Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 157 158 159 160 161 162 163 164 165 ... 197
Перейти на страницу:

Andaya wyprostowała się nerwowo, najwyraźniej ta uwaga zapiekła ją do żywego. Jeśli już o reakcjach kobiet mowa, oczy Duhary zwęziły się, gdyż najlżejsza wzmianka o przenoszących mężczyznach zawsze wywoływała alarm w jej głowie. Shevan klasnęła językiem, jakby napominała sprzeczające się dzieci — chociaż najwyraźniej podobał jej się widok, którego była świadkiem — natomiast Velina zmarszczyła czoło, nie wiadomo dlaczego przekonana, iż szyderczy gest Shevan zamierzony był pod jej adresem. Było to nawet zabawne, ale tylko dopóki nie wymykało się z ręki.

— Interes Ajah jest rzeczą ważną, córki. — Elaida nie podniosła głosu, jednak wszystkie twarze natychmiast zwróciły się w jej stronę. Odłożyła figurkę z kości słoniowej na miejsce wśród reszty kolekcji, do wielkiej szkatułki zdobionej ornamentem z róż i złotych splotów, potem pieczołowicie poprawiła ustawienie skrzynki z przyborami do pisania oraz drugiej, na korespondencję, tak że wszystkie trzy stały w równym szeregu na stole, a kiedy zaległo doskonałe milczenie, ciągnęła dalej: — Interes Wieży wszelako jest odeń ważniejszy. Ufam, że bezzwłocznie wprowadzicie w życie me dekrety. Zbyt wiele ostatnio panuje gnuśności w Wieży. Obawiam się, że Silviana będzie miała mnóstwo roboty, jeśli stan spraw nie ulegnie natychmiastowej zmianie. — Na tej zawoalowanej pogróżce poprzestała. I tylko się uśmiechnęła.

— Jak rozkażesz, Matko — wymamrotało sześć głosów, z pewnością nie tak opanowanych, jakby sobie tego życzyły ich właścicielki. Nawet twarz Duhary była biała jak mleko, kiedy wszystkie równocześnie się kłaniały.

Jak dotąd dwie Zasiadające zostały pozbawione swoich foteli, parę następnych odsłużyło w charakterze pokuty po kilka dni Pracy — co było już skrajnie poniżające dla osób piastujących ich pozycję, gorsze byłoby chyba tylko Umartwianie Ducha; Shevan i Sedore z pewnością nie zapomniały o szorowaniu podłóg i praniu, stąd ich skrzywione usta — ale żadna nie została jeszcze odesłana do Silviany na Umartwianie Ciała. I żadna z pewnością tego nie chciała. Mistrzyni Nowicjuszek dwa albo i trzy razy w tygodniu przyjmowała siostry, którym własne Ajah wyznaczyły pokutę lub które z własnej woli jej zapragnęły — porcję chłosty, jakkolwiek bolesną, można było mieć za sobą znacznie szybciej niż grabienie przez miesiąc ogrodowych ścieżek — niemniej Silviana wykazywała znacznie mniej miłosierdzia wobec sióstr niźli wobec powierzonych jej pieczy nowicjuszek bądź Przyjętych. Tak więc niejedna siostra spędzała potem kilka następnych dni na zastanawianiu się, czy przypadkiem miesiąc pracy z grabiami nie byłby jednak lepszy.

Pośpieszyły do drzwi, pragnąc jak najprędzej znaleźć się za nimi. Żadna siostra, niezależnie od pozycji, nawet Zasiadająca, nie śmiała postawić stopy w tych najwyższych paniach Wieży bez wyraźnego wezwania Elaidy, która teraz gładziła palcami wielobarwną stułę i uśmiechała się z rozkoszą. Tak, była panią na Białej Wieży. I była jedyną odpowiednią osobą na Tron Amyrlin.

Zanim drepcząca nerwowo gromadka Zasiadających dotarła do wyjścia, lewe skrzydło drzwi otworzyło się i weszła przez nie Alviarin; jej wąska biała stuła Opiekunki Kronik zupełnie ginęła na tle przepychu jedwabnej sukni, przy której szata Veliny wyglądała niczym łachman.

Elaida poczuła, jak jej uśmiech traci swe rozanielenie, a po chwili rozwiewa się bez śladu. Alviarin ujmowała szczupłą dłonią pojedynczy arkusz pergaminu. Aż dziw brał, na co się zwracało uwagę w takich chwilach. Tej kobiety nie było przez prawie dwa tygodnie, zniknęła z Wieży bez słowa czy choćby wyjaśniającej notatki, nikt nie widział, by wyjeżdżała, toteż Elaida powoli zaczynała się już bawić widokiem ciała Alviarin spoczywającego gdzieś pod śnieżną zaspą albo porwanego przez rzekę i prześlizgującego się pod lodem.

Sześć Zasiadających zatrzymało się niepewnie, omalże ślizgając się po posadzce, kiedy Alviarin nie ustąpiła im drogi. Nawet Opiekunka dysponująca takimi wpływami, jakimi cieszyła się Alviarin, nie onieśmielała Zasiadających. Aczkolwiek Velina, w normalnych okolicznościach najbardziej opanowana kobieta w Wieży, skrzywiła się z jakiegoś powodu. Alviarin obrzuciła Elaidę pojedynczym chłodnym spojrzeniem, przez chwilę przyglądała się Zasiadającym i od razu zrozumiała wszystko.

— Sądzę, że powinnaś mnie zostawić te sprawy — zwróciła się do Sedore głosem odrobinę tylko cieplejszym od śniegów zalegających na zewnątrz. — Matka lubi dogłębnie rozważać swe dekrety, wiesz przecież. Nie byłby to pierwszy raz, kiedy zmieniła zdanie już po podpisaniu. — Wyciągnęła szczupłą dłoń.

Sedore, której arogancja była bezprzykładna nawet wśród Żółtych, ledwie się zawahała, oddając jej skórzaną teczkę.

Elaida z wściekłością zacisnęła zęby. Sedore nienawidziła jej za pięć dni po łokcie unurzanych w gorącej wodzie, spędzonych na szorowaniu desek. Następnym razem czeka ją coś znacznie mniej miłego. Może odda ją Silvianie. Albo nawet każe jej czyścić szambo!

Alviarin bez słowa usunęła się na bok, a Zasiadające przeszły obok niej, poprawiając szale, mrucząc coś do siebie, na nowo odziewając się w godność Komnaty. Alviarin energicznie zamknęła za nimi drzwi i podeszła do Elaidy; kartkując dokumenty zamknięte w teczce. Dekrety, które podpisała w nadziei, że Alviarin nie żyje. Oczywiście, nie liczyła tylko na tę wątłą nadzieję. Nie rozmawiała z Seaine, na wypadek gdyby ktoś to zobaczył i doniósł Alviarin, gdy ta wróci, ale Seaine z pewnością działała wedle otrzymanych instrukcji, podążając ścieżką zdrady, która niechybnie zaprowadzi ją prosto do Alviarin Freidhen. Taką Elaida miała nadzieję. Och, jak bardzo chciała w nią wierzyć.

Alviarin mamrotała do siebie, przetrząsając dokumenty w teczce.

— To może pójść, jak sądzę. Ale to nie. Ani to. A z pewnością nie to! — Zgniotła dokument podpisany oraz podpieczętowany przez Zasiadającą na Tronie Amyrlin i z pogardą rzuciła go na posadzkę. Obeszła biurko, stanęła obok pozłacanego krzesła Elaidy z oparciem ozdobionym wizerunkiem Płomienia Tar Valon wysadzanym kamieniami księżycowymi i z trzaskiem rzuciła na blat teczkę oraz swój arkusz pergaminu. A potem uderzyła Elaidę w twarz z taką siłą, że aż zawirowały jej przed oczyma czarne płatki.

— Sądziłam, że to już sobie ustaliłyśmy, Elaido. — Głos tej potwornej kobiety był tak zimny, że przy nim nawet śnieżna burza zdawałaby się przytulna. — Wiem, jak ocalić Wieżę przed konsekwencjami twoich błędów i nie pozwolę, byś za moimi plecami popełniała nowe. Jeśli będziesz nadal tak trwała w swym uporze, to bądź pewna, że dopilnuję, abyś została usunięta, ujarzmiona, a potem będziesz wyła pod rózgami każdej inicjowanej, a nawet służby!

Elaida z wysiłkiem powstrzymała się, aby nie dotknąć dłonią policzka. Nie potrzebowała lustra, by wiedzieć, że jest czerwony. Powinna zachować najdalej idącą ostrożność. Seaine jak dotąd niczego nie znalazła, w przeciwnym razie by przyszła. Alviarin natomiast mogła w każdej chwili wystąpić przed Komnatą i przedstawić jej historię katastrofalnej próby porwania tego chłopca, al’Thora. I naprawdę mogła dzięki temu sprawić, by ją usunięto, ujarzmiono i chłostano, przy czym to wcale nie była jedyna strzała w jej kołczanie. Toveine Gazal prowadziła pięćdziesiąt sióstr i dwustu żołnierzy Gwardii Wieży przeciwko Czarnej Wieży, w której — w co Elaida nie wątpiła, gdy wydawała te rozkazy — znajdowało się nie więcej niż paru mężczyzn potrafiących przenosić. Jednak nawet wobec obecności setek — setek!, nawet chłodne spojrzenie Alviarin nie wywoływało takiego ściskania w żołądku, jak ta myśl! — setek tych Asha’manów, wciąż wierzyła w Toveine. Czarna Wieża zostanie strzaskana w ogniu krwi, tak Przepowiedziała, a siostry będą wędrować po jej terenach. Z pewnością musiało to oznaczać, że jakimś sposobem Toveine odniesie jednak zwycięstwo. Co więcej, z pozostałej części Przepowiedni wynikało, że Wieża pod jej panowaniem odzyska całą swą dawną chwałę, że sam al’Thor ulęknie się jej gniewu. Alviarin na własne uszy słyszała te słowa, kiedy Elaidę ogarnął paroksyzm Przepowiedni. I nie pamiętała ich później, kiedy podjęła tę nędzną próbę szantażu, nie zrozumiała zawartej w nich wizji swej własnej zguby. Elaida czekała więc teraz w milczeniu. Sprawi, że ta kobieta po trzykroć zapłaci! Ale musi zachować cierpliwość. Na razie.

1 ... 157 158 159 160 161 162 163 164 165 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)