Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 159 160 161 162 163 164 165 166 167 ... 236
Перейти на страницу:

Wszędzie w Tel’aran’rhiod śniący odczuwał pustkę, lecz panująca w tym pokoju głucha próżnia miała szczególne uzasadnienie, wiążąc się z faktem, iż pomieszczenie to w świecie jawy naprawdę zostało porzucone. Nie tak wiele miesięcy temu mieścił się w nim gabinet Amyrlin. Gospoda, w którym się znajdowało, nosiła nazwę Małej Wieży, wieś Salidar zaś — odebraną brutalnie rozrastającym się lasom — nazywano sercem ruchu oporu przeciwko Elaidzie. Gdyby w obecnej chwili Egwene wyszła na zewnątrz, dostrzegłaby młode drzewka wyrastające ze śniegu leżącego pośrodku tutejszych ulic, które niegdyś tak żmudnie oczyszczono. Siostry nadal Podróżują do Salidaru, aby sprawdzić gołębniki z pocztowymi ptakami, a każda z Aes Sedai jest ogromnie zazdrosna i bardzo się obawia, czy gołąb wysłany przez któreś z jej „oczu i uszu” nie trafi w inne ręce. Taka wyprawa sprawdzała się wszakże jedynie w świecie jawy. Przeglądanie gołębników w Świecie Snów miało równie mało sensu jak pragnienie, by jakimś cudownym trafem gołębie same odszukały w Tel’aran’rhiod śniącego. Oswojone zwierzęta i ptactwo najwyraźniej nie posiadały swoich odpowiedników w Świecie Snów, podobnie jak żaden dokonany w nim czyn nie mógł nijak „tknąć” krainy jawy. Natomiast siostry z dostępem do ter’angreali snu mogły odwiedzać inne miejsca niż opuszczona wioska w Altarze i na pewno żadna Aes Sedai poza Egwene nie miała powodów przybyć tutaj we śnie. Salidar należał do tych miejsc na ziemi, w których nikt Amyrlin nie zaskoczy, nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości. W zbyt wielu innych pomieszczeniach przyłapała zaś wścibskie osoby, chętne podsłuchać jej rozmowy. Albo znajdowała tam przeraźliwy smutek. Nie chciała na przykład sprawdzać, co się stało z Dwiema Rzekami od czasu jej odejścia...

Czekając na zjawienie się Elayne, Egwene starała się zapanować nad zniecierpliwieniem. Elayne nie była Spacerującą Po Snach, musiała więc użyć ter’angreala. I na pewno zapragnie poinformować Aviendhę, dokąd się wybiera. Tym niemniej, po kilku minutach, Amyrlin zdała sobie sprawę z tego, że kroczy po nierównych deskach podłogowych; była straszliwie poirytowana. W Świecie Snów czas płynął zupełnie inaczej. Godzina w Tel’aran’rhiod mogłaby oznaczać zaledwie parę minut w świecie jawy lub wręcz odwrotnie. Być może Elayne lada chwila wpadnie tu niczym wichura... Egwene obejrzała tymczasem swój strój: szarą, jeździecką suknię z wyszukanym zielonym haftem przy staniku i na szerokich taśmach naszytych na rozcięte spódnice... Czyżby rzeczywiście uważała się za przedstawicielkę Zielonych Ajah? Włosy oplatała jej zwykła srebrna siatka. Ani chybi długa, wąska stuła Amyrlin wisiała jej na szyi. Egwene bezwiednie użyła siły woli i stuła zniknęła, jednakże po chwili zastanowienia odwołała polecenie i stuła wróciła. A raczej po prostu pozwoliła stule wrócić. Ten wąski pas materiału stanowił w jakimś sensie integralną część jej osobowości, a z Elayne musiała porozmawiać właśnie jako Amyrlin.

Kobietą, która w końcu nagle i zupełnie niespodziewanie pojawiła się w pokoju, nie była niestety Elayne, lecz Aviendha, o dziwo ubrana w błękitną suknię haftowaną srebrem oraz obszytą przy nadgarstkach i szyi jasną koronką. Aviendha nosiła ciężką bransoletkę z rzeźbionej kości słoniowej, która tak samo nie pasowała do sukni jak zawieszony na jej szyi skórzany rzemyk z ter’angrealem snu — osobliwie poskręcanym kamiennym pierścieniem z kolorowymi cętkami.

— Gdzie jest Elayne? — spytała z niepokojem Egwene. — Czy nic się jej nie stało?

Kobieta Aiel obrzuciła siebie zdumionym spojrzeniem i nagle jej strój się zmienił: teraz miała na sobie ciemną, szeroką spódnicę i białą bluzkę, na ramionach zaś udrapowany ciemny szal. Ciemna chustka otaczała jej głowę na wysokości skroni i przytrzymywała rudawe włosy, które obecnie sięgały jej aż do talii, czyli — jak podejrzewała Egwene — były dłuższe niż w rzeczywistości. W Świecie Snów wszystko było zmienne. Na szyi Aviendhy ukazały się nieoczekiwanie srebrne naszyjniki, skomplikowane sznury zawile wypracowanych krążków, które Kandoryjczycy nazywali płatkami śniegu. Stanowiły prezent od samej Egwene. Dała go Aviendzie kiedyś, bardzo, bardzo dawno temu.

— Nie mogłaby wykonać tej pracy — wyjaśniła kobieta Aiel. Bransoletka z kości słoniowej przesunęła się po jej przegubie, gdy Aviendha dotknęła kamiennego pierścienia, który nadal wisiał na skórzanym rzemyku, teraz na naszyjnikach. — Ostatnio przypływy wciąż jej się wyślizgują z dłoni. To z powodu dzieci. — Nagle się uśmiechnęła. Jej szmaragdowe oczy wydawały się niemal błyszczeć. — Bywa czasami w cudownym nastroju. Zrzuciła pierścień i skakała po nim.

Egwene pociągnęła nosem. Dzieci? Więc ma się urodzić więcej niż jedno. Dziwne, że Aviendha tak łatwo się pogodziła z ciążą Elayne, Amyrlin była bowiem przekonana, że kobieta Aiel także kocha Randa al’Thora. Aielowie zachowywali się wszakże po swojemu... mówiąc oględnie. Egwene nie pomyślałaby jednak, że Elayne...! I Rand! Nikt właściwie nie potwierdził, że al’Thor jest ojcem dzieci Elayne, lecz Amyrlin nie spytałaby o coś takiego, zresztą potrafiła liczyć dni, a w dodatku szczerze wątpiła, czy Elayne poszłaby do łóżka z innym mężczyzną. Zdała sobie sprawę, że nosi teraz mocne wełny, ciemne i ciężkie, a także szal znacznie grubszy niż Aviendhy. Dobre ubranie z Dwu Rzek. Strój, który się zakłada na posiedzenie Koła Kobiet. Na przykład gdy jakaś głupia kobieta pozwoli sobie na ciążę, a nie weźmie ślubu...

Amyrlin zrobiła głęboki, odprężający wdech i znów była w zielonej, haftowanej sukni do jazdy konnej. Reszta świata nie wyglądała podobnie do Dwu Rzek. O Światłości, Egwene doskonale już o tym wiedziała. Mogło jej się to nie podobać, ale musiała z tym żyć.

— Póki ona i... dzieci... są zdrowe. — O Światłości, ile tych dzieci Elayne nosi w łonie? Każda cyfra większa niż jeden oznaczała zapewne trudności. Nie, nie, Amyrlin postanowiła, że nie spyta. Elayne na pewno miała najlepszą akuszerkę w Caemlyn. Egwene zdecydowała się jak najszybciej zmienić temat. — Miałaś wiadomości od Randa? Albo od Nynaeve? Jak mogła z nim tak uciec? Powiedziałabym jej nieco do słuchu.

— Nie mamy żadnych wiadomości ani od niego, ani od niej — odparła Aviendha, poprawiając szal ostrożnie niczym Aes Sedai unikająca oczu swojej Amyrlin. Czy jej ton również był ostrożny?

Egwene aż mlasnęła językiem, tak bardzo ją zirytowało własne zachowanie. Naprawdę wszędzie zaczynała dostrzegać spisek i wszystko wydawało jej się podejrzane. Rand zaczął się ukrywać i tyle. A Nynaeve al’Maera wszak była Aes Sedai i mogła postępować wedle własnej woli. Mogła robić, co chciała, nawet mimo poleceń Amyrlin. Aes Sedai często znajdowały sposób obejścia rozkazów Amyrlin i przeprowadzenia własnego planu. Tym niemniej Egwene także miała swój plan wobec Nynaeve. Kiedy ją spotka... A co do Randa...

1 ... 159 160 161 162 163 164 165 166 167 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)