Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 157 158 159 160 161 162 163 164 165 ... 236
Перейти на страницу:

Nie tylko Egwene szybko znużyły powtarzane w kółko argumenty i kontrargumenty, roztrząsane detale i odrzucanie kolejnych propozycji, aż nie zostawała żadna sensowna i trzeba było zacząć dyskusję od początku. Zwykłe Aes Sedai odchodziły od swoich miejsc za ławkami, gdzie zastępowały je inne siostry, które również po kilku godzinach odchodziły. Gdy Sheriam wypowiedziała w końcu rytualne stwierdzenie: „Teraz odejdźcie w Światłość”, zapadła już noc, a w namiocie oprócz Egwene i Zasiadających pozostało jedynie parę tuzinów sióstr, z których wiele wyglądało na tak zmęczone, jakby je ktoś przepuścił przez wyżymaczkę niczym mokre pościele. Mimo tych wielogodzinnych obrad Zasiadające niczego nie postanowiły, toteż żeby coś zdecydować, będą się musiały spotkać ponownie.

Amyrlin wyszła na zewnątrz. Blady półksiężyc wisiał na aksamitnie czarnym niebie upstrzonym lśniącymi gwiazdami, powietrze zaś było przenikliwie zimne, toteż Egwene podczas wydechów wyrzucała z ust słabe obłoki mgły. Opuszczała Komnatę, z lekkim uśmiechem słuchając rozpraszających się za nią Zasiadających; Aes Sedai nadal się sprzeczały. Komanda i Lelaine szły wprawdzie obok siebie, jednak Żółta podnosiła wysoki, dźwięczący głos niemal do krzyku, a Błękitna nie pozostawała jej dłużna. Skazane na swoje towarzystwo zazwyczaj się kłóciły, po raz pierwszy wszakże Amyrlin widziała je idące razem, mimo iż nie istniały ku tej bliskości żadne szczególne powody. Sheriam bez przekonania ofiarowała się pójść po raport w sprawie napraw wozów i paszy, o który Amyrlin prosiła tego ranka, lecz nie kryła ulgi, kiedy Egwene, popatrzywszy w zmęczone oczy Opiekunki, odesłała ją do łóżka. Kobieta pospiesznie więc dygnęła i pobiegła w noc, otulając się płaszczem. W większości namiotów panował mrok; wszystkie rzucały w świetle księżyca cienie. Niewiele sióstr kładło się spać późno po zmroku, zwłaszcza że obóz nigdy nie miał dużych zapasów nafty i świec.

Na razie zwłoka ogromnie odpowiadała Amyrlin, choć nie tylko z jej powodu dziewczyna błyskała wesołym uśmiechem. W którymś momencie całej tej kłótni całkowicie przeszedł jej bowiem ból głowy. Dziś w nocy na pewno nie będzie miała żadnych trudności z zaśnięciem. Masaże Halimy zawsze jej pomagały, a jednak po nich zwykle przytrafiały jej się niepokojące sny. No cóż, ogólnie rzecz biorąc, rzadko śniło jej się coś przyjemnego, lecz sny po masażach były mroczniejsze niż wszystkie inne. W dodatku, dziwnym trafem, Egwene nie potrafiła ich zapamiętać; po przebudzeniu towarzyszyła jej jedynie świadomość, że były ponure i przykre. Niewątpliwie wpływała na nie jakaś pozostałość przedtem odczuwanego bólu, którego palce Halimy nie dosięgły, więc nie mogły ukoić. Tyle że sam fakt ich zapominania niepokoił Egwene, która wcześniej nauczyła się pamiętać każdy sen. Musiała każdy pamiętać! Logicznym wydał jej się zatem wniosek, że dziś w nocy, ponieważ wcale nie odczuwa bólu, zaśnie bez najmniejszego trudu i nie przyśnią jej się koszmary, ale sny, które zapamięta.

Podobnie jak Komnata i gabinet Amyrlin, jej prywatny namiot stał na małej polanie, a prowadziło do niego osobne, drewniane przejście. Najbliższe namioty dzieliło od jej siedziby tuzin piędzi, dzięki czemu Egwene al’Vere zyskiwała nieco prywatności. Przynajmniej tak brzmiało oficjalne uzasadnienie dla tej odległości. Amyrlin w nie wierzyła, zresztą nie przywiązywała do niego wagi. Jej namiot nie był duży, ściany boczne miały długość zaledwie czterech kroków, toteż wewnątrz panowała ciasnota. Pod jedną ze ścian stały cztery skrzynie z mosiężnymi okuciami, pełne ułożonych w stos części garderoby, dalej znajdowały się dwa wąskie łóżka i jeden niewielki okrągły stolik, jeszcze dalej spiżowy kosz z płonącymi węglami, szafka z miednicą, stojące lustro i jedno z nielicznych prawdziwych krzeseł w obozie. Ten zwyczajny mebel, ozdobiony małą prostą rzeźbą, zajmował oczywiście zbyt dużo miejsca, był wszakże bardzo wygodny i stanowił wielki luksus, ilekroć Egwene chciała usiąść z podkurczonymi nogami i poczytać, gdy znalazła czas na czytanie dla przyjemności. Na drugim łóżku sypiała zwykle Halima i Amyrlin zaskoczyło, że dzisiejszej nocy nie dostrzegła na nim kobiety; Halima nie czekała na nią. Namiot nie był jednakże pusty.

— Poza chlebem na śniadanie nic nie jadłaś, Matko — odezwała się Chesa łagodnie oskarżycielskim głosem, dostrzegłszy Egwene w progu. Nieco przytęgawa służąca Amyrlin w nijakiej szarej sukience siedziała na stołku i cerowała pończochy przy świetle olejowej lampy. Była ładną kobietą, bez jednego siwego włosa, tym niemniej Egwene czasem odnosiła wrażenie, że zatrudnia Chesę od zawsze, a nie tylko od Salidaru. Kobieta na pewno miała też wszystkie narowy starej służącej, łącznie z „prawem” do besztania swej pani. — O ile wiem, w południe nic kompletnie nie zjadłaś — kontynuowała Chesa, podnosząc śnieżnobiałą jedwabną pończochę i przypatrując się łacie, którą właśnie naszyła na pięcie. — Kolacja zaś stoi zimna na stole przynajmniej od godziny. Nikt mnie o to nie zagadnął, jednak gdyby mnie spytali, jako przyczynę twoich migren wskazałabym ciągłe głodzenie się. Jesteś o wiele za chuda.

Po tych słowach w końcu odłożyła pończochę na wierzchołek sterty pocerowanych ubrań i podniosła się, aby wziąć od Egwene płaszcz. Natychmiast zawołała, że Amyrlin jest zimna jak lód, po czym dodała, że jej zdaniem także z tego powodu często boli ją głowa. Aes Sedai potrafiły wprawdzie ignorować przesadne zimno lub nieprzyjemne gorąco, ich ciała wszakże — niezależnie od tej umiejętności — na pewno doświadczały chłodu lub upału. W opinii służącej siostry powinny zatem ubierać się cieplej. I nosić czerwone stroje. Wszyscy wiedzą, że czerwień jest kolorem najcieplejszym. Jedzenie miało również pomagać. Człowiek z pustym brzuchem zawsze drży. Tak mówiła, choć przecież nigdy nie widziała drżenia swej pani.

— Dziękuję ci, Matko — rzuciła Egwene lekko szyderczym tonem, za co otrzymała ciche parsknięcie śmiechu. I zaszokowane spojrzenie. Mimo wszystkich swoich przywar Chesa tak pedantycznie podchodziła do kwestii wszelkich stosowności, że Aledrin wydawała się przy niej osobą wręcz swobodną. W każdym razie duchowo, jeśli nie dosłownie. — Dzięki tej twojej herbacie nie cierpiałam dzisiejszego wieczoru z powodu bólu głowy. — Może rzeczywiście migrena jej minęła właśnie po wypiciu dziwnej mikstury. Choć płyn smakował podle, jako kuracja nie był gorszy niż siedzenie na trwającym ponad pół dnia zebraniu Komnaty. — I wcale nie jestem szczególnie głodna, naprawdę. Wystarczy bułka.

Niestety cała sytuacja nie była taka prosta. Relacje między panią i służącą rzadko zresztą bywają łatwe. Służąca żyje bardzo blisko swojej pani, więc widuje ją w jej najgorszych momentach, jest świadkiem większości jej błędów i zna wszystkie jej słabostki. Nie sposób czegoś przed nią ukryć, nie sposób zachować prywatności.

Chesa mamrotała coś pod nosem i gderała przez cały czas, kiedy pomagała się Egwene rozebrać, aż w końcu Amyrlin — spowita w prezent od Anaiyi: szatę z czerwonego (oczywiście!) jedwabiu, obrzeżoną bujną murandiańską koronką i przyozdobioną haftami w kształcie letnich kwiatów — ustąpiła i zasiadła przed małym okrągłym stolikiem, a służąca zdjęła lniany obrusik przykrywający zawartość stojącej przed Egwene tacy.

Zimny gulasz z soczewicy miał postać zgęstniałej masy w misce, jednak choć nie wyglądał apetycznie, po zjedzeniu pierwszej łyżki Amyrlin odkryła, że rzeczywiście zgłodniała. Zjadła potrawę w całości, po czym ogołociła sąsiedni talerz z białego sera pleśniowego poprzerastanego błękitnymi żyłkami, nieco już wyschniętych oliwek i dwóch chrupiących, brązowych bułek (chociaż z obu musiała uprzednio wybrać martwe wołki zbożowe). Ponieważ nie chciała zbyt szybko zasnąć, wypiła tylko jeden puchar przyprawionego wina, które także należałoby ponownie zagrzać i po którym pozostał jej w ustach nieco gorzki smak. Na widok oczyszczonej z jedzenia tacy Chesa wreszcie się rozpromieniła i kiwała z aprobatą głową. Sama Egwene zaś, oceniając spojrzeniem talerze, na których pozostały jedynie pestki po oliwkach i nieco okruszków, zrozumiała, że służąca miała rację, ona zaś naprawdę była głodna.

1 ... 157 158 159 160 161 162 163 164 165 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)