Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
Luwo dotarł do ostatnich akapitów raportu i zamarł. Na chwilę nawet przestał oddychać. Szpieg pisał:
„Y. wspominał dziś swoje poprzednie wojenne triumfy i przeklinał imię Kyha Danu Kredo. Mówił, że gdyby ten nie zaatakował Verdanno pod Olekadami i nie dał im się pokonać, to on, Ojciec Wojny, nie musiałby wyruszyć mu na pomoc. I stoczyłby główną bitwę sto mil dalej na wschód, łapiąc Wozaków w pułapkę między Amerthą a miejscem, które nazwał Lennetr Owerth lub Lewerth Owerth. Y. ma kłopoty z wymową, więc nie zrozumiałem dokładnie. Taki był pierwotny plan, ale musiał ulec zmianie, bo Y. nie mógł pozwolić na zniszczenie sił Danu Kredo. Obowiązki Ojca Wojny wobec Synów, jak mówił. Potem Y. zapadł w sen i nie obudził się, nawet jak go przebierano i myto. Moim zdaniem nie dożyje końca roku”.
Uroczysko… Luwo podszedł do ściany, przed którą wcześniej stał, i szybko dopisał na trzech kartach:
„Verdanno – Se-kohlandczycy, bitwa planowana przy Uroczysku, nieplanowane starcie wcześniej. Porażka?
Ponkee-Laa, Szkarłatne Wzgórza w pobliżu miasta, religijna rzeź przy Uroczysku, interwencja jakiegoś bóstwa, zamieszki wygasają. Porażka.
Dalekie Południe, Uroczysko? Oko Agara? Nie. Gdzie jeszcze jest tam duże Uroczysko? Sprawdzić!!!”.
Wrócił do stołu i na raporcie ze Złotego Namiotu dodał:
„Sprawdzić, kto doradzał Y. stoczenie bitwy przy Uroczysku. Któryś z Synów Wojny? Tajemnicza niewolnica? B. ważne. Wydatki nieograniczone. Czas – natychmiast!
Białe Konoweryn – legendy i mity o przeklętej, zakazanej ziemi, białe miejsca na mapie. Okolice miasta Pomwe. Sprawdzić potencjalne Uroczyska. Czas – natychmiast.
Wyciągnąć stamtąd Laskolnyka. Bez względu na koszty!”.
Tej kartki nie odłożył na bok, tylko schował do rękawa. Będzie musiał jeszcze dziś wydać odpowiednie polecenia.
Zerknął na ścianę z plamą czerwieni pośrodku. Wreszcie znalazł wspólny element. Uroczyska i ana’bóg. Coś je łączyło. Tylko co?
Nagle dotarło do niego jeszcze coś. Cesarz. Drugi rozpaczliwym raportem wezwał Kregana do jakichś fenomenów przy Wenderladzkim Bagnie. Ściągnięto tam już przynajmniej cztery pułki piechoty, którym na pomoc maszerowały inne oddziały.
Wycofać. Muszą się wycofać spod Uroczyska, i to natychmiast.
Natychmiast.
Rzucił się do drzwi.
Rozdział 37
— Velergorf. Co o nim sądzisz?
Dziesiętnik podrapał się po policzku i skrzywił.
— Nie wiem, panie poruczniku. Jest dziwny.
— Dziwny? No popatrz, Nur też tak mówi. Dziwny. Twierdzi, że jak próbuje patrzeć na czarownika, to boli go głowa. Ale to może znaczyć tylko tyle, że Żołądź ma jakiś talizman lub używa zaklęć ochronnych. Nic więcej.
— Może.
Kenneth kazał Velergorfowi poczęstować czarownika wódką i przyjrzeć mu się lepiej, bo od chwili spotkania nie mógł pozbyć się niepokoju, który czuł w jego towarzystwie. Nie lubił magów, jak większość żołnierzy Straży traktował ich niczym zło konieczne, ale tu nie chodziło tylko o to. Instynkt mówił mu, że coś z Żołędziem jest nie tak, a instynktowi Kenneth zwykł ufać bezgranicznie. Jednak z drugiej strony, pomoc tego czarownika bardzo by im się teraz przydała.
Skrzywił się gniewnie, ostatnio stanowczo za wiele kombinował.
— Szykować się — rzucił krótko w stronę kolejnej grupki żołnierzy. — Zaraz schodzicie. A ty, Varhenn, mów, co ci w nim nie pasuje. Po kolei.
Podoficer wyciągnął przed siebie rozcapierzoną dłoń.
— No to po kolei, panie poruczniku. Po pierwsze — zgiął jeden palec — jest młody. Bardzo młody jak na maga. Mimo brody nie dałbym mu więcej jak dwadzieścia pięć lat. Szczeniak po prostu.
Kenneth musiał przyznać, że jemu też Żołądź wydawał się za młody, ale w końcu nie przedstawił się jako mistrz czy wielki mag, tylko zwykły czarodziej. A z nimi bywało różnie.
— Dziękuję dziesiętniku. W takim razie twój dowódca jest od niego niewiele starszy. A nie przyszło ci do głowy, że żaden szanowany, siwobrody mistrz z tej jego gildii nie chciał odmrażać sobie tyłka na Północy? Więc wysłali jakiegoś przygłupiego czeladnika.
— Jak na przygłupiego czeladnika jest zbyt sprytny, panie poruczniku. Nikt mu nie powiedział, że tam leży aherski szaman, a on od razu wiedział. Poza tym, podobno wędrował po Północy w towarzystwie miejscowych przewodników.
— No, to mądre i logiczne.
— Właśnie. — Dziesiętnik zgiął drugi palec. — Logiczne. Wiele dni wędrówki saniami po Północy, a on wciąż ma na sobie wełniany habit i skórzane buty. Pierwszą rzeczą, którą ja bym mu kazał zrobić, to wyrzucić takie ubranie i założyć porządne, futrzane portki, bluzę i futrzane buty. Te jego fatałaszki są dobre za górami, sto mil na południe stąd.
— Dobrze mówisz. Ale co, jeśli odpowie ci, że ogrzewa się magią, bo jakiś południowy przesąd zabrania mu noszenia foczych futer?
Velergorf skrzywił się, co nadało jego twarzy lekko demoniczny wygląd.
— Pan go broni, panie poruczniku?
— Nie, ale mogę sobie wyobrazić, co powie na twoje wątpliwości. Mnie on też śmierdzi, jego historyjka jest taka gładka i śliczna, i w ogóle… — Kenneth westchnął ciężko. — Ale pamiętaj, że ocalił Gessena i Jodłę, a nie musiał. Mógł ich zostawić.
— Wiem, tu mam zagwozdkę. Po co to zrobił? Może nie jest do końca takim suczym synem, jak wielu innych magów, ale — dziesiętnik zgiął trzeci palec — widział pan, jak on się rusza? Gdyby mi ktoś powiedział, że to zabójca z Nory, nie kłóciłbym się z tym. Człowiek, co spędza czas, studiując księgi i zaklęcia, nabiera innych ruchów niż taki, który ćwiczy walkę mieczem i sztyletem.
— Varhenn. — Porucznik pokręcił głową. — Szukasz na siłę dziury w całym. Powiedz po prostu, że jak na niego patrzysz, czujesz, że coś ci nie pasuje.
— No. Nie pasuje. Jakby mi ktoś w plecy z kuszy mierzył. Na dodatek — Velergorf zgiął czwarty palec — patrzyłem na jego twarz, gdy pierwszy raz zerknął na te potwory, cośmy je ubili. Nie chciałbym mu wtedy stanąć na drodze. Uspokoił się wtedy szybciutko, założył maskę, ale przez chwilę wyglądał jak szaleniec. On wie więcej, niż nam mówi.