Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 171 172 173 174 175 176 177 178 179 ... 197
Перейти на страницу:

Nesair o płomienno-rudej czuprynie, bardzo piękna mimo białych blizn znaczących oba policzki, wbiła pięść w jego prawy bok, dostatecznie mocno, aby zachwiało nim w drugą stronę.

Min poderwała się z okrzykiem z łóżka. Nie miała pojęcia, jakie też szaleństwo rozgrywa się przed jej oczami, nawet nie chciała się domyślać. Oba jej noże wyszły lekko z rękawów, rzuciła się na Panny, krzycząc:

— Pomocy! Och, Rand! Niech ktoś pomoże! — Przynajmniej tyle chciała krzyknąć.

Trzecia Panna, Nandera, zawróciła niczym atakujący wąż i kopnęła Min w brzuch. Powietrze z sapnięciem uszło z jej płuc. Ostrza wypadły z odrętwiałych dłoni, przekoziołkowała przez podstawioną nogę siwowłosej Panny, lądując na plecach z łomotem, który do reszty pozbawił ją tchu. Próbowała choć drgnąć, próbowała odetchnąć — próbowała pojąć, co się dzieje! — ale wszystko, na co ją było stać, to leżeć i patrzeć.

Trzy kobiety metodycznie oddawały się swemu zajęciu. Nesair i Nandera tłukły Randa pięściami, podczas gdy Somara pilnowała, by nie wyprostował się i nie uwolnił z fałd koszuli. Wystudiowane ciosy bez przerwy sypały się na twardy brzuch i prawy bok Randa. Min śmiałaby się histerycznie, gdyby była w stanie choć odetchnąć. Próbowały stłuc go do nieprzytomności, starannie unikając uderzania w pobliżu wciąż wrażliwej, owalnej blizny w lewym boku, z na poły zagojonym cięciem skroś niej.

Doskonale wiedziała, jak twarde jest ciało Randa, jak silne, ale nikt przecież nie był w stanie długo czegoś takiego wytrzymać. Wreszcie nogi się pod nim powoli ugięły, a kiedy zwalił się na płytki posadzki, Nandera i Nesair odsunęły się odeń. Pokiwały głowami, a Nesair rozprostowała palce zaciśnięte na koszuli. Rand padł twarzą na podłogę. Min słyszała, jak ciężko dyszy, jak zmaga się z jękiem, który mimo wysiłków nabrzmiewał w gardle. Somara uklękła i niemal delikatnie ściągnęła z jego głowy koszulę. Teraz leżał z policzkiem wtulonym w posadzkę, z wytrzeszczonymi oczyma, walcząc o oddech.

Nesair pochyliła się, schwyciła garść jego włosów, szarpnięciem poderwała głowę do góry.

— Wygrałyśmy dla siebie to prawo — warknęła — ale wiedz, że każda Panna chciała położyć na tobie swe ręce. Porzuciłam dla ciebie mój klan, Randzie al’Thor. Nie pozwolę, byś pluł na mnie!

Somara wyciągnęła dłoń, jakby chciała odsunąć włosy z jego twarzy, potem jednak szybko ją cofnęła.

— W taki właśnie sposób potraktowałybyśmy pierwszego-brata, który przyniósłby nam dyshonor, Randzie al’Thor — oznajmiła zdecydowanie. — Za pierwszym razem. Następnym razem użyjemy rzemieni.

Nandera stała nad Randem z pięściami wspartymi na biodrach i obliczem jakby wykutym z kamienia.

— Jesteś powiernikiem honoru Far Dareis Mai, synu Panny — oznajmiła ponuro. — Obiecałeś, że będziemy dla ciebie tańczyć włócznie, a potem wyruszyłeś na wojnę, zostawiwszy nas bez jednego słowa. Po raz drugi już tego nie zrobisz.

Zrobiła krok ponad jego ciałem i ruszyła do wyjścia, pozostałe poszły za nią. Tylko Somara obejrzała się raz, a jeśli w jej oczach błysnął bodaj cień współczucia, nie było go w jej głosie, gdy powiedziała:

— Postaraj się, aby więcej nie było to konieczne, synu Panny.

Zanim Min zdążyła się doń podczołgać, Rand już podparł się dłońmi i kolanami i powoli stanął na czworakach.

— One chyba oszalały — wyskrzeczała. Światłości, ależ ją bolał brzuch! — Rhuarc im pokaże!... — Nie miała pojęcia, co też Rhuarc może im pokazać. W każdym razie cokolwiek to będzie, na pewno nie wystarczy. — Sorilea. — Sorilea każe im piec się na słońcu! Na początek! — Kiedy jej powiemy...

— Nikomu nie powiemy — powiedział. Głosem z pozoru już normalnym, aczkolwiek oczy wciąż wychodziły mu z orbit. Jak on mógł się na to zdobyć? — Miały rację. Zasłużyły sobie na prawo postąpienia ze mną w taki sposób.

Min aż nazbyt dobrze rozpoznała ten ton głosu. Kiedy mężczyzna postanawiał być uparty, to potrafił usiąść nago w pokrzywach i w twarz ci przeczyć, że kłują go w pośladki! Omalże z zadowoleniem powitała jęk, który wydarł się z jego gardła, kiedy pomagał jej wstać. Cóż, oboje podtrzymywali się wzajem. Jeśli zaś zamierzał być wełnianogłowym idiotą, to zasłużył sobie na kilka siniaków!

Rand położył się na łóżku, plecami na stosie poduszek, ona zaś wślizgnęła się obok. Nie odbyło się to w sposób, o jakim marzyła, ale to jej wystarczało, póki w ogóle mogła się przytulić.

— Nie w ten sposób miałem nadzieję wykorzystać to łóżko — wyszeptał. Ale nie była pewna, czy zostało to przeznaczone dla jej uszu.

Roześmiała się.

— Mnie tam się podoba, kiedy mnie obejmujesz... tak samo jak tamto drugie. — Dziwne, ale uśmiechnął się do niej w taki sposób, jakby wiedział, że kłamie. A przecież jej ciotka, Miren, twierdziła, że jest to jedno z trzech kłamstw, w które mężczyzna zawsze uwierzy kobiecie.

— Jeśli przeszkadzam — odezwał się od drzwi chłodny kobiecy głos — to przypuszczam, że mogę wrócić, kiedy chwila będzie bardziej odpowiednia.

Min odskoczyła od Randa jak oparzona, ale kiedy ją przyciągnął do siebie, przytuliła się znowu. Rozpoznała Aes Sedai stojącą w wejściu — pulchną, niewysoką Cairhieniankę, w ciemnej sukni z cienkimi kolorowymi paskami skroś obfitego łona i białymi rozcięciami. Daigian Moseneillin była jedną z sióstr, które przybyły razem z Cadsuane. I w opinii Min dysponowała równie dominującą osobowością jak sama Cadsuane.

— Ciekawe, jak na ciebie mówią w domu? — zapytał leniwie Rand. — Kimkolwiek jednak jesteś, czy nikt nie nauczył cię pukać? — Min czuła jednak, że wszystkie mięśnie w ramieniu, którym ją obejmował, sztywne są niczym skała.

Kamień księżycowy na cienkim srebrnym łańcuszku zdobiący czoło Daigian zakołysał się, gdy powoli pokręciła głową. Najwyraźniej nie była zadowolona z przyjęcia, jakie ją spotkało.

— Cadsuane Sedai otrzymała twoją prośbę o spotkanie — powiedziała, jeszcze bardziej lodowatym tonem niż przedtem — i poprosiła mnie, abym przekazała jej wyrazy ubolewania. Bardzo chciałaby dokończyć tę ręczną robótkę, którą właśnie zaczęła. Być może będzie w stanie spotkać się z tobą innego dnia. Jeśli znajdzie czas.

— Tak właśnie powiedziała? — zapytał groźnym tonem Rand.

Daigian parsknęła lekceważąco.

— Zostawię cię teraz, abyś mógł... kontynuować swoje zajęcie. — Min zastawiała się, czy uszłoby jej na sucho spoliczkowanie Aes Sedai. Daigian zmierzyła ją lodowatym spojrzeniem, jakby mogła usłyszeć jej myśli, a potem odwróciła się i majestatycznym krokiem wyszła z komnaty.

Rand usiadł, tłumiąc przekleństwo.

— Powiedz Cadsuane, że może sobie iść do Szczeliny Zagłady! — krzyknął za odchodzącą siostrą. — Powiedz jej, niech zgnije!

— To się na nic nie zda, Rand — westchnęła Min. Okazało się to trudniejsze, niźli sobie pierwotnie wyobrażała. — Potrzebujesz Cadsuane. Ona nie potrzebuje ciebie.

— Czyżby? — zapytał cicho, a Min zadrżała. Przedtem tylko jej się zdawało, że w jego głosie usłyszała groźbę.

Rand starannie się przygotował, odział na powrót w zielony kaftan, posłał Min do Panien z wiadomościami, które miały przekazać dalej. Przynajmniej pod tym względem wciąż można było na nie liczyć. Żebra w prawym boku bolały go prawie tak samo, jak rana w lewym, brzuch dokuczał, jakby bito go po nim deską. Obiecał im. Zostawszy sam w komnacie, pochwycił saidina, nie chcąc, by nawet Min widziała, z jakimi trudem mu to przychodzi. Mógł zapewnić jej bezpieczeństwo, w taki czy inny sposób, czy jednak mogłaby czuć się bezpiecznie, gdyby widziała, że nieomal się przewraca? Musiał być silny, choćby tylko w jej oczach. Kłębek emocji w głębi czaszki, który był Alanną, stanowił nieustanne napomnienia o kosztach nieuwagi. W danej chwili Alanną popadła w ponury nastrój. Musiała nadużyć cierpliwości Mądrych, ponieważ miała kłopoty z siadaniem.

1 ... 171 172 173 174 175 176 177 178 179 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)