Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
Dwóch strażników przeszło między resztą, rozdając pochodnie i liny. Altsin potrzebował chwili, by dodać dwa do dwóch.
— Pochodnie… cholera jasna, schodzicie pod pokład? Do środka statku?
— Zgadza się.
— Po co?
Dziesiętnik skinął głową i zacmokał z demonstracyjną kpiną.
— Mamy sprawy do załatwienia. Wiesz, takie zwykłe, żołnierskie interesy.
Złodziej spojrzał na szeroki uśmiech strażnika, który zaczynał się i kończył na ustach. Oczy mężczyzny były ciemne i chłodne jak wody górskiego jeziora.
— Boisz się?
Uśmiech znikł, chłód w spojrzeniu pozostał.
— Tak. Jak człowiek nie mówi prawdy w takiej chwili, to może umrzeć jako kłamca. Boję się.
Altsin zrozumiał, że dziesiętnik mówi szczerze. Lecz i tak, mimo wszystko, pójdzie na dół, pod pokład z resztą żołnierzy. Zbliżał się do rozwiązania jednej z zagadek, którą tu zastał.
— Co jest na dole? — zapytał.
— Wstań. Pokażę ci.
Z kasztelu rozciągał się widok na cały okręt. Altsin ogarnął wzrokiem najpierw wolną przestrzeń między rufą a śródokręciem, potem zabudowania, które zajmowały środek statku, kikuty masztów, dziób – niemal niknący we mgle. Bogowie, ależ to cholerstwo było wielkie. A ile pokładów było pod spodem? Mogło tu żyć i mieszkać dwadzieścia albo trzydzieści tysięcy ludzi… Albo pięćdziesiąt… pięćdziesiąt tysięcy wyznawców pływających na ciele swojego boga, karmiących go dzień w dzień adoracją i modlitwami. Ten statek był wspólnotą religijną i żywą świątynią jednocześnie. Nic dziwnego, że w dawnych czasach tak trudno było pokonać Nieśmiertelną Flotę.
— Na dole, czarowniku — głos Velergorfa wyrwał go z rozmyślań. — Na dole.
Złodziej wychylił się i zerknął na pokład poniżej.
Najpierw nie wiedział, na co patrzy. Potem zrozumiał. I nagle wewnątrz, w głowie, nie było już Altsina, złodzieja, uciekiniera, głupca… Nagle za oczami wybuchł mu wulkan najczystszej furii, gorącej niczym wnętrze słońca.
Nie masz prawa tu być! To nie twój świat! Kto ci pozwolił! Jak śmiesz, ty skurwysynu! Jak śmiesz!
Zakręciło mu się w głowie i przez chwilę miał wrażenie, że zaraz krew tryśnie mu nosem i uszami.
Dość. Zacisnął dłonie na drewnianym częstokole, aż poczuł, jak strzelają mu kości palców. Dość! Zamknij się!
Znalazł w sobie tę lodowatą wściekłość, która towarzyszyła mu, odkąd pamiętał, sięgnął po nią i pchnął naprzeciw gniewowi, który wzbudził w nim widok leżących niżej ciał. Dość!!! Spokój! Spokój.
Co jest tam na dole?
Odpowiedź przyszła tak, jak czasem wraca świadomość, gdy człowiek budzi się z głębokiego snu, powoli, ale z nieubłaganą siłą sunącego lodowca. Wiem, co to za truchła. I wiem, że nie powinno ich tam być.
Oderwał dłonie od drewna, konstatując z pewnym rozbawieniem, że udało mu się zostawić na nim wyraźne zgłębienie. Nagle połamane maszty i ślady walki widoczne w dole stały się zrozumiałe i jasne. Znam ten okręt, pomyślał, Oum nie podał mi jego imienia, lecz jeden z awenderi Pana Bitew negocjował kiedyś na jego pokładzie warunki rozejmu z Nieśmiertelną Flotą. Z Wędrowcami, jak ich wtedy nazywano – poprawił się.
Po początkowych zwycięstwach myślano, że Wędrowcy odpłynęli poza krawędź świata i czasu, ale gdy okazało się, że część została, uznano, że lepiej się z nimi dogadać, niż walczyć. Negocjacje odbyły się na jego… jej pokładzie. Nocna Perła. Tak się nazywa ten statek. Pan Mórz… zanim jego awenderi odmówili zjednoczenia i po bratobójczej walce odrodzili się jako Bliźnięta, zaprosił Naczynia kilku swoich braci i sióstr na te rozmowy. Nocna Perła była największym okrętem, jaki został, nieformalnie dowodziła resztą Floty… Rozmowy były twarde, ale honorowe i szczere…
Altsin postanowił, że będzie sceptycznie podchodził do tych wspomnień.
Nie, żeby nie wierzył w obraz wydarzeń sprzed wieków, ale honor i szczerość były ostatnimi rzeczami, z jakimi przystępowano wtedy do wszelkich negocjacji. Pamiętał posiłek z ryb i owoców morza oraz wino o posmaku smoły i wodorostów. W czasach, zanim oddalili się od siebie na tyle, że utworzyli osobne byty, awenderi Pana Bitew wymieniali się między sobą wspomnieniami, bo tak było łatwiej i szybciej. Złodziej poczuł szczere rozbawienie tym, że Bitewna Pięść lepiej zapamiętał smak morskiego wina niż sam przebieg rozmów.
Ale te zakończyły się sukcesem, bo więcej nie walczono z Nieśmiertelną, pozwolono jej pływać po oceanach, korzystać z darów mórz, czasem wynajmowano do pomocy w transporcie oddziałów.
Nocna Perła…
Porzucili cię na śmierć, prawda?
Okaleczyli i zostawili. Jak chorą sztukę bydła.
— Chciałbym im się przyjrzeć z bliska — mruknął.
— W sumie to żaden problem. — Podoficer machnął ręką i zwój liny poleciał na dół. — Umiesz po tym schodzić?
Altsin zawiesił wzrok na wytatuowanej twarzy, czując nagły chłód w żyłach.
— No proszę, najpierw poczęstunek, potem mocna wódka, nie tyle, bym się upił, ale tyle, bym zapomniał o zdrowym rozsądku, po czym pokazujesz mi coś, co ma mnie zaciekawić. I nawet lina do zejścia czeka pod ręką.
Tym razem uśmiech dziesiętnika wyglądał na szczery.
— A widzisz. Teraz wiadomo, dlaczego to ty, a nie ja, jesteś czarownikiem. Taka sprytna z ciebie bestia, że aż strach.
Bestia? Ha, Ha… żebyś wiedział, żołnierzu.
— Nie musisz schodzić, jeśli nie chcesz. A wódka była tylko poczęstunkiem. — Rudy porucznik podszedł do nich, pobrzękując kolczugą. — A my potrzebujemy maga, bo jedyny, jakiego mam, do niczego się nie nadaje.
Stojąca kilkanaście kroków od nich blondynka musiała mieć doskonały słuch, bo syknęła i pokazała oficerowi obraźliwy gest.
— Skąd wiesz, że ja się do czegoś przydam?
— Przewędrowałeś kawał Północy, przepłynąłeś wiele mil w skradzionej aherskiej łodzi, ocaliłeś moich ludzi. I nie wmówisz mi, że twoja gildia wysłała w tak niebezpieczną podróż kogoś, kto nie potrafi użyć magii do obrony. Nieważne, aspektowanej czy nie.
No, tu go miał. Jeśli złodziej nie chciał zaplątać się zbyt mocno we własną bajeczkę, mógł tylko przytaknąć.