Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 156 157 158 159 160 161 162 163 164 ... 210
Перейти на страницу:

O Pani… Zło­dziej sie­dział na ło­dzi i pa­trzył na zbli­ża­ją­cy się po­wo­li ogrom. Jest dwa razy więk­szy, niż się spo­dzie­wa­łem.

Do tej pory są­dził, że gdy Ges­sen mó­wił o stat­ku dłu­gim na pół mili, to prze­sa­dzał. Ale rufa, któ­rej za­rys uka­zał się we mgle, mia­ła na­praw­dę sto pięć­dzie­siąt albo dwie­ście jar­dów sze­ro­ko­ści! Gdy­by Oum po­ja­wił się tu­taj w swo­jej pier­wot­nej po­sta­ci, wy­glą­dał­by jak ka­rze­łek.

Ty zdrze­wia­ły su­kin­sy­nu, po­wi­nie­neś mnie ostrzec. Co ja niby mam te­raz zro­bić?

Wcze­śniej za­kła­dał, że okręt bę­dzie wiel­ko­ści Ouma i da się w taki czy inny spo­sób wdra­pać na jego po­kład. Ale to coś? Czar­na, gład­ka i na do­da­tek po­kry­ta war­stew­ką za­mar­z­nię­tej wody bur­ta wy­glą­da­ła na prze­szko­dę nie do po­ko­na­nia. Na­wet wspo­mnie­nia Bi­tew­nej Pię­ści nie pod­po­wia­da­ły mu, jak do cho­le­ry ma wejść na górę?

Na ich oczach sta­tek wy­ko­nał ła­god­ny skręt, po­ka­zu­jąc bur­tę, któ­rej po­czą­tek zni­kał gdzieś we mgle, i za­czął się od­da­lać. Robi trzy wę­zły, po­my­ślał Alt­sin, nie wię­cej niż czte­ry. Dla­cze­go? Zmę­czył się? Cze­ka na coś?

Obaj żoł­nie­rze się­gnę­li po wio­sła, a Ges­sen spoj­rzał na zło­dzie­ja z dzi­kim uśmie­chem na ustach.

— Skup się, Żo­łądź. My bę­dzie­my wio­sło­wać, ale ty mu­sisz pil­no­wać, żeby nas nie zmiaż­dżył przy skrę­cie. Pod­pły­nie­my bli­żej i zo­ba­czy­my, co się da zro­bić.

Co się da zro­bić? Te bur­ty były wyż­sze niż mury zam­ku, do cho­le­ry. Ges­sen opo­wia­dał, że sta­tek pły­nął prze­chy­lo­ny, a tu nie­spo­dzian­ka: te­raz trze­ba by mieć za­sra­ne skrzy­dła, żeby do­stać się na po­kład.

Bez tru­du zrów­na­li się z czar­nym ko­lo­sem, a na­wet za­czę­li go po­wo­li wy­prze­dzać. Pły­nę­li le­d­wo kil­ka­dzie­siąt jar­dów od bur­ty, więc Alt­sin sku­pił całą uwa­gę na ob­ser­wo­wa­niu stat­ku. Je­śli skrę­ci w ich stro­nę, bę­dzie mu­siał użyć Mocy, by nie za­to­pi­ła ich fala wy­wo­ła­na przez taki ma­newr.

Na­gle Jo­dła na chwi­lę prze­rwał wio­sło­wa­nie i wło­żył do ust me­ta­lo­wy gwiz­dek. Prze­ni­kli­wy, ra­nią­cy uszy świst roz­darł po­wie­trze.

I tak pły­nę­li, wio­słu­jąc i gwiż­dżąc, do­pó­ki bur­ta kasz­te­lu wzno­szą­ca się nad po­kła­dem ogrom­ne­go stat­ku nie ob­ro­dzi­ła zdu­mio­ny­mi twa­rza­mi.

Rozdział 35

Wcią­gnę­li ich na górę jed­ne­go po dru­gim, na sa­mym koń­cu pod­no­sząc na­wet z mo­rza aher­ską łódź, któ­ra na rze­mien­nych li­nach za­wi­sła za bur­tą. Alt­sin zna­lazł się na po­kła­dzie ostat­ni i roz­glą­dał wo­kół, ko­rzy­sta­jąc z chwi­li, gdy nikt na nie­go nie pa­trzył, bo więk­szość straż­ni­ków za­ję­ta była po­kle­py­wa­niem po ple­cach i po­sztur­chi­wa­niem oca­lo­nych przy­ja­ciół.

Na ru­fie znaj­do­wa­ło się kil­ku­dzie­się­ciu lu­dzi. Więk­szość sta­no­wi­li męż­czyź­ni, ale do­strzegł też dwie ko­bie­ty; jed­ną – ostrzy­żo­ną jak męż­czy­zna – ota­cza­ły de­li­kat­ne smu­gi Mocy. Nie roz­po­zna­wał aspek­tu, ale nie wy­da­wał mu się groź­ny. Dru­ga, blon­dyn­ka z dłu­gi­mi wło­sa­mi, sie­dzia­ła nie­co z boku, obej­mu­jąc dłoń­mi ko­la­na i ko­ły­sząc się ka­ta­to­nicz­nie.

Przez chwi­lę za­sta­na­wiał się, dla­cze­go to wła­śnie ta ko­bie­ta moc­niej przy­cią­ga­ła jego uwa­gę. Cza­row­ni­ca, na­wet je­śli kiep­ska, sta­no­wi­ła po­ten­cjal­ne za­gro­że­nie, ale ta dru­ga? W ca­łej jej po­sta­ci, w spo­so­bie, w jaki sie­dzia­ła, nie było nic poza obłęd­nym prze­ra­że­niem.

I co ją wła­ści­wie tak wy­stra­szy­ło?

Roz­glą­dał się da­lej. Sta­do oko­ło trzy­dzie­stu psów kłę­bi­ło się ner­wo­wo wo­kół ja­sno­wło­se­go straż­ni­ka. Zwie­rzę­ta były po­de­ner­wo­wa­ne, ku­li­ły mię­dzy no­ga­mi ogo­ny, skom­li­ły. Żoł­nierz uspo­ka­jał je krót­ki­mi ko­men­da­mi, wy­ci­szał. Psia gło­wa była wy­szy­ta na płasz­czach no­szo­nych przez nie­któ­rych straż­ni­ków, co tro­chę tłu­ma­czy­ło obec­ność zwie­rząt w od­dzia­le. A te dwie czer­wo­ne szóst­ki obok niej za­pew­ne były nu­me­rem kom­pa­nii, choć kom­pa­nia po­win­na li­czyć zde­cy­do­wa­nie wię­cej lu­dzi.

Coś po le­wej stro­nie przy­cią­gnę­ło jego uwa­gę. Jak­by drgnie­nie Mocy w miej­scu, gdzie dwóch żoł­nie­rzy sta­ło nad kimś le­żą­cym na no­szach. Trzy­ma­li war­tę z bro­nią w ręku.

Mie­li chro­nić le­żą­ce­go? Przed kim?

Alt­sin sku­pił się odro­bi­nę… To był… cho­le­ra, cia­ło nie­przy­tom­ne­go ota­cza­ła zbro­ja utka­na z kłę­bią­cych się du­chów. Jak­by wło­żył na sie­bie ka­wa­łek kosz­ma­ru. Na do­da­tek coś na kształt dłu­giej, gru­bej stru­ny łą­czy­ło te du­sze z od­le­głym o sto kro­ków bu­dyn­kiem, wy­glą­da­ją­cym jak przy­sa­dzi­sta ro­tun­da.

Co tu się dzia­ło?

Każ­dy szcze­gół, któ­ry do­strze­gał, ro­dził ko­lej­ne py­ta­nia.

Uwa­gę Alt­si­na zwró­cił na­gły ruch. Ges­sen stał trzy kro­ki przed uzbro­jo­nym po zęby męż­czy­zną z krót­ką, rudą bro­dą i mel­do­wał się, sa­lu­tu­jąc pię­ścią do pier­si. No tak, naj­pierw re­gu­la­min.

— Pa­nie po­rucz­ni­ku, straż­ni­cy Ges­sen i Jo­dła go­to­wi do służ­by.

Do­wód­ca od­dał ho­no­ry i sta­nął w swo­bod­niej­szej po­zy­cji, prze­krzy­wia­jąc lek­ko gło­wę. Zło­dziej przyj­rzał mu się uważ­nie: mło­dy, śred­nie­go wzro­stu, z wło­sa­mi o bar­wie ja­sne­go brą­zu. Albo ciem­nej mie­dzi. W tym mgli­stym świe­tle trud­no to było jed­no­znacz­nie oce­nić. Co nie wró­ży­ło naj­le­piej, bo Alt­sin pa­mię­tał na­uki udzie­la­ne przez Ce­etro­na, któ­ry cią­gle po­wta­rzał: ni­g­dy nie ufaj ru­dym, to zdra­dli­wa ban­da.

Jego pierw­sze py­ta­nie było za­ska­ku­ją­ce:

— Gdzie zgu­bi­łeś sa­nie, żoł­nie­rzu?

— Uto­nę­ły.

— Psy?

— Też.

— Broń i za­pa­sy?

— Po­szły pod wodę, pa­nie po­rucz­ni­ku.

— Gdy­bym pła­cił wam żołd, to po­trą­cił­bym z nie­go za stra­co­ne rze­czy, Ges­sen.

— Ro­zu­miem, pa­nie po­rucz­ni­ku.

— Na two­je szczę­ście pła­ci ce­sarz. Umów­my się więc, że jak wy mu nic nie po­wie­cie, to ja też nie. Zgo­da?

— Tak jest, pa­nie po­rucz­ni­ku!

— Spo­cznij. Ty Jo­dła też.

Na­gle rudy ofi­cer uśmiech­nął się. Szcze­rze, sze­ro­ko i ra­do­śnie.

— Ve­ler­gorf!

Z gru­py żoł­nie­rzy wy­ło­nił się wy­so­ki, po­tęż­nie zbu­do­wa­ny męż­czy­zna o twa­rzy po­kry­tej taką licz­bą ta­tu­aży, że wy­glą­da­ła jak po­obi­ja­na. Cięż­ki to­pór za­tknął so­bie za pas, a krót­ka kol­czu­ga po­brzę­ki­wa­ła ci­cho przy każ­dym kro­ku.

— Je­stem, pa­nie po­rucz­ni­ku.

1 ... 156 157 158 159 160 161 162 163 164 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)