Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 161 162 163 164 165 166 167 168 169 ... 210
Перейти на страницу:

Cza­row­nik pod­szedł do sto­łu.

— Ilu? — za­py­tał od razu.

Do­wód­ca Sło­wi­ków po­krę­cił gło­wą i chy­ba po raz pierw­szy De­ana zo­ba­czy­ła na jego twa­rzy nie­pew­ność.

— Mia­łem w stra­ży przed­niej pięć per­dii, w me­ekhu to bę­dzie cho­rą­gwi. Pra­wie ty­siąc kon­nych, a oni bez tru­du ze­pchnę­li nas w tył. Co naj­mniej dwa­dzie­ścia ty­się­cy, z cze­go po­ło­wa to pa­węż­ni­cy, cięż­ka pie­cho­ta. Dru­ga po­ło­wa to ho­ło­ta uzbro­jo­na w oszcze­py i pro­ce. I ze czte­ry set­ki jeźdź­ców. — Jego spoj­rze­nie stward­nia­ło, na­bra­ło tego okrut­ne­go wy­ra­zu, któ­re­go nie­na­wi­dzi­ła. — Gdy­bym miał tam wszyst­kich mo­ich chłop­ców… i resz­tę jaz­dy, wy­strze­la­li­by­śmy ich co do jed­ne­go.

— Gów­no by­ście wy­strze­la­li — Kos­se Olu­wer dał wy­raz swo­je­mu po­de­ner­wo­wa­niu, rzu­ca­jąc ta­kim sło­wem przy De­anie. — To przed­nia straż, naj­wy­żej trze­cia część tego, co na nas ma­sze­ru­je. Wpadł­byś na po­zo­sta­łych, wzię­li­by cię w klesz­cze mię­dzy tar­cze a piki i po­ło­wa two­ich ptasz­ków nie wró­ci­ła­by do domu.

— O czym ty…

— Ci­sza. Na­tych­miast.

De­ana na­wet nie pod­nio­sła gło­su. Szcze­rze mó­wiąc, wy­szep­ta­ła te dwa sło­wa, ale ci­sza za­pa­dła. Jak no­żem uciął.

— Mi­strzu Umne­re­sie, kie­dy do­sta­nie­my wie­ści z Po­mwe?

Cza­ro­dziej za­sę­pił się, na jego szla­chet­nym pro­fi­lu za­gra­ły cie­nie.

— Je­śli bun­tow­ni­cy za­ata­ko­wa­li mia­sto dziś rano, to szcze­gó­ły do­trą do nas naj­wcze­śniej ju­tro, pani. Go­łę­bie po­le­cia­ły do No­we­go Nu­ro­tu, a goń­cy stam­tąd mają spo­ro dro­gi.

— Ro­zu­miem. Kos­se, na­praw­dę uwa­żasz, że to trze­cia część ich ar­mii?

— Co naj­mniej, Pani Oka.

Hm. Mu­siał być na­praw­dę pod­eks­cy­to­wa­ny. Naj­pierw prze­kleń­stwo, a te­raz za­czął ją ofi­cjal­nie ty­tu­ło­wać. Każ­dy na swój spo­sób ra­dzi so­bie z na­pię­ciem przed nad­cho­dzą­cą bi­twą.

— A resz­ta?

— Głów­ne siły za­pew­ne ma­sze­ru­ją kil­ka mil za przed­nią stra­żą. Nie wiem, ja­kie od­dzia­ły idą w tyl­nej, ale są­dzę, że Krwa­wy Ka­hel­le zo­sta­wił pod Po­mwe tyl­ko tyle woj­ska, by utrzy­mać ob­lę­że­nie, a z resz­tą ru­szył na nas. Rano bę­dzie miał tu z sześć­dzie­siąt, może sie­dem­dzie­siąt ty­się­cy lu­dzi. W tym cho­ler­nym wą­skim przej­ściu.

Tro­chę prze­sa­dzał. Las, któ­ry od wie­lu dni ma­ja­czył gdzieś na ho­ry­zon­cie, pod­cho­dził tu na­gle pod rze­kę sze­ro­kim i głę­bo­kim ję­zo­rem mrocz­nej zie­le­ni, ale mię­dzy nim a Tos była pra­wie mila od­stę­pu, na­wet je­śli za­wę­żo­na z jed­nej stro­ny grzą­skim brze­giem, a z dru­giej for­pocz­tą pusz­czy w po­sta­ci ni­skich drze­wek i krze­wów. Miej­sca na sto­cze­nie bi­twy było więc dość, nie­mniej Krwa­wy Ka­hel­le wy­trą­cił im z rąk spo­rą prze­wa­gę. W cza­sie po­przed­nich na­rad bar­dzo li­czy­li na jeź­dziec­ki kunszt Sło­wi­ków; z tego co De­ana sły­sza­ła, do­rów­ny­wał on, a na­wet prze­wyż­szał umie­jęt­no­ści ko­czow­ni­ków z Pół­no­cy. Te­raz jed­nak ka­wa­le­ria bę­dzie mu­sia­ła cze­kać, zwa­żyw­szy, że do rana wróg na pew­no się oko­pie, a ona nie po­śle swo­ich żoł­nie­rzy do sa­mo­bój­czej szar­ży.

Pierw­szy raz po­my­śla­ła w ten spo­sób. J e j żoł­nie­rze, j e j ar­mia. Chy­ba żad­na z mo­dlitw, któ­re za­wie­rał ken­det’h, nie mo­gła te­raz zmniej­szyć cię­ża­ru, jaki ta pro­sta myśl kła­dła na ser­cu. Bo wróg był wy­znaw­cą Wiel­kiej Mat­ki.

Nie pro­si­ła się o tę woj­nę.

— Sło­nie? — zwró­ci­ła się do Brim­gor­na.

Przez chwi­lę wa­hał się wy­raź­nie.

— Od­ra­dzam, pani.

— Dla­cze­go?

— Nie uży­wa się sło­ni do ata­ku na woj­sko, któ­ra mia­ło czas się prze­ciw nim przy­go­to­wać. Wy­star­czy przed li­nią obro­ny roz­sy­pać kol­ce albo ka­wał­ki de­sek prze­bi­te gwoź­dzia­mi. Poza tym tu jest za wą­sko, pani. Je­śli sło­nie wpad­ną w pa­ni­kę, nie uciek­ną ani do lasu, ani do rze­ki, tyl­ko wy­bio­rą naj­ła­twiej­szą dla nich dro­gę. W tył. A tam bę­dzie­my sta­li my. Gdy­by­śmy tyl­ko przy­spie­szy­li, jak ra­dzo­no…

Jako je­dy­ny po­wie­dział to, co za­pew­ne więk­szość z nich my­śla­ła i o co mia­ła do niej pre­ten­sje. Gdy­by przy­spie­szy­li, mi­nę­li­by już to zwę­że­nie i wy­szli na rów­ni­ny wo­kół Po­mwe.

Wes­tchnę­ła, a po­tem par­sk­nę­ła ci­cho. W su­mie na­wet tro­chę ją to ba­wi­ło.

— Do­brze to so­bie wy­kom­bi­no­wał ten Krwa­wy Ka­hel­le. Ode­brał nam więk­szość prze­wag. Jak wy­glą­da te­ren da­lej?

Po­chy­li­li się nad mapą, od­ręcz­nie i na szyb­ko na­ry­so­wa­ną przez ja­kie­goś cał­kiem uzdol­nio­ne­go żoł­nie­rza. Od­wzo­ro­wy­wa­ła ona kil­ka mil kwa­dra­to­wych te­re­nu, z brze­giem rze­ki i tym prze­klę­tym la­sem, któ­ry ich blo­ko­wał.

— Prze­smyk… — do­wód­ca Sło­wi­ków po­dra­pał się po po­licz­ku — ma milę sze­ro­ko­ści, pani, i ja­kieś ćwierć mili głę­bo­ko­ści. Póź­niej las ucie­ka na po­łu­dnie, robi się sze­rzej i sze­rzej. Milę da­lej nie­za­ro­śnię­ty te­ren się­ga już pra­wie dwie i pół mili od rze­ki. Jesz­cze mila i lasu pra­wie nie wi­dać.

— Czy­li je­śli ode­pchnie­my ich ja­kieś pół mili w tył, bę­dziesz mógł wci­snąć się tam jaz­dą i zajść ich z pra­wej? A może na­wet okrą­żyć?

— Tak, moja pani.

No pro­szę. Zo­sta­ła jego pa­nią. Wi­zja klu­czo­we­go udzia­łu w zwy­cię­stwie mu­sia­ła trą­cać w jego du­szy ja­kąś szcze­gól­nie wraż­li­wą stru­nę.

— Je­śli ze­pchnie­my ich z umoc­nio­nych po­zy­cji, Brim­gorn bę­dzie mógł też ude­rzyć swo­imi sło­nia­mi?

— Je­śli jaz­da spraw­dzi te­ren, to tak.

— Je­śli i je­śli. Dużo tych je­śli, moi dro­dzy wo­jow­ni­cy. Nie wie­dzia­łam, że bi­twa to ta­kie — za­wa­ha­ła się te­atral­nie — wró­że­nie z ko­ści. A może bar­dziej z wnętrz­no­ści. I to na­szych żoł­nie­rzy.

Tyl­ko Umne­res z Luwi po­zwo­lił so­bie na uśmiech.

— Kie­dy przy­ję­łam do pa­ła­cu Ra­sha y’Wan­nu jako do­mo­wą straż­nicz­kę, sto­czy­łam z nią ćwi­czeb­ny po­je­dy­nek, któ­ry miał usta­lić, któ­ra z nas jest lep­sza. — De­ana po­ki­wa­ła pal­cem af’ge­mi­do­wi Sło­wi­ków. — Nie prze­ry­waj mi, Sam­po­re, je­stem w cią­ży, a ko­bie­ty w cią­ży by­wa­ją im­pul­syw­ne. Wy­gra­łam, je­śli was to in­te­re­su­je. Ona wal­czy­ła włócz­nią, ja sza­bla­mi. Róż­ne sty­le. I to samo wi­dzę te­raz na tej ma­pie. Róż­ne sty­le pro­wa­dze­nia woj­ny. Krwa­wy Ka­hel­le za­pew­ne do­sko­na­le zna i li­czeb­ność, i skład na­szej ar­mii, więc zro­bi wszyst­ko, by ode­brać nam prze­wa­gę kon­ni­cy i sło­ni. Oko­pie się, umoc­ni i bę­dzie chciał wcią­gnąć nas w bi­twę na wy­czer­pa­nie, zmu­sić do ata­ko­wa­nia jego po­zy­cji, być może przez wie­le go­dzin. Znam spo­so­by wal­ki Me­ekhań­czy­ków, a ten jest ich ulu­bio­ny. W żad­nym in­nym nie są tak do­brzy jak w upo­rczy­wej obro­nie. Praw­da, mi­strzu Umne­re­sie?

1 ... 161 162 163 164 165 166 167 168 169 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)