Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
— Obawiam się, że grożą wam kłopoty — oświadczyła.
Na stole ukazała się taca z kutego srebra, a na niej piękny srebrny imbryczek oraz dwie zielone filiżanki z delikatnej porcelany. Z dzióbka imbryka wzniosła się smużka pary. Egwene potrafiłaby sprawić, aby herbata ukazała się od razu w filiżankach, a jednak nalewanie wydawało się częścią rytuału podawania napoju, nawet tej efemerycznej herbaty w pseudorzeczywistości Świata Snów. Można by umrzeć z pragnienia, próbując wypić płyn znaleziony w Tel’aran’rhiod, niezależnie od jego jakości czy ilości, w dodatku ta herbata smakowała obrzydliwie, więc Egwene osłodziła ją kilkoma łyżeczkami miodu. Zająwszy jedno z krzeseł, popijała ciepły płyn i równocześnie wyjaśniała, co się zdarzyło w Komnacie i dlaczego.
Po jej pierwszych słowach Aviendha zastygła z filiżanką, którą trzymała za uszko w koniuszkach palców. Nie piła, tylko przyglądała się Amyrlin bez mrugnięcia okiem. Jej ciemne spódnice i jasna bluzka zmieniły się teraz w cadin’sor: kaftan i spodnie w odcieniach szarości i brązu, które łatwo się wtapiały w zacienione otoczenie. Długie włosy kobiety Aiel skróciły się nagle i zniknęły pod shoufą, czarną zasłoną opadającą Aviendzie aż na piersi. Do całości nie pasowała bransoletka z kości słoniowej, która wciąż zdobiła jej nadgarstek, szczególnie że Panny Włóczni nie nosiły żadnej biżuterii.
— Wszystko z powodu potężnej przenoszonej przez kogoś Mocy, którą wyczułyśmy — szepnęła na wpół do siebie. Powiedziała to, gdy Egwene skończyła opowieść. — Ponieważ sądzą, że Ci Którzy Dusze Oddali Cieniowi mają broń.
Amyrlin pomyślała, że kobieta Aiel wykłada to w dziwny sposób.
— A znasz inne wyjaśnienie? — zaciekawiła się Egwene. — Może któraś z Mądrych coś mówiła?
Dawno temu już przestała wierzyć, że tylko Aes Sedai posiadają wszelką wiedzę, czasami bowiem Mądre ujawniały zasoby informacji, które zaszokowałyby najbardziej powściągliwą siostrę.
Aviendha zmarszczyła brwi i jej strój ponownie się przekształcił w spódnicę, bluzkę i szal, a po chwili w suknię z błękitnego jedwabiu i koronki; wróciły też zarówno kandoryjskie naszyjniki, jak bransoletka z kości słoniowej. Ter’angreal snu, czyli kamienny pierścień, nadal oczywiście wisiał na rzemyku. Znów na ramionach kobiety Aiel ukazał się szal. W pokoju panował iście zimowy chłód, więc warstwa lekkiej jak mgiełka bladobłękitnej koronki prawdopodobnie zbytnio nie ogrzewała.
— Mądre są w tej kwestii równie niepewne jak twoje Aes Sedai. Chociaż, jak sądzę, mniej przestraszone. Życie to sen, z którego każdy się w końcu obudzi. Tańczymy taniec włóczni z Tym Który Zabija Liść. — To określenie Czarnego zawsze wydawało się Egwene dziwaczne, zwłaszcza że wymyślono je na bezdrzewnym Pustkowiu. — Nikt wszakże nie zaczyna tego tańca z przekonaniem, że go przeżyje lub że zwycięży. Moim zdaniem Mądre nawet nie rozważą przymierza z Asha’manami. Ale czy jest to roztropne posunięcie? — zastanowiła się z zadumą. — Z lego, co powiedziałaś, nie wnioskuję, czy rzeczywiście jesteś zwolenniczką tegoż przymierza.
— Nie widzę innego wyjścia — wyjaśniła niechętnie Amyrlin. — Otwór w ziemi ma szerokość aż trzech mil! Nie widzę innego rozwiązania tej trudnej sytuacji. Cała nadzieja chyba w tym porozumieniu.
Aviendha zapatrzyła się w swoją herbatę.
— A jeśli Ci Którzy Dusze Oddali Cieniowi nie posiadają żadnej broni?
Nagle Egwene zrozumiała zamysł swojej rozmówczyni. Aviendha szkoliła się na Mądrą i niezależnie od swojego ubrania... była już Mądrą. Stąd prawdopodobnie jej szal. Amyrlin z trudem zapanowała nad chęcią uśmiechu. Jej przyjaciółka bardzo się zmieniła z niegdyś często zbyt raptownej Panny Włóczni, jaką była, gdy Egwene ją poznała. Amyrlin starała się jednak nie zapominać, że Mądre nie zawsze mają identyczne cele z zamiarami Aes Sedai. Sprawy, do których siostry przykładały wielką wagę, czasami nie znaczyły dla Mądrych zupełnie nic. Egwene smuciło, że myśli o Aviendzie jako o Mądrej, a nie po prostu jako o przyjaciółce. Szczególnie że Mądre każdą sprawę rozpatrywały pod kątem jej użyteczności dla Aielów, nie zaś dla Białej Wieży. Taka była niestety okrutna prawda.
— Prędzej czy później musimy się jakoś uporać z Czarną Wieżą, Aviendho, a zgadzam się z opinią Morii, że po świecie chodzi już zbyt wielu Asha’manów, więc nie ma co nawet myśleć o poskromieniu ich wszystkich. Zastanawiałyśmy się wszak nad poskromieniem ich przed Ostatnią Bitwą. Może któryś z moich snów wskaże mi jakiś inny sposób, chociaż dotychczas nic takiego się nie zdarzyło. — Szczerze mówiąc, w żadnym ze swoich snów nigdy nie znalazła niczego przydatnego. Chociaż... chyba za bardzo uogólniała. — A dzięki porozumieniu mamy szansę zastanowić się, co zrobić z Asha’manami. W każdym razie do porozumienia najprawdopodobniej dojdzie. O ile Zasiadające zdołają uzgodnić detale, na razie bowiem wiedzą jedynie, że chcą wystąpić z propozycją przymierza. Musimy zatem z tym żyć i może na dłuższą metę pomysł okaże się trafny.
Aviendha uśmiechnęła się, nadal nie odrywając wzroku od filiżanki z herbatą. Nie był to wesoły uśmiech, raczej oznaka ulgi, dla której jednakże Egwene nie znajdowała uzasadnienia. Tak czy owak kobieta Aiel przemówiła poważnym tonem:
— Wy, Aes Sedai, zawsze uważacie mężczyzn za głupców. A nierzadko wcale nimi nie są. Rzadziej, niż sądzicie, zapewniam cię. Bądźcie ostrożne z tymi Asha’manami. Mazrim Taim jest mądrym człowiekiem i moim zdaniem także bardzo niebezpiecznym.
— Komnata zdaje sobie z tego sprawę — odparła oschle Egwene. Wierzyła, że Taim jest niebezpieczny. Innym mężczyznom zapewne również warto się dokładniej przyjrzeć. — Nie wiem, po co w ogóle dyskutujemy tę kwestię. Ten problem i tak już mi się wymknął spod kontroli. Ważny jest wszakże pewien szczegół... Gdy w końcu siostry ustalą konieczność zawarcia przymierza, uznają też, że Czarna Wieża przestaje być przeszkodą wobec wizyty w Caemlyn i za tydzień, a może nawet jutro Aes Sedai zaczną się wyprawiać tam z zamiarem odwiedzin u Elayne lub oceny stanu oblężenia. Jeśli chcemy zachować dalej w tajemnicy nasze sekrety, musimy podjąć pewne decyzje na wypadek takiej ewentualności. Mam kilka sugestii, którymi chcę się z tobą podzielić. Żywię nadzieję, że i ty masz jakieś pomysły.
Myśl o obcej siostrze pojawiającej się znienacka w Królewskim Pałacu wyraźnie poruszyła Aviendhę — do tego stopnia, że podczas ich rozmowy jej strój zmieniał się z błękitnej jedwabnej sukni, przez cadin’sor, do wełnianej spódnicy i bluzki z algode, a później z powrotem; kobieta Aiel wydawała się zupełnie tych przemian nie zauważać. Jej twarz pozostała równie gładka jak u większości sióstr. Aviendha osobiście nie musiała się martwić, że przybyłe w gościnę Aes Sedai odkryją Kuzynki, pojmane sul’dam i damane czy też umowę z Ludem Morza, bez wątpienia wszakże niepokoiła się o następstwa tych wizyt dla Elayne.
Wzmianka o przedstawicielkach Ludu Morza nie tylko doprowadziła do pojawienia się cadin’sor, lecz wywołała także okrągłą tarczę z byczej skóry, która leżała teraz obok krzesła Aviendhy wraz z trzema krótkimi włóczniami Aielów. Egwene zadała sobie pytanie, czy z Poszukiwaczkami Wiatru wiąże się jakiś szczególny problem — oprócz zwyczajnych kłopotów — tym niemniej wolała się na ten temat nie odzywać. Skoro Aviendha o nich nie wspomniała, zatem najwyraźniej chodziło o sprawę, którą ona i Elayne pragnęły rozstrzygnąć same. Gdyby uważała, że Amyrlin powinna się czegoś na ten temat dowiedzieć, na pewno by ją powiadomiła. A może nie?