Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 154 155 156 157 158 159 160 161 162 ... 236
Перейти на страницу:

Nie byłoby dziwne, gdyby na końcu tej frazy zawiódł ją głos. Niewiele Aes Sedai potrafiło wypowiedzieć nazwę „Czarna Wieża” bez emocji, wstrętu czy nawet straszliwej nienawiści. W każdym razie pomruki i westchnienia ucichły i teraz w Komnacie panowała niemal zupełna cisza. Biły tylko serca zgromadzonych tu kobiet.

— To szaleństwo! — Wrzask Sheriam przerwał wreszcie milczenie.

Opiekunka nie miała prawa brać udziału w dyskusji Komnaty. Bez Amyrlin w ogóle nie mogłaby wejść na zebranie. Jej twarz zalała się szkarłatem. Sheriam wyprostowała się; może czekała na nieuniknione skarcenie, może chciała się bronić. Jednak członkinie Komnaty miały na głowie inne rzeczy niż strofowanie Opiekunki.

Zasiadające zaczęły się podrywać z ławek, wyrzucać z siebie potoki słów, przemawiać, dyskutować, krzyczeć. Niektóre nawet popychały swoje towarzyszki.

— Szaleństwo to beznadziejne niedopowiedzenie na określenie tej propozycji! — wrzasnęła Faiselle.

Zawtórował jej krzyk Varilin:

— W jaki sposób możemy się połączyć z mężczyznami, którzy umieją przenosić Moc?! — spytała.

— Ci tak zwani Asha’mani są przecież skażeni! — zawołała Saroiya bez śladu słynnej rezerwy typowej dla Białych Ajah. Ręce zacisnęła na szalu i drżała tak mocno, że kołysały się wszystkie jego śnieżnobiałe frędzle. — Skażeni przez dotknięcie Czarnego!

— Sama sugestia jest sprzeczna z zasadami Białej Wieży — zaperzyła się Takima. — Pogardzałyby nami wszystkie kobiety, które nazywają siebie Aes Sedai i nie przestałyby nami pogardzać aż do swojej śmierci!

Magla nawet nie próbowała maskować wściekłości. Egwene podejrzewała, że Żółta za chwilę zacznie potrząsać pięścią.

— Tylko Sprzymierzeniec Ciemności mógłby podsunąć taki pomysł! Tylko Sprzymierzeniec Ciemności!

Moria zbladła pod wpływem oskarżenia, potem zarumieniła się z gniewu.

Egwene nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć. Czarna Wieża była tworem Randa al’Thora. Musiał ją zapewne powołać do życia, jeśli miał nadzieję na zwycięstwo w Ostatniej Bitwie, niemniej jednak Asha’mani rzeczywiście byli umiejącymi przenosić Moc mężczyznami, czyli osobnikami, których obawiano się przez trzy tysiące lat. I naprawdę przenosili skażony przez Cień saidin. Rand również potrafił przenosić Moc, lecz bez niego Cień zwyciężyłby w Tarmon Gai’don. Niech Światłość jej dopomoże w zyskaniu chłodnego poglądu na całą sprawę...

Prawda niestety była brutalna. Niezależnie od decyzji Amyrlin, cała sprawa i tak wymknie jej się spod kontroli.

Rozejrzała się bacznie wokół siebie.

Escaralde i Faiselle obrzucały się obelgami; obie wrzeszczały z całych sił. Tak, tak, otwarcie ciskały w siebie obelgami! I to w Komnacie! Saroiya zupełnie przestała nad sobą panować, całkowicie porzucając słynny chłód Białych Ajah i krzyczała teraz na Malind, która odpowiadała jej pięknym za nadobne, nawet nie czekając, aż tamta skończy. Chyba tylko cudem jedna mogłaby zrozumieć drugą... Byłby to cud i może także błogosławieństwo. Egwene zaskoczył fakt, że ani Romanda, ani Lelaine od samego początku nie otworzyły ust. Siedziały i gapiły się na siebie bez emocji. Prawdopodobnie każda wyczekiwała na jakąś reakcję swej oponentki, zamierzając natychmiast okazać sprzeciw. Magla wstała z ławki i ruszyła ku Morii z uniesionymi i gotowymi do ciosów pięściami. Nie szykowała dla tamtej słów, lecz pięści. Moria trzymała swoje ręce zaciśnięte na bokach. Nie zauważyła, że haftowany w pnącza winorośli szal zsunął jej się z ramion i spadł na pokrytą dywanami podłogę.

Wstając, Amyrlin objęła Źródło. Przenoszenie Mocy w Komnacie było zakazane — oprócz pewnych dokładnie opisanych okoliczności. Był to kolejny ze zwyczajów, które odnosiły się do bardziej ponurych i tajemniczych dni w historii Komnaty. Tym niemniej Egwene utkała prosty splot Powietrza i Ognia.

— Przedstawiono Komnacie propozycję — oświadczyła stanowczo i wypuściła saidar.

Decyzja nie była tak trudna jak kiedyś. A i samo utworzenie splotu — choć oczywiście niełatwe, nawet w przybliżeniu niełatwe — przyszło jej szybciej niż dawniej. Wspomnienie słodyczy Mocy pozostało teraz w Amyrlin i było na tyle mocne, że mogło ją podtrzymać na duchu do następnego przenoszenia.

Wzmocnione splotem słowa Egwene zahuczały w namiocie niczym grzmot. Aes Sedai wzdrygnęły się, skrzywiły i zakryły uszy. Cisza, która nastąpiła, wydawała im się niewiarygodnie głośna.

Magla otworzyła usta w zdziwieniu, potem — pojąwszy, co się dzieje — zadrżała i zastygła w połowie drogi do ławek Błękitnych sióstr. Wreszcie rozluźniła pospiesznie pięści, schyliła się niespokojnie, podniosła z ziemi szal i szybko wróciła na swoje miejsce. Sheriam stała bez ruchu i otwarcie płakała. Na szczęście cicho.

— Przedstawiono Komnacie propozycję — powtórzyła Amyrlin, przerywając milczenie. Po zwiększonym Mocą huku własny głos wręcz zadźwięczał jej w uszach. Może zresztą odezwała się głośniej, niż zamierzała. Ten splot nie był przeznaczony do użytku w pomieszczeniu, nawet w płóciennym namiocie o połatanych ścianach. — Jakie masz argumenty na poparcie swej propozycji przymierza z Czarną Wieżą, Morio?

Po tym pytaniu natychmiast usiadła. Jak miała się zachować? Jakie czekają ją trudności? Czy znajdzie jakieś korzyści w tej sprawie? Niech Światłość jej dopomoże, naprawdę! Owładnęły ją wątpliwości i pytania. Żałowała, że Sheriam nie potrafi zapanować nad szlochem, wyprostować się i stanąć na wysokości zadania. Egwene była Zasiadającą na Tronie Amyrlin i potrzebowała prawdziwej Opiekunki, nie zaś miękkiej, zabeczanej baby o słabych nerwach.

Minęło dobrych kilka minut, zanim sytuacja wróciła do normy. Zasiadające niepotrzebnie wygładzały ubrania, obciągały spódnice, unikając przy tym oczu swych towarzyszek i specjalnie nie patrząc na obserwujące je siostry stłoczone za ławkami. Policzki niektórych Aes Sedai płonęły i to bynajmniej nie z gniewu. Zasiadające nie powinny wrzeszczeć na niebie niczym robotnicy rolni podczas strzyżenia owiec. Zwłaszcza nie w obliczu zwykłych sióstr.

— Stoimy wobec dwóch pozornie niemożliwych do przezwyciężenia trudności — odezwała się w końcu Moria. Jej głos był znów opanowany i zimny, choć twarz kobiety jeszcze błyszczała od rumieńców. — Przeklęci odkryli broń... odkryli czy też odnaleźli, w każdym razie gdyby ją mieli wcześniej, zapewne już przedtem by jej użyli... Tak czy owak, tej broni nie potrafimy się przeciwstawić. Nie mamy niczego równie silnego, chociaż Światłość jedna wie, że posiadając ją, pewnie byśmy już tego pożałowały... Najważniejsze, że normalnymi sposobami nie pokonamy Przeklętych ani ich nie powstrzymamy. A ataku z ich strony po prostu nie przeżyjemy. Równocześnie ostatnio... Asha’mani... rozplenili się niczym chwasty. Wiarygodne sprawozdania wspominają o mężczyznach przenoszących Moc, którzy liczbą dorównują wszystkim żyjącym Aes Sedai! Nawet jeśli te szacunki są zawyżone, nie możemy ich zignorować, bo bez wątpienia raporty zawierają choć cząstkę prawdy. W dodatku z każdym dniem jest takich mężczyzn coraz więcej. Nasze „oczy i uszy” pozostają w tej kwestii zgodne. Wiem, że powinnyśmy się zająć tymi osobnikami i ich poskromić, jednak ignorujemy ich ze względu na Smoka Odrodzonego. Odsunęłyśmy ten problem na później. A teraz gorzka prawda... Odsunęłyśmy ten problem, a dziś na jego rozwiązanie jest już za późno, gdyż ci mężczyźni stali się zbyt liczni. Być może było już za późno, kiedy w ogóle się o nich dowiedziałyśmy... A skoro nie możemy ich poskromić, musimy ich tedy jakoś kontrolować. Proponuję zatem zawrzeć porozumienie z Czarną Wieżą... jako że „przymierze” wydaje mi się słowem zbyt mocnym. Tak, mówię o starannie przygotowanym porozumieniu, dzięki któremu podejmiemy pierwsze kroki mające na celu próbę ochrony świata przed Asha’manami. A wówczas możemy ich również wprowadzić w nasze kręgi. — Moria podniosła ostrzegawczo palec i przesunęła spojrzeniem wzdłuż ławek, jednakże jej głos pozostał chłodny i opanowany, ton zaś zdecydowany. — W tym porozumieniu musimy podkreślić, że to siostry zawsze będą mieszać przepływy... Nie sugeruję wszak bynajmniej, że mamy pozwolić mężczyznom na kontrolę połączonych kręgów! Jednak wprowadziwszy mężczyzn, możemy nasze kręgi rozszerzyć i powiększyć. Z błogosławieństwem Światłości może zdołamy je rozszerzyć do stopnia, dzięki któremu zyskamy szansę przeciwstawienia się nowej broni Przeklętych. Ubijemy w ten sposób dwa zające jednym kamieniem. Jeśli jednak zające są lwami, a my nie rzucimy tego kamienia, jedna z grup na pewno nas zabije. Cała sprawa dokładnie tak się przedstawia.

1 ... 154 155 156 157 158 159 160 161 162 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)