Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 162 163 164 165 166 167 168 169 170 ... 236
Перейти на страницу:

Inne sny. Liczne sny...

Wspinała się wąską, skalistą ścieżką wzdłuż lica gigantycznego urwiska. Otoczyły ją chmury, skrywając przed nią leżącą pod nią ziemię i wznoszący się nad nią wierzchołek, tym niemniej Egwene wiedziała, że jedno i drugie znajduje się bardzo daleko od niej. Stopy musiała stawiać z wielką ostrożnością. Ścieżka była popękanym skalnym występem, zaledwie na tyle szerokim, że Amyrlin mieściła się na nim, o ile przylgnęła jednym ramieniem do ściany i zarzuconym kamieniami wielkości jej pięści — gdyby źle postawiła stopę lub się na którymś poślizgnęła, bez wątpienia runęłaby w przepaść. Ten sen przypominał noce, w których w snach pchała młyńskie kamienie bądź też ciągnęła wozy, istniała jednak drobna różnica: ten był prawdziwy, o czym doskonale wiedziała.

Nagle skalny występ rzeczywiście usunął jej się spod stóp. Usłyszała trzask kruszących się kamieni i zawisła na krawędzi urwiska, szaleńczo i po omacku szukając jakiegoś zaczepienia dla palców. Wreszcie natrafiła opuszkami na małą szczelinę, wsunęła w nią palce i zatrzymała się — jej upadek zakończył się szarpnięciem i gwałtownym bólem ramion. Wisząc ze stopami sięgającymi mglistych chmur, Egwene wsłuchała się w świst spadającego kamienia, a później w jego trzask o ścianę skalną. Później zapanowała cisza — tak długa, że Amyrlin zaczęła podejrzewać, iż kamień nigdy nie uderzy w ziemię. Nagle po swojej lewej stronie dostrzegła niewyraźnie pęknięcie w skalnym występie. Niestety, dzieliła ją od niego odległość dziesięciu stóp, czyli był równie niedostępny, jak gdyby znajdował się od niej o całą milę. Spojrzała zatem na prawo. Tu mgła ukryła wszelkie ewentualne pozostałości ścieżki, choć Egwene była przekonana, że trakt nie zniknął. Jej ramiona słabły. Nie dała rady się podciągnąć, potrafiła jedynie wisieć w miejscu, zaczepiona koniuszkami palców. Gdy całkowicie straci siły, spadnie. Krawędź szczeliny pod palcami wydawała się ostra niczym nóż.

Nagle ukazała jej się obca kobieta. Po prostopadłej ścianie urwiska — niby z chmur — schodziła zwinnie jak po schodach. Do pleców miała przywiązany miecz. Jej twarz osobliwie migotała, rysy ani na moment nie pozostawały spokojne, broń wszakże wyglądała na równie solidną jak kamień. W końcu kobieta dotarła do Amyrlin i wyciągnęła do niej dłoń.

— Możemy razem dojść do szczytu — oświadczyła, cedząc słowa w znajomy sposób.

Egwene siłą woli odsunęła od siebie ten sen. Zrobiła to, jakby odrzucała od siebie groźną żmiję. Czuła, że jej ciało tętni, słyszała własne senne jęki, w tej chwili jednak nic na to nie mogła poradzić. Już wcześniej śniła o Seanchanach, a dokładnie o jednej seanchańskiej kobiecie w jakiś sposób z nią związanej, lecz teraz po raz pierwszy Seanchanka usiłowała ją uratować. O nie, co to, to nie! Seanchanie wzięliby ją na smycz, czyniąc z niej damane. Uratowana przez Seanchankę Amyrlin wkrótce by umarła!

Minęło naprawdę sporo czasu, zanim zdołała uspokoić swoje uśpione ciało. Choć może ten czas tylko wydawał jej się długi. Nie Seanchanka, nie ona. Egwene nigdy na to nie pozwoli!

Sen powoli wrócił.

Wchodziła teraz inną ścieżką wzdłuż urwiska okrytego całunem chmur, w tej chwili wszakże przemieszczała się po znacznie obszerniejszym występie skalnym. Trakt był równy, biały i płaski, toteż jej stopy nie napotykały na żadne kamienie. Samo urwisko miało odcień kredowobiały i było gładkie niczym wypolerowane. Mimo chmur jasny kamień niemal błyszczał. Amyrlin wspinała się szybko i prędko zrozumiała, że ścieżka ma postać wznoszącej się spirali, a urwisko jest w rzeczywistości iglicą. Ledwie o tym pomyślała, stanęła na szczycie, który okazał się płaskim lśniącym dyskiem otoczonym przez ściany mgły. Właściwie nie był całkowicie płaski. W samym środku owego dysku stał mały biały postument, na nim zaś lampa olejowa wykonana z przezroczystego szkła. W lampie płonął ogień — jasno i mocno, bez migotania. Również był biały.

Nagle z mgły wyleciała para ptaków — dwa czarne jak noc kruki. Przeleciały nad wierzchołkiem iglicy, musnęły lampę i, nie zwalniając, pofrunęły dalej. Lampa zakręciła się i zatrzęsła pod wpływem dotknięcia, tańcząc na szczycie cokołu i rozrzucając wokół siebie kropelki oleju. Kilka tych kropli zapaliło się w powietrzu i natychmiast zniknęło, inne zaś opadły wokół niewysokiego postumentu, każda w postaci maleńkiego, migoczącego białego płomyka. Egwene ogarnął lęk, że lampa, która nie przestawała się trząść, przewróci się na postument.

Amyrlin obudziła się nagle w ciemnościach. Wiedziała! Pierwszy raz naprawdę dokładnie wiedziała, co oznacza ów sen. Dlaczego wszakże wcześniej śniła o seanchańskiej kobiecie, która ją ratuje, a potem o Seanchanach atakujących Białą Wieżę? O szturmie, który wstrząśnie podstawami świata Aes Sedai i zagrozi samej Wieży. Ten sen, ma się rozumieć, ukazywał tylko pewną ewentualność. Jednakże widziane w prawdziwych snach zdarzenia były bardziej prawdopodobne niż wszystkie inne możliwości.

Egwene sądziła, że rozważa tę kwestię na spokojnie, lecz na nieoczekiwany szelest płótna lekkich wejściowych klap z niepokoju o mało nie objęła Prawdziwego Źródła. Pospiesznie narzuciła sobie spokój, który zamierzała osiągnąć dzięki ćwiczeniom nowicjuszki — na przykład wyobrażeniom wody płynącej po gładkich kamieniach i podmuchów wiatru przesuwających wysoką trawę. O Światłości, naprawdę się przestraszyła. Potrzebowała aż dwóch ćwiczeń, aby osiągnąć jako taki spokój! Otworzyła usta, zamierzając spytać, kto przyszedł.

— Śpisz? — uprzedziła jej pytanie Halima cichym głosem. W tonie kobiety Amyrlin dosłyszała niejakie napięcie, może nawet ekscytację. — No cóż, nie miałabym nic przeciwko jednej spokojnej nocy — dodała zrzędliwie.

Słuchając, jak Halima rozbiera się i kładzie w ciemnościach, Egwene leżała zupełnie nieruchomo. Gdyby w jakiś sposób zasugerowała tamtej, że nie śpi, musiałaby z nią porozmawiać, a w tej chwili taka rozmowa wydawała się jej zbyt krępująca. Była absolutnie przekonana, że Halima znalazła sobie towarzystwo, choć najwyraźniej nie na całą noc. Och, sekretarka Delany mogła oczywiście robić, co chciała... tym niemniej Amyrlin i tak poczuła rozczarowanie.

Zapragnęła śnić dalej i szybko odkryła, że „zsuwa” się w kolejny sen. Tym razem nie próbowała się zatrzymać w połowie drogi. Pamiętała wszystkie swoje przeszłe sny i nie potrzebowała wybierać jakiegoś konkretnego.

Wcześnie rano weszła Chesa. Przyniosła tacę ze śniadaniem, miała też pomóc Egwene z suknią. Było bardzo wcześnie i jeszcze dość mrocznie. Słońce dopiero wstawało, toteż Chesa musiała zapalić lampę, jeśli chciała coś widzieć. Żar w koszu z płonącymi węglami zagasł w trakcie nocy, a wiszące w powietrzu zimno dodawało otoczeniu posępności. Prawdopodobnie podczas dnia znów spadnie śnieg. Halima zakładała jedwabną bieliznę i suknię, śmiejąc się oraz żartując na temat własnej potrzeby posiadania pokojówki, podczas gdy służąca Amyrlin zapinała rzędy guzików na plecach sukienki Egwene. Pulchna Chesa przybrała obojętną twarz, kompletnie ignorując Halimę. Amyrlin również nijak nie skomentowała zachowania trzpiotki. W każdym razie nie powiedziała niczego stanowczego. Halima nie była u niej na służbie i Amyrlin nie miała prawa jej pouczać.

Natychmiast gdy Chesa zapięła ostatni z małych guzików i poklepała swoją panią lekko po ramieniu, do namiotu wsunęła się Nisao, wpuszczając nową falę zimnego powietrza. Zerknąwszy między rozchylone na moment klapy, Egwene dostrzegła, że na dworze nadal jest szarawo. Tak, tak, na pewno dziś spadnie śnieg.

1 ... 162 163 164 165 166 167 168 169 170 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)