Pamięć Światłości
- Автор: Джордан Роберт, Сандерсон Брендон
- Серия: Kolo czasu #14
- Язык: польский
- Переводчик: Jan Karłowski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:
– Auć. Próbuję pomóc. Mówię ci, Min. Jak wielką ulgę sprawiłoby to Randowi, gdyby wiedział, że ktoś, komu ufa, ma wpływ na Tuon, może nią pokierować, tak by ładnie pograła z Aes Sedai, podsuwając odpowiednie „znaki’ w odpowiednim czasie? Oczywiście, możesz wrócić do obozu, nosić wodę i dostarczać wiadomości. Jestem pewien, że byłoby to tak samo użyteczne, jak trzymanie na oku zagranicznego monarchy i zachęcanie go, by ufał i szanował Smoka Odrodzonego, budując mosty pomiędzy nim a innymi narodami.
Min przez chwilę stała w milczeniu.
– Nienawidzę cię, przeklęty Mat’cie Cauthonie.
– Oto duch – rzekł Mat, unosząc rękę i pozdrawiając Tuon. – Zobaczmy teraz, którą mą kończynę odetnie, dowiedziawszy się, że zrzuciłem zabawne ubranie od niej.
A szkoda by go było. Na odzieniu tym widniał piękny haft. Człowiek potrzebuje małego haftu, by poczuć się dystyngowanym. Jednak Mat nie miał zamiaru wkładać na siebie tej kupki ubrań, zdążając na pole bitwy. Miałby więcej szczęścia, starając się walczyć, dźwigając jednocześnie Oczko na swoich plecach.
Kiedy Tuon przechodziła, wszyscy wykonali zwyczajowe ukłony i padanie na ziemię, choć odeszła stąd zaledwie kilka minut temu. Mat skinął jej głową. Tuon obrzuciła jego nowy strój długim spojrzeniem, ogarniając go od stóp do głów. Dlaczego wszyscy mieli takie kwaśne miny na widok dobrej koszuli i kurtki? Nie włożył w końcu tych zniszczonych rzeczy, które nosił, gdy odwiedził Elayne. Spalił je.
– Wasza Wysokość – zaczęła Courtani. Należała do Wysokiej Krwi i mogła zwracać się do Toun bezpośrednio. – Oby twój oddech trwał wiecznie. Książę Kruków zdecydował, że musi osobiście udać się na pole bitwy, jako że ocenił naszych posłańców i generałów jako pozbawionych umiejętności.
Mat zatknął kciuki za pasek, przyglądając się Tuon, podczas gdy stajenny podprowadził Oczko. W samą porę. Czyżby chłopak po drodze zatrzymał się na lunch, biorąc udział w występie minstreli albo nawet dwóch występach?
– Tak więc na co czekamy? – zapytała Tuon. – Jeśli Książę Kruków pragnie zobaczyć pole bitwy, sądzę, że lojalni słudzy Cesarstwa powinni potykać się z pośpiechu, by go tam powieść.
Courtani wyglądała, jakby ktoś dał jej w twarz. Mat szeroko uśmiechnął się do Tuon, a ona zaszczyciła go uśmiechem. Światłości, jak bardzo lubił te jej uśmiechy.
– Tak więc ty także jedziesz? – zapytał Tuon.
– Oczywiście. Widzisz powód, dla którego nie powinnam?
– Ani jednego – odpowiedział Mat, jęknąwszy w duchu. – Ani jednego cholernego powodu.
29
Utrata wzgórza.
– Skoncentrujcie się na Pomorach! – krzyknęła Egwene, wysyłając w kierunku wspinających się na wzgórze Trolloków splot Powietrza. Stwory zdołały zrobić wyłom w szeregach włóczników broniących wzgórza i zaczęły przedostawać się do środka szyków. Przyzwyczajone do ataków wykonywanych przez przenoszących, bestie kuliły się i wzajemnie podpierały. To dawało Egwene doskonały widok na ich grupę i na kryjącego się pośród stworów Myrddraala. Miał na zwykłym ubraniu brązową opończę, a w ręku ściskał kij Trolloków.
„Nic dziwnego, że miałam problemy z dostrzeżeniem go” – pomyślała Egwene, wysyłając w jego kierunku splot Ognia. Pół-człowiek zaczął się wić, trzęsąc się i skrzecząc w płomieniach ognia, obróciwszy twarz bez oczu w kierunku nieba. Grupa Trolloków również padła.
Egwene uśmiechnęła się z satysfakcją, lecz jej zadowolenie było krótkotrwałe. Łucznikom zaczęło brakować strzał, włócznicy zostali rozbici, a niektóre Aes Sedai były wyczerpane. Zniszczoną przez Egwene falę Trolloków zastąpiła nowa. „Czy damy radę utrzymać się jeszcze przez jeden dzień?” – zastanawiała się.
Ze strony lewej flanki walczącej nad rzeką armii Bryne’a nadjechała chorągiew lansjerów. Dołączyli do Płomienia Tar Valon – oddziału ciężkiej jazdy, z której Bryne był szczególnie dumny. Połączył ich pod dowództwem kapitana Joni Shagrina, wybierając żołnierzy spośród doświadczonych weteranów kawalerii różnych państw i żołnierzy z Gwardii Wieży, którzy chcieli dołączyć do elitarnej jednostki.
Lansjerzy znieśli znajdujących się naprzeciwko Sharanów i z furią ruszyli ku wzgórzom, kierując się dokładnie na tyły armii Trolloków, atakujących pozycje Egwene. W kurzu powstałym po szarży lansjerów pojawił się drugi oddział kawalerii z ciemnozielonym sztandarem Illian. Wyglądało na to, że generał wreszcie postanowił nieco ulżyć Egwene.
Ale… Chwileczkę. Egwene zmarszczyła brwi. Z miejsca, w którym się znajdowała, dostrzegła, że lewa flanka armii jest kompletnie odsłonięta. „Co on robi? Czy to… jakaś pułapka zastawiona na Sharanów?”
Jeśli miała to być pułapka, to się nie zatrzasnęła. Zamiast tego kawaleria Sharanów zaatakowała niezabezpieczoną lewą flankę armii Bryne’a i zaczęła zbierać krwawe żniwo pośród piechoty, broniącej swoich pozycji nad rzeką. A potem Egwene ujrzała kolejny ruch na polu poniżej i straszliwie się przeraziła – od lewego skrzydła wroga oderwała się potężna chorągiew kawalerii i zaczęła nacierać na oddział jazdy, który przyszedł Egwene z pomocą.
– Gawyn, zawiadom lansjerów, że to pułapka!
Ale nie było już czasu na jakiekolwiek działanie. W ciągu kilku chwil sharańska kawaleria zaczęła wycinać jazdę Białej Wieży, atakując jej tyły. Jednocześnie tylne szeregi Trolloków wykonały zwrot i stanęły twarzą w twarz z lansjerami. Egwene ujrzała, że Trolloki miały w łapach długie żerdzie, którymi przeszywały ciała ludzi i koni. Pierwsze szeregi lansjerów padły, tworząc krwawy stos, a Trolloki przedzierały się pomiędzy ciałami poległych, ściągając jeźdźców z koni i przeszywając ich swoją bronią.
Egwene krzyknęła i zaczerpnęła tyle Mocy, ile zdołała, usiłując zniszczyć bestie – a pozostałe kobiety przyłączyły się do niej. Po obu stronach doszło do masakry. Trolloków było zbyt wiele, a lansjerów nikt nie osłaniał. Po kilku minutach było po wszystkim. Tylko kilku jeźdźcom udało się przeżyć. Egwene ujrzała, jak co sił galopują ku rzece.
Była wstrząśnięta. Czasami wydawało się, że armie poruszają się niczym dostojny statek wpływający do doku – a potem, w jednej chwili, nastąpiła katastrofa i poległy całe chorągwie żołnierzy.
Popatrzyła na ciała leżące w dole. Pozycje Aes Sedai na wzgórzach znalazły się w niebezpieczeństwie. Kiedy Trolloki skoncentrowały się na jej siłach, Egwene wydała rozkaz, by postawić bramy. Włócznicy znajdujący się na szczycie wzgórza mieli się przez nie wycofywać, podczas gdy łucznicy kontynuowali ostrzał Trolloków. Następnie Egwene i Aes Sedai zaczęły siać destrukcję pomiędzy wrogiem, co trwało na tyle długo, by łucznicy zdążyli przejść przez portale.
Nim sama przeszła przez ostatnią bramę, Egwene ostatecznie ogarnęła wzrokiem pole bitwy. Co tak naprawdę się stało? Potrząsnęła głową. Podszedł do niej Gawyn, jak zawsze wierny. Nie miał okazji użyć miecza podczas tej bitwy. Podobnie Leilwin; tych dwoje zdawało się prowadzić małą rozgrywkę, kto okaże się lepszym strażnikiem Egwene. Nieustannie jej towarzyszyli. Egwene uznała to za denerwujące, ale i tak było to lepsze niż ponury żal, którym emanował Gawyn podczas wcześniejszych potyczek.
Wyglądał blado, tak jakby zaczynał na coś chorować. Czy spał wystarczająco długo?
– Chcę dostać się do obozu i znaleźć generała Bryne’a – powiedziała Egwene. – Chcę wiedzieć, dlaczego pozwolono, by coś takiego się wydarzyło. A potem udam się do naszych wojsk broniących brodu, by pomścić naszych ludzi, którzy polegli.
Oboje posłali jej ukośne spojrzenia.
– Egwene… – zaczął Gawyn.