Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
Wypił. Smak wanilii i orzecha byłby całkiem przyjemny, gdyby nie to, że przez większość życia kojarzył mu się z więzieniem, w jakim tkwił jego umysł. I znów, czując, jak lek zaczyna działać, miał ochotę się rozpłakać. Zwinąć w kłębek i szlochać.
W takim stanie odnalazł go przed laty Eargon-lot-Menhe, Czwarty Szczur Nory w czasach Wielkiej Wojny z Se-kohlandczykami. A właściwie w takim stanie zaprezentowano mu Luwo. Chudego wyrostka w nieokreślonym wieku, który płakał i kwilił, gdy tylko zdjęto mu opaskę z oczu. Ale który potrafił też wyrecytować słowo w słowo treść rozmowy, usłyszanej kiedy miał pięć lat, pomnożyć w pamięci ośmiocyfrowe liczby i ułożyć trzysta różnych przedmiotów we właściwej kolejności, nawet jeśli zdarzyło mu się tylko raz rzucić na nie okiem.
Zadanie. To była jedyna rzecz, jaka w tamtych czasach powstrzymywała jego umysł od rozpadnięcia się na kawałki. Musiał dostać Zadanie i je wykonać. Inaczej otaczająca go rzeczywistość brała górę, kolory, zapachy, dźwięki i kształty atakowały go ze wszystkich stron, przytłaczały, próbowały wepchnąć do małego, ciasnego pokoiku jego głowy i zamknąć go w nim na stałe. To lot-Menhe kazał najzdolniejszym alchemikom i medykom Imperium sporządzić dla niego lek, miksturę, która sprawiała, że świat robił się szary, bezwonny i wyciszony, ale jednocześnie nie tłumiła najważniejszej cechy umysłu Luwo–asw-Nodaresa: umiejętności rozwiązywania Zadań. Ale nie mógł pić jej cały czas, bo skutki uboczne, takie jak bezsenność i biegunki, mogłyby go zabić. Brał więc lek, tylko gdy czekała go wytężona praca albo gdy musiał wyjść do ludzi.
Wśród najbliższych mu osób tylko Drugi i cesarz znali jego sekret. Psiarnię udało się przekonać, że Luwo zażywa łagodne narkotyki na pobudzenie umysłu, dzięki czemu Eusewenia traktowała go z pewnym lekceważeniem. Natomiast cesarzowi mógł zaufać tak długo, jak długo był mu przydatny, przynajmniej tak wynikało ze wszystkich chłodnych analiz Pierwszego. Nawet obecne odsunięcie na bok miało służyć tylko pełnemu wykorzystaniu jego umysłu. To było Zadanie. Salurin zaś był zbyt podejrzliwy wobec całego świata, by zdradzić komuś jego sekret, wolał trzymać go w zanadrzu „na wszelki wypadek”.
Przeciągnął się w fotelu i otworzył oczy. Czerń półek stała się ciemną szarością, biel książek i ścian szarością jasną. Światło wpadające przez matowe szyby świetlików było neutralne i obojętne – ani ciepłe, ani zimne. Luwo wstał energicznie, pociągnął nosem, żadnych zapachów, mlasnął, smak wanilii i orzechów znikł. W tej chwili mógłby wypić kubek miodu i kubek soku z kwaszonej kapusty i miałby kłopot z powiedzeniem, który jest który. No, może poza tym, że miód byłby gęstszy.
Jego umysł podskakiwał z niecierpliwości.
Jeszcze chwila, najpierw musiał załatwić kilka spraw.
Sięgnął do skrytki pod fotelem i wyjął większą butelkę z lekiem. Napełnił i starannie zamknął porcelanową flaszeczkę, po czym odłożył oba naczynia na miejsce. To była porcja odpowiednia do jego wagi i wieku, od wielu lat sam obliczał już właściwe dawki. W swoich komnatach miał kilka skrytek z miksturą, zawsze też nosił jej dwie buteleczki ze sobą. Każda zapewniała mu około pięciu–sześciu godzin spokoju, każda była na wagę złota.
Przeciągnął się i wszedł do trzeciej komnaty swojego królestwa, tej, w której najczęściej pracował, czytając raporty i analizując wieści zbierane przez Norę. To było jego miejsce, jego życie. Eargon-lot-Menhe stał się jego zbawcą i mentorem, mistrzem i bogiem, gdy ofiarował mu pracę w Wywiadzie Wewnętrznym. Dzięki temu jego umysł regularnie dostawał Zadania, a Zadania były dla niego wszystkim.
Żeby wejść do tej komnaty, musiał zawsze zażywać leki, bo akurat to pomieszczenie było królestwem totalnego chaosu. Od progu witał go wielki stół zawalony dokumentami i ściany, do których przypięto setki papierów, rysunków, odręcznych notatek, portretów ludzi, bogów lub po prostu czarnych plam, oznaczających nieznane. Między tymi wszystkimi kartami biegły linie utworzone z różnokolorowych sznurków albo nakreślone pospiesznymi pociągnięciami rozdygotanej dłoni. Jego umysł żądał czasem błyskawicznego działania.
Luwo stanął przed tą ze ścian, której środek zajmowała plama czerwieni maźnięta byle jak na kawałku papieru. Ana’bóg. Istota zrodzona z tysięcy dusz połączonych w jednym ciele, dla których lepiszczem i rdzeniem była dusza właściciela. Szczury wciąż miały za mało wiedzy na ten temat, by wysnuwać jakieś konkretne wnioski. Wydawało się, że wiedza twórców Wielkiego Kodeksu, który określał większość reguł rządzących religią i magią w Imperium, była głębsza i szersza, ale w czasie pierwszych stu lat wojen z religijnymi fanatykami rządzącymi kontynentem, gdy Meekhan wykuwał swoją potęgę, wiele oryginalnych dokumentów przepadło lub zostało zniszczonych. Ich kopie zawierały zaś najczęściej sprzeczne informacje.
W każdym razie to było jedno z jego Zadań. Rozgryźć, jaki schemat stał za wydarzeniami na Wyżynie Lytherańskiej oraz w Ponkee-Laa i co wiąże je z powstaniem niewolników na Dalekim Południu. Tu i tam istniały podobieństwa, których nie mógł zignorować. Wszędzie królowała przemoc oparta na motywie religijnym. Na Wschodzie wyznający Laal Wozacy starli się z czczącymi Gallega Se-kohlandczykami, w nadmorskiej metropolii matriarchiści stanęli naprzeciw reagwyrystom, i to tym z najbardziej fanatycznego odłamu, a na południu ktoś próbował wciągnąć Pana Ognia w wojnę z Wielką Matką.
Choć wyznawcy Baelta’Mathran dwukrotnie pojawiali się w tym zestawieniu, Luwo odrzucił już myśl, że to jakiś specjalny atak skierowany przeciwko nim, czyli tak naprawdę przeciw Imperium. Na razie jednak nie podzielił się tym wnioskiem z cesarzem, bo ten zapewne zażądałby twardych dowodów, a tych Pierwszy Szczur nie miał. Wiedział jednak, że matriarchiści po prostu byli liczni i występowali na całym świecie, więc jeśli ktoś szukał konfliktu religijnego, trafiał na nich częściej niż na innych. Nie, tu musiało chodzić o coś innego. Brakowało mu wiedzy, brakowało informacji.