Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 166 167 168 169 170 171 172 173 174 ... 210
Перейти на страницу:

Ken­neth uśmiech­nął się sze­ro­ko.

— No po­patrz. Co za świat, każ­dy ma ja­kieś se­kre­ty. To wszyst­ko?

Dzie­sięt­nik opu­ścił dłoń.

— Tak. A czy to jesz­cze mało, pa­nie po­rucz­ni­ku?

Po­rucz­nik wes­tchnął.

— Za dużo, żeby za­ufać, za mało, żeby za­bić, Var­henn.

Ve­ler­gorf ski­nął gło­wą w stro­nę dol­ne­go po­kła­du.

— No to co z nim zro­bi­my?

— Nic. Spró­bu­ję go tro­chę wku­rzyć, może coś chlap­nie, ale nie będę na­ci­skał. A je­śli uda mi się na­mó­wić go do zej­ścia z nami pod po­kład i wy­cią­gnie­my stam­tąd na­szych, to wy­ca­łu­ję go w tę bro­da­tą gębę i wy­stą­pię dla nie­go o ty­tuł szla­chec­ki. Po­goń lu­dzi.

Ve­ler­gorf za­sa­lu­to­wał.

— Roz­kaz. Uwa­ga! Scho­dzi­my! — ryk­nął na cały głos, po czym wy­chy­lił w dół i krzyk­nął — a ty, cza­row­ni­ku, prze­stań du­mać! Ro­bo­ta cze­ka!

Po­rucz­nik wes­tchnął. Naj­wy­raź­niej do­wód­ca Dru­giej uznał, że to on może za­cząć wku­rzać maga.

* * *

Po­kład le­pił się od po­so­ki, któ­ra na czar­nych de­skach była pra­wie nie­wi­docz­na. Jej śla­dy wska­zy­wa­ły na to, że mar­twe be­stie ścią­gnię­to w jed­no miej­sce i uło­żo­no na kupę już po wal­ce. Alt­sin pod­szedł do ster­ty ciał.

Było ich na oko ze dwa tu­zi­ny. Z bli­ska spra­wia­ły jesz­cze bar­dziej obrzy­dli­we, obce wra­że­nie niż z góry. Nie­któ­re wy­glą­da­ły jak wy­żły, inne jak wil­ki lub duże owczar­ki, jesz­cze inne przy­po­mi­na­ły krzy­żów­kę wiel­kich ko­tów i psów. Trzy wy­róż­nia­ły się masą – mu­sia­ły wa­żyć po kil­ka­set fun­tów – oraz pa­zu­ra­mi i kła­mi. Ist­ne niedź­wie­dzie, gdy­by ja­kiś bóg niedź­wie­dzi miał ból gło­wy i kaca w cza­sie aktu two­rze­nia.

To on. Oni… Alt­sin pró­bo­wał zro­zu­mieć za­gma­twa­ne wspo­mnie­nia Bi­tew­nej Pię­ści. Trud­no było mu jed­nak prze­bić się przez gniew, któ­ry je prze­sła­niał.

Pod ko­niec Wo­jen Bo­gów wy­gna­no cię z tego świa­ta, praw­da? Na­wet wy­znaw­cy ob­ró­ci­li się prze­ciw to­bie, a resz­ta Ro­dzeń­stwa, nie chcąc ry­zy­ko­wać wal­ki lub kie­ru­jąc się li­to­ścią, wy­pchnę­ła cię poza Mrok… Co tam ro­bi­łeś? Kogo spo­tka­łeś? Dla­cze­go te be­stie bu­dzą w to­bie, nie… w nas… Nie w nas, tyl­ko cho­le­ra, we mnie, taką fu­rię?

O Pani! Ależ to było fru­stru­ją­ce! Zło­dziej miał ocho­tę po­dejść do naj­bliż­szej ścia­ny i wa­lić w nią łbem. Ob­jął du­szę boga, a miał wra­że­nie, że tak cho­ler­nie nie­wie­le się zmie­ni­ło. Miał pew­ne umie­jęt­no­ści, ale, jak się bo­le­śnie oka­za­ło, ogra­ni­czo­ne moż­li­wo­ścia­mi ludz­kie­go cia­ła. Do­stał garść wspo­mnień, lecz wspo­mnie­nia mają tyle samo wspól­ne­go z praw­dą, co pa­mięt­ni­ki por­to­wej ku­rew­ki spi­sy­wa­ne dla po­tom­no­ści.

Pa­trząc na mar­twe be­stie, czuł gniew, wie­dział, że są obce, że nie po­win­no ich tu­taj być, że po­win­no się je ze­trzeć z po­wierzch­ni świa­ta… Uro­czy­ska… Wspo­mniał ofi­ce­ro­wi coś o po­two­rach z Uro­czysk, ale nie cho­dzi­ło o nie. W po­rów­na­niu z tymi be­stia­mi stwo­ry z Uro­czysk wy­da­wa­ły mu się wręcz swoj­skie. Ale poza nie­okre­ślo­ną od­ra­zą nie wie­dział dla­cze­go. Czy gdy Bi­tew­na Pięść je spo­tkał, na­dal był po­grą­żo­ny w sza­leń­stwie? Czy dla­te­go jego wspo­mnie­nia peł­ne są emo­cji, a nie in­for­ma­cji?

— Uwa­ga! Scho­dzi­my! — Nad gło­wą Alt­si­na po­ja­wi­ła się wy­ta­tu­owa­na gęba dzie­sięt­ni­ka. — A ty, cza­row­ni­ku, prze­stań du­mać! Ro­bo­ta cze­ka!

Ko­lej­ni żoł­nie­rze zsu­wa­li się na dol­ny po­kład i zaj­mo­wa­li po­zy­cje, się­ga­jąc po broń. Alt­sin zgrzyt­nął zę­ba­mi i pod­szedł do ster­ty tru­pów. Ve­ler­gorf miał ra­cję, nie po tu zszedł, żeby roz­my­ślać.

Z bli­ska po­czuł za­pach tych zwie­rząt. Nie­przy­jem­ny, cięż­ki, zo­sta­wia­ją­cy me­ta­licz­ny po­smak w no­sie i na pod­nie­bie­niu. I znów wspo­mnie­nia odzie­dzi­czo­ne po Bi­tew­nej Pię­ści szarp­nę­ły jego gnie­wem. Po­wstrzy­mał je, wy­ci­szył. Spo­kój – oto, co było mu po­trzeb­ne w tej chwi­li.

Od­cią­gnął naj­bliż­sze tru­chło nie­co na bok. Stwór był wiel­ko­ści spo­re­go psa, wa­żył pew­nie nie­co po­nad sto fun­tów, miał skó­rę sza­rą ni­czym skó­ra mar­twe­go re­ki­na, cien­ką i zu­peł­nie bez­wło­są. Wę­zły mię­śni od­zna­cza­ły się pod nią wy­raź­nie, jak­by, mimo śmier­ci, zwie­rzę szy­ko­wa­ło się do sko­ku.

Krót­ki pysk, po­dob­ny do py­sków psów ho­do­wa­nych do wal­ki, wy­peł­nia­ły po­tęż­ne zę­bi­ska, gór­ne kły były wy­raź­nie dłuż­sze od dol­nych i wy­sta­wa­ły spod czar­nych warg. Nos… nosa nie było… za to w po­ło­wie dro­gi mię­dzy szczę­ką a oczy­ma znaj­do­wał się otwór wy­peł­nio­ny ko­lej­ny­mi zę­ba­mi, drob­ny­mi i ostry­mi jak igły. Alt­sin ostroż­nie pod­niósł pę­ka­ty łeb i ob­ma­cał. Po­twór miał jak­by dwie szczę­ki, dwa ze­sta­wy zę­bów, mniej­szy i więk­szy, jego czasz­ka mu­sia­ła być cho­ler­nie skom­pli­ko­wa­na, gór­ne zęby po­ru­sza­ły się nie­za­leż­nie od dol­nych… Jak od­dy­chał?

Nie­mal na szczy­cie gło­wy, za krót­ki­mi usza­mi, znaj­do­wa­ły się dwa otwo­ry, oto­czo­ne mię­si­stą skó­rą. Tędy? Jak del­fi­ny i mor­świ­ny?

Na po­kła­dzie wo­kół nie­go znów za­ło­mo­ta­ły woj­sko­we bu­cio­ry, gdy ostat­nia gru­pa żoł­nie­rzy zje­cha­ła na dół. Rudy po­rucz­nik rzu­cił kil­ka roz­ka­zów i pod­szedł do zło­dzie­ja.

— Wszyst­kie tak wy­glą­da­ją. Dwie szczę­ki, nos za usza­mi. — Ofi­cer ukląkł przy cie­le stwo­ra i pod­niósł jed­ną z jego łap. — Patrz, staw wy­gi­na się w jed­ną i dru­gą stro­nę, a jego mied­ni­ca… — Trą­cił tyl­ną część be­stii. — Wi­dzisz? Jak­by była z chrząst­ki. To coś mo­gło za­pew­ne prze­cho­dzić przez otwór nie więk­szy niż jego gło­wa.

— Już je so­bie obej­rza­łeś?

Straż­nik wstał, wy­tarł ręce w spodnie.

— Tak. Mu­sia­łem spraw­dzić, co po­rwa­ło mo­ich lu­dzi. Wszyst­kie te stwo­rze­nia są zbu­do­wa­ne w po­dob­ny spo­sób. Sły­sza­łem, że nie­któ­re be­stie z Uro­czysk też są obce, jak­by nie z na­sze­go świa­ta.

— Wszyst­ko, co po­cho­dzi z Uro­czysk, z de­fi­ni­cji jest nie z tego świa­ta, po­rucz­ni­ku. — Zło­dziej był dum­ny z tego zda­nia; brzmia­ło do­kład­nie jak to, co po­wie­dział­by na­dę­ty mag. Nie mia­ło wie­le sen­su, ale wy­po­wie­dzia­ne od­po­wied­nio au­to­ry­tar­nym to­nem, spra­wia­ło wra­że­nie praw­dy ob­ja­wio­nej.

Na lyw-Da­ra­wy­cie zda­wa­ło się jed­nak nie ro­bić wra­że­nia.

— No wła­śnie. Zmie­rza­jąc za­tem do sed­na, Żo­łądź, czy we wnę­trzu tego stat­ku mo­że­my tra­fić na Uro­czy­sko?

Do­bre py­ta­nie. Po woj­sko­we­mu krót­kie i kon­kret­ne.

1 ... 166 167 168 169 170 171 172 173 174 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)