Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 164 165 166 167 168 169 170 171 172 ... 210
Перейти на страницу:

Na sto­le miał kil­ka no­wych ra­por­tów ze Wscho­du, w tym od szpie­gów umiesz­czo­nych w sa­mym Zło­tym Na­mio­cie, ale po­sta­no­wił, że przej­rzy je za chwi­lę. Pa­trząc na pla­mę czer­wie­ni na ścia­nie i ota­cza­ją­ce ją kart­ki, miał wra­że­nie, że cały czas coś mu umy­ka. Ja­kiś waż­ny szcze­gół, któ­ry po­łą­czy wszyst­ko w lo­gicz­ną ca­łość. Re­li­gia i woj­na, krew, śmierć i cier­pie­nie nie­zbęd­ne, by umie­ra­ją­ce cia­ło otwo­rzy­ło się na ota­cza­ją­ce je du­sze i za­po­cząt­ko­wa­ło pro­ces po­wsta­wa­nia ana’boga… Ale po co? Dla pan­te­onu, ba, na­wet dla ja­kichś lo­kal­nych, ple­mien­nych boż­ków taka isto­ta sta­no­wi­ła­by je­śli na­wet nie za­gro­że­nie, to spo­ry kło­pot.

Z tego, co wie­dział, a miał do­stęp do na­praw­dę za­ka­za­nej wie­dzy, w więk­szo­ści przy­pad­ków ana’bóg był by­tem tyl­ko na wpół świa­do­mym, za­zwy­czaj nie­zdol­nym do lo­gicz­ne­go dzia­ła­nia. Wę­dro­wał, a ra­czej sza­lał po świe­cie jak nisz­czy­ciel­ska siła i czę­sto roz­pa­dał się sa­mo­ist­nie, gdy two­rzą­cy go kon­glo­me­rat du­chów nie po­tra­fił osią­gnąć jed­no­ści. Po co więc ktoś miał­by dą­żyć do jego po­wsta­nia? Na Wscho­dzie pra­wie się uda­ło, gdy­by nie ścią­gnię­to tej ma­łej z ha­ków, by­ło­by źle.

A w Pon­kee-Laa? Luwo spoj­rzał na kart­kę, na któ­rej kil­ka­na­ście dni temu sam na­kre­ślił drżą­cą ręką sło­wo „Rdzeń”. Na Wy­ży­nie Ly­the­rań­skiej rdze­niem dla mło­de­go ana’boga sta­ła się Key’la Ka­le­venh, ver­dań­ska dziew­czyn­ka, a w por­to­wym mie­ście? Tu wy­da­rze­nia mia­ły ja­kiś inny, ale jed­no­cze­śnie po­dob­ny prze­bieg. W cza­sie walk w mie­ście po­ja­wił się punkt kul­mi­na­cyj­ny, gdy obie stro­ny już mia­ły rzu­cić się so­bie do gar­deł i wy­słać ty­sią­ce dusz do… gdzie wła­ści­wie?

Kim był rdzeń, któ­ry miał je po­chło­nąć? Czy to śmierć lub prze­rwa­nie cier­pie­nia tej oso­by unie­moż­li­wi­ły po­wsta­nie pół­bó­stwa i za­koń­czy­ły re­li­gij­ne star­cia? Czy dla­te­go wy­ga­sły one tak na­gle? Wo­bec tego kto bę­dzie ta­kim rdze­niem na Da­le­kim Po­łu­dniu? I przede wszyst­kim, po co kto­kol­wiek chce po­wo­łać do ży­cia ana’boga?

Luwo już ja­kiś czas temu prze­stał za­da­wać so­bie py­ta­nie „kto”? Na to py­ta­nie było po pro­stu za wcze­śnie, zbyt wie­lu po­ten­cjal­nych gra­czy sie­dzia­ło przy sto­le, krzy­żo­wa­ło się tu zbyt wie­le in­te­re­sów. To było Za­da­nie, któ­re trze­ba roz­wią­zy­wać po ko­lei; do­pie­ro gdy znaj­dzie od­po­wiedź na py­ta­nie „po co”, bę­dzie mógł za­cząć py­tać „kto”. A wte­dy…

Znaj­dzie spo­sób, by ten ktoś za­pła­cił.

Od­wró­cił się od ścia­ny i usiadł przy sto­le. Wie­ści ze Wscho­du… Ek­ken­hard Pla­wers, Wol­ny Szczur, któ­ry miał mieć oko na Wo­za­ków, ra­por­to­wał krót­ki­mi, oszczęd­ny­mi zda­nia­mi o sy­tu­acji na Wy­ży­nie Ly­the­rań­skiej. So­jusz Sah­ren­dey i Ver­dan­no wy­da­wał się jak na ra­zie nie­wzru­szo­ny, za­war­to na­wet pierw­sze mał­żeń­stwa mię­dzy Od­zy­ska­ny­mi Dzieć­mi a Wo­za­ka­mi przy­by­ły­mi z Im­pe­rium, jesz­cze bar­dziej za­cie­śnia­jąc wę­zły mię­dzy tymi lu­da­mi. Ich po­łą­czo­ne siły, kom­bi­no­wa­na ar­mia opar­ta na ta­bo­rach, pie­cho­cie i jeź­dzie, ze­pchnę­ły już hor­dy Ojca Woj­ny da­le­ko na po­łu­dnio­wy wschód poza Amer­thę.

Kult Key’li Wy­bra­nej był co­raz sil­niej­szy, a dro­ga, któ­rą wska­zy­wał, czy­li po­wrót wo­zac­kich wo­jow­ni­ków na koń­skie grzbie­ty, była co­raz chęt­niej wy­bie­ra­na przez mło­de po­ko­le­nie. Gru­pa cza­row­ni­ków ze wszyst­kich wo­zac­kich obo­zo­wisk wy­bra­ła się zaś na wschod­ni kra­niec ziem Ver­dan­no, by spraw­dzić plot­ki o dziw­nych wy­da­rze­niach w po­bli­żu Uro­czy­ska, zwa­ne­go Upad­kiem Ower­tha. Na ra­zie nie było o nich wie­ści.

Luwo się­gnął po oło­wia­ny ry­sik i pod ra­por­tem Ek­ken­har­ta na­pi­sał:

„Po pierw­sze – kon­tro­lo­wać po­stę­py Wo­za­ków i Sah­ren­dey, nie do­pusz­cza­jąc do po­wsta­nia ko­ali­cji mię­dzy nimi a in­ny­mi ple­mio­na­mi W. Ste­pów. Za­po­biec po­wsta­niu ko­lej­ne­go ko­czow­ni­cze­go im­pe­rium na tych te­re­nach. Prze­wi­dy­wa­ny czas dzia­łań: pięt­na­ście do dwu­dzie­stu pię­ciu lat. Waż­ne.

Po dru­gie – wes­przeć wo­zac­kich ka­pła­nów Laal, kult Wy­bra­nej nie może się prze­kształ­cić w osob­ną re­li­gię, nie, póki dziew­czy­na być może żyje. Za­su­ge­ro­wać uzna­nie jej za awen­de­ri Pani Ste­pów. Prze­wi­dy­wa­ny czas dzia­łań: pięć do dzie­się­ciu lat. Waż­ne.

Po trze­cie – dys­kret­nie za­pro­po­no­wać po­moc przy ba­da­niu Uro­czy­ska. Wspar­cie ma­gów i uczo­nych. Spraw­dzić ko­re­la­cję cza­so­wą z ak­tyw­no­ścią na Wen­der­ladz­kim Ba­gnie i Szkar­łat­nych Wzgó­rzach oraz in­nych Uro­czy­skach. Prze­wi­dy­wa­ny czas dzia­łań: rok do trzech lat. B. waż­ne”.

Te no­tat­ki nie były mu po­trzeb­ne, ale mu­siał się li­czyć z tym, że ce­sarz speł­ni swo­ją groź­bę i każe go za­bić. Per­spek­ty­wa śmier­ci w ogó­le go nie prze­ra­ża­ła, lecz chciał mieć pew­ność, że jego ewen­tu­al­ny na­stęp­ca, czy­ta­jąc te pa­pie­ry, bę­dzie wie­dział, co Luwo-asw-No­da­res uwa­żał za istot­ne i ja­kie dzia­ła­nia na­le­ża­ło kon­ty­nu­ować dla do­bra Im­pe­rium.

Odło­żył ra­port na spe­cjal­ną pół­kę z pi­sma­mi, któ­re sam okre­ślał jako waż­ne lub bar­dzo waż­ne. Pora na resz­tę.

Rom­brehr­ten Umwer­licht, ku­piec po­cho­dzą­cy z jed­ne­go ze sprzy­mie­rzo­nych ple­mion Wscho­du, od mie­sią­ca re­zy­do­wał w wiel­kim mie­ście na­mio­tów, bę­dą­cym wę­drow­ną sto­li­cą se-koh­landz­kie­go pań­stwa. A do­kład­niej re­zy­do­wał w sa­mym Zło­tym Na­mio­cie. To była bar­dzo skom­pli­ko­wa­na i bar­dzo nie­bez­piecz­na ope­ra­cja, w któ­rej Me­ekhan do­ma­gał się gło­wy Umwer­lich­ta, oskar­ża­jąc go o zdra­dę i spi­sek w celu wy­wo­ła­nia bun­tu prze­ciw Im­pe­rium. Ten sam Me­ekhan od­rzu­cał jed­no­cze­śnie wszel­kie oskar­że­nia o wspie­ra­nie agre­sji Ver­dan­no i re­be­lii Sah­ren­dey.

Gdy­by Luwo miał po­czu­cie hu­mo­ru, mógł­by uznać całą sy­tu­ację za za­baw­ną. W każ­dym ra­zie ich szpieg tkwił w naj­bliż­szym oto­cze­niu sa­me­go Ojca Woj­ny, bli­żej na­wet niż ja­ki­kol­wiek agent Oga­rów, i od cza­su do cza­su prze­sy­łał ra­por­ty. Głów­nie o tym, ile razy dzien­nie trze­ba Yawe­ny­ro­wi zmie­niać pie­lu­chy. Ten sta­ry su­kin­syn na­praw­dę umie­rał.

Cza­sem ca­ły­mi dnia­mi nu­cił dzie­cię­ce ko­ły­san­ki, to znów wzy­wał przy­ja­ciół i kam­ra­tów nie­ży­ją­cych już od lat. Nie­kie­dy do­py­ty­wał się o tę pięk­ną nie­wol­ni­cę, któ­ra była mu po­cie­chą przez ostat­nie pół roku. Nie pa­mię­tał co praw­da jej imie­nia, lecz naj­wy­raź­niej do­kład­nie wie­dział, komu za­wdzię­czał swo­ją dru­gą mło­dość, dzię­ki któ­rej mógł do­wo­dzić w cza­sie bi­twy z Wo­za­ka­mi.

1 ... 164 165 166 167 168 169 170 171 172 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)