystko była Tairenianką, a niewiele portów sprawowało bardziej ścisłą kontrolę nad prowadzonym przez nie handlem niż Łza. — Na tym obszarze prawa Atha’an Miere zachowają pierwszeństwo przed prawami lokalnymi. Ugodę tę sygnować muszą również władze odpowiednich portów, aby... — Tym razem to na nią przyszła kolej, by się zawahać.
— Aby ugoda zachowała ważność po mojej śmierci? — zapytał Rand sucho. Udało mu się nawet nieszczerze roześmiać. — To również da się jakoś wytrzymać.
— Chodzi o każde miasto nad wodą? — wykrzyknął Dobraine.
— Czy oni mają na myśli również nasze? — Poderwał się z fotela i zaczął przechadzać się nerwowo, rozlewając jeszcze więcej wina niż przedtem Min. Ale nie zwracał na to uwagi. — Milę kwadratową? Na Światłość, kto kiedy słyszał o tak dziwnym prawie? Podróżowałem już wcześniej na statkach Ludu Morza i naprawdę nie bardzo mi ono do nich pasuje! Nagusów takie rzeczy nie interesują! A co z obowiązkiem celnym, opłatą postojową i... — Nagle odwrócił się do Randa. Najpierw spojrzał spode łba na Aes Sedai, które zupełnie to zlekceważyły, ale przemówił, kierując swe słowa do Randa, tonem graniczącym z niegrzecznością. — W ciągu roku doprowadzą Cairhien do ruiny, mój Lordzie Smoku. Zrujnują każdy port, który im na to pozwoli.
Min skłonna była się zgodzić, jednak nie miała zamiaru stwierdzać tego na głos, za to Rand tylko machnął ręką i znowu się roześmiał.
— Być może tak im się wydaje, ja jednak wiem co nieco na ten temat, Dobraine. Nie zastrzegli sobie, kto będzie wybierał ziemię, a więc nie będzie musiała wcale znajdować się nad samą wodą. Będą musieli kupować od ciebie żywność i żyć zgodnie z twoimi prawami, gdy będą opuszczali swoją domenę, co trochę powściągnie ich arogancję. W najgorszym przypadku będziesz mógł pobierać cło, kiedy towary będą opuszczać ich... suwerenny obszar. A co do pozostałych spraw... Jeśli ja mogę się na nie zgodzić, ty również możesz. — W jego głosie nie było już śladu wesołości, Dobraine więc tylko skłonił głowę.
Min zastanawiała się, gdzie on się tego wszystkiego nauczył. Przemawiał niczym król i to taki, który doskonale wie, co robi. Może Elayne udzieliła mu paru lekcji.
— „Po wtóre” sugeruje więcej — powiedział Rand do dwójki Aes Sedai.
Merana i Rafela wymieniły spojrzenia, nieświadomie muskając dłońmi suknie i szale, i gdy Merana przemówiła chwilę później, w jej głosie nie było śladu pompatyczności. W rzeczy samej stał się nieco nazbyt beztroski.
— Po trzecie, Smok Odrodzony zgodzi się na instytucję ambasadora wybranego przez Atha’an Miere, który przez cały czas będzie miał do niego dostęp. Harine din Togara na tym urzędzie widziała samą siebie. Będą jej towarzyszyć jej Poszukiwaczka Wiatrów, jej Mistrz Miecza oraz świta.
— Co?! — zawył Rand, podrywając się z fotela.
Rafela jednak nie pozwoliła się zbić z tropu, ciągnęła dalej, jakby w obawie, że może jej przerwać.
— A po czwarte, Smok Odrodzony zgodzi się bezzwłocznie zareagować na wezwanie Mistrzyni Statków, wystosowane wszelako nie częściej niźli dwukrotnie w ciągu trzech najbliższych lat. — Skończyła, nieco się zadyszawszy, starając się, by ostatnie słowa zabrzmiały jak najmniej poważnie.
Berło Smoka uniosło się nad posadzkę za plecami Randa, on zaś nie patrząc, porwał je z powietrza. W jego oczach nie było już śladu lodu. Zastąpił go błękitny ogień.
— Ambasador Ludu Morza, który łazi za mną krok w krok? — wykrzyknął. — Posłusznie zareagować na wezwanie? — Kiedy potrząsał im przed nosem rzeźbionym grotem włóczni, zielono-biały chwost kołysał się dziko. — Czekają tam ludzie, którzy chcą nas wszystkich podbić, i być może są w stanie tego dokonać! Tutaj wciąż gdzieś knują Przeklęci! Czarny czyha! Dlaczego od razu nie obiecałyście im, że uszczelnię smołą kadłuby ich statków?
W normalnych okolicznościach Min starała się jakoś ułagodzić jego wybuchy, ale tym razem potrafiła tylko pochylić się naprzód i wściekłym wzrokiem mierzyć Aes Sedai. W pełni się z nim zgadzała. Żeby sprzedać konia, dołożyły do umowy stodołę!
Rafela aż się cofnęła w obliczu tego wybuchu, Merana natomiast najwyraźniej wzięła się w garść, a na jej obliczu zagościła zupełnie niezła kopia burzy, która szalała na jego twarzy; tylko ogień spojrzenia miał barwę brązową, nakrapianą złotem.
— Krytykujesz nas? — warknęła tonem równie lodowatym, jak gorący był płomień jej oczu. Była taką Aes Sedai, jakie widywały dziewczęce oczy Min, bardziej królewską niż królowe, bardziej władczą niż wszelka władza świata. — Byłeś obecny na początku negocjacji, jesteś ta’veren, więc tańczyły, jak im zagrałeś. Mogłeś je skłonić, żeby uklękły przed tobą! Ale ty poszedłeś sobie! Bynajmniej nie były zadowolone, kiedy zrozumiały, że ta’veren manipulował nimi jak marionetkami. Gdzieś się nauczyły splatać tarcze i zanim jeszcze na dobre opuściłeś statek, Rafela i ja zostałyśmy oddzielone od Źródła. Abyśmy nie mogły skorzystać z przewagi, jaką daje nam Moc, tak powiedziały. Nie raz Harine groziła nam, że zawiśniemy przywiązane za palce i będziemy tak wisieć, póki nie odzyskamy zdrowego rozsądku, i jeśli o mnie chodzi, uważam, że mówiła to całkiem poważnie! Ciesz się, że masz okręty, które chciałeś, Randzie al’Thor, Harine nie dałaby ci ich więcej niż garstkę! Ciesz się, że nie chciała również twoich nowych butów i tego twojego okropnego tronu! Aha, tak na marginesie, formalnie uznała, że jesteś Coramoorem, i udław się tym!