Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
Wciąż mamrocząc coś do siebie, Alviarin znów przeniosła nieco saidara, tłumiąc za jego pomocą pisk zardzewiałych zawiasów wydawany podczas otwierania drzwi z niepolerowanego drewna. Istniał sposób wykonania splotu i ukrycia go, dzięki czemu nie musiałaby za każdym razem łagodzić tego skrzypienia — była co do tego przekonana — niestety Mesaana nie chciała go jej nauczyć.
Mesaana naprawdę ją drażniła. Nauczała ją tego, czego chciała i niczego więcej, wskazywała cuda, a potem zatrzymywała dla siebie swoją związaną z nimi wiedzę. W dodatku wykorzystywała Alviarin niczym zwykłą dziewczynę na posyłki. Alviarin siadywała w Najwyższej Radzie i znała imię każdej Czarnej siostry w każdej jednostce zwanej sercem, czyli wiedziała więcej niż Mesaana. Tę Wybraną nie bardzo interesowało, kto wypełnia jej rozkazy, póki ktoś wypełniał je co do joty. Aż za często wydawała polecenia samej Alviarin, zmuszając ją do kontaktów z kobietami i mężczyznami, którzy uważali się za jej równych tylko dlatego, że także służyli Wielkiemu Władcy. Zbyt wielu Sprzymierzeńców Ciemności uważało się za równych Aes Sedai lub nawet lepszych od sióstr. Co gorsza, Mesaana zabroniła jej ich pouczać czy strofować. Ech, te odpychające małe szczury pozbawione zdolności przenoszenia Mocy... A Alviarin musiała być wobec nich grzeczna, jedynie z tego względu, że być może niektórzy spośród nich służyli innemu Wybranemu lub Wybranej! Być może! Było oczywiste, że Mesaana nie ma co do tego pewności. Chociaż należała do Wybranych, Alviarin stale podśmiewała się z jej ciągłych wątpliwości.
Sunęła teraz korytarzem, między chropowatymi, kamiennymi ścianami, rozjaśniając sobie drogę za pomocą płynącej przed nią kuli bladego światła. Za sobą zaś ponownie wzniecała drobiny kurzu miękkimi jak puch muśnięciami Powietrza, dzięki czemu znowu wyglądały na nienaruszone. Idąc, rozpatrywała rozmaite historie. Wybierze z nich jedną i opowie ją Mesaanie. Właściwie wiedziała, że żadnej nie opowie i myśl ta jeszcze bardziej ją zdenerwowała. Krytykując jedną z Wybranych nawet w najłagodniejszych słowach, człowiek ryzykował ból, a może i śmierć, niemal najpewniej zaś narażał się i na jedno, i na drugie. Chcąc zachować życie, należało się przed Wybranymi płaszczyć i okazywać im posłuszeństwo, przy czym pierwsze było równie ważne jak wtóre. Wprawdzie dla nagrody w postaci nieśmiertelności warto się było nieco poniżyć. Posiadając nieśmiertelność, Alviarin mogłaby zdobyć wszelką możliwą władzę, znacznie większą, niż kiedykolwiek miała jakakolwiek Zasiadająca na Tronie Amyrlin. Najpierw wszakże musiała wystarczająco długo zachować życie.
Dotarłszy do szczytu pierwszej rampy prowadzającej w górę, przestała się martwić o ukrywanie własnych śladów. Kurzu było tutaj o niebo mniej, a podłogę znaczyły koła ręcznych wózków i posuwiste ślady butów, toteż na pewno nikt nie zauważy słabych odcisków dodatkowej pary stóp. Tym niemniej Alviarin nadal szła szybko. Zazwyczaj ożywiała ją myśl o życiu wiecznym, myśl o ostatecznym rządzeniu poprzez Mesaanę — tak jak teraz rządziła poprzez Elaidę. No cóż, na pozór różnica nie była wielka, chociaż... Podporządkowanie sobie Mesaany do stanu uległości Elaidy wydawało się może zbyt ambitne, aczkolwiek Alviarin mogłaby dzięki Mesaanie naprawdę osiągnąć prawdziwą władzę.
Wróciła myślami do faktu, że prawie miesiąc przebywała poza Wieżą. Podczas jej nieobecności Mesaana zapewne nie trudziła się kontrolowaniem Elaidy, choć gdyby doszło do jakichś nieprzewidzianych wydarzeń, bez wątpienia obarczyłaby odpowiedzialnością za błąd właśnie nieobecną Alviarin. Na szczęście ostatnim razem Alviarin odpowiednio zastraszyła Elaidę, która wręcz błagała o darowanie jej winy i wstrzymanie kary w postaci prywatnej pokuty u Mistrzyni Nowicjuszek. Tak, tak, obecna Amyrlin na pewno za bardzo się bała, aby wykonać jakiś niewłaściwy ruch. Alviarin była pewna, że Elaida nie zrobi niczego głupiego.
Druga rampa zaprowadziła ją do najwyżej położonej części sutereny, gdzie Alviarin zagasiła rozjarzoną kulę, po czym wypuściła saidar. Tutaj cienie były usiane niemal zlewającymi się z sobą plamami bladego światła, rzucanymi przez lampy umieszczone na kamiennych ścianach, starannie na tej kondygnacji otynkowanych. W polu widzenia kobiety nie poruszało się nic oprócz szczura, który przebiegł niedaleko, cicho drapiąc pazurkami kamień posadzki. Alviarin o mało się nie uśmiechnęła. Oczy Wielkiego Władcy Ciemności wprost przeszywały obecnie Wieżę, chociaż nikt chyba nie zauważył zniknięcia zabezpieczeń. Osobiście nie podejrzewała w tym ręki Mesaany. Po prostu zabezpieczenia nie działały już tak dobrze, jak powszechnie mniemano. Były w nich... szpary. Alviarin zupełnie nie dbała o to, czy zwierzę ją zobaczyło i czy w takim przypadku doniesie, co widziało, tym niemniej szybko weszła na stopnie wąskiej półkolistej klatki schodowej. Wiedziała, że gdzieś na tym poziomie sutereny może natrafić na ludzi, którym nie mogła ufać — tak jak nie ufała szczurom.
Podczas wspinaczki pomyślała, że może powinna wypytać Mesaanę w kwestii tego niemożliwego wybuchu Jedynej Mocy — właśnie teraz, póki Wybrana pozostawała... delikatna. Jeśli Alviarin nigdy o nim nie wspomni, Mesaana może uznać, że jej służebnica coś ukrywa. Każda umiejąca przenosić Moc kobieta na świecie niewątpliwie zapytywała siebie, co się zdarzyło. Po prostu Alviarin musi zachować ostrożność i nawet najmniejszym słówkiem nie zasugerować, że niedawno odwiedziła to miejsce. Zjawiła się tam oczywiście na długo po zaniknięciu poświaty — nie była wszak na tyle głupia, by odwiedzać je zbyt wcześnie — jednakże Mesaana uważała najwyraźniej, że całe życie Alviarin ma się skupiać wyłącznie na wypełnianiu jej poleceń i ani chwili kobieta nie powinna poświęcać własnej osobie. Czy ta Wybrana naprawdę sądzi, że Alviarin nie ma żadnych swoich spraw?! Cóż, w takim razie należy dalej podtrzymywać Mesaanę w tym mniemaniu. W każdym razie jeszcze przez jakiś czas.
W cieniu na szczycie schodów kobieta zatrzymała się na moment przed niewielkimi, prostymi drzwiami, nieporządnie po tej stronie wykończonymi. Otrzepała się i przełożyła przez ramię płaszcz. Mimo iż Mesaana należała do Wybranych, tym niemniej była istotą ludzką i również popełniała pomyłki. Chociaż swoją służebnicę w mgnieniu oka zabiłaby za byle błąd. Tak, tak, trzeba było się płaszczyć, być posłusznym i zachować życie. I nigdy nie zapominać o ostrożności. Alviarin wiedziała o tym zresztą na długo, zanim spotkała pierwszego spośród Wybranych. Wyjęła z woreczka przy pasie białą stułę Opiekunki, zarzuciła ją sobie na szyję, po czym otworzyła drzwi i wsłuchała się. Zgodnie z oczekiwaniem w jej uszy uderzyła wyłącznie cisza. Alviarin weszła do Dziewiątego Magazynu i zamknęła za sobą drzwi. Od strony wewnętrznej drzwi były nie mniej zwyczajne, choć wypolerowane do lekkiego połysku.
Bibliotekę Wieży podzielono na dwanaście Magazynów, przynajmniej o tylu wiedział świat, a Dziewiąty — przeznaczony na teksty poświęcone różnym formom arytmetyki — był z nich najmniejszy, choć i tak zajmował spore pomieszczenie, czyli wypełnioną rzędami wysokich, drewnianych półek długą, owalną izbę o suficie w postaci spłaszczonej kopuły. Przed każdym rzędem półek mieściła się wąska alejka wyłożona kaflami w siedmiu kolorach, obok półek zaś znajdowały się wysokie drabiny na kółkach, dzięki czemu można je było łatwo przesuwać po alejkach, oraz mosiężne stojące lampy z odblaśnicami i o podstawach tak ciężkich, że ruszyć mogło je jedynie trzech lub czterech mężczyzn. Ogień stanowił stały problem i troskę Biblioteki; bardzo się go tu wszędzie obawiano. Wszystkie stojące lampy płonęły jasno, oświetlając wszelkie miejsca, w których siostry chciałyby poszukać jakiejś książki albo rękopisu w oprawie, tym niemniej ręczny wózek z półkami, na których leżały trzy grube oprawne w skórę tomy do odłożenia, stał wciąż pośrodku jednego rzędu, dokładnie w tym samym punkcie, w jakim kobieta go zapamiętała ze swojej ostatniej wizyty tutaj. Nie rozumiała, po co poszukiwano różnych form arytmetyki ani dlaczego napisano na ten temat tyle książek i była pewna, że choć Wieża zawsze się szczyciła posiadaniem największego na świecie zbioru woluminów dotyczących każdego możliwego tematu, większość Aes Sedai najprawdopodobniej zgodziłaby się z nią w tej kwestii. Alviarin nigdy nie widziała żadnej siostry w Dziewiątym Magazynie i właśnie z tej przyczyny go wybrała. W szerokich, zwieńczonych łukiem drzwiach, zapraszająco stojących otworem, wsłuchała się w ciszę, a gdy się upewniła, że korytarz jest całkowicie pusty, wsunęła się do środka. Gdyby ktoś ją tutaj zobaczył, mógłby uznać za dziwne jej zainteresowanie tekstami mieszczącymi się akurat w tym pomieszczeniu.