Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 9 10 11 12 13 14 15 16 17 ... 137
Перейти на страницу:

Dała się pochłonąć systemowi, wywołując dane na chybił trafił. NARODZINY, pokrewne terminy: NARODZINY W DOMU, NARODZINY W ŚREDNIOWIECZU. PORÓD NATURALNY.

— Moja jedyna opcja — mruknęła do siebie. A potem aż krzyknęła: — NARODZINY POD WODĄ!

Całkowicie zaskoczona, weszła w odnośniki, żeby zobaczyć, o czym to może być. Nonsens, uznała, i powróciła do przeglądu haseł. ROZWÓJ DZIECKA — tysiące cytatów. Otworzyła hasło ROZWÓJ NOWORODKA — NORMALNY i bezwiednie ulegając przesądowi, opuściła odnośniki do AUTYZMU i UPOŚLEDZENIA W ROZWOJU. WYCHOWANIE DZIECKA — MAKSYMY. To może być pożyteczne, pomyślała, nie mając przy sobie babci, którą mogłaby zapytać o radę. Och, Annę! Och, mamo! Zdusiła w sobie rozpacz i szukała dalej. WYCHOWANIE DZIECKA — ASPEKTY RELIGIJNE — JUDAIZM. Tak, pomyślała i zlekceważyła odnośniki do Tory. Co zrobię, jak to będzie chłopiec? Uznała, że dokona obrzezania tego problemu, kiedy się pojawi.

„Przy każdym źdźble trawy stoi anioł i szepce: Rośnij, kochanie, rośnij!”, mówiła jej matka, kiedy była mała i bała się ciemności. „Czy sądzisz, że Bóg troszczyłby się o każdą trawkę, a nie opiekował się tobą?”

Mamo, jestem jednooką, ciężarną, żydowską wdową, pomyślała Sofia. I jestem bardzo daleko od domu. Jeśli to właśnie oznacza, że Bóg się mną opiekuje, to wolałabym być źdźbłem trawy. A jednak… Błagam, daj mi córkę, pomodliła się w duchu. Córeczkę. Małą, zdrową dziewczynkę.

Lecz Sofia nigdy do końca nie ufała Bogu, którego wypowiedzi zawsze wydawały się jej zbyt lapidarne, nawet jeśli rzeczywiście działał pośród swego ludu. Idź do faraona i uwolnij mój lud, powiedział Bóg, a całą logistykę tego polecenia pozostawił Mojżeszowi jako lekcję polegania na sobie samym. Następne tygodnie spędziła, czytając i wchłaniając dostępne książki i artykuły, tworząc wirtualną położną: syntetyzując, układając sekwencje faktów, odnajdując punkty rozgałęzień, redukując jak najwięcej danych do stwierdzeń typu „jeśli (warunek) to (działanie)”, o ile to działanie było wykonalne na Rakhacie, wśród Runów. Oczyszczała swoje odpowiedzi, by uzyskać proste zdania, i przekładała je na język ruanja, żeby móc ocenić stan swój i dziecka, a w razie potrzeby natychmiast dać Runom odpowiednie instrukcje, które mogłyby ją i dziecko uratować. A robiąc to wszystko, pozbyła się części lęku, piastując w sercu nadzieję., Ubój Runów trwał w całym południowym Inbrokarze — wszędzie, gdzie założono uprawy. Do schroniska w puszczy nadal przybywali ruńscy ojcowie ze swoimi niemowlętami, w małych grupkach po dwóch lub trzech, przynosząc również nowe wiadomości. Raz odwiedziły ich kobiety z Kashanu, prowadzone przez ową dziewczynkę o imieniu Djalao, która poleciła uciekinierom ostrzec inne wioski o zbliżaniu się patroli djanada.

Wiedząc już, że to Djalao VaKashan uratowała życie jej i wielu innym, Sofia wzięła dziewczynkę na stronę, żeby jej podziękować. Był wieczór, kiedy ojcowie gromadzili się, by uśpić dzieci, przysiadając z ogonami owiniętymi wokół nóg i rękami złożonymi na brzuchach. Djalao, postawiwszy uszy, przyjęła podziękowania Sofii bez zakłopotania, co zachęciło Sofię do dalszej rozmowy.

— Sipaj, Djalao, dlaczego w ogóle Runowie muszą wracać do swoich wiosek? Dlaczego po prostu nie odejdą od Jana’atów?

Dlaczego nie pokażą im ogonów i nie pozostaną tutaj na zawsze?

Djalao rozejrzała się po leśnej osadzie i uszy jej opadły.

— Tam są nasze domy. Nie możemy opuścić wiosek i miast. Tam żyjemy i pracujemy. My… — Urwała i potrząsnęła głową, jakby yuv ‘a? wpadł jej do ucha. — Sipaj, Fia, to my zbudowaliśmy miasta. Możemy przyjść tutaj na jakiś czas. Ale porzucić na zawsze dzieło naszych rąk i miejsca naszych serc… nie, tego nie możemy zrobić…

— Ale możecie przestać współpracować z djanada — powiedziała Sofia. Djalao obruszyła się, ale Sofia nie dawała za wygraną. — Czy oni są dziećmi, którymi musicie się opiekować? Sipaj, Djalao: djanada nie mają prawa was hodować, nie mają prawa mówić wam, kto ma mieć dzieci, kto ma żyć, a kto umrzeć. Nie mają prawa mordować was i zjadać waszych ciał! Kanchay mówi, że takie jest prawo, ale to prawo istnieje tylko dlatego, że wy się na to zgadzacie. Zmieńcie prawo! Djalao: to nie wy potrzebujecie djanada. To oni was potrzebują!

Dziewczynka siedziała nieruchomo z podniesioną głową, nie patrząc na nią.

— A co by djanada jedli? — zapytała, nadstawiając uszu.

— A kogo to obchodzi? Niech jedzą piyanotyl — zawołała rozdrażniona Sofia. — Na Rakhacie jest pełno zwierząt, które mogą zjadać mięsożercy.

Wychyliła się do przodu i mówiła przekonana, że w końcu znalazła kogoś, kto jest w stanie zrozumieć, że Runowie nie muszą godzić się na swoje bierne poddaństwo.

— Nie jesteście tylko mięsem. Macie prawo powstać i powiedzieć: Nigdy więcej! Po ich stronie jest zwyczajowe prawo, po waszej liczebność i… — Chciała powiedzieć: sprawiedliwość, ale w ruanja nie było takiego słowa, nie było też słowa oznaczającego równość. — Macie siłę — powiedziała w końcu — jeśli tylko zechcecie jej użyć. Sipaj, Djalao: Możecie się od nich uwolnić.

Mimo swojej młodości i gatunku, do którego należała, Djalao VaKashan sprawiała wrażenie, że nie tylko może, ale i chce mieć własne zdanie. Jednak odpowiedziała tylko:

— Ktoś rozważy twoje słowa.

Była to uprzejma odmowa. Emilio Sandoz zawsze twierdził, że formuła: „Ktoś rozważy twoje słowa” oznacza: „Kiedy świniom wyrosną skrzydła, może opowiem ci o mojej babci”.

Sofia westchnęła z rezygnacją. Próbowałam, powiedziała sobie w duchu. Kto wie? Może ziarno zostało zasiane?

Kobiety z Kashanu opuściły Trucha Sai następnego ranka i życie w osadzie powróciło do normalnego trybu. Opiekowanie się dziećmi, zbieranie pożywienia i przygotowywanie go, jedzenie — wciąż jedzenie. Było to spokojne życie, pozbawione wyzwań, i Sofia błogosławiła każdy taki dzień, pokonując lęk, kiedy nadchodziły kolejne skurcze. Czuła je nisko i głęboko i mówiła sobie, że nie są na tyle silne, by miały oznaczać coś poważnego, ale w takich chwilach nieruchomiała i siłą woli uspokajała swoje łono.

Runowie, których prawie nic na tym świecie nie dziwiło, byli jednak zaintrygowani ciążą Sofii, a zwłaszcza jej długim trwaniem i bardzo wzdętym brzuchem. Uwagi na temat pękających strąków dainsy padały zbyt często, więc kiedy do rozwiązania pozostały jeszcze cztery tygodnie, Sofia, rozdrażniona bólem w krzyżu i parnym upałem, nie wytrzymała i zrobiła im awanturę, wrzeszcząc, że nie chce już więcej słyszeć ani słowa o kimś lub o czymś, co pęka. Zaledwie to wykrzyczała, na osadę runęła straszliwa wichura, przyginając pnie drzew aż do ziemi.

Potem rozszalała się taka ulewa, że Sofia się obawiała, iż będzie musiała nadać swojemu dziecku imię biblijnego Noego. Była całkowicie przemoczona, jakby wpadła do oceanu. Podczas burzy musiały jej odejść wody; parę godzin później zaczęły się bez ostrzeżenia silne skurcze.

— Za wcześnie! — krzyknęła do Kanchaya, Tinbara, Sichu-Lana i kilku innych, którzy ją otoczyli, kiedy leżała zwinięta w kłębek, czekając na następną falę skurczów.

— Może znowu się zatrzyma — uspokajał ją Kanchay, kiedy nadszedł kolejny skurcz. Ale dzieci mają własny rytm, a to dziecko już postanowiło wyjść na świat.

1 ... 9 10 11 12 13 14 15 16 17 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)