Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 165 166 167 168 169 170 171 172 173 ... 210
Перейти на страницу:

Luwo do­tarł do ostat­nich aka­pi­tów ra­por­tu i za­marł. Na chwi­lę na­wet prze­stał od­dy­chać. Szpieg pi­sał:

„Y. wspo­mi­nał dziś swo­je po­przed­nie wo­jen­ne trium­fy i prze­kli­nał imię Kyha Danu Kre­do. Mó­wił, że gdy­by ten nie za­ata­ko­wał Ver­dan­no pod Ole­ka­da­mi i nie dał im się po­ko­nać, to on, Oj­ciec Woj­ny, nie mu­siał­by wy­ru­szyć mu na po­moc. I sto­czył­by głów­ną bi­twę sto mil da­lej na wschód, ła­piąc Wo­za­ków w pu­łap­kę mię­dzy Amer­thą a miej­scem, któ­re na­zwał Len­netr Owerth lub Le­werth Owerth. Y. ma kło­po­ty z wy­mo­wą, więc nie zro­zu­mia­łem do­kład­nie. Taki był pier­wot­ny plan, ale mu­siał ulec zmia­nie, bo Y. nie mógł po­zwo­lić na znisz­cze­nie sił Danu Kre­do. Obo­wiąz­ki Ojca Woj­ny wo­bec Sy­nów, jak mó­wił. Po­tem Y. za­padł w sen i nie obu­dził się, na­wet jak go prze­bie­ra­no i myto. Moim zda­niem nie do­ży­je koń­ca roku”.

Uro­czy­sko… Luwo pod­szedł do ścia­ny, przed któ­rą wcze­śniej stał, i szyb­ko do­pi­sał na trzech kar­tach:

„Ver­dan­no – Se-koh­land­czy­cy, bi­twa pla­no­wa­na przy Uro­czy­sku, nie­pla­no­wa­ne star­cie wcze­śniej. Po­raż­ka?

Pon­kee-Laa, Szkar­łat­ne Wzgó­rza w po­bli­żu mia­sta, re­li­gij­na rzeź przy Uro­czy­sku, in­ter­wen­cja ja­kie­goś bó­stwa, za­miesz­ki wy­ga­sa­ją. Po­raż­ka.

Da­le­kie Po­łu­dnie, Uro­czy­sko? Oko Aga­ra? Nie. Gdzie jesz­cze jest tam duże Uro­czy­sko? Spraw­dzić!!!”.

Wró­cił do sto­łu i na ra­por­cie ze Zło­te­go Na­mio­tu do­dał:

„Spraw­dzić, kto do­ra­dzał Y. sto­cze­nie bi­twy przy Uro­czy­sku. Któ­ryś z Sy­nów Woj­ny? Ta­jem­ni­cza nie­wol­ni­ca? B. waż­ne. Wy­dat­ki nie­ogra­ni­czo­ne. Czas – na­tych­miast!

Bia­łe Ko­no­we­ryn – le­gen­dy i mity o prze­klę­tej, za­ka­za­nej zie­mi, bia­łe miej­sca na ma­pie. Oko­li­ce mia­sta Po­mwe. Spraw­dzić po­ten­cjal­ne Uro­czy­ska. Czas – na­tych­miast.

Wy­cią­gnąć stam­tąd La­skol­ny­ka. Bez wzglę­du na kosz­ty!”.

Tej kart­ki nie odło­żył na bok, tyl­ko scho­wał do rę­ka­wa. Bę­dzie mu­siał jesz­cze dziś wy­dać od­po­wied­nie po­le­ce­nia.

Zer­k­nął na ścia­nę z pla­mą czer­wie­ni po­środ­ku. Wresz­cie zna­lazł wspól­ny ele­ment. Uro­czy­ska i ana’bóg. Coś je łą­czy­ło. Tyl­ko co?

Na­gle do­tar­ło do nie­go jesz­cze coś. Ce­sarz. Dru­gi roz­pacz­li­wym ra­por­tem we­zwał Kre­ga­na do ja­kichś fe­no­me­nów przy Wen­der­ladz­kim Ba­gnie. Ścią­gnię­to tam już przy­naj­mniej czte­ry puł­ki pie­cho­ty, któ­rym na po­moc ma­sze­ro­wa­ły inne od­dzia­ły.

Wy­co­fać. Mu­szą się wy­co­fać spod Uro­czy­ska, i to na­tych­miast.

Na­tych­miast.

Rzu­cił się do drzwi.

Rozdział 37

— Ve­ler­gorf. Co o nim są­dzisz?

Dzie­sięt­nik po­dra­pał się po po­licz­ku i skrzy­wił.

— Nie wiem, pa­nie po­rucz­ni­ku. Jest dziw­ny.

— Dziw­ny? No po­patrz, Nur też tak mówi. Dziw­ny. Twier­dzi, że jak pró­bu­je pa­trzeć na cza­row­ni­ka, to boli go gło­wa. Ale to może zna­czyć tyl­ko tyle, że Żo­łądź ma ja­kiś ta­li­zman lub uży­wa za­klęć ochron­nych. Nic wię­cej.

— Może.

Ken­neth ka­zał Ve­ler­gor­fo­wi po­czę­sto­wać cza­row­ni­ka wód­ką i przyj­rzeć mu się le­piej, bo od chwi­li spo­tka­nia nie mógł po­zbyć się nie­po­ko­ju, któ­ry czuł w jego to­wa­rzy­stwie. Nie lu­bił ma­gów, jak więk­szość żoł­nie­rzy Stra­ży trak­to­wał ich ni­czym zło ko­niecz­ne, ale tu nie cho­dzi­ło tyl­ko o to. In­stynkt mó­wił mu, że coś z Żo­łę­dziem jest nie tak, a in­stynk­to­wi Ken­neth zwykł ufać bez­gra­nicz­nie. Jed­nak z dru­giej stro­ny, po­moc tego cza­row­ni­ka bar­dzo by im się te­raz przy­da­ła.

Skrzy­wił się gniew­nie, ostat­nio sta­now­czo za wie­le kom­bi­no­wał.

— Szy­ko­wać się — rzu­cił krót­ko w stro­nę ko­lej­nej grup­ki żoł­nie­rzy. — Za­raz scho­dzi­cie. A ty, Var­henn, mów, co ci w nim nie pa­su­je. Po ko­lei.

Pod­ofi­cer wy­cią­gnął przed sie­bie roz­ca­pie­rzo­ną dłoń.

— No to po ko­lei, pa­nie po­rucz­ni­ku. Po pierw­sze — zgiął je­den pa­lec — jest mło­dy. Bar­dzo mło­dy jak na maga. Mimo bro­dy nie dał­bym mu wię­cej jak dwa­dzie­ścia pięć lat. Szcze­niak po pro­stu.

Ken­neth mu­siał przy­znać, że jemu też Żo­łądź wy­da­wał się za mło­dy, ale w koń­cu nie przed­sta­wił się jako mistrz czy wiel­ki mag, tyl­ko zwy­kły cza­ro­dziej. A z nimi by­wa­ło róż­nie.

— Dzię­ku­ję dzie­sięt­ni­ku. W ta­kim ra­zie twój do­wód­ca jest od nie­go nie­wie­le star­szy. A nie przy­szło ci do gło­wy, że ża­den sza­no­wa­ny, si­wo­bro­dy mistrz z tej jego gil­dii nie chciał od­mra­żać so­bie tył­ka na Pół­no­cy? Więc wy­sła­li ja­kie­goś przy­głu­pie­go cze­lad­ni­ka.

— Jak na przy­głu­pie­go cze­lad­ni­ka jest zbyt spryt­ny, pa­nie po­rucz­ni­ku. Nikt mu nie po­wie­dział, że tam leży aher­ski sza­man, a on od razu wie­dział. Poza tym, po­dob­no wę­dro­wał po Pół­no­cy w to­wa­rzy­stwie miej­sco­wych prze­wod­ni­ków.

— No, to mą­dre i lo­gicz­ne.

— Wła­śnie. — Dzie­sięt­nik zgiął dru­gi pa­lec. — Lo­gicz­ne. Wie­le dni wę­drów­ki sa­nia­mi po Pół­no­cy, a on wciąż ma na so­bie weł­nia­ny ha­bit i skó­rza­ne buty. Pierw­szą rze­czą, któ­rą ja bym mu ka­zał zro­bić, to wy­rzu­cić ta­kie ubra­nie i za­ło­żyć po­rząd­ne, fu­trza­ne por­t­ki, blu­zę i fu­trza­ne buty. Te jego fa­ta­łasz­ki są do­bre za gó­ra­mi, sto mil na po­łu­dnie stąd.

— Do­brze mó­wisz. Ale co, je­śli od­po­wie ci, że ogrze­wa się ma­gią, bo ja­kiś po­łu­dnio­wy prze­sąd za­bra­nia mu no­sze­nia fo­czych fu­ter?

Ve­ler­gorf skrzy­wił się, co nada­ło jego twa­rzy lek­ko de­mo­nicz­ny wy­gląd.

— Pan go bro­ni, pa­nie po­rucz­ni­ku?

— Nie, ale mogę so­bie wy­obra­zić, co po­wie na two­je wąt­pli­wo­ści. Mnie on też śmier­dzi, jego hi­sto­ryj­ka jest taka gład­ka i ślicz­na, i w ogó­le… — Ken­neth wes­tchnął cięż­ko. — Ale pa­mię­taj, że oca­lił Ges­se­na i Jo­dłę, a nie mu­siał. Mógł ich zo­sta­wić.

— Wiem, tu mam za­gwozd­kę. Po co to zro­bił? Może nie jest do koń­ca ta­kim su­czym sy­nem, jak wie­lu in­nych ma­gów, ale — dzie­sięt­nik zgiął trze­ci pa­lec — wi­dział pan, jak on się ru­sza? Gdy­by mi ktoś po­wie­dział, że to za­bój­ca z Nory, nie kłó­cił­bym się z tym. Czło­wiek, co spę­dza czas, stu­diu­jąc księ­gi i za­klę­cia, na­bie­ra in­nych ru­chów niż taki, któ­ry ćwi­czy wal­kę mie­czem i szty­le­tem.

— Var­henn. — Po­rucz­nik po­krę­cił gło­wą. — Szu­kasz na siłę dziu­ry w ca­łym. Po­wiedz po pro­stu, że jak na nie­go pa­trzysz, czu­jesz, że coś ci nie pa­su­je.

— No. Nie pa­su­je. Jak­by mi ktoś w ple­cy z ku­szy mie­rzył. Na do­da­tek — Ve­ler­gorf zgiął czwar­ty pa­lec — pa­trzy­łem na jego twarz, gdy pierw­szy raz zer­k­nął na te po­two­ry, co­śmy je ubi­li. Nie chciał­bym mu wte­dy sta­nąć na dro­dze. Uspo­ko­ił się wte­dy szyb­ciut­ko, za­ło­żył ma­skę, ale przez chwi­lę wy­glą­dał jak sza­le­niec. On wie wię­cej, niż nam mówi.

1 ... 165 166 167 168 169 170 171 172 173 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)