Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 155 156 157 158 159 160 161 162 163 ... 210
Перейти на страницу:

Luka po­czuł, jak udzie­la mu się pod­nie­ce­nie zgro­ma­dzo­nych męż­czyzn. Nie­uda­ny atak na Po­mwe już się nie li­czył wo­bec per­spek­ty­wy nad­cho­dzą­cej, de­cy­du­ją­cej bi­twy. Gdy ją wy­gra­ją, bę­dzie po wszyst­kim. Nie oprze się im nikt i nic na Po­łu­dniu.

— Do­bra, Pore, złaź. Te­raz ja. — Ka­hel-saw-Kir­hu wsko­czył na stół, ro­zej­rzał się. — Sły­sze­li­ście? Mie­li­śmy w pla­nach zdo­być Po­mwe i do­pie­ro wte­dy roz­pra­wić się z Pa­nią Oka, ale pla­ny mo­że­my zmie­nić. Naj­pierw ko­no­wer­ska ar­mia, po­tem mia­sto. A sko­ro ja na­dal do­wo­dzę, to roz­ka­zy będą ta­kie: puł­ki Lisa, Wil­ka, Wy­żła i Ro­so­ma­ka wy­ru­szą w cią­gu go­dzi­ny, ra­zem z jaz­dą Pore. Za­bie­rze­cie też trze­cią część lek­ko­zbroj­nych i pie­szych zwia­dow­ców. Idzie­cie jako awan­gar­da. Pod­jaz­dy Sło­wi­ków za­pusz­cza­ją się dość da­le­ko przed głów­ną ar­mię, ze­pchnie­cie je w tył.

— Będą wie­dzieć, że nad­cho­dzi­my — ode­zwał się Ram­be-lah-Drum, nowy puł­kow­nik Ro­so­ma­ków.

— I tak się tego do­wie­dzą. Ale nie chcę, żeby od razu się zo­rien­to­wa­li, ilu nas jest. Ob­ser­wo­wa­łem, jak dzia­ła ta ich Pani Oka. Jest ostroż­na. By­naj­mniej nie głu­pia. Za kil­ka go­dzin na­dej­dzie zmrok, a ona nie za­ry­zy­ku­je noc­nej bi­twy z nie­zna­ny­mi si­ła­mi, więc po­cze­ka do rana, żeby nas po­li­czyć. A do rana bę­dzie­my już na po­zy­cjach, oko­pie­my się i zmu­si­my ją do wal­ki na na­szych wa­run­kach. Puł­ki Orła, Ja­strzę­bia, Je­no­ta, Sza­ka­la, Ry­sia i Lwa ru­szą za trzy go­dzi­ny, tak żeby noc ukry­ła nasz marsz. Ra­zem z nimi pój­dzie resz­ta lek­kiej pie­cho­ty i ta­bor. — Zwró­cił się do Olu­we­ra — ile mo­żesz wy­dzie­lić wo­zów?

— Bo­jo­wych? Trzy­sta. I jesz­cze dwie­ście wzmoc­nio­nych na tyle, żeby sta­nąć w dru­giej li­nii. Koni mamy mało.

— Bie­rze­my, ile jest. Puł­ki Dzi­ka, Żu­bra, Ło­sia i Tura pój­dą w tyl­nej stra­ży. Pore przy­dzie­li im set­kę kon­nych goń­ców. Nie chcę żad­nych nie­spo­dzia­nek.

Luka li­czył ze zmarsz­czo­ny­mi brwia­mi. Czte­ry puł­ki przo­dem, sześć w środ­ku i czte­ry z tyłu. Czter­na­ście z szes­na­stu, któ­re z ta­kim tru­dem wy­sta­wi­li, i to te naj­mniej okrwa­wio­ne, z tego co się orien­to­wał. Do tego cała jaz­da, cały ta­bor i pra­wie wszy­scy lek­ko­zbroj­ni.

— To kto zo­sta­je pod mia­stem?

Za­dał to py­ta­nie jed­no­cze­śnie z kil­ko­ma in­ny­mi żoł­nie­rza­mi. Ka­hel-saw-Kir­hu po­ki­wał gło­wą.

— Ła­si­ce i Kro­gul­ce. Ran­ni. Ko­bie­ty i dzie­ci. Oraz pra­wie wszyst­kie od­dzia­ły z czar­nych rów­nin. Nie pój­dą z nami.

Set­ka par oczu wle­pi­ła się we wciąż sto­ją­cych nie­ru­cho­mo Uwa­re Lwa i De­me­nayę. Luka wi­dział, jak brzyd­kie, par­szy­we sło­wo „zdra­da” pró­bu­je się wy­rwać z kil­ku ust.

— Za­nim ktoś po­wie coś głu­pie­go — do­wód­ca po­wstań­ców po­słał ze­bra­nym chłod­ny uśmiech — ode­zwę się ja. Wszy­scy wie­dzie­li­śmy, że nie­wol­ni­cy z czar­nych rów­nin nie pój­dą z nami na wschód. Wal­czy­li dziel­nie, od­waż­nie jak cho­le­ra, a te­raz mają bli­żej do domu niż my. A w ostat­nim ata­ku na mury Uawa­ri Nahs stra­ci­li pią­tą część wo­jow­ni­ków. Za­bi­tych i ran­nych. Ktoś chce, żeby za­pła­ci­li więk­szą da­ni­nę krwi? Ktoś na­zwie ich tchó­rza­mi?

Od­po­wie­dzia­ła mu ci­sza.

— Tak są­dzi­łem. Zo­sta­ną pod mia­stem, żeby go do­pil­no­wać, za­nim nie wró­ci­my. Żeby nam woj­sko z Po­mwe nie wbi­ło noża w ple­cy. To wię­cej, niż mo­gli­by­śmy pro­sić. Zro­zu­mia­no?

Ow­szem, to Luka mógł zro­zu­mieć. Inni też. Ra­zem z puł­kiem Ła­si­cy i Kro­gul­ca pod mia­stem zo­sta­nie kil­ka­na­ście ty­się­cy po­wstań­ców zdol­nych do wal­ki. Dość, by utrzy­mać ob­lę­że­nie.

Ko­ści­sty ofi­cer, puł­kow­nik, są­dząc po zie­lo­nym kar­wa­szu, uniósł rękę.

— Po­wie­dzia­łeś: pra­wie czy się prze­sły­sza­łem?

Uwa­re Lew po­słał mu olśnie­wa­ją­cy uśmiech.

— We­zmę pię­ciu­set wo­jow­ni­ków i pój­dzie­my z wami. Szko­da by­ło­by prze­ga­pić taką za­ba­wę.

Kil­ku ze zgro­ma­dzo­nych gwizd­nę­ło ci­cho, kil­ku z naj­więk­szych krzy­ka­czy spu­ści­ło wzrok. To za­my­ka­ło te­mat.

— Do­bra. — Ka­hel-saw-Kir­hu ze­sko­czył ze sto­łu. — Usta­wić się po roz­ka­zy. Naj­pierw ofi­ce­ro­wie stra­ży przed­niej. Po­tem resz­ta. Do ro­bo­ty!

* * *

Luka nie cze­kał na szcze­gó­ły, zresz­tą czym in­nym było sta­nąć w ta­kim tłu­mie, a czym in­nym zo­stać przy sto­le z za­le­d­wie kil­ko­ma ofi­ce­ra­mi. Wy­mknął się nie nie­po­ko­jo­ny przez war­tow­ni­ków i wró­cił do la­za­re­tu.

Cie­ka­wi­ło go, ile Koło zro­zu­mie z ca­łej tej opo­wie­ści.

Zro­zu­mia­ła jed­no. Chy­ba naj­waż­niej­sze.

— Zno­wu będą krwa­wić. I pła­kać. Wszy­scy będą pła­kać, Luka. Wszy­scy.

Po­je­dyn­cza łza spły­nę­ła jej po le­wym po­licz­ku.

Interludium

Zbli­ża­li się do tego dziw­ne­go stat­ku. Czuł go. Czar­ny okręt znaj­do­wał się mniej niż dzie­sięć mil przed nimi i gdy­by nie mgła, któ­ra znów snu­ła się nad fa­la­mi, pew­nie już by go wi­dzie­li. Po­dob­no taki sam tu­man mgły ota­czał sta­tek, gdy pod­cho­dzi­ła do nie­go Gór­ska Straż, jed­nak Alt­sin wo­lał my­śleć, że te bia­łe kłę­by są na­tu­ral­nym zja­wi­skiem, a nie za­po­wie­dzią ko­lej­ne­go star­cia z Pa­nią Lodu, bo w tej skó­rza­nej łu­pin­ce nie mie­li­by szans prze­żyć. Po pro­stu, po­cie­szał się, masa cie­płej wody wpły­wa­ją­ca na oce­an Pół­no­cy ro­dzi mgłę w kon­tak­cie z zim­nym po­wie­trzem.

Na ra­zie jed­nak nie czuł żad­nych za­bu­rzeń w oko­licz­nej Mocy. Naj­mniej­szych. Co, uwzględ­nia­jąc fakt, że naj­pew­niej zbli­ża­li się do jed­nej z naj­po­tęż­niej­szych istot, ja­kie kie­dy­kol­wiek pły­wa­ły po mo­rzach świa­ta, było jed­nak nie­po­ko­ją­ce.

Ale zło­dziej nie zdra­dzał swo­ich po­dej­rzeń obu żoł­nie­rzom. Jo­dła ock­nął się za­raz po wscho­dzie słoń­ca, tak jak prze­wi­dy­wał jego to­wa­rzysz – spra­gnio­ny i głod­ny. Na szczę­ście oka­zał się osob­ni­kiem ci­chym i ma­ło­mów­nym. Ubrał się, ze spo­ko­jem przy­jął krót­kie stresz­cze­nie ba­jecz­ki Alt­si­na i w kil­ku sło­wach po­dzię­ko­wał za ra­tu­nek.

To do­brze, bo głód i wy­czer­pa­nie wpę­dza­ły Alt­si­na w pa­skud­ny na­strój. Wodę mo­gli uzy­skać, to­piąc ka­wał­ki lodu, ale z je­dze­niem było go­rzej; zło­dziej już kil­ka razy przy­ła­py­wał się na tym, że za­sta­na­wia się, jak sma­ku­je rze­mien­na lina.

Ro­bił się na­praw­dę po­iry­to­wa­ny.

Obaj żoł­nie­rze przy­da­li się w zu­peł­nie nie­ocze­ki­wa­ny spo­sób. Gdy Alt­sin czuł, że znów krę­ci mu się w gło­wie, a kon­cen­tro­wa­nie się na wzmac­nia­niu wia­tru za­raz po­zba­wi go przy­tom­no­ści, Ges­sen ka­zał mu sia­dać i od­po­czy­wać, a sam z Jo­dłą się­gał po wio­sła. I wio­sło­wa­li, czer­piąc siły, bo­go­wie ra­czy­li wie­dzieć skąd. Dzię­ki temu na kil­ka go­dzin przed zmierz­chem wpły­nę­li we mgłę, a po ko­lej­nej go­dzi­nie po raz pierw­szy uj­rze­li wy­ła­nia­ją­cy się z mlecz­nej sza­ro­ści za­rys ol­brzy­mie­go ka­dłu­ba.

1 ... 155 156 157 158 159 160 161 162 163 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)