Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 159 160 161 162 163 164 165 166 167 ... 210
Перейти на страницу:

— Po­tra­fię o sie­bie za­dbać.

— To do­brze. — Ofi­cer ski­nął dło­nią i tu­zin strzel­ców za­ję­ło miej­sce na blan­kach kasz­te­lu. — Na­dal chcesz zejść? Bę­dzie­my cię osła­niać.

Alt­sin po­krę­cił gło­wą. Mi­nął już szok, któ­re­go do­znał na wi­dok tych stwo­rzeń; z gło­wy wy­pa­ro­wa­ły mu i gniew, i lo­do­wa­ta fu­ria, któ­rą go uga­sił. I na­gle po­mysł zje­cha­nia na dol­ny po­kład wca­le nie wy­da­wał mu się już taki do­bry. Przy­naj­mniej nie tak na łapu-capu.

— Cze­kaj, cze­kaj. Jak się chwi­lę za­sta­no­wić, to mam jesz­cze kil­ka py­tań, po­rucz­ni­ku. Opo­wiedz mi o nich. — Wska­zał na tru­py be­stii.

Opo­wieść ofi­ce­ra była krót­ka i wła­ści­wie Alt­sin sam mógł od­two­rzyć jej część na pod­sta­wie śla­dów wal­ki. Za­ata­ko­wa­no ich, gdy więk­szość od­dzia­łu była już na gó­rze, be­stii było czter­dzie­ści, może pięć­dzie­siąt. Nie wal­czy­ły jak zwy­kłe zwie­rzę­ta, w ich ata­kach dało się do­strzec ja­kąś dzi­ką prze­myśl­ność i nie­zwie­rzę­cy spryt, ale i tak zo­sta­ły od­par­te. Zdo­ła­ły jed­nak po­rwać czte­rech żoł­nie­rzy. Za­bra­ły ich pod po­kład. Szó­sta Kom­pa­nia wła­śnie wy­bie­ra­ła się po swo­ich.

Cho­le­ra, ten ofi­cer nie zro­bił­by ka­rie­ry jako wę­drow­ny bard. Ani na­wet jako po­moc­nik bar­da. Taki, co to łazi za mi­strzem i po­da­je lut­nię. Rzu­cał zda­nia krót­kie, ko­śla­we, po żoł­nier­sku pro­ste. Nic dziw­ne­go, że wy­brał ka­rie­rę w ar­mii.

Ale zło­dziej wy­słu­chał jego opo­wie­ści do koń­ca, nie prze­ry­wa­jąc ani razu.

— Zda­jesz so­bie spra­wę z tego, że zej­ście pod po­kład to sza­leń­stwo? — skwi­to­wał, gdy już usły­szał ca­łość.

Wy­obraź­nia pod­po­wia­da­ła mu, że pod po­kła­dem bę­dzie praw­dzi­wy la­bi­rynt. Ciem­no, cia­sno, na wpół in­te­li­gent­ne be­stie zna­ją­ce każ­dy za­ka­ma­rek… To nie wy­obraź­nia, uświa­do­mił so­bie na­gle. To wspo­mnie­nia. Było ja­sne, że Bi­tew­na Pięść spo­tkał już kie­dyś te po­two­ry i z nimi wal­czył.

Po­rucz­nik wzru­szył ra­mio­na­mi.

— Ist­nie­je taka moż­li­wość.

— Czy re­gu­la­min im­pe­rial­nej ar­mii nie za­ka­zu­je ofi­ce­rom wy­sy­ła­nia lu­dzi na sa­mo­bój­cze mi­sje?

Sto­ją­cy obok wy­ta­tu­owa­ny dzie­sięt­nik pla­snął się z roz­ma­chem w czo­ło.

— Wie­dzia­łem, że chy­ba kie­dyś coś ta­kie­go czy­ta­łem. To chy­ba roz­dział siód­my, pod­punkt czter­dzie­sty dru­gi. Za­raz po in­struk­cji, jak srać i się pod­cie­rać.

Kil­ku naj­bliż­szych żoł­nie­rzy par­sk­nę­ło krót­kim re­cho­tem, ale ża­den nie ode­rwał wzro­ku od po­kła­du po­ni­żej. Ich ku­sze za­ta­cza­ły le­ni­we pół­ko­la, omia­ta­jąc te­ren.

Ofi­cer po­ki­wał gło­wą, a na ustach za­go­ścił mu cień uśmie­chu.

— Ow­szem, Var­henn, ale po­ni­żej na­pi­sa­li „nie do­ty­czy Gór­skiej Stra­ży”, więc się nie wy­mi­gasz. Scho­dzi­my pod po­kład, bo czas nas na­gli. A ty, cza­row­ni­ku, rób, co chcesz. Nie mam cza­su cię prze­ko­ny­wać, a bła­gać nie będę. Uwa­ga! Pierw­sza i Trze­cia ru­chy! Za­bez­pie­czyć te­ren i cze­kać na resz­tę.

W dół po­le­cia­ły ko­lej­ne liny i w do­słow­nie kil­ka ude­rzeń ser­ca dzie­się­ciu żoł­nie­rzy zna­la­zło się na po­kry­tych po­so­ką czar­nych de­skach. Bły­ska­wicz­nie za­ła­do­wa­li ku­sze i roz­sta­wi­li się w pół­okrąg.

— Go­to­we!

Alt­sin mu­siał przy­znać, że cho­ciaż wy­glą­da­li na ban­dy­tów, któ­rzy uzbro­ili się, sza­bru­jąc pola bi­tew­ne, dzia­ła­li cho­ler­nie spraw­nie.

Do do­wód­cy pod­biegł Jo­dła, już w kol­czu­dze i z mie­czem w gar­ści.

— Pro­szę o po­zwo­le­nie na do­łą­cze­nie do od­dzia­łu. Ges­sen też chce iść.

— Wo­lał­bym, że­by­ście od­po­czę­li.

— Z ca­łym sza­cun­kiem, pa­nie po­rucz­ni­ku. Ja bym wo­lał sie­dzieć w Be­len­den pod cie­płą pie­rzy­ną. Ta­kie jest ży­cie, nie wszyst­kim do­go­dzi.

— Jo­dła…

— Prze­pra­szam, pa­nie po­rucz­ni­ku, ale mó­wię, jak jest. Tu ze Szczu­ra­mi zo­sta­nie Pa­tyk i paru in­nych chło­pa­ków, więc my nie mu­si­my. No i Alenth i Otha są mi win­ni pie­nią­dze, nie po­zwo­lę dur­niom dać się ze­żreć tam na dole, za­nim nie do­sta­nę swo­ich dwóch or­gów.

— Po dwóch od każ­de­go?

— Tak jest!

Ofi­cer po­dra­pał się po bro­dzie, przy­sła­nia­jąc dło­nią uśmiech.

— A, to zmie­nia po­stać rze­czy. Za czte­ry orgi po­szedł­bym po nich sam. Do­bra, do­łą­czy­cie do Siód­mej. Scho­dzi ostat­nia, ra­zem z psa­mi. Po­wiedz Ges­se­no­wi, żeby się po­spie­szył, nie bę­dzie­my cze­kać.

— Roz­kaz! — Straż­nik za­sa­lu­to­wał i po­biegł na tyły.

To był ten mo­ment, któ­ry spra­wił, że Alt­sin zmie­nił zda­nie.

Na chwi­lę, do­słow­nie na mgnie­nie oka, na twa­rzy ofi­ce­ra pa­trzą­ce­go na truch­ta­ją­ce­go Jo­dłę nie było nic, poza naj­czyst­szą, naj­peł­niej­szą dumą. Za­sra­ną, głu­pią jak le­d­wo wy­klu­te pi­sklę, kre­tyń­ską dumą. A jej od­bi­cie za­go­ści­ło na twa­rzach po­bli­skich żoł­nie­rzy, wy­pięk­nia­jąc je w naj­wspa­nial­szy moż­li­wy spo­sób. Ro­zu­miał to, tak do­brze to ro­zu­miał… Wspo­mnie­nia awen­de­ri Re­agwy­ra z ty­sią­ca pól bi­tew­nych gra­ły z tą dumą jed­nym to­nem.

Cho­le­ra. Ależ to było cu­dow­nie idio­tycz­ne.

Mimo to mu­siał jesz­cze za­py­tać.

— Wiesz, że naj­pew­niej idzie­cie po tru­py?

— Ve­ler­gorf za­kli­na się, że po­two­ry za­bra­ły ich na dół ży­wych. Wie­rzę mu. Nie wiem, dla­cze­go tak zro­bi­ły, ale je­śli jest szan­sa, że moi lu­dzie żyją, pój­dzie­my po nich.

— Bo są win­ni czte­ry orgi?

— No. — Uśmie­szek po­rucz­ni­ka był nie­mal fi­glar­ny. — To też. A je­śli nie, tru­py też są waż­ne. No i nie są­dzę, by tych stwo­rów było zbyt wie­le. Za­ata­ko­wa­ły nas, do­pie­ro gdy więk­szość kom­pa­nii zna­la­zła się na gó­rze. Cza­iły się, cze­ka­ły na od­po­wied­nią chwi­lę i ude­rzy­ły wte­dy, gdy uzna­ły, że mają szan­sę. Nie wcze­śniej. To zna­czy, że nie może ich być zbyt dużo. Na do­da­tek trze­cią część po­ło­ży­li­śmy tru­pem, a resz­tę zdro­wo po­ha­ra­ta­li­śmy. Pój­dzie­my więc za śla­da­mi po­so­ki i za­bi­je­my te, co zo­sta­ły. Trze­ba tyl­ko zna­leźć ich norę.

Alt­sin wska­zał na no­sze pil­no­wa­ne przez dwóch żoł­nie­rzy.

— Może jak obu­dzisz swo­je­go sza­ma­na, to po­wie ci, gdzie szu­kać.

— Nie ma na to szans. Jest nie­przy­tom­ny, bo coś schwy­ta­ło jed­ne­go z jego du­chów i wię­zi. Gdy­by nie spra­wa z tymi po­two­ra­mi, rą­bał­bym już ścia­ny tej bu­dow­li — wska­zał na drew­nia­ną ro­tun­dę za ple­ca­mi — żeby spraw­dzić, kto to zro­bił i kto, do cho­le­ry, ste­ru­je tym stat­kiem. Ale te­raz mu­szę od­zy­skać swo­ich lu­dzi. Ży­wych lub mar­twych. A two­je przy­by­cie, Żo­łądź, opóź­ni­ło nas o pół go­dzi­ny.

Ostat­nia uwa­ga tro­chę zło­dzie­ja ubo­dła.

— Wy­bacz, gdy­bym wie­dział, bar­dziej bym się spie­szył.

1 ... 159 160 161 162 163 164 165 166 167 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)