Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 158 159 160 161 162 163 164 165 166 ... 210
Перейти на страницу:

Dwóch straż­ni­ków prze­szło mię­dzy resz­tą, roz­da­jąc po­chod­nie i liny. Alt­sin po­trze­bo­wał chwi­li, by do­dać dwa do dwóch.

— Po­chod­nie… cho­le­ra ja­sna, scho­dzi­cie pod po­kład? Do środ­ka stat­ku?

— Zga­dza się.

— Po co?

Dzie­sięt­nik ski­nął gło­wą i za­cmo­kał z de­mon­stra­cyj­ną kpi­ną.

— Mamy spra­wy do za­ła­twie­nia. Wiesz, ta­kie zwy­kłe, żoł­nier­skie in­te­re­sy.

Zło­dziej spoj­rzał na sze­ro­ki uśmiech straż­ni­ka, któ­ry za­czy­nał się i koń­czył na ustach. Oczy męż­czy­zny były ciem­ne i chłod­ne jak wody gór­skie­go je­zio­ra.

— Bo­isz się?

Uśmiech znikł, chłód w spoj­rze­niu po­zo­stał.

— Tak. Jak czło­wiek nie mówi praw­dy w ta­kiej chwi­li, to może umrzeć jako kłam­ca. Boję się.

Alt­sin zro­zu­miał, że dzie­sięt­nik mówi szcze­rze. Lecz i tak, mimo wszyst­ko, pój­dzie na dół, pod po­kład z resz­tą żoł­nie­rzy. Zbli­żał się do roz­wią­za­nia jed­nej z za­ga­dek, któ­rą tu za­stał.

— Co jest na dole? — za­py­tał.

— Wstań. Po­ka­żę ci.

Z kasz­te­lu roz­cią­gał się wi­dok na cały okręt. Alt­sin ogar­nął wzro­kiem naj­pierw wol­ną prze­strzeń mię­dzy rufą a śród­o­krę­ciem, po­tem za­bu­do­wa­nia, któ­re zaj­mo­wa­ły śro­dek stat­ku, ki­ku­ty masz­tów, dziób – nie­mal nik­ną­cy we mgle. Bo­go­wie, ależ to cho­ler­stwo było wiel­kie. A ile po­kła­dów było pod spodem? Mo­gło tu żyć i miesz­kać dwa­dzie­ścia albo trzy­dzie­ści ty­się­cy lu­dzi… Albo pięć­dzie­siąt… pięć­dzie­siąt ty­się­cy wy­znaw­ców pły­wa­ją­cych na cie­le swo­je­go boga, kar­mią­cych go dzień w dzień ad­o­ra­cją i mo­dli­twa­mi. Ten sta­tek był wspól­no­tą re­li­gij­ną i żywą świą­ty­nią jed­no­cze­śnie. Nic dziw­ne­go, że w daw­nych cza­sach tak trud­no było po­ko­nać Nie­śmier­tel­ną Flo­tę.

— Na dole, cza­row­ni­ku — głos Ve­ler­gor­fa wy­rwał go z roz­my­ślań. — Na dole.

Zło­dziej wy­chy­lił się i zer­k­nął na po­kład po­ni­żej.

Naj­pierw nie wie­dział, na co pa­trzy. Po­tem zro­zu­miał. I na­gle we­wnątrz, w gło­wie, nie było już Alt­si­na, zło­dzie­ja, ucie­ki­nie­ra, głup­ca… Na­gle za ocza­mi wy­buchł mu wul­kan naj­czyst­szej fu­rii, go­rą­cej ni­czym wnę­trze słoń­ca.

Nie masz pra­wa tu być! To nie twój świat! Kto ci po­zwo­lił! Jak śmiesz, ty skur­wy­sy­nu! Jak śmiesz!

Za­krę­ci­ło mu się w gło­wie i przez chwi­lę miał wra­że­nie, że za­raz krew try­śnie mu no­sem i usza­mi.

Dość. Za­ci­snął dło­nie na drew­nia­nym czę­sto­ko­le, aż po­czuł, jak strze­la­ją mu ko­ści pal­ców. Dość! Za­mknij się!

Zna­lazł w so­bie tę lo­do­wa­tą wście­kłość, któ­ra to­wa­rzy­szy­ła mu, od­kąd pa­mię­tał, się­gnął po nią i pchnął na­prze­ciw gnie­wo­wi, któ­ry wzbu­dził w nim wi­dok le­żą­cych ni­żej ciał. Dość!!! Spo­kój! Spo­kój.

Co jest tam na dole?

Od­po­wiedź przy­szła tak, jak cza­sem wra­ca świa­do­mość, gdy czło­wiek bu­dzi się z głę­bo­kie­go snu, po­wo­li, ale z nie­ubła­ga­ną siłą su­ną­ce­go lo­dow­ca. Wiem, co to za tru­chła. I wiem, że nie po­win­no ich tam być.

Ode­rwał dło­nie od drew­na, kon­sta­tu­jąc z pew­nym roz­ba­wie­niem, że uda­ło mu się zo­sta­wić na nim wy­raź­ne zgłę­bie­nie. Na­gle po­ła­ma­ne masz­ty i śla­dy wal­ki wi­docz­ne w dole sta­ły się zro­zu­mia­łe i ja­sne. Znam ten okręt, po­my­ślał, Oum nie po­dał mi jego imie­nia, lecz je­den z awen­de­ri Pana Bi­tew ne­go­cjo­wał kie­dyś na jego po­kła­dzie wa­run­ki ro­zej­mu z Nie­śmier­tel­ną Flo­tą. Z Wę­drow­ca­mi, jak ich wte­dy na­zy­wa­no – po­pra­wił się.

Po po­cząt­ko­wych zwy­cię­stwach my­śla­no, że Wę­drow­cy od­pły­nę­li poza kra­wędź świa­ta i cza­su, ale gdy oka­za­ło się, że część zo­sta­ła, uzna­no, że le­piej się z nimi do­ga­dać, niż wal­czyć. Ne­go­cja­cje od­by­ły się na jego… jej po­kła­dzie. Noc­na Per­ła. Tak się na­zy­wa ten sta­tek. Pan Mórz… za­nim jego awen­de­ri od­mó­wi­li zjed­no­cze­nia i po bra­to­bój­czej wal­ce od­ro­dzi­li się jako Bliź­nię­ta, za­pro­sił Na­czy­nia kil­ku swo­ich bra­ci i sióstr na te roz­mo­wy. Noc­na Per­ła była naj­więk­szym okrę­tem, jaki zo­stał, nie­for­mal­nie do­wo­dzi­ła resz­tą Flo­ty… Roz­mo­wy były twar­de, ale ho­no­ro­we i szcze­re…

Alt­sin po­sta­no­wił, że bę­dzie scep­tycz­nie pod­cho­dził do tych wspo­mnień.

Nie, żeby nie wie­rzył w ob­raz wy­da­rzeń sprzed wie­ków, ale ho­nor i szcze­rość były ostat­ni­mi rze­cza­mi, z ja­ki­mi przy­stę­po­wa­no wte­dy do wszel­kich ne­go­cja­cji. Pa­mię­tał po­si­łek z ryb i owo­ców mo­rza oraz wino o po­sma­ku smo­ły i wo­do­ro­stów. W cza­sach, za­nim od­da­li­li się od sie­bie na tyle, że utwo­rzy­li osob­ne byty, awen­de­ri Pana Bi­tew wy­mie­nia­li się mię­dzy sobą wspo­mnie­nia­mi, bo tak było ła­twiej i szyb­ciej. Zło­dziej po­czuł szcze­re roz­ba­wie­nie tym, że Bi­tew­na Pięść le­piej za­pa­mię­tał smak mor­skie­go wina niż sam prze­bieg roz­mów.

Ale te za­koń­czy­ły się suk­ce­sem, bo wię­cej nie wal­czo­no z Nie­śmier­tel­ną, po­zwo­lo­no jej pły­wać po oce­anach, ko­rzy­stać z da­rów mórz, cza­sem wy­naj­mo­wa­no do po­mo­cy w trans­por­cie od­dzia­łów.

Noc­na Per­ła…

Po­rzu­ci­li cię na śmierć, praw­da?

Oka­le­czy­li i zo­sta­wi­li. Jak cho­rą sztu­kę by­dła.

— Chciał­bym im się przyj­rzeć z bli­ska — mruk­nął.

— W su­mie to ża­den pro­blem. — Pod­ofi­cer mach­nął ręką i zwój liny po­le­ciał na dół. — Umiesz po tym scho­dzić?

Alt­sin za­wie­sił wzrok na wy­ta­tu­owa­nej twa­rzy, czu­jąc na­gły chłód w ży­łach.

— No pro­szę, naj­pierw po­czę­stu­nek, po­tem moc­na wód­ka, nie tyle, bym się upił, ale tyle, bym za­po­mniał o zdro­wym roz­sąd­ku, po czym po­ka­zu­jesz mi coś, co ma mnie za­cie­ka­wić. I na­wet lina do zej­ścia cze­ka pod ręką.

Tym ra­zem uśmiech dzie­sięt­ni­ka wy­glą­dał na szcze­ry.

— A wi­dzisz. Te­raz wia­do­mo, dla­cze­go to ty, a nie ja, je­steś cza­row­ni­kiem. Taka spryt­na z cie­bie be­stia, że aż strach.

Be­stia? Ha, Ha… że­byś wie­dział, żoł­nie­rzu.

— Nie mu­sisz scho­dzić, je­śli nie chcesz. A wód­ka była tyl­ko po­czę­stun­kiem. — Rudy po­rucz­nik pod­szedł do nich, po­brzę­ku­jąc kol­czu­gą. — A my po­trze­bu­je­my maga, bo je­dy­ny, ja­kie­go mam, do ni­cze­go się nie na­da­je.

Sto­ją­ca kil­ka­na­ście kro­ków od nich blon­dyn­ka mu­sia­ła mieć do­sko­na­ły słuch, bo syk­nę­ła i po­ka­za­ła ofi­ce­ro­wi ob­raź­li­wy gest.

— Skąd wiesz, że ja się do cze­goś przy­dam?

— Prze­wę­dro­wa­łeś ka­wał Pół­no­cy, prze­pły­ną­łeś wie­le mil w skra­dzio­nej aher­skiej ło­dzi, oca­li­łeś mo­ich lu­dzi. I nie wmó­wisz mi, że two­ja gil­dia wy­sła­ła w tak nie­bez­piecz­ną po­dróż ko­goś, kto nie po­tra­fi użyć ma­gii do obro­ny. Nie­waż­ne, aspek­to­wa­nej czy nie.

No, tu go miał. Je­śli zło­dziej nie chciał za­plą­tać się zbyt moc­no we wła­sną ba­jecz­kę, mógł tyl­ko przy­tak­nąć.

1 ... 158 159 160 161 162 163 164 165 166 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)