Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
— W sprawie Czarnych Ajah — odrzekła grzecznie Pevara. — Chcemy się przekonać, czy nie jesteś Sprzymierzeńcem Ciemności.
Zdumienie i wściekłość strzaskały wreszcie maskę spokoju Zerah, co już samo w sobie mogło posłużyć za dostateczne zaprzeczenie, tym bardziej gdy warknęła:
— Nie muszę wysłuchiwać takich słów z waszych ust! Wy, Czerwone, od wielu lat tworzycie fałszywych Smoków! Jeśli o mnie chodzi, uważam, że nie trzeba szukać dalej jak w kwaterach Czerwonych, żeby znaleźć Czarne siostry!
Oblicze Pevary pociemniało ze złości. Jej lojalność wobec własnych Ajah była silna, rzecz sama przez się zrozumiała, niemniej jednak straciła całą rodzinę z rąk Sprzymierzeńców Ciemności. Seaine zdecydowała się wkroczyć, zanim Pevara ucieknie się do przemocy. Nie dysponowały żadnymi dowodami. Jeszcze nie.
— Usiądź, Zerah — powiedziała z taką sympatią, na jaką potrafiła się zdobyć. — Usiądź, siostro.
Zerah zawróciła już w stronę drzwi, jakby mimo wszystko gotowa była nie posłuchać rozkazu Zasiadającej — na dodatek z własnych Ajah! — w końcu jednak zasiadła sztywno na samym brzegu jednej z ław.
Zanim Seaine zdążyła się usadowić w taki sposób, że miały Zerah między sobą, Pevara już położyła na zniszczonym blacie białą kość słoniową różdżki przysiąg. Seaine westchnęła. Były Zasiadającymi, co dawało im prawo do swobodnego korzystania z każdego ter’angreala, jaki im tylko przyjdzie do głowy, jednak ona musiała ukraść ten — nie potrafiła o swym czynie myśleć inaczej jak o kradzieży, ponieważ cała rzecz odbyła się z naruszeniem wszelkich stosownych procedur — i bez przerwy w głębi duszy czuła się tak, jakby za jej plecami cały czas stała od dawna już nieżyjąca Sereille Bagand, gotowa zawlec ją za ucho do gabinetu Mistrzyni Nowicjuszek. Było to uczucie całkowicie irracjonalne, a jednak wcale przez to nie mniej rzeczywiste.
— Chcemy się upewnić, że powiesz nam prawdę — wyjaśniła Pevara, głosem wciąż nasuwającym na myśl rozzłoszczonego niedźwiedzia — a więc przysięgniesz na ten ter’angreal, a potem zapytam cię znowu.
— Nie pozwolę, by poddawano mnie takiemu traktowaniu — powiedziała Zerah, zerkając oskarżycielsko na Seaine — ale powtórzę na powrót rotę wszystkich Przysiąg, jeśli tego trzeba, by was zadowolić. A potem będę oczekiwała przeprosin od was obu. — Nikt nie wtajemniczony nie domyśliłby się, że mówi te słowa kobieta, którą odcięto od Źródła i której zadano tego rodzaju pytanie. Z pogardą prawie sięgnęła po cienką, długą na stopę różdżkę. Biel zalśniła w przyćmionym świetle latarni.
— Przysięgniesz okazywać nam dwóm całkowite posłuszeństwo — poinformowała ją Pevara, a wtedy ręka tamtej odskoczyła do tyłu niby na widok zwiniętego jadowitego węża. Pevara jednak spokojnie kontynuowała, a nawet przysunęła dwoma palcami różdżkę bliżej tamtej. — W ten sposób będziemy mogły ci nakazać mówić prawdę i będziemy wiedziały, że nic innego nie wyjdzie z twoich ust, a jeśli udzielisz niewłaściwych odpowiedzi, będziemy pewne, że posłusznie pomożesz nam znaleźć pozostałe Czarne siostry. Jeśli udzielisz właściwej odpowiedzi, będzie można użyć Różdżki, aby uwolnić cię od tej przysięgi.
— Uwolnić?... — wykrzyknęła Zerah. — Nigdy nie słyszałam o żadnej kobiecie, którą uwolniono od przysięgi złożonej na Różdżkę Przysiąg.
— Dlatego właśnie powzięłyśmy te wszystkie środki ostrożności — wyjaśniła jej Seaine. — Logicznie rzecz biorąc, Czarna siostra musi być zdolna do kłamstwa, co z kolei oznacza, że musiała wcześniej zostać uwolniona przynajmniej od tej jednej Przysięgi, a najpewniej i wszystkich trzech. Pevara i ja badałyśmy tę sprawę i odkryłyśmy odpowiednią procedurę, zresztą w znacznym stopniu przypominającą rytuał składania przysięgi. — Nie wspomniała wszakże, jak było to bolesne, ile razy obie płakały. Nie napomknęła też, że Zerah nie zostanie zwolniona ze swej przysięgi, niezależnie od odpowiedzi, jakiej udzieli, przynajmniej do czasu, gdy nie zakończą się poszukiwania Czarnych Ajah. Przede wszystkim nie można jej było pozwolić, by pobiegła do kogoś ze skargami na temat tego przesłuchania, co z pewnością by uczyniła, mając do tego pełne prawo, jeśli nie była Czarną Ajah. Jeśli.
Światłości... jak bardzo Seaine pragnęła, aby jakaś siostra z innych Ajah pasowała do kryteriów, które sobie ustaliły. Zielona lub Żółta byłaby jak najbardziej na miejscu. Ta hałastra zadzierała nosa w najlepszych czasach, ostatnio zaś!... Nie. Nie padnie ofiarą choroby szerzącej się w całej Wieży. Jednak nie potrafiła nic poradzić na to, że imiona przelatywały jej przed oczami, kilkanaście Zielonych, co najmniej dwakroć tyle Żółtych, a także wiele imion z długiej przeszłości, które wywoływały w jej pamięci alarmowe dzwonki. Parskać na Zasiadającą?
— Uwolniłyście się od jednej z Przysiąg? — W głosie Zerah zabrzmiało zaskoczenie, niesmak, lęk, wszystko naraz. Doskonale racjonalne reakcje.
— I znowu je złożyłyśmy — mruknęła niecierpliwie Pevara. Schwyciła cienką różdżkę i przeniosła w jeden koniec odrobinę Ducha, równocześnie cały czas trzymając tarczę Zerah. — W imię Światłości, przysięgam nie wypowiadać żadnych innych słów prócz prawdy. W Imię Światłości, przysięgam nie tworzyć żadnej broni, za pomocą której jeden człowiek mógłby zabić drugiego. W imię Światłości, przysięgam nigdy nie używać Jedynej Mocy jako broni, z wyjątkiem sytuacji, kiedy kieruje się ją przeciwko Pomiotowi Cienia, albo w ostateczności zagrożenia własnego życia, życia Strażnika lub innej Aes Sedai. — Nawet się nie skrzywiła, wypowiadając tę frazę o Strażnikach, co się często zdarzało siostrom nowo przyjętym w poczet Czerwonych. — Nie jestem Sprzymierzeńcem Ciemności. Przypuszczam, że to cię zadowala. — Spojrzała na Zerah, obnażając zęby, ale czy w uśmiechu, czy grymasie złości, trudno było orzec.
Następnie Seaine złożyła kolejne Przysięgi — każda powodowała lekki ucisk obejmujący całe ciało, od stóp do głów. Po prawdzie to ledwo czuła ten ucisk, bo tak bardzo mrowiła ją skóra po tym, jak powtórzyła Przysięgę zabraniającą kłamać. Możliwość twierdzenia, że Pevara ma brodę albo że ulice Tar Valon wybrukowane są serem, w swoim czasie stanowiło doprawdy wzniosłe przeżycie — nawet Pevara chichotała — jednak nie bardzo warte obecnego dyskomfortu. W jej oczach zresztą takie testy zdawały się zupełnie niepotrzebne. Logicznie rzecz biorąc, nie mogło być inaczej. Kiedy powiedziała, że nie jest Czarną Ajah, język omal nie stanął jej kołkiem — już samo wypieranie się tak paskudnej rzeczy było czymś paskudnym — ale moment później podała Zerah Różdżkę z towarzyszeniem zdecydowanego skinienia głową.
Szczupła kobieta lekko zmieniła pozycję na swojej ławie, ujęła gładką białą różdżkę w palce, z wysiłkiem przełknęła ślinę. W mętnym świetle latarni wydawała się chora. Przez długą chwilę popatrywała to na jedną, to na drugą, wreszcie jej dłoń zacisnęła się na Różdżce, ona zaś skinęła głową.
— Powtarzaj dokładnie za mną — warknęła Pevara, znowu przenosząc w Różdżkę strumień Ducha — albo będziesz przysięgać dopóty, dopóki nie powiesz tego właściwie.
— Przysięgam wam dwóm absolutne posłuszeństwo — powiedziała Zerah napiętym głosem, potem jej ciało przeszył dreszcz, kiedy przysięga zadziałała. Za pierwszym razem było to zawsze najbardziej dotkliwe. — Zapytajcie mnie o Czarne Ajah — zażądała. Jej dłonie trzęsły się, ściskając Różdżkę. — Zapytajcie mnie o Czarne Ajah! — Intensywność jej wybuchu sprawiła, że Seaine znała odpowiedź, jeszcze zanim Pevara uwolniła strumień Ducha i zadała pytanie, domagając się równocześnie absolutnej prawdy. — Nie! — krzyknęła Zerah. — Nie, nie jestem Czarną Ajah! A teraz zdejmijcie ze mnie tę przysięgę! Uwolnijcie mnie!