Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 157 158 159 160 161 162 163 164 165 ... 210
Перейти на страницу:

— Na­karm ich. Gdy będą jeść, opo­wiedz co i jak. Po­tem niech znaj­dą so­bie broń. Gdy zej­dzie­my na dół, zo­sta­ną tu na stra­ży.

— Roz­kaz, pa­nie po­rucz­ni­ku.

Do­pie­ro w tej chwi­li do Alt­si­na do­tar­ło, że wszy­scy na po­kła­dzie są uzbro­je­ni. I cisi, spo­koj­ni, skon­cen­tro­wa­ni jak przed bi­twą. Niby byli żoł­nie­rza­mi, więc nie po­win­no go dzi­wić, że no­si­li heł­my, łu­sko­we zbro­je, kol­czu­gi, prze­szy­wa­ni­ce, sza­ble, mie­cze i to­po­ry… Ale spo­sób, w jaki się po­ru­sza­li, jak wy­mie­nia­li spoj­rze­nia albo co rusz spraw­dza­li broń i po­pra­wia­li pan­ce­rze… Na do­da­tek kil­ka tarcz no­si­ło śla­dy nie­daw­nej wal­ki, szra­my i wgnie­ce­nia były świe­że, świe­ci­ły ja­snym drew­nem. I co naj­mniej czte­rech straż­ni­ków zo­sta­ło ran­nych, krew na opa­trun­kach nie zdą­ży­ła jesz­cze skrzep­nąć.

Cho­le­ra… znów pa­trzył na świat, jak­by uro­dził się w obo­zie woj­sko­wym, a za­miast pie­lu­chy uży­wał sta­rej kol­czu­gi.

Bez wąt­pie­nia cały od­dział bił się nie­daw­no. I znów szy­ko­wał się do wal­ki. Zej­dzie­my na dół, po­wie­dział ofi­cer. Czy­li gdzie? Znaj­do­wa­li się na ru­fo­wym kasz­te­lu, któ­ry bez wąt­pie­nia był naj­wyż­szym punk­tem okrę­tu… Za­mie­rza­li zejść na niż­szy po­kład? Po co?

— Za­zwy­czaj jak lu­dzie wi­dzą nas pierw­szy raz, mó­wią, że wy­glą­da­my jak ban­da zbó­jów.

Drgnął, za­sko­czo­ny. Nie za­uwa­żył, kie­dy rudy po­rucz­nik do nie­go pod­szedł. A po­wi­nien, bo Me­ekhań­czyk miał na so­bie tyle że­la­za, że wy­star­czy­ło­by na ba­last dla nie­wiel­kie­go okrę­tu. Kol­czu­ga, hełm, tar­cza, pas z mie­czem, szty­let… Za­po­wiedź prze­mo­cy wy­ku­ta w zim­nym me­ta­lu wspar­ta była przez ten szcze­gól­ny wy­raz sku­pie­nia, któ­ry zło­dziej wi­dział w oczach wszyst­kich żoł­nie­rzy.

— Na dru­gi i trze­ci rzut oka wca­le nie wy­glą­da­cie le­piej. — Alt­sin de­mon­stra­cyj­nie zmie­rzył ofi­ce­ra wzro­kiem. — Szy­ku­je­cie się na woj­nę?

— Być może. Ale nie o tym chcia­łem za­ga­dać. Prze­pra­szam, że nie pod­sze­dłem od razu, i dzię­ku­ję za oca­le­nie mo­ich lu­dzi.

— Nie ma za co. Je­stem…

— Sły­sza­łem. — Ru­dzie­lec uniósł dłoń. — Za­nim cię wcią­gnę­li­śmy na górę, Ges­sen zdą­żył po­wie­dzieć kil­ka słów o wa­szym spo­tka­niu. I o to­bie. Więc je­steś cza­row­ni­kiem z mia­sta na za­chod­nim wy­brze­żu.

— Tak, to ja. A ty je­steś do­wód­cą ban­dy zbi­rów. — Alt­sin wska­zał na krę­cą­cych się wo­kół żoł­nie­rzy.

— Zga­dza się. — Ofi­cer wy­cią­gnął rękę. — Ken­neth-lyw-Da­ra­wyt. Po­rucz­nik Szó­stej Kom­pa­nii Szó­ste­go Puł­ku Gór­skiej Stra­ży z Be­len­den.

Uści­snę­li so­bie dło­nie.

— Żo­łądź.

— Wiem. Ges­sen po­wie­dział, że ka­za­łeś się tak na­zy­wać.

— Taki zwy­czaj. W mo­ich stro­nach jak pa­rasz się ma­gią, to nie zdra­dzasz swo­je­go imie­nia.

— Dziw­ne. Ale nie dziw­niej­sze niż wie­le rze­czy, o któ­rych sły­sza­łem. Ja­kich aspek­tów uży­wasz?

Alt­sin mógł rzu­cić do­wol­ną na­zwę. Mięk­ki Pia­sek, Czar­ny Pył albo Pierd­nię­cie Muła. Aspek­tów były set­ki, nie­któ­rzy mó­wi­li na­wet o ty­sią­cach, i cza­sem no­si­ły one róż­ne na­zwy w róż­nych czę­ściach świa­ta. Więc nikt, może poza uczo­ny­mi spę­dza­ją­cy­mi całe ży­cie w księ­gach, nie zdo­łał­by zwe­ry­fi­ko­wać, czy zło­dziej kła­mie.

Za­miast tego wzru­szył ra­mio­na­mi. Był zbyt zmę­czo­ny, by znów kon­fa­bu­lo­wać coś na po­cze­ka­niu, a po­tem pa­mię­tać, co na­z­my­ślał.

— Tych i owych. Moja gil­dia nie zdra­dza swo­ich se­kre­tów byle komu. — Zło­dziej cof­nął się o krok i za­ło­żył ręce na pier­si.

Do cho­le­ry, cze­mu znów to ro­bię? Póki tyl­ko no­sił du­szę Bi­tew­nej Pię­ści, na­wie­dza­ły go cu­dze emo­cje i wspo­mnie­nia, a cza­sa­mi od­kry­wał, że pa­trzy na świat w inny spo­sób niż zwy­kły rze­zi­mie­szek, lecz po­tra­fił to od­róż­nić od wła­sne­go, por­to­wo-zło­dziej­skie­go ja. Ale te­raz? Gdy ob­jął du­szę boga? No do­bra, tyl­ko jej frag­ment, ale za to jaki wred­ny. Już tego nie umiał. Ro­bił lub mó­wił pew­ne rze­czy tak, jak­by były czę­ścią jego oso­by od za­wsze.

Co wła­ści­wie chciał osią­gnąć, pro­wo­ku­jąc tego ofi­ce­ra?

Od­po­wiedź przy­szła sama. Mógł… nie, mu­siał się prze­ko­nać, z kim ma do czy­nie­nia. Jak po­rucz­nik re­agu­je na za­czep­ki, ja­kie ma sła­bo­ści, czy po­tra­fi nad sobą za­pa­no­wać…

Po co mu była ta wie­dza?

Bo ja­kaś głę­bo­ko scho­wa­na część jego no­wej, dzie­lo­nej z Bi­tew­ną Pię­ścią du­szy od­ru­cho­wo trak­to­wa­ła każ­de­go, kto nosi broń, jak po­ten­cjal­ne­go so­jusz­ni­ka lub wro­ga. A jed­nych i dru­gich trze­ba do­brze po­znać.

De­li­kat­ne skrzy­wie­nie warg było wszyst­kim, co zdo­łał uzy­skać.

— Nie będę się z tobą kłó­cił, cza­row­ni­ku. Nie mam na to cza­su ani ocho­ty. Oca­li­łeś mo­ich lu­dzi, więc mam u cie­bie dług, ale nie pró­buj spraw­dzać, jak wiel­ki. Za­cznij­my od rze­czy naj­waż­niej­szych. Głod­ny?

Cho­le­ra, czy był głod­ny? Zjadł­by pie­czo­ne­go wołu, za­gry­za­jąc wor­kiem pra­żo­ne­go gro­chu z bocz­kiem.

— Odro­bi­nę.

* * *

Do­stał su­szo­ne mię­so, su­cha­ry i, cóż za nie­spo­dzian­ka, garść su­szo­nych owo­ców. Cho­le­ra, to były naj­lep­sze rze­czy, ja­kie jadł w ży­ciu. Gdy je­den z żoł­nie­rzy szturch­nął go jesz­cze w ra­mię ma­nier­ką do po­ło­wy peł­ną wód­ki, Alt­sin go­tów był umrzeć ze szczę­ścia.

— Pij. Ale z umia­rem. Po ta­kim po­ście go­rzał­ka szyb­ko ude­rza do gło­wy. — Straż­nik wy­krzy­wił wy­ta­tu­owa­ną twarz w przy­ja­znym uśmie­chu. — Var­henn Ve­ler­gorf. Dzie­sięt­nik. Mogę klap­nąć obok?

Zło­dziej mach­nął ręką, za­ję­ty pró­bą zła­pa­nia tchu. Ależ to cho­ler­stwo było moc­ne. I do­bre. Kie­dy zni­kło wra­że­nie, że ktoś zga­sił mu po­chod­nię w gar­dle, po­ja­wiał się de­li­kat­ny po­smak dymu i owo­ców. I ocho­ta na ko­lej­ną por­cję. Cze­mu nie?

— Ostroż­nie mó­wię. Jak nie ja­dłeś od kil­ku dni, pad­niesz mi tu za­raz i bę­dziesz chra­pał. — Dzie­sięt­nik ode­brał mu ma­nier­kę w po­ło­wie łyku, po­trzą­snął i z wy­raź­nym uzna­niem ski­nął gło­wą. — No, no. Po­tra­fisz nie­źle gol­nąć. Gra­tu­la­cje. Ale na­wet mnie ta go­rza­ła po­sy­ła do łóż­ka na całą noc, a ty, wy­bacz, nie wy­glą­dasz na tęgą gło­wę.

Wo­kół nich wsz­czął się bar­dziej zor­ga­ni­zo­wa­ny ruch, żoł­nie­rze prze­sta­li snuć się ner­wo­wo, ze­bra­li w gru­py po czte­rech, pię­ciu lu­dzi. Ci, któ­rzy mie­li małe tar­cze, za­kła­da­li je na ra­mio­na, cięż­kie za­rzu­ca­no na ple­cy, część kusz­ni­ków na­pi­na­ło i ła­do­wa­ło broń. Alt­sin nie sły­szał prze­ka­zy­wa­nych pół­gło­sem roz­ka­zów, ale jed­no było ja­sne. Za­raz coś za­cznie się dziać.

— Idzie­cie na dół? — rzu­cił lek­ko, li­cząc, że pod­ofi­cer coś chlap­nie.

— Za kil­ka mi­nut. — Gó­ral po­dra­pał się po si­wej czu­pry­nie, de­mon­stru­jąc po­kry­te za­wi­ły­mi ry­sun­ka­mi grzbie­ty dło­ni. — Mamy kil­ka spraw do za­ła­twie­nia.

1 ... 157 158 159 160 161 162 163 164 165 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)