Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 163 164 165 166 167 168 169 170 171 ... 210
Перейти на страницу:

Wy­pił. Smak wa­ni­lii i orze­cha był­by cał­kiem przy­jem­ny, gdy­by nie to, że przez więk­szość ży­cia ko­ja­rzył mu się z wię­zie­niem, w ja­kim tkwił jego umysł. I znów, czu­jąc, jak lek za­czy­na dzia­łać, miał ocho­tę się roz­pła­kać. Zwi­nąć w kłę­bek i szlo­chać.

W ta­kim sta­nie od­na­lazł go przed laty Ear­gon-lot-Men­he, Czwar­ty Szczur Nory w cza­sach Wiel­kiej Woj­ny z Se-koh­land­czy­ka­mi. A wła­ści­wie w ta­kim sta­nie za­pre­zen­to­wa­no mu Luwo. Chu­de­go wy­rost­ka w nie­okre­ślo­nym wie­ku, któ­ry pła­kał i kwi­lił, gdy tyl­ko zdję­to mu opa­skę z oczu. Ale któ­ry po­tra­fił też wy­re­cy­to­wać sło­wo w sło­wo treść roz­mo­wy, usły­sza­nej kie­dy miał pięć lat, po­mno­żyć w pa­mię­ci ośmio­cy­fro­we licz­by i uło­żyć trzy­sta róż­nych przed­mio­tów we wła­ści­wej ko­lej­no­ści, na­wet je­śli zda­rzy­ło mu się tyl­ko raz rzu­cić na nie okiem.

Za­da­nie. To była je­dy­na rzecz, jaka w tam­tych cza­sach po­wstrzy­my­wa­ła jego umysł od roz­pad­nię­cia się na ka­wał­ki. Mu­siał do­stać Za­da­nie i je wy­ko­nać. Ina­czej ota­cza­ją­ca go rze­czy­wi­stość bra­ła górę, ko­lo­ry, za­pa­chy, dźwię­ki i kształ­ty ata­ko­wa­ły go ze wszyst­kich stron, przy­tła­cza­ły, pró­bo­wa­ły we­pchnąć do ma­łe­go, cia­sne­go po­ko­iku jego gło­wy i za­mknąć go w nim na sta­łe. To lot-Men­he ka­zał naj­zdol­niej­szym al­che­mi­kom i me­dy­kom Im­pe­rium spo­rzą­dzić dla nie­go lek, mik­stu­rę, któ­ra spra­wia­ła, że świat ro­bił się sza­ry, bez­won­ny i wy­ci­szo­ny, ale jed­no­cze­śnie nie tłu­mi­ła naj­waż­niej­szej ce­chy umy­słu Luwo–asw-No­da­re­sa: umie­jęt­no­ści roz­wią­zy­wa­nia Za­dań. Ale nie mógł pić jej cały czas, bo skut­ki ubocz­ne, ta­kie jak bez­sen­ność i bie­gun­ki, mo­gły­by go za­bić. Brał więc lek, tyl­ko gdy cze­ka­ła go wy­tę­żo­na pra­ca albo gdy mu­siał wyjść do lu­dzi.

Wśród naj­bliż­szych mu osób tyl­ko Dru­gi i ce­sarz zna­li jego se­kret. Psiar­nię uda­ło się prze­ko­nać, że Luwo za­ży­wa ła­god­ne nar­ko­ty­ki na po­bu­dze­nie umy­słu, dzię­ki cze­mu Eu­se­we­nia trak­to­wa­ła go z pew­nym lek­ce­wa­że­niem. Na­to­miast ce­sa­rzo­wi mógł za­ufać tak dłu­go, jak dłu­go był mu przy­dat­ny, przy­naj­mniej tak wy­ni­ka­ło ze wszyst­kich chłod­nych ana­liz Pierw­sze­go. Na­wet obec­ne od­su­nię­cie na bok mia­ło słu­żyć tyl­ko peł­ne­mu wy­ko­rzy­sta­niu jego umy­słu. To było Za­da­nie. Sa­lu­rin zaś był zbyt po­dejrz­li­wy wo­bec ca­łe­go świa­ta, by zdra­dzić ko­muś jego se­kret, wo­lał trzy­mać go w za­na­drzu „na wszel­ki wy­pa­dek”.

Prze­cią­gnął się w fo­te­lu i otwo­rzył oczy. Czerń pó­łek sta­ła się ciem­ną sza­ro­ścią, biel ksią­żek i ścian sza­ro­ścią ja­sną. Świa­tło wpa­da­ją­ce przez ma­to­we szy­by świe­tli­ków było neu­tral­ne i obo­jęt­ne – ani cie­płe, ani zim­ne. Luwo wstał ener­gicz­nie, po­cią­gnął no­sem, żad­nych za­pa­chów, mla­snął, smak wa­ni­lii i orze­chów znikł. W tej chwi­li mógł­by wy­pić ku­bek mio­du i ku­bek soku z kwa­szo­nej ka­pu­sty i miał­by kło­pot z po­wie­dze­niem, któ­ry jest któ­ry. No, może poza tym, że miód był­by gęst­szy.

Jego umysł pod­ska­ki­wał z nie­cier­pli­wo­ści.

Jesz­cze chwi­la, naj­pierw mu­siał za­ła­twić kil­ka spraw.

Się­gnął do skryt­ki pod fo­te­lem i wy­jął więk­szą bu­tel­kę z le­kiem. Na­peł­nił i sta­ran­nie za­mknął por­ce­la­no­wą fla­szecz­kę, po czym odło­żył oba na­czy­nia na miej­sce. To była por­cja od­po­wied­nia do jego wagi i wie­ku, od wie­lu lat sam ob­li­czał już wła­ści­we daw­ki. W swo­ich kom­na­tach miał kil­ka skry­tek z mik­stu­rą, za­wsze też no­sił jej dwie bu­te­lecz­ki ze sobą. Każ­da za­pew­nia­ła mu oko­ło pię­ciu–sze­ściu go­dzin spo­ko­ju, każ­da była na wagę zło­ta.

Prze­cią­gnął się i wszedł do trze­ciej kom­na­ty swo­je­go kró­le­stwa, tej, w któ­rej naj­czę­ściej pra­co­wał, czy­ta­jąc ra­por­ty i ana­li­zu­jąc wie­ści zbie­ra­ne przez Norę. To było jego miej­sce, jego ży­cie. Ear­gon-lot-Men­he stał się jego zbaw­cą i men­to­rem, mi­strzem i bo­giem, gdy ofia­ro­wał mu pra­cę w Wy­wia­dzie We­wnętrz­nym. Dzię­ki temu jego umysł re­gu­lar­nie do­sta­wał Za­da­nia, a Za­da­nia były dla nie­go wszyst­kim.

Żeby wejść do tej kom­na­ty, mu­siał za­wsze za­ży­wać leki, bo aku­rat to po­miesz­cze­nie było kró­le­stwem to­tal­ne­go cha­osu. Od pro­gu wi­tał go wiel­ki stół za­wa­lo­ny do­ku­men­ta­mi i ścia­ny, do któ­rych przy­pię­to set­ki pa­pie­rów, ry­sun­ków, od­ręcz­nych no­ta­tek, por­tre­tów lu­dzi, bo­gów lub po pro­stu czar­nych plam, ozna­cza­ją­cych nie­zna­ne. Mię­dzy tymi wszyst­ki­mi kar­ta­mi bie­gły li­nie utwo­rzo­ne z róż­no­ko­lo­ro­wych sznur­ków albo na­kre­ślo­ne po­spiesz­ny­mi po­cią­gnię­cia­mi roz­dy­go­ta­nej dło­ni. Jego umysł żą­dał cza­sem bły­ska­wicz­ne­go dzia­ła­nia.

Luwo sta­nął przed tą ze ścian, któ­rej śro­dek zaj­mo­wa­ła pla­ma czer­wie­ni maź­nię­ta byle jak na ka­wał­ku pa­pie­ru. Ana’bóg. Isto­ta zro­dzo­na z ty­się­cy dusz po­łą­czo­nych w jed­nym cie­le, dla któ­rych le­pisz­czem i rdze­niem była du­sza wła­ści­cie­la. Szczu­ry wciąż mia­ły za mało wie­dzy na ten te­mat, by wy­snu­wać ja­kieś kon­kret­ne wnio­ski. Wy­da­wa­ło się, że wie­dza twór­ców Wiel­kie­go Ko­dek­su, któ­ry okre­ślał więk­szość re­guł rzą­dzą­cych re­li­gią i ma­gią w Im­pe­rium, była głęb­sza i szer­sza, ale w cza­sie pierw­szych stu lat wo­jen z re­li­gij­ny­mi fa­na­ty­ka­mi rzą­dzą­cy­mi kon­ty­nen­tem, gdy Me­ekhan wy­ku­wał swo­ją po­tę­gę, wie­le ory­gi­nal­nych do­ku­men­tów prze­pa­dło lub zo­sta­ło znisz­czo­nych. Ich ko­pie za­wie­ra­ły zaś naj­czę­ściej sprzecz­ne in­for­ma­cje.

W każ­dym ra­zie to było jed­no z jego Za­dań. Roz­gryźć, jaki sche­mat stał za wy­da­rze­nia­mi na Wy­ży­nie Ly­the­rań­skiej oraz w Pon­kee-Laa i co wią­że je z po­wsta­niem nie­wol­ni­ków na Da­le­kim Po­łu­dniu. Tu i tam ist­nia­ły po­do­bień­stwa, któ­rych nie mógł zi­gno­ro­wać. Wszę­dzie kró­lo­wa­ła prze­moc opar­ta na mo­ty­wie re­li­gij­nym. Na Wscho­dzie wy­zna­ją­cy Laal Wo­za­cy star­li się z czczą­cy­mi Gal­le­ga Se-koh­land­czy­ka­mi, w nad­mor­skiej me­tro­po­lii ma­triar­chi­ści sta­nę­li na­prze­ciw re­agwy­ry­stom, i to tym z naj­bar­dziej fa­na­tycz­ne­go odła­mu, a na po­łu­dniu ktoś pró­bo­wał wcią­gnąć Pana Ognia w woj­nę z Wiel­ką Mat­ką.

Choć wy­znaw­cy Ba­el­ta’Ma­th­ran dwu­krot­nie po­ja­wia­li się w tym ze­sta­wie­niu, Luwo od­rzu­cił już myśl, że to ja­kiś spe­cjal­ny atak skie­ro­wa­ny prze­ciw­ko nim, czy­li tak na­praw­dę prze­ciw Im­pe­rium. Na ra­zie jed­nak nie po­dzie­lił się tym wnio­skiem z ce­sa­rzem, bo ten za­pew­ne za­żą­dał­by twar­dych do­wo­dów, a tych Pierw­szy Szczur nie miał. Wie­dział jed­nak, że ma­triar­chi­ści po pro­stu byli licz­ni i wy­stę­po­wa­li na ca­łym świe­cie, więc je­śli ktoś szu­kał kon­flik­tu re­li­gij­ne­go, tra­fiał na nich czę­ściej niż na in­nych. Nie, tu mu­sia­ło cho­dzić o coś in­ne­go. Bra­ko­wa­ło mu wie­dzy, bra­ko­wa­ło in­for­ma­cji.

1 ... 163 164 165 166 167 168 169 170 171 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)