KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
- Автор: Акунин Борис Чхартишвили
- Серия: Przygody Erasta Fandorina #8
- Язык: польский
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:
Ta myśl, mimo swej potworności mniej absurdalna niż poprzednie, też mnie męczyła. Jak on teraz się czuje, jego wysokość, pośród obcych, złych ludzi? Książę, malutki Mika, delikatny, rozpuszczony chłopczyk, który wyrósł w przekonaniu, że wszyscy dookoła go kochają, że wszyscy są jego przyjaciółmi? Przecież nawet nie wie, co to takiego strach. Nigdy nie zaznał niczego straszniejszego od lekkiego klapsa w dolną część pleców. Jego wysokość, taki otwarty, taki ufny!
Do mademoiselle aż bałem się podejść. Cały wieczór była jak skamieniała i nawet nie próbowała się usprawiedliwiać, tylko załamywała ręce i gryzła wargi do krwi - dostrzegłem to i chciałem podać jej swoją chusteczkę, ponieważ nawet nie zauważyła spływającej purpurowej kropli, ale odstąpiłem od tego zamiaru, żeby nie stawiać jej w niezręcznej sytuacji. Nocą także nie spała - widziałem światło w szczelinie pod drzwiami i słyszałem kroki. Jak tylko moskiewski oberpolicmajster Łasowski skończył ją przesłuchiwać, mademoiselle Declique zamknęła się w swoim pokoju. Nocą dwa czy nawet trzy razy podchodziłem do jej drzwi i nasłuchiwałem. Ciągle chodziła tam i z powrotem jak nakręcona zabawka. Bardzo chciałem - pod jakimkolwiek pretekstem - zastukać do niej i powiedzieć, że nikt nie uważa jej za winną tego nieszczęścia, a ja osobiście jestem zachwycony jej odwagą. Ale stukać do damy w środku nocy byłoby postępkiem zupełnie niedopuszczalnym. A zresztą i tak nie wiedziałbym, jak z nią rozmawiać.
Tajna narada, w obecności najjaśniejszego pana, odbyła się na górze, w małej bawialni - jak najdalej od Anglików, którzy zresztą z wrodzoną dla tej nacji delikatnością od razu po przybyciu szlachetnego gościa wyszli do ogrodu, chociaż niemiłosiernie lało i pogoda nie zachęcała do spaceru.
Obsługiwałem sam. Rozumie się, żadnego z lokajów na tajne posiedzenie nie można było wpuścić, nie mówiąc już o tym, że w każdej sytuacji uważałbym za obowiązek i zaszczyt osobiście usługiwać tak świetnemu towarzystwu.
Niewtajemniczonemu trudno sobie przedstawić całą złożoność tej wyższej sztuki. Wymagana jest tutaj absolutna koncentracja, spostrzegawczość i idealny rozsądek, a co szczególnie ważne - musisz jakby przekształcić się w cień, w niewidzialnego człowieka, którego bardzo szybko przestaje się zauważać. W żadnym razie nie należy rozpraszać uwagi uczestników ważnego posiedzenia gwałtownymi ruchami czy dźwiękami, nawet nieświadomym prześlizgiwaniem się cienia po stole. W takich chwilach lubię sobie wyobrażać, że jestem bezcielesnym gospodarzem zaczarowanego zamku z bajki Purpurowy kwiatuszek, częstującym drogich gości: napoje same się nalewają do pucharów i kieliszków, zapałki zapalają się i unoszą ku cygarom bez czyjejkolwiek pomocy, z popielniczek w cudowny sposób znika popiół. Kiedy Symeon Aleksandrowicz upuścił na podłogę ołówek (jego wysokość ma nawyk ciągłego rysowania na papierze diabełków i amorków), byłem przygotowany - nie wszedłem pod stół, co zwróciłoby na mnie uwagę, tylko w tej samej chwili podsunąłem generałowi-gubernatorowi drugi ołówek, dokładnie taki sam.
Powinienem z dumą powiedzieć, że nikt z uczestników tej delikatnej, wpływającej na losy dynastii rady ani razu nie zniżył głosu - moim zdaniem to najwyższy wyraz uznania dla sługi. Co prawda rozmowa od czasu do czasu przechodziła na francuski, ale brało się to po prostu stąd, że dla najjaśniejszego pana i ich wysokości nie było w istocie różnicy, czy rozmawiają po rosyjsku, czy po francusku. Jeśli uznaliby za konieczne utajnić przede mną tę czy inną część rozważań, przeszliby na angielski, albowiem, jak już informowałem, mało kto ze służby starszego pokolenia włada tym językiem, a po francusku mówią prawie wszyscy. A właściwie nie mówią, tylko rozumieją, ponieważ byłoby zupełnie nie na miejscu, gdybym ja, Afanasij Ziukin, nagle zwrócił się do kogokolwiek z najjaśniejszej rodziny czy dworu po francusku. Trzeba znać swoje miejsce i nie udawać kogoś, kim się nie jest - oto złota reguła, której przestrzegać doradzałbym wszystkim, niezależnie od pochodzenia i zajmowanego stanowiska.
Najjaśniejszy pan, znany ze swego patriotyzmu, jedyny z obecnych rozmawiał tylko po rosyjsku. Okazało się, że jego cesarska mość pamięta mnie dobrze z czasów, kiedy nakrywałem do stołu w jadalni nieboszczyka cesarza. Jeszcze na dole, przy wejściu, pozwolił sobie zwrócić się do mnie:
- Witajcie, Afanasiju Stiepanowiczu. To wy poleciliście wywiesić baldachim z moim monogramem? Piękny czyn, dziękuję.
Wyszukana grzeczność najjaśniejszego pana i jego porażająca zdolność zapamiętywania twarzy i nazwisk są ogólnie znane. Prawdę mówiąc, wszystkich wielkich książąt od wczesnego dzieciństwa ćwiczy się w rozwoju pamięci, opracowano w tym celu nawet specjalną metodę, ale zdolności cesarza są rzeczywiście niezwykłe. Raz zobaczywszy człowieka, najjaśniejszy pan zapamiętuje go na zawsze, co na wielu wywiera piorunujące wrażenie. A co do grzeczności, to z całej najjaśniejszej rodziny tylko cesarz i cesarzowa zwracają się do sług przez „wy”. Może dlatego też my, słudzy, odczuwamy dla najjaśniejszej pary stosowną i należną cześć, równocześnie niezbyt... lepiej zamilknę. O takich rzeczach się nie mówi. I nawet nie myśli.
Najjaśniejszy pan siedział u szczytu stołu, zasępiony i mrukliwy. Obok swoich statecznych, wysokich wujów wydawał się zupełnie mały i niezauważalny, wyglądał prawie jak podrostek. O naszym Gieorgiju Aleksandrowiczu nawet nie ma co mówić - prawdziwy człowiek-góra: piękny, zażywny, ze świetnie podkręconymi wąsiskami, w lśniącym admiralskim mundurze, przy którym skromny, pułkownikowski mundur cesarza wyglądał wyjątkowo ubogo. Symeon Aleksandrowicz, najwyższy i najprzystojniejszy z braci nieboszczyka cesarza, z twarzą o regularnych, jakby wyciętych w lodzie rysach, jest podobny do średniowiecznego hiszpańskiego granda. A najstarszy, wielki książę Kirył Aleksandrowicz, dowodzący gwardią cesarską, choć nie tak piękny jak jego bracia, ma za to imponującą, wielką i groźną postać, albowiem odziedziczył po cesarzu dziadku osławiony wzrok bazyliszka. Zdarzało się, że oficerowie, którzy za przewinienia na służbie stawali do raportu, od tego spojrzenia tracili przytomność.