Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 156 157 158 159 160 161 162 163 164 ... 197
Перейти на страницу:

25

Niepożądany powrót

Usadowiona za swoim zdobnie złoconym biurkiem Elaida wodziła palcem po pociemniałej ze starości figurce z kości słoniowej przedstawiającej dziwnego ptaka z dziobem długim jak tułów i słuchała, nie bez odrobiny rozbawienia, sześciu kobiet stojących po drugiej stronie mebla. Zasiadające, po jednej z każdej Ajah, marszcząc czoła, spoglądały na siebie z ukosa, przestępowały z nogi na nogę, szurając aksamitnymi pantoflami po wzorzystym kobiercu pokrywającym prawie całą posadzkę z ceglastych płytek, szarpały za haftowane w pnącza winorośli szale i właściwie rzecz ujmując, wyglądały jak gromadka kłótliwych służących, które żałują, że brak im odwagi, by rzucić się sobie do gardeł na oczach swej pani. Warstwa szronu pokrywała okienne szyby, przesłaniając wirujące za nimi tumany śnieżnych płatków, chociaż niekiedy wrażenie furii wyjącego wiatru było nieomal namacalne. Elaida wszelako czuła się bezpiecznie i przytulnie, i to nie tylko dzięki grubym balom płonącym na białym marmurowym kominku. Niezależnie od tego, czy te kobiety zdawały sobie z tego sprawę — no cóż, Duhara z pewnością wiedziała, przypuszczalnie pozostałe również — naprawdę była ich panią. Cicho tykał zamówiony przez Cemaile zegar szafkowy zdobiony misterną polichromią. Nie spełniony sen Cemaile jeszcze oblecze się w rzeczywistość — Wieża odzyska dawną chwałę: Niekwestionowaną chwałę, pod zręczną dłonią Elaidy do Avriny a’Roihan.

— Nie odkryto nigdy żadnego ter’angreala, który mógłby posłużyć do „kontroli” przenoszenia u kobiet — mówiła Velina, starannie dobierając słowa, głosem chłodnym, aczkolwiek cienkim jak u dziewczynki, który osobliwie kontrastował z orlim nosem i ostrym spojrzeniem nakrapianych oczu. Była Zasiadającą Białych i zaiste stanowiła wręcz ucieleśnienie idealnej Białej siostry we wszystkim, wyjąwszy żywiołową ekspresywność osobowości. Prosta, śnieżnobiała suknia sprawiała surowe i zimne wrażenie. — A znaleziono bardzo niewiele takich, który zdolne są do spełniania wzmiankowanej funkcji. Stąd też należy wyciągnąć logiczny wniosek, że gdyby taki ter’angreal został odnaleziony albo gdyby odnaleziono ich więcej niż tylko jeden, jakkolwiek musi się to wydawać niemożliwe, nigdy nie będzie ich dostatecznie dużo, by kontrolować więcej niż dwie, trzy kobiety. Dlatego też uważam, że raporty o tych tak zwanych Seanchanach są dramatycznie przesadzone. Jeśli rzeczywiście mamy do czynienia z jakimiś kobietami na „smyczach”, to takie z pewnością nie mogą przenosić. To oczywiste. Nie neguję wprawdzie, że ludzie ci okupują Ebou Dar i Amador, a może też i inne terytoria, z pewnością jednak ich obecność na tych terenach jest dziełem Randa al’Thora, być może rezultatem świadomej strategii mającej mu przysporzyć zwolenników. Jak w przypadku tego ich Proroka. Wynika to ze zwykłej logiki.

— Cieszę się, że przynajmniej nie negujesz wydarzeń w Ebou Dar i Amadorze, Velino — powiedziała sucho Shevan. A zaiste potrafiła wyprać swój głos nawet z odrobiny emocji. Wysoka jak większość mężczyzn, na dodatek tak chuda, że wręcz koścista, Zasiadająca Brązowych miała pociągłą twarz ze sterczącym podbródkiem, której odpychającego wrażenia w niczym nie łagodziła burza okalających ją loków. Pajęczymi palcami poprawiła szal, wygładziła suknię z jedwabiu barwy ciemnego złota i ciągnęła dalej, głosem pełnym wystudiowanego rozbawienia: — Nie bardzo mam śmiałość stwierdzać, co jest możliwe, a co nie. Na przykład jeszcze nie tak dawno temu „wszyscy” wiedzieli, że tylko tarcza upleciona przez siostrę może uniemożliwić kobiecie przenoszenie. Potem pojawia się proste zioło, widłokorzeń, i właściwie każdy może wlać ci do gardła napar, który na wiele godzin sprawia, że jeśli chodzi o czerpanie mocy, jesteś martwa niczym kamień. Rzecz jak najbardziej pożyteczna, przypuszczam, jeśli chodzi o dzikuski i im podobne, ale co najmniej drobna niespodzianka dla tych, co myślą, że zjadły wszystkie rozumy, nieprawdaż? Może w następnej kolejności ktoś również nauczy się znowu wytwarzać ter’angreale.

Elaida zacisnęła usta. Nie interesowały jej nieprawdopodobieństwa, a poza tym jeśli żadna siostra przez trzy tysiące lat nie odkryła metody wytwarzania ter’angreali, to coś takiego nigdy nie nastąpi i na tym koniec. Krzywiła się, bo wiedza prześlizgiwała jej się przez palce, wiedza, którą za wszelką cenę pragnęła zachować dla siebie. W chwili obecnej nawet najskromniejsza z inicjowanych Wieży wiedziała, na czym polega działanie widłokorzenia. I nikomu ta wiedza nie przynosiła szczęścia. No bo jakież to odrażające, znienacka uświadomić sobie, że oto jest się na łasce i niełasce każdego, kto dysponuje najskromniejszą wiedzą o ziołach i odrobiną wrzątku. Wiedza była gorsza niż trucizna, jak tego dowodził przykład zgromadzonych przed nią Zasiadających.

Na samą wzmiankę o widłokorzeniu wielkie, ciemne oczy w twarzy miedzianoskórej Duharyn wypełnił niepokój, jej ciało zesztywniało jeszcze bardziej niż zwykle, palce dłoni zacisnęły się na fałdach sukni o barwie czerwieni tak głębokiej, że nieomal wpadała w czerń. Sedore z widocznym wysiłkiem przełknęła ślinę i kurczowo zacisnęła dłonie na skórzanej teczce, którą Elaida niedawno jej wręczyła, mimo że zazwyczaj obdarzona krągłą twarzą Żółta siostra zachowywała niewzruszoną elegancję posągu. Andaya zadrżała! I nerwowym ruchem otuliła się szalem obszytym szarymi frędzlami.

Elaida zastanawiała się, cóż by zrobiły na wieść o tym, że Asha’mani powtórnie odkryli Podróżowanie. W obecnej sytuacji ledwie potrafiły się zmusić, by o nich choć napomknąć. Cyrkulację tej wiedzy udało jej się jednak jakoś ograniczyć do garstki wybranych.

— Sądzę, że byłoby lepiej, gdybyśmy zajmowały się tylko tym, co wiemy na pewno, nieprawdaż? — oznajmiła zdecydowanym tonem Andaya, która najwyraźniej odzyskała panowanie nad sobą. Jej jasnobrązowe włosy, starannie wyszczotkowane do połysku, spływały na plecy, a niebieska suknia ze srebrnymi wstawkami została skrojona na modłę andorańską, jednak akcent Tarabonu wciąż silnie znaczył jej słowa. Ani szczególnie drobna, ani szczupła, a jednak jakimś sposobem zawsze kojarzyła się Elaidzie z wróblem gotującym się do sfrunięcia z gałęzi. Można ją było podejrzewać o wszystko, tylko nie o to, że jest negocjatorką, aczkolwiek reputacją cieszyła się jak najbardziej zasłużoną. Uśmiechnęła się do pozostałych, niezbyt miło, ale ten uśmiech też jakoś nasuwał na myśl wizerunek wróbla. Być może chodziło o sposób, w jaki przekrzywiała głowę. — Bezpodstawne spekulacje służą tylko marnowaniu cennego czasu. Losy świata wiszą na włosku i jeśli o mnie chodzi, nie mam najmniejszego zamiaru poświęcać decydujących godzin na paplanie o rzekomej logice albo plotkowanie o tym, co wie każda najgłupsza nowicjuszka. Czy któraś ma coś istotnego do powiedzenia? — Jak na wróbla, zaiste potrafiła wyrażać się z przekąsem. Twarz Veliny pokraśniała, a Shevan wyglądała, jakby za chwilę miała dostać apopleksji.

Rubinde skrzywiła usta i spojrzała na Szarą siostrę. Niewykluczone, że grymas ten w zamierzeniu miał być uśmiechem, ale wyszła tylko jego nieudolna, pełna złości imitacja. Z kruczoczarnymi włosami i oczyma niczym szafiry, Mayenianka zazwyczaj wyglądała na gotową w każdej chwili przejść przez kamienną ścianę, a teraz jej widok — z pięściami wspartymi na biodrach — wrażenie to tylko pogłębiał.

— Zajmujemy się tym, czym na razie jesteśmy w stanie, Andaya. A przynajmniej po większej części. Buntowniczki zostały uwięzione w Murandy przez śniegi, a my już zadbamy o zimę dostatecznie dla nich gorącą, aby wiosną były gotowe przepraszać nas na kolanach i błagać o stosowną pokutę. Łzą zajmiemy się, kiedy tylko odkryjemy, gdzie zniknął Wysoki Lord Darlin, a Cairhien, gdy wykurzymy Caraline Damodred i Torama Ratina z ich kryjówek. Jak na razie, al’Thor ma w swej gestii koronę Illian, w tej sprawie jednak również czynione są odpowiednie starania. A więc, jeśli nie masz w zanadrzu intrygi zdolnej sprowadzić tego mężczyznę do Wieży, albo sprawić, by po tych tak zwanych „Asha’manach” nie zostało śladu, to wobec tego pozwól, że cię opuszczę, muszę bowiem zadbać o pilne sprawy moich Ajah.

1 ... 156 157 158 159 160 161 162 163 164 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)