Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 156 157 158 159 160 161 162 163 164 ... 236
Перейти на страницу:

— Niniejszym, zgodnie z wolą wyrażoną przez mniejszą zgodę — zawiadomiła niepewnym głosem — obwieszczam, że będziemy szukać porozumienia... z Czarną Wieżą. — Wzięła potężny wdech, wyprostowała się do swego pełnego wzrostu, a jej głos odzyskał siłę. Świetnie się wszak znała na swoim zadaniu. — W interesie jedności, proszę o wyrażenie większej zgody.

To wezwanie miało swoją siłę. Nawet w sprawach, które można było postanowić poprzez mniejszą zgodę, zawsze preferowana była jednomyślność, toteż za każdym razem do niej dążono. Osiągnięcie konsensusu mogło zająć godziny, a nawet dni, jednak Zasiadające nie ustawały w wysiłkach, aż każda z nich albo wyraziła zgodę, albo uzasadniła swoją odmowę w sposób jednoznacznie sugerujący, że tej zgody udzielić danej sprawie nie może. Było to zatem naprawdę potężne wezwanie — takie, które docierało do każdej dosłownie siostry.

Delana natychmiast się podniosła — niczym kukiełka szarpnięta przez kogoś w górę — i stanęła prosto, nie rozglądając się wokół siebie.

— Nie mogę wyrazić zgody — wtrąciła Takima, wbrew wszelkim dobrym obyczajom. — Niezależnie od wszystkich słów, które tu padną, obojętnie jak długo będziemy tu siedzieć, nie mogę wyrazić zgody i jej nie wyrażę! Nie zgadzam się!!

Nikt więcej nie wstał. Och, Faiselle przesunęła się w ławce, może nawet na wpół się podniosła, jednak tylko poprawiła szal, po czym znów lekko się poderwała, lecz nie wstała. Inne zachowywały się podobnie. Saroiya zagryzała kłykieć z wyrazem przerażenia na twarzy, Varilin zaś przybrała minę osoby, którą ktoś właśnie zdzielił młotkiem między oczy. Magla chwyciła końce swojej ławki, z całych sił starając się zachować pozycję siedzącą i wpatrzyła się posępnie w leżące przed nią dywany. Bezspornie zdawała sobie sprawę z płonących gniewem oczu, którymi Romanda wpijała jej się w kark, ale pod wpływem tego spojrzenia jedynie zgarbiła ramiona.

Takima powinna zakończyć tę sprawę. Nie było sensu szukać większej zgody, skoro siostry zapewniały, że nie przyjmą propozycji porozumienia. Egwene wszakże zdecydowała się odstąpić od protokołu i zadać niestereotypowe pytanie.

— Czy któraś z Zasiadających uważa, że z tego powodu musi porzucić swój urząd? — spytała głośno i wyraźnie. Namiot wypełniły odgłosy gwałtownego nabierania powietrza, natomiast sama Amyrlin wstrzymała oddech. Takie pytanie mogło rozbić tę Komnatę, Egwene uznała wszakże, iż woli mieć jasny obraz sytuacji. No i lepiej teraz niż później. Saroiya popatrzyła na nią wściekle, lecz się nie poruszyła. — Zatem kontynuujmy — podjęła Amyrlin. — Spokojnie i powoli. Zajmie nam nieco czasu staranne ustalenie, kto ma wyruszyć do Czarnej Wieży i co powinien tam powiedzieć. — Pora, by Egwene zaplanowała odpowiednie zabezpieczenia. O Światłości, nieźle się będzie musiała namęczyć, jeśli chce sobie poradzić z tą sprawą. — Po pierwsze, macie jakieś propozycje co do naszej... delegacji?

20

W nocy

Na długo przed końcem zebrania pośladki Egwene — mimo iż podłożyła sobie pod nie w pewnym momencie złożony w kostkę płaszcz — całkiem zdrętwiały od siedzenia na twardej, drewnianej ławce. A od wysłuchiwania niekończących się argumentów podczas dyskusji dziewczynę aż rozbolały uszy. Sheriam, zmuszona stać, zaczęła się w pewnym momencie kręcić i wyraźnie rozglądała się za krzesłem. O mało nie usiadła gdzieś na dywanach. Decyzja należała do Egwene — gdyby postanowiła wyjść, uwolniłaby i siebie, i Opiekunkę. Nikt nie wymagał na zebraniu obecności Amyrlin, a jej komentarzy Zasiadające wysłuchiwały jedynie z uprzejmości, po czym i tak postępowały wedle własnych upodobań. Niezależnie od sytuacji i wagi problemów Komnata nigdy nie pozwoli Amyrlin przejąć kontroli i podejmować decyzji. Tak, tak, Egwene mogła wyjść w każdej chwili — najlepiej podczas najdrobniejszej choćby przerwy w dyskusji — wolała jednak tego nie robić. Bała się, że jeśli opuści posiedzenie, następnego ranka Zasiadające postawią ją przed faktem dokonanym, czyli przed szczegółowym planem i starannie spisanym dokumentem, który będzie musiała przeczytać, jeśli zechce się dowiedzieć, co zaszło w dalszej części zebrania. Przynajmniej na początku się tego obawiała...

Już nie zaskakiwały jej długie przemowy. Gdy jedna Zasiadająca mówiła, pozostałe — zwłaszcza przeciwniczki propozycji, czyli Magla, Saroiya, Takima, Faiselle i Varilin — jawnie się denerwowały. Och, wszystkie przyjęły decyzję Komnaty, przynajmniej z pozoru ją przyjęły. Nie miały zresztą innego wyjścia, gdyż w przeciwnym razie musiałyby zrezygnować z pełnionej funkcji. Komnata czasem wymagała konsensusu, czasami natomiast — jeśli nie był możliwy do osiągnięcia — zadowalała się zgodą większości, od pozostałych Zasiadających zaś wymagała jedynie, aby nie przeszkadzały i nie utrudniały jej działalności. W tym sęk. Jak dokładnie mogły przeszkadzać Zasiadające? Żadna z pięciu przeciwniczek nie wypowiadała się oczywiście przeciwko Zasiadającej reprezentującej własną Ajah, jednak pozostałe cztery zrywały się, ilekroć jakaś Zasiadająca wracała do swojej ławki, a cała piątka robiła to, jeżeli Zasiadająca należała do Błękitnych. A każda, której udzielono głosu, przemawiała bardzo przekonująco, sugerując, że stwierdzenia poprzedniej mówczyni były zupełnie niewłaściwe i mogą nawet doprowadzić do katastrofy. Nie, zdaniem Egwene nie doszło do jawnej zmowy. Siostry przyglądały się sobie nawzajem tak ostrożnie jak zawsze, a patrząc na siebie, marszczyły brwi równie często, a może nawet częściej niż zazwyczaj. Najwyraźniej nic się nie zmieniło — jedna wciąż nie ufała drugiej.

Zasiadające nie potrafiły osiągnąć jednoznacznych ustaleń w żadnej szczegółowej kwestii. Spierały się co do liczby sióstr, którą należy wysłać do Czarnej Wieży, liczby reprezentantek każdej Ajah, a także tego, kiedy powinny te siostry wysłać, czego mają tam one zażądać, na co wolno im się będzie zgodzić, a jakie propozycje muszą bez wahania odrzucić. W sprawie tak delikatnej byle błąd mógł prowadzić do katastrofy. Na dodatek każda Ajah z wyjątkiem Żółtych uważała się za jedyną upoważnioną do poprowadzenia misji — od Kwamesy, która upierała się, że celem jest negocjacja traktatu (albo coś w tym rodzaju), po Escaralde twierdzącą, że wiedza historyczna jest w takim bezprecedensowym przedsięwzięciu koniecznością. Berana natomiast zauważyła, że porozumienie tej natury wymaga maksymalnie racjonalnego podejścia; kontakty z Asha’manami na pewno bowiem rozpalą namiętności, co bez wątpienia doprowadzi do katastrofy, gdyż Aes Sedai może uratować jedynie zimna logika. Mówiąc o tym, Berana w gruncie rzeczy sama coraz bardziej się gorączkowała. Romanda chciała powierzyć przywództwo wyprawy Żółtym, a ponieważ nikt nie podejrzewał szczególnej potrzeby Uzdrawiania, uparcie twierdziła, że tylko one potrafią zachować konieczny w tej sytuacji spokój i nie zapomną o sensie i celu misji.

Zasiadające w imię tej samej Ajah popierały wzajemne stanowiska, a może raczej nie przeciwstawiały się sobie otwarcie, żadne dwie Ajah nie były zaś chętne zgodzić się w jakiejkolwiek kwestii poza stwierdzeniem, iż rzeczywiście należy wysłać ambasadorki do Czarnej Wieży. Siostry nie potrafiły nawet ustalić, czy nazwać przedstawicielki misji delegacją, choć początkowo większości to miano odpowiadało. Moria, która wszak sama przedstawiła propozycję nazwy, po jakimś czasie wyglądała na zaskoczoną, ilekroć padło to słowo.

1 ... 156 157 158 159 160 161 162 163 164 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)