Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
— Komu chcesz zadać swoje pytanie? — zainteresowała się Egwene, gdy Akarrin i pozostałe pięć kobiet rozeszło się z zamiarem dołączenia do stale rosnących grup Aes Sedai, które tłoczyły się pomiędzy stojącymi lampami i koszami z płonącymi węglami. Zgodnie z podejrzeniami Romandy cała szóstka chętnie zeszła Komnacie z oczu, tym niemniej pragnęły usłyszeć, co się mówi o ich misji. Amyrlin bardzo trudno było złagodzić ton. Romanda udawała, że nie słyszy jego oschłości. A może jej rzeczywiście nie zauważyła.
— Morii — odpowiedziała. — Od początku podejrzewałyśmy Przeklętych. Wiedziałyśmy, że cokolwiek się zdarzyło, czyn był potężny i odbywał się bardzo daleko stąd. Teraz dowiedziałyśmy się tak naprawdę jedynie, że wreszcie zniknęło Shadar Logoth. I powiem jedno: świat będzie lepszy bez tej sztolni Cienia! — Utkwiła w Błękitnej Zasiadającej ponure spojrzenie, pod wpływem którego wiele Aes Sedai zazwyczaj wiło się niczym nowicjuszki. — Moje pytanie zatem brzmi: Czy coś się dla nas zmieniło?
— Powinno — odparła Moria, wytrzymując twarde spojrzenie Romandy. Może nie działała w Komnacie tak długo jak tamta, lecz Zasiadające miały w zasadzie mniej więcej równe prawa. — Od dawna jesteśmy przygotowane na wystąpienie Przeklętych przeciwko nam. Każda siostra potrafi utworzyć krąg, jeśli tylko posiada dostateczne do tego umiejętności, albo dołącza do już tworzonego, aż każdy krąg będzie się składał z trzynastki sióstr. Każdą kobietę można weń wprowadzić, nawet nowicjuszkę, nawet najnowszą z nowicjuszek.
Lelaine podniosła głowę i oszacowała Morię ostrym spojrzeniem, jednakże mimo chęci nie skarciła jej, wszak należały do tej samej Ajah, więc przynajmniej powinny udawać, że reprezentują wspólny front. Tym niemniej Lelaine zacisnęła wargi i widać było, że milczenie kosztuje ją nieco wysiłku.
Romanda z kolei nie czuła się niczym ograniczona.
— Czy musisz wyjaśniać detale, które zna każda przebywająca w tej chwili w Komnacie osoba? Przecież to my poczyniłyśmy te przygotowania. A może już o tym zapomniałaś?
Tym razem jej ton był kąśliwy. W Komnacie zabronione były otwarte manifestacje gniewu, choć nie drwina czy podjudzanie.
Jeśli Moria poczuła się urażona, nijak nie dała tego po sobie poznać. Przez moment poprawiała jedynie szal.
— Muszę wyjaśnić całą sprawę od początku, ponieważ nie doszłyśmy jeszcze do konkretnych wniosków. Malind, czy nasze kręgi mogą przeciwstawić się zjawisku opisanemu przez Akarrin i Nisain?
Mimo dzikich oczu pełne usta Malind zawsze wyglądały na gotowe do uśmiechu. Jednak tym razem, gdy wstała, kobieta minę miała surową. Poważnie przyjrzała się każdej Zasiadającej po kolei, jakby pragnęła dosłownie odcisnąć na ich ciałach swoje słowa.
— Nie, nie mogą. Nawet jeśli zmienimy układ i wprowadzimy wszystkie najsilniejsze siostry w jeden krąg... co oznacza, że jeżeli mają się połączyć w danym momencie, będą musiały razem mieszkać, wspólnie jadać i sypiać... Nawet wówczas wszakże przypominałybyśmy jedynie myszy stające wobec kota. Wystarczająca liczba myszy może prawdopodobnie obezwładnić nawet dużego głodnego kota, wcześniej jednak wiele myszy zginie. A jeśli zginie zbyt wiele Aes Sedai, wraz z nimi umrze Biała Wieża.
Znów po wnętrzu namiotu przesunęła się ta sama fala westchnień — niczym nagły podmuch wiatru.
Egwene zdołała zachować obojętne oblicze, zmusiła się jednak do rozwarcia palców, które zaciskała na fałdach spódnicy. Co zatem proponowały Aes Sedai: szturm czy ucieczkę? O Światłości, jak miała im się przeciwstawić?
W tym samym momencie napięcia nie wytrzymała Lelaine i werbalnie zaatakowała Morię, nie dbając już dłużej o to, że siostra należy do tej samej Ajah.
— Co sugerujesz, Morio? — warknęła. — Nawet jeżeli ponownie scalimy Wieżę, nie zdołamy zmienić faktów.
Spytana uśmiechnęła się nieznacznie, jakby jej Błękitna towarzyszka wypowiedziała właśnie te słowa, których się spodziewała.
— Tyle że musimy zmienić fakty. Szczególnie fakt, że nasze obecnie najsilniejsze kręgi są zbyt słabe. Nie posiadamy żadnego angreala, a sa’angreale równie dobrze możemy zignorować. Nie jestem zresztą pewna, czy nawet w Wieży znajduje się przedmiot, który pomógłby nam w naszej sytuacji. W jaki sposób zatem wzmocnić nasze kręgi? Jak wzmocnić je na tyle, ażeby przydały nam się w walce ze zjawiskiem, które miało miejsce w Shadar Logoth, i aby pomogły nam je powstrzymać. Escaralde, co masz w tej sprawie do powiedzenia?
Zaskoczona Egwene pochyliła się do przodu. Najwyraźniej te Aes Sedai z sobą współpracowały. Jak blisko?
Nie tylko Amyrlin pojęła, że wszystkie trzy Zasiadające, które zwołały posiedzenie Komnaty, zdążyły wstać. W przypadku Morii i Malind zachowanie pozycji stojącej stanowiło wyraźną deklarację. Escaralde — niewysoka Brązowa — podniosła się dumnie niczym władczyni, a jednak natychmiast dostrzegła na sobie oczy wszystkich zgromadzonych; siostry przenosiły spojrzenia od niej, przez Malind do Morii i z powrotem. Zadumane spojrzenia, uniesione brwi, nieruchome oblicza... Zanim Escaralde się odezwała, dwukrotnie przesunęła szal na ramionach. W końcu przemówiła głosem nieco piskliwym, choć równocześnie bardzo skutecznym w tonie. Siostra ta skojarzyła się w tym momencie Egwene z osobą prowadzącą wykład.
— W starożytnych dziełach można znaleźć całkiem jasne wskazówki w tej kwestii, chociaż obawiam się, że zbyt niewiele ich przestudiowałam. Literatura ta gromadzi raczej kurz niż czytelników. Tak czy owak, pisma zebrane w najwcześniejszych latach istnienia Wieży twierdzą, że kręgów nie trzeba ograniczać do trzynastu osób. Nie przestrzegano tej zasady na przykład w Wieku Legend. Dokładny mechanizm... choć chyba powinnam użyć określenia „dokładna równowaga”... nie jest znany, sądzę wszakże, iż bez szczególnego trudu rozpracujemy ten... problem. Tym z was, które nie spędziły koniecznego czasu w bibliotece Wieży, powiem jedynie, że sposób powiększania wielkości kręgu pociąga za sobą... — Po raz pierwszy się zawahała i jawnie musiała się zmusić do dokończenia zdania: — ...Pociąga za sobą włączenie mężczyzn z umiejętnością przenoszenia Mocy.
Faiselle zerwała się na równe nogi.
— Co sugerujesz? — zawołała, po czym od razu usiadła, może w obawie, że stojąc, zostanie uznana za osobę popierającą tamte trzy.
— Proszę o opróżnienie Komnaty! — krzyknęła Magla, podnosząc się ze swego miejsca. Tak jak Moria pochodziła z Illian, a podniecenie znacznie pogłębiło jej akcent. — Taką sprawę można przedyskutować wyłącznie na zamkniętym posiedzeniu Komnaty.
Po tych słowach także osunęła się na swoją ławkę. Siedziała nieruchomo, popatrując na siostry wilkiem. Szerokie ramiona zgarbiła, pięści zaś to rozwierała, to zaciskała na spódnicach.
— Boję się, że jest już na to za późno — oświadczyła głośno Moria. Musiała mówić naprawdę głośno, jeśli chciała przekrzyczeć mamrotanie sióstr, które z ożywieniem gawędziły za ławkami. W Komnacie brzęczało jak w ogromnym ulu, a Moria pragnęła, żeby wszystkie Aes Sedai ją usłyszały. — Słowa padły i nie da się ich cofnąć. Wypowiedź Escaralde usłyszało zbyt wiele sióstr, a reszta za moment pozna od tamtych wszelkie szczegóły. — Gdy przerwała dla zaczerpnięcia potężnego oddechu, jej pierś zafalowała. Po chwili podjęła, jeszcze trochę głośniej: — Stawiam przed Komnatą następującą propozycję. Wejdziemy z Czarną Wieżą w porozumienie, dzięki któremu w razie potrzeby będziemy mogły wprowadzić w nasze kręgi mężczyzn.