Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 155 156 157 158 159 160 161 162 163 ... 236
Перейти на страницу:

Zapadła cisza. Milczały przynajmniej wszystkie siostry poza Sheriam, która stała zgarbiona w odległości paru stóp od Egwene; Opiekunce trzęsły się ramiona i kobieta najwyraźniej nie potrafiła zapanować nad płaczem.

W tym momencie Romanda westchnęła ciężko.

— Może uda nam się rozszerzyć kręgi na tyle, ażeby sprzeciwić się Przeklętym — oznajmiła cicho. Jakimś sposobem dzięki spokojnej, niegłośnej wypowiedzi jej słowa zyskały większą wagę, niż gdyby je wykrzyczała. — I być może zdołamy zapanować nad Asha’manami. Ale nie zapomnijcie o małym słówku „może”. W obu kontekstach.

— Kiedy toniesz — odparowała Moria równie cicho — chwytasz się każdej płynącej w pobliżu gałęzi, nawet gdy nie masz pewności, czy jest wystarczająco gruba i utrzyma twój ciężar. Jednakże póki jej nie chwycisz, nie przekonasz się o tym. Mówiąc obrazowo, Romando, woda nie zalała nas jeszcze całkowicie, tym niemniej toniemy. Toniemy!

Znów zapadło milczenie, tylko Sheriam pochlipywała. Czyżby naprawdę nie potrafiła się opanować?! Żadna z Zasiadających nie przybrała uprzejmej miny, nawet Moria, Malind czy Escaralde. Nie czekała ich żadna miła perspektywa. Odcień twarzy Delany stał się zdecydowanie zielonkawy. Egwene zaczęła się zastanawiać, która zemdleje pierwsza: ona czy Sheriam.

Amyrlin wstała ponownie, zamierzając zadać wymagane w takiej sytuacji pytanie. Niezależnie od sensowności sugestii, nawet jeśli była ona nie do pomyślenia, Zasiadająca na Tronie Amyrlin powinna postępować zgodnie z rytuałem. Może właśnie wtedy bardziej niż kiedykolwiek.

— Kto chce się wypowiedzieć przeciwko tej propozycji?

Przez chwilę nikt się nie odzywał, chociaż Zasiadające zapanowały już nad sobą w stopniu dostatecznym i znowu potrafiły przestrzegać protokołu. Kilka z nich ruszyło się natychmiast, jednak jako pierwsza wstała Magla, wówczas wiele Aes Sedai rozsiadło się wygodniej i przysłuchiwało jej mowie, nie okazując najmniejszego zniecierpliwienia. W ślady Magli podążyła Faiselle, po niej podniosła się z miejsca Varilin. Wtedy wstała Saroiya, wreszcie przemówiła także Takima. Każda z tych sióstr wyłuszczała swe argumenty długo i szczegółowo, Varilin i Saroiya o mało nie przekroczyły dopuszczalnego czasu. Każda użyła całej posiadanej elokwencji. A miały jej sporo, nikt bowiem nie docierał do krzesła Zasiadającej, jeśli brakowało mu sugestywności lub nie opanował wystarczająco sztuki krasomówstwa. Mimo to wkrótce stało się jasne, że Zasiadające się powtarzają, choć używały innych słów.

Żadna nie wspomniała o Przeklętych czy ich broni. Tematem wszystkich wypowiedzi była jedynie Czarna Wieża. Czarna Wieża i Asha’mani. Czarną Wieżę Aes Sedai uważały za prawdziwe nieszczęście swego świata i określały ją mianem zagrożenia równie wielkiego jak Ostatnia Bitwa. Sama nazwa zasugerowała wszak związki z Cieniem, no i stanowiła drwinę z określenia „Biała Wieża”. A tak zwani Asha’mani? Żadna Zasiadająca nie użyła tego słowa bez dodania właśnie epitetu „tak zwani” lub bez szyderczego tonu. Słowo „Asha’man” oznaczało w Dawnej Mowie opiekuna albo obrońcę, a ci mężczyźni zdaniem wypowiadających się sióstr bez wątpienia nie mieli prawa używać takiego miana. Tak zwani Asha’mani byli przecież mężczyznami posiadającymi zdolność przenoszenia Mocy! A zatem mężczyznami skazanymi na obłęd, o ile wcześniej nie zabije ich męska połowa Mocy. Byli szaleńcami władającymi tą Mocą! Od Magli po Takimę, kolejne przemawiające podkreślały ten fakt i nim straszyły. Przez trzy tysiące lat tacy mężczyźni budzili wszędzie przerażenie. A wcześniej wszak doprowadzili do Pęknięcia Świata. To oni zniszczyli świat, obrócili wniwecz zdobycze Wieku Legend i sprowadzili na ziemię pustkę i rozpacz. I z takimi mężczyznami Aes Sedai miały zawrzeć przymierze?! Takich ludzi miały do przymierza zaprosić?! Jeśli tak postąpią, wszystkie narody je przeklną i będą miały słuszność. Jeśli Aes Sedai tak postąpią, będą nimi pogardzały wszystkie inne siostry i racja znajdzie się po ich stronie. Nie można do czegoś takiego doprowadzić. Po prostu nie można!

Kiedy Takima, ostatnia mówczyni, w końcu usiadła, układając starannie szal na ramionach, przybrała nieznaczny, choć całkiem spokojny uśmiech. Dzięki wszystkim przemowom Asha’mani wydawali się teraz jeszcze straszniejsi i jeszcze bardziej niebezpieczni niż Przeklęci i Ostatnia Bitwa razem wzięte. Może nawet stali się bardziej przerażający niż sam Czarny.

Ponieważ Egwene zadała rytualne pytanie, ona musiała teraz zamknąć ten temat, wstała więc i rzuciła:

— Kto jest za porozumieniem z Czarną Wieżą?

Jeśli wcześniej uważała, że w namiocie jest cicho, myliła się. Nawet Sheriam zdołała wreszcie zapanować nad płaczem, chociaż łzy ciągle błyszczały jej na policzkach, teraz jednak przełknęła ślinę i ten odgłos wypełnił namiot, niczym krzyk rozrywając milczenie zapadłe po pytaniu Amyrlin.

Uśmiech Takimy znacząco zbladł, gdy zobaczyła podnoszącą się Janyę, która zerwała się natychmiast po pytaniu Egwene.

— Kiedy toniesz, nawet najcieńsza gałązka jest lepsza niż żadna — oświadczyła Janya. — Wolałabym jej zaufać, niż czekać, aż się utopię.

Janya miała zwyczaj przemawiać wtedy, kiedy nikt jej o to nie prosił.

Po niej podniosła się Samalin i stanęła obok Malind, a następnie — pospiesznie — ze swoich miejsc zerwały się równocześnie Salita, Berana i Aledrin; w ich ślady szybko podążyła Kwamesa. W końcu dziewięć Zasiadających stało w milczeniu i bez ruchu. Egwene uprzytomniła sobie, że zagryza wargę, szybko więc przybrała obojętną minę, mając nadzieję, że nikt niczego nie zauważył. Nadal czuła odcisk własnych zębów na ustach. Och, chyba nie ugryzła się do krwi. Na szczęście żadna z kobiet na nią nie patrzyła. Wszystkie Zasiadające znieruchomiały, wstrzymując oddech.

Romanda siedziała z zadartą głową i, marszcząc brwi, spoglądała na Salitę, która gapiła się prosto przed siebie z twarzą poszarzałą i drżącymi ustami. Taireniańska siostra nie potrafiła ukryć strachu, a jednak podniosła się ze swego miejsca. Romanda powoli kiwnęła głową, po czym — co zaszokowało Egwene — również wstała. Ona także zdecydowała się naruszyć zwyczaje!

— Czasami — oznajmiła, spoglądając wprost na Lelaine — trzeba dokonać czegoś, czego w normalnej sytuacji na pewno byśmy nie zrobiły.

Lelaine bez mrugnięcia okiem wytrzymała spojrzenie siwowłosej Żółtej. Jej twarz wyglądała jak porcelanowa. Kobieta nieco uniosła podbródek i nagle, zupełnie niespodziewanie wstała, zerkając niecierpliwie ku Lyrelle, która przez moment się w nią wpatrywała, po czym również się podniosła.

Wszystkie patrzyły przed siebie. Żadna się nie odzywała.

A zatem się dokonało.

W każdym razie, prawie się dokonało. Amyrlin odchrząknęła, starając się przyciągnąć uwagę Sheriam. Następny krok należał wprawdzie do Opiekunki, niestety Sheriam zajęta była ocieraniem łez z policzków. Robiła to palcami. Spoglądała przy tym wzdłuż ławek, jak gdyby rachowała liczbę stojących Zasiadających i miała nadzieję odkryć, że pomyliła się w obliczeniach. Egwene odchrząknęła głośniej i zielonooka kobieta wreszcie ją usłyszała. Wzdrygnęła się, obróciła i niemo zagapiła na Amyrlin. Minęła jeszcze bardzo długa chwila, która zdała się Egwene wiecznością, zanim Opiekunka Kronik przypomniała sobie o swoich obowiązkach.

1 ... 155 156 157 158 159 160 161 162 163 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)