Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 158 159 160 161 162 163 164 165 166 ... 197
Перейти на страницу:

Nie czyniąc żadnych wysiłków ukrycia triumfującego uśmieszku, Alviarin odsunęła na bok teczkę i położyła przed Elaidą arkusz pergaminu. Potem otworzyła zielono-złotą skrzynkę z przyborami do pisania, zanurzyła pióro w kałamarzu i wsunęła je w dłoń Elaidy.

— Podpisz.

Elaida ujęła pióro, zastanawiając się, jakie tym razem szaleństwo opatrzy własnym imieniem. Kolejne powiększenie stanu liczebnego Gwardii Wieży, podczas gdy buntowniczki z pewnością spotka koniec, zanim pojawi się konieczność rzucenia do walki żołnierzy? Kolejna próba zmuszenia Ajah, by publicznie ogłosiły, które siostry im przewodzą? Los tego dekretu z pewnością był dramatycznie żałosny! Czytała szybko, czując, jak z każdym słowem w jej żołądku rośnie coraz większa lodowata kula. Udzielenie każdej Ajah ostatecznej władzy nad dowolną siostrą przebywającą w należnych im kwaterach stanowiło dotąd najskrajniejszy przykład obłędu — w jaki niby sposób niszczenie samej materii Wieży miałoby ją uratować? — niemniej to?...

Świat jest już świadom, że Rand al’Thor to Smok Odrodzony. Świat wie, że jest mężczyzną zdolnym do władania Jedyną Mocą. Od niepamiętnych czasów tacy mężczyźni podlegali władzy Białej Wieży. Tym samym Smokowi Odrodzonemu ofiarowuje się ochronę Białej Wieży, jednakowoż wszelkie próby nawiązania z nim kontaktu omijające drogę przez Białą Wieżę zostają dekretem niniejszym napiętnowane mianem zdrady wobec Światłości i obłożone anatemą od dziś po wieki wieków. Świat niech śpi w spokoju, wiedząc, że Biała Wieża bezpiecznie doprowadzi Smoka Odrodzonego do Ostatniej Bitwy i nieuchronnego zwycięstwa.

Całkiem otępiała, automatycznie dodała słowo „Światłości” po słowie „zwycięstwa”, ale potem zmartwiała jej dłoń. Konsekwencje publicznego uznania Smoka Odrodzonego w al’Thorze da się jakoś znieść, ponieważ oznaczało ono jedynie akceptację stanu faktycznego, a na dodatek mogło tylko potwierdzić plotki głoszące, że już oddał jej hołd, z czego tylko korzyść, niemniej jeśli szło o ciąg dalszy, prawie nie potrafiła pojąć, że w kilku słowach może zawierać się tyle szkód.

— Niech Światłość się nad nami zlituje — westchnęła ze zgrozą. — Jeśli to zostanie ogłoszone, to już nie da się przekonać al’Thora, że jego porwanie nie zostało oficjalnie usankcjonowane. — Nawet bez dodatkowych przeszkód było to zadanie nadzwyczaj trudne, ale w życiu spotykała już przecież ludzi przekonanych, że to, co się zdarzyło, wcale nie miało miejsca, a wręcz, że to, co działo się aktualnie, w istocie wcale się nie działo. — I po dziesięciokroć usilniej będzie się wystrzegał następnej próby. Alviarin, w najlepszym razie, przestraszy to tylko paru jego zwolenników. W najlepszym razie! — Wielu z pewnością do tego stopnia mu się zaprzedało, że nie ma co marzyć, aby go teraz porzucili. Zwłaszcza w sytuacji, gdy nad ich głowami miałaby zawisnąć anatema! — Równie dobrze mogłabym własnymi rękami podłożyć ogień pod Wieżę, jak podpisać to!

Alviarin westchnęła ze zniecierpliwieniem.

— Nie zapomniałaś swojego katechizmu, nieprawdaż? A więc wyrecytuj go, jak cię nauczyłam.

Usta Elaidy zacisnęły się, jakby kierowane własną wolą. Jedną z przyjemności, jakich dostarczała nieobecność tej kobiety — nie jedną z największych, ale całkowicie szczerą — była wolność od powtarzania codziennie tej wstrętnej litanii.

— Będę postępowała tak, jak mi się każe — powiedziała w końcu głosem pozbawionym wyrazu. Przecież to ona była Zasiadającą na Tronie Amyrlin! — Będę przemawiała słowami, które ty każesz mi głosić, żadne inne nie wyjdą z moich ust. — Przepowiednia gwarantowała jej ostateczne zwycięstwo, ale, na Światłość, niech ono wreszcie nadejdzie! — Będę podpisywała to, co ty każesz mi podpisywać i nic poza tym. Będę... — To ostatnie ledwie przeszło jej przez gardło. — Będę posłuszna twojej woli.

— Mówisz to w taki sposób, jakby trzeba ci było przypomnieć prawdę zawartą w tych słowach — stwierdziła Alviarin, znowu wzdychając. — Coś mi się wydaje, że zostawiłam cię samą na zbyt długi okres. — Apodyktycznie postukała w pergamin palcem. — Podpisz.

Elaida westchnęła, a potem jej pióro zaskrzypiało na pergaminie. Nie mogła zrobić nic innego.

Alviarin ledwie zaczekała, aż koniuszek pióra oderwie się od pergaminu, i wyrwała jej dekret z ręki.

— Sama go przypieczętuję — powiedziała, zmierzając w stronę drzwi. — Nie powinnam była zostawiać pieczęci Tronu Amyrlin w miejscu, gdzie mogłaś ją odnaleźć. Później porozmawiamy, zbyt długo byłaś sama. Zaczekaj na mnie, póki nie wrócę.

— Później? — zapytała Elaida. — Kiedy? Alviarin? Alviarin?

Drzwi zamknęły się za tamtą, Elaida zaś została sama, cała aż się gotując w środku. Zaczekać, póki Alviarin nie wróci! Zamknięta w swych apartamentach, jak nowicjuszka w pokutnej celi!

Przez czas jakiś wodziła bezmyślnie palcem po wieku szkatułki na korespondencję, obrysowując wizerunek złotych jastrzębi walczących wśród białych chmur na błękitnym niebie, jednak nie potrafiła się zmusić, aby ją otworzyć. Podczas nieobecności Alviarin w skrzynce zaczęły na powrót gromadzić się doniosłe listy i raporty, a nie tylko okruchy ze stołu, które rzucała jej Opiekunka, jednak skoro tamta powróciła, to skrzynka równie dobrze mogłaby teraz stać pusta. Wstała i zajęła się poprawianiem róż w białych wazonach — po jednym na marmurowych cokołach w każdym kącie komnaty. Niebieskie róże, najrzadsze.

Nagle przyłapała się na tym, że patrzy tępo na złamaną łodygę róży, którą trzyma w dłoniach i którą wcześniej właściwie sama rozerwała na połowy. Kilka już walało się na płytkach posadzki. Z gardła dobył jej się pełen zdławionej irytacji odgłos. Wyobrażała sobie własne ręce, zaciskające się na gardle Alviarin. Nie pierwszy raz zastanawiała się nad zabiciem tej kobiety. Ale Alviarin z pewnością zabezpieczyła się na taką ewentualność. Zapieczętowane dokumenty z poleceniem otwarcia w przypadku jakiegoś nieszczęścia; bez wątpienia miała je w swej pieczy siostra, którą Elaida najmniej by podejrzewała. Był to właściwie jedyny przedmiot jej zmartwień pod nieobecność Alviarin — że któraś jeszcze uzna ją za zmarłą i wydobędzie na jaw dowody kosztujące ją stułę. Wcześniej czy później, wszelako, w taki czy inny sposób, Alviarin była skończona, równie pewnie, jak te róże...

— Nie odpowiadałaś na moje pukanie, Matko, a więc pozwoliłam sobie wejść — usłyszała niski kobiecy głos.

Elaida odwróciła się, gotowa już rozpuścić język, ale na widok przysadzistej kobiety o kanciastej twarzy w obrębionym czerwonymi frędzlami szalu, która właśnie weszła do komnaty, krew odpłynęła jej z twarzy.

1 ... 158 159 160 161 162 163 164 165 166 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)