Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
— No — mruknęła. — Wyjaśniałyście mi powody, dla których powinnam wyrazić zgodę na negocjacje.
— Nie pytałyśmy o twoje pozwolenie, Matko — odburknęła napastliwie Suana, butnie wysuwając dolną szczękę. Nie miała szczególnie wydatnego podbródka, za to absolutnie kwadratowy w kształcie, więc gdy go wysuwała, zawsze wyglądała arogancko. — Tego rodzaju decyzja należy do Komnaty. Żółte Ajah są wielkimi zwolenniczkami negocjacji.
Co oznaczało, iż sama Suana jest wielką ich orędowniczką, była bowiem przywódczynią Żółtych Ajah, Pierwszą Tkaczką, o czym Alviarin wiedziała, ponieważ Czarne Ajah znały wszystkie... albo prawie wszystkie... sekrety wszystkich pozostałych Ajah. Dlatego Alviarin wiedziała też, że z punktu widzenia Suany przedstawicielki jej Ajah podzielały wszelkie jej opinie.
Doesine, inna obecna Żółta, przypatrywała się Suanie z ukosa, nic jednak nie powiedziała. Blada i szczupła jak chłopiec Doesine wyglądała, jakby wcale nie miała ochoty tu przebywać. Przypominała ładnego, nadąsanego młokosa, którego ktoś zaciągnął gdzieś za ucho. Większość Zasiadających zazwyczaj wzdrygała się przed naciskami ze strony przywódczyni własnej Ajah, istniała wszakże możliwość, że Suana znalazła na swoje Aes Sedai jakiś sposób.
— Wiele Białych także popiera rozmowy — oświadczyła Ferane, marszcząc brwi i przypatrując się w roztargnieniu plamie atramentu, którą dostrzegła na swoim pulchnym palcu. — To w obecnych okolicznościach jest jedyne logiczne posunięcie.
Ferane nazywano Pierwszą Analizatorką i była ona przywódczynią Białych Ajah, chociaż rzadziej niż Suana narzucała swoje poglądy wszystkim członkiniom własnej Ajah. Tak, niewątpliwie robiła to znacznie rzadziej, jeśli w ogóle. Zresztą Ferane często zachowywała się tak niepewnie i niedbale jak najgorsze spośród Brązowych — długie, czarne włosy, które zdobiły jej okrągłą twarz domagały się dziś wyszczotkowania, część zaś stanowiących wykończenie szala frędzli najprawdopodobniej kobieta przypadkiem zamoczyła podczas śniadania herbatą — potrafiła jednakże dostrzec najsubtelniejszą nawet szczelinę w logice wywodu. Równie dobrze mogłaby przyjść tu zupełnie sama, ponieważ po prostu uważała, że nie potrzebuje pomocy żadnych innych Zasiadających w imię Białych.
Elaida, odchyliwszy się na wysokim krześle, zaczęła gniewnie popatrywać na boki, palcami zaś coraz szybciej gładziła żółwia. Teraz odezwała się Andaya. Mówiła głośno i prędko, niemal nie spoglądając na Amyrlin i udając, że skupia się na wygładzeniu leżącego na jej ramionach szala z szarymi frędzlami.
— Chodzi o to, Matko, że musimy znaleźć pokojowy sposób wybrnięcia z naszego problemu — oświadczyła z silnym taraboniańskim akcentem, który zwykle pobrzmiewał w jej głosie, gdy czuła się wyjątkowo niepewnie. Często nieśmiała w obecności Elaidy, zerknęła teraz na Yukiri, jakby szukając u niej wsparcia, jednak ta wiotka, niewysoka kobieta odwróciła w tym momencie nieznacznie głowę. Jak na tak małą i kruchą istotę, Yukiri była osóbką nadzwyczaj upartą i w przeciwieństwie do Doesine zapewne nie pozwoliłaby sobą kierować. Alviarin zadała sobie pytanie, dlaczego niektóre z tych Zasiadających przyszły tutaj, skoro z taką jawną niechęcią brały udział w rozmowie? Tak czy inaczej, Andaya zrozumiała, że jest skazana jedynie na siebie i kontynuowała wypowiedź: — Nie możemy doprowadzić do walk na ulicach Tar Valon. Ani w Wieży, szczególnie nie w Wieży... Nie znowu... Do tej pory buntowniczki wydawały się usatysfakcjonowane siedzeniem pod miastem i przyglądaniem się Białej Wieży, sytuacja ta na pewno nie może wszak potrwać długo. Wiesz, Matko, że ponownie odkryły Podróżowanie i mogą tą metodą przenosić armię na setki lig. Powinnyśmy rozpocząć negocjacje, zanim zdecydują się wykorzystać Podróżowanie do wprowadzenia armii na ulice Tar Valon, inaczej nawet w przypadku zwycięstwa stracimy wszystko.
Alviarin zacisnęła palce na fałdach spódnic i z trudem przełknęła grudę, którą poczuła w gardle. Przemknęło jej też przez myśl, że jeszcze chwila i oczy wyskoczą jej z orbit. Buntowniczki potrafiły Podróżować?! Buntowniczki znajdowały się już tutaj, w Tar Valon? A te głupie pragnęły negocjować? Negocjować?! Wyobraziła sobie ostrożnie planowane projekty, starannie konstruowane plany, które dosłownie zmieniają się w parę, a następnie znikają niczym mgła w letnim słońcu. Być może Ciemny Władca jej wysłucha, jeśli będzie się modliła naprawdę żarliwie...
Nachmurzone rysy Elaidy bynajmniej się nie wygładziły, chociaż Amyrlin bardzo ostrożnie odłożyła nagle żółwia z kości słoniowej i przemówiła prawie spokojnym głosem, przypominającym dawny ton, z czasów sprzed kontroli Alviarin. W jej słowach była równocześnie łagodność, jak i pewność siebie.
— Czy Brązowe i Zielone także popierają negocjacje?
— Brązowe... — zaczęła Shevan, po czym wydęła wargi w zadumie i jawnie zrezygnowała z zaplanowanej frazy. Na pozór wydawała się całkowicie opanowana, stale wszakże bezwiednie długimi kciukami pocierała sobie kościste palce wskazujące. — Stosunek Brązowych do historycznych precedensów jest zupełnie jasny. Znasz go na pewno, jeśli czytałaś sekretne historie, które zresztą powinnaś przeczytać... Tak czy inaczej, ilekroć w Wieży dochodziło do podziału, światem wstrząsała katastrofa. Obecnie zagraża nam Ostatnia Bitwa, a w dodatku żyjemy w świecie, w którym powstała Czarna Wieża, toteż bez wątpienia nie możemy sobie pozwolić na pozostanie w stanie podziału nawet jeden dzień dłużej niż trzeba.
Alviarin sądziła, że marsowa mina na twarzy Elaidy nie może się już pogłębić, a jednak na wzmiankę o Czarnej Wieży Amyrlin jeszcze bardziej sposępniała.
— A Zielone?
Elaida nadal panowała nad głosem.
W pomieszczeniu znajdowały się wszystkie trzy Zasiadające w imię Zielonych. Fakt ten wskazywał na istnienie ogromnie silnego poparcia w tej Ajah lub na wielką władzę jej przywódczyni. Na pytanie Amyrlin powinna odpowiedzieć Talene jako najstarsza, szczególnie że członkinie Zielonych we wszystkich sprawach zawsze przestrzegały hierarchiczności, ale wysoka, złotowłosa Talene zerknęła z jakiegoś powodu na Yukiri, następnie zaś — co jeszcze dziwniejsze — na Doesine, w końcu spuściła wzrok na dywan i prawie całkowicie znieruchomiała; jedynie jej palce miętosiły spódnice z zielonego jedwabiu. Z kolei Rina lekko uniosła czoło, po czym zmarszczyła nos, sugerując zakłopotanie, nie odezwała się wszakże, ponieważ nosiła swój szal krócej niż pięćdziesiąt lat. Odpowiedzieć na pytanie Elaidy musiała zatem Rubinde. Była to kobieta o mocnych kościach, która przy Talene wyglądała na niską i krępą, jej twarz zaś wydawała się kompletnie nijaka mimo oczu w pięknym odcieniu szafirów.
— Poinstruowano mnie, że mam głosować identycznie jak Shevan — oświadczyła, ignorując zdumione spojrzenie, które posłała jej Rina. Instrukcje pochodziły najwyraźniej od Adelorny, Kapitan-Generał Zielonych, Rubinde zaś jawnie się z nimi nie zgadzała, choć nie ustosunkowała się do nich ani jednym słowem. — Zbliża się Tarmon Gai’don, Czarna Wieża stanowi równie wielkie zagrożenie, a Smok Odrodzony zaginął gdzieś, o ile w ogóle jeszcze żyje. Nie możemy sobie pozwolić na dalsze spory i podziały. Jeśli Andaya twierdzi, że potrafi skłonić buntowniczki do powrotu do Wieży, musimy pozwolić jej spróbować.
— Rozumiem — oznajmiła Amyrlin tępo. Alviarin jednakże odkryła ze zdziwieniem, że twarz Elaidy osobliwie się rozjarzyła, a na jej ustach zagościł nawet nieznaczny uśmieszek. — Zatem... oczywiście... jak najbardziej... skłońcie je do powrotu, skoro umiecie. Tyle że moje edykty pozostają w mocy. Błękitne Ajah nadal nie istnieją, a każdej siostrze, która popiera to dziecko... czyli Egwene al’Vere... wyznaczę pokutę, którą będzie musiała odbyć pod moim okiem i dopiero później pozwolę jej wybrać nową Ajah. Zamierzam scalić Białą Wieżę, konstruując tym samym broń, której użyjemy podczas Ostatniej Bitwy. — Ferane i Suana otworzyły usta, na ich twarzach zaś pojawił się zdecydowany protest, Amyrlin jednakże groźnie pokiwała im palcem, po czym dorzuciła: — To moja ostateczna decyzja, Córki. Teraz mnie zostawcie. I dopilnujcie swoich... negocjacji.