Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 158 159 160 161 162 163 164 165 166 ... 296
Перейти на страницу:

Min przyłapała się na tym, że kręci się nerwowo, toteż zmusiła się, by zachować spokój. Eksplozje towarzyszące przenoszeniu brzmiały jak tępy łomot. Dźwięki następowały po świetlnych rozbłyskach, tak jak w przypadku grzmotów i błyskawic.

Dlaczego tak się działo?

„To nieważne” – pomyślała. Potrzebowała kawalerii dla Bryne’a. Przynajmniej coś robiła. Ostatni tydzień spędziła, biorąc się do pracy tam, gdzie tylko potrzebowano dodatkowej pary rąk. Zdumiewające, jak wiele było w obozie do zrobienia oprócz spraw związanych z walką. Nie były to zajęcia, które wymagałyby obecności właśnie Min, ale lepsze było to niż siedzenie we Łzie i martwienie się o Randa… albo złoszczenie się na niego, że zakazał jej wędrówki do Shayol Ghul. „Byłabyś tam tylko ciężarem” – powiedziała sobie Min. – „Wiesz o tym”. Rand nie byłby w stanie troszczyć się o ratowanie świata i jednocześnie chronić jej przed Przeklętymi. Czasem trudno było nie czuć się nieważną w świecie przenoszących, takich jak Rand, Elayne i Aviendha.

Min spojrzała na strażników. Nad głową tylko jednego z nich unosił się wizerunek – krwawy kamień. Umrze, upadłszy z jakiegoś wysokiego miejsca. Min wydało się, że od dziesięcioleci nie widziała niczego dającego nadzieję wokół ludzkiej głowy. Tylko śmierć, zagłada, symbole strachu i ciemności.

– Kim ona jest? – dobiegł ją jakiś niewyraźny, seanchański głos. Zbliżyła się sul’dam, i to bez damane. Kobieta trzymała w ręku a’dam, postukując srebrną obróżką o drugą rękę.

– Nowy posłaniec – odparł strażnik. – Wcześniej nie przechodziła przez bramy.

Min wzięła głęboki oddech.

– Zostałam przysłana przez generała Bryne’a…

– Miał uzgadniać z nami osobę każdego posłańca – rzekła sul’dam. Miała ciemną skórę, a włosy spadały jej loczkami na szyję. – Imperatorowa… niech żyje wiecznie… musi być chroniona. Nasz obóz musi być uporządkowany. Każdy posłaniec musi być zaakceptowany, tak by nie stwarzać okazji dla zamachowców.

– Nie jestem zamachowcem – powiedziała kategorycznie Min.

– A noże w twoich rękawach? – zapytała sul’dam.

Min wzdrygnęła się.

– Sposób, w jaki zwisają twoje rękawy, ujawnia, co w nich masz, dziecko – powiedziała sul’dam, choć nie była starsza od Min.

– Kobieta, która przemierzałaby obóz bez broni, byłaby głupcem – powiedziała Min. – Pozwól mi dostarczyć wiadomość do jednego z generałów. Poprzedni posłaniec został zabity, kiedy jeden z waszych rakenów został trafiony i spadł z nieba na nasz obóz.

Sul’dam uniosła brew.

– Jestem Catrona – powiedziała. – I będziesz robiła to, co ci powiem, kiedy jesteś na terenie naszego obozu. – Odwróciła się i skinęła na Min, by poszła za nią.

Min z wdzięcznością pospieszyła za kobietą. Obóz Seanchan bardzo różnił się od obozu Bryne’a. Seanchanie posiadali rakeny, dzięki którym dostarczano wiadomości i raporty, nie wspominając już o ochronie Imperatorowej. Obóz rozbito z daleka od wrogów. Wyglądał on znacznie porządniej od obozu Bryne’a, który został prawie całkowicie zniszczony, a potem odbudowany i w którym stacjonowało wielu ludzi z różnych krajów i militarnych oddziałów. Tutaj byli tylko dobrze wyćwiczeni seanchańscy żołnierze.

Tak przynajmniej interpretowała sobie ów ład Min. Seanchanie stali w szeregach, milczący, czekając na sygnał, by ruszać do walki. Poszczególne części obozu oznaczone były słupkami i linami. Wszystko było dobrze zorganizowane. Nikt tutaj nie biegał, ludzie chodzili, wypełniając określone zadania albo czekali. Można było mówić o Seanchanach krytycznie – a Min mogłaby dodać wiele do tej rozmowy – ale naprawdę byli świetnie zorganizowani.

Sul’dam poprowadziła Min do tej części obozu, gdzie kilkunastu ludzi stało nad rozłożonymi na długich stołach księgami. Nosili szaty i mieli na wpół ogolone głowy, co znamionowało świtę Imperatorowej, i w milczeniu robili jakieś notatki. Nieskromnie ubrane młode kobiety nosiły lakierowane tace i przechadzając się między stołami, stawiały na nich wąskie białe kielichy z parującym, czarnym płynem.

– Czy straciliśmy niedawno jednego z rakenów? – zapytała obecnych Catrona. – Czy został strącony przez wrogą marath’damane podczas lotu i czy możliwe jest, że spadł na obóz generała Bryne’a?

– Właśnie otrzymaliśmy raport o tym wydarzeniu – odrzekł jeden ze sług, kłaniając się. – Jestem zdziwiony, że już o tym słyszałaś.

Brwi Catrony uniosły się nieznacznie, gdy spoglądała na Min.

– Nie spodziewałaś się tego? – zapytała Min.

– Nie – odparła sul’dam. Uniosła rękę, wsuwając nóż do pochwy, którą miała przytroczoną do pasa. – Chodź ze mną.

Min odetchnęła. Cóż, miała już wcześniej do czynienia z Aielami; Seanchanie najprawdopodobniej nie mogli być tak kąśliwi jak tamci. Catrona prowadziła ją jakąś ścieżką poprzez obóz, a Min czuła narastający niepokój. Jak dużo czasu minęło od chwili, gdy posłał ją Bryne? Czy nie było za późno?

Światłości, ależ ci Seanchanie lubili wszystkiego strzec. Na każdym skrzyżowaniu ścieżek stało dwóch strażników z uniesionymi włóczniami, obserwujących wszystko poprzez te dziwaczne hełmy. Czy wszyscy oni nie powinni być na polu walki? W końcu Catrona poprowadziła ją do budynku, który został tutaj wzniesiony. Nie był to namiot. Miał ściany, które wyglądały niczym udrapowany jedwab, ujęty w drewniane ramy, drewnianą podłogę i sufit pokryty gontem. Można go było szybko rozmontować i przetransportować; wyglądał na bardzo lekki.

Strażnicy byli rosłymi mężczyznami w czarnej i czerwonej zbroi. Mieli paskudny wygląd. Catrona minęła ich, a oni zasalutowali. Obie weszły do budynku i Catrona skłoniła się. Nie do ziemi – jak się okazało, w środku nie było Imperatorowej – lecz jednak nisko, jako że wewnątrz zastały wielu członków Krwi. Catrona popatrzyła na Min.

– Schyl się, głupia!

– Sądzę, że będzie w porządku, jeśli postoję – odparła Min, zakładając ręce na piersiach i wzrokiem ogarniając dowódców.

Człowiek stojący na przedzie wydawał się znajomy. Mat nosił jedwabne seanchańskie odzienie – Min słyszała, że Mat jest w obozie – ale przyozdobił się także swoim kapeluszem. Na oku miał opaskę. A więc tak teraz wyglądał?

Mat uniósł wzrok i spojrzał na nią.

– Min!

– Jestem totalnym głupcem – powiedziała. – Mogłam po prostu powiedzieć, że cię znam. Przyprowadziliby mnie do ciebie bez tego całego zamieszania.

– Nie wiem, Min – odrzekł Mat. – Oni lubią robić tutaj zamęt. Nieprawdaż, Galganie?

Barczysty mężczyzna z cienkim pasmem białych włosów na wygolonej głowie popatrzył na Mata, jakby nie był pewien, co ma o nim myśleć.

– Mat – powiedziała Min, przechodząc do sedna sprawy. – Generał Bryne potrzebuje kawalerii.

Mat chrząknął.

– Nie wątpię. Mocno eksploatuje swoje oddziały, nie wyłączając nawet Aes Sedai. Ten człowiek powinien otrzymać medal. Nigdy nie widziałem by jedna z tych kobiet ruszyła choć trochę, by zrobić krok do wewnątrz, gdy mężczyzna to sugeruje, nawet jeśli ona stoi w deszczu. Pierwszy legion, Galganie?

– Poradzą sobie – rzekł Galgan – tak długo, dopóki Sharanie nie zdołają przedostać się przez bród.

– Nie zdołają – uciął Mat. – Bryne zajął dobrą pozycję obronną, dzięki czemu jest w stanie dać łupnia Cieniowi, przy małej zachęcie. Laero lendhae an indemela.

– Co to było? – zapytał Galgan, marszcząc brwi.

1 ... 158 159 160 161 162 163 164 165 166 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)