Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]
Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]

Электронная книга - «Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]». Краткое содержание книги:

Trwa galaktyczna wojna pomiędzy Ziemianami i Pluskwo-Pajęczakami, agresywną rasą antropoidów, których społeczna organizacja przypomina rój, poddany bezwzględnej władzy dyktatorskiej. Ogrom przewagi liczebnej nieprzyjaciela wyklucza globalną konfrontację i wymusza taktykę nagłych, niespodziewanych ataków ze strony sił Ziemskiej Federacji. Do takich zadań najlepiej przygotowani są komandosi z Piechoty Zmechanizowanej, a wśród nich kadet Johny Rico, który karierę żołnierza rozpoczął tak niedawno…
1 ... 12 13 14 15 16 17 18 19 20 ... 42
Перейти на страницу:

Ten cały incydent był tak nieprawdopodobny, że nie śmiałem o nim nikomu nawet wspomnieć. A sam kapitan Frankel… Oficerów nie mieliśmy okazji widywać zbyt często. Pojawiali się czasem, spacerując wolnym krokiem, na wieczornym apelu. Dokonywali raz na tydzień przeglądu, robiąc sierżantom uwagi, które potem skupiały się na nas. Co tydzień też decydowali, która kompania będzie miała honor strzec pułkowego sztandaru.

Jeden albo kilku towarzyszyło nam zwykle na trasach marszu, a kapitan Frankel zademonstrował nam dwa razy swoje mistrzostwo w la savate. Oficerowie jednak nie pracowali tak naprawdę i nie mieli żadnych kłopotów, bo pod sobą mieli przecież sierżantów.

Teraz nagle okazało się, że kapitan Frankel pracował tak ciężko, że nie starczało mu czasu na posiłki. Był tak zajęty, że brak mu było ruchu i ćwiczeń fizycznych.

A jeśli chodzi o troski i kłopoty, to wydawał się zgnębiony tym, co przytrafiło się Hendrickowi, jeszcze bardziej niż sam Zim. A przecież nie znał Hendricka nawet z widzenia. Musiał zapytać o jego nazwisko.

Miałem głupie uczucie, że się kompletnie myliłem w ocenie świata, w którym obecnie żyłem. Tak jakby cała jego istota i każda część były czymś zupełnie innym, niż na to wyglądały. To tak jakby twoja własna matka okazała się nagle kimś obcym, jedynie w masce na twarzy.

Jednego tylko byłem pewien: wcale nie miałem ochoty przekonać się, czym naprawdę była Piechota Zmechanizowana. Jeśli była tak twarda i bezwzględna, że potrafiła sprawić, iż nawet tacy półbogowie jak sierżanci i oficerowie mogli czuć się nieszczęśliwi, to na pewno była zbyt bezwzględna i za twarda dla małego Johna! Jak można uchronić się od popełnienia błędów w jednostce, której nawet nie rozumiesz? Absolutnie nie uśmiechało mi się dyndanie na szubienicy, nie chciałem też ryzykować kary chłosty.

Nikt nigdy w mojej rodzinie nie był wychłostany. Nie było w niej kryminalistów ani nawet nikt nie był oskarżony o przestępstwo. Byliśmy rodziną dumną. Jedyne, czego nam brakowało, to obywatelstwo. Ale ojciec nie uważał tego za specjalny honor, a raczej za rzecz bezużyteczną. Gdybym jednak został wychłostany… och, na pewno dostałby zawału.

A przecież Hendrick nie zrobił nic innego niż to, o czym ja sam myślałem tysiąc razy. Czemu ja tego nie zrobiłem? Jestem bojaźliwy. Wiedziałem, że każdy z tych instruktorów mógł mnie stłuc do nieprzytomności. Trzymałem więc gębę na kłódkę i nie wychylałem się. Jesteś tchórzem, Johnnie. Ted Hendrick miał przynajmniej odwagę. Ja nie miałem… A człowiek pozbawiony odwagi nie ma czego szukać w wojsku.

Nie ma rady, Johnnie, najwyższy czas, żeby się stąd wymeldować.

* * *

List od matki tylko potwierdził słuszność mojej decyzji. Mogłem nie mieć serca dla swoich rodziców, dopóki się mnie wyrzekali, ale kiedy zmiękli… Oto, co mi napisała:

„Muszę ci jednak donieść z przykrością, że ojciec w dalszym ciągu nie chce o tobie słyszeć. Ale, mój najdroższy, w taki sposób wyraża się jego cierpienie, bo płakać nie potrafi. Musisz to zrozumieć, moje drogie dziecko, on kocha cię bardziej niż własne życie, bardziej niż mnie — a ty przecież zraniłeś go bardzo głęboko. Mówi ludziom, że jesteś dorosłym mężczyzną, odpowiedzialnym za swoje decyzje i że jest z ciebie dumny. Ale to przemawia jego miłość własna; mówi dumny człowiek, który został zraniony głęboko, w samo serce, przez tego, kogo kocha najbardziej.

Musisz to zrozumieć, Juanito, że nie mówi o tobie, nie napisał do ciebie, bo po prostu jeszcze nie może. Jego ból jest wciąż nie do zniesienia. Za jakiś czas złagodnieje, jestem pewna, i wtedy wstawię się za tobą i znów będziemy wszyscy razem.

A jeśli chodzi o mnie, to czy mój drogi chłopiec może zrobić coś, co by rozgniewało jego matkę? Możesz mnie zranić, ale nigdy nie będę cię mniej kochała. Gdziekolwiek jesteś, cokolwiek robisz, zawsze jesteś moim małym synkiem, który przybiega w ramiona swej matki po pociechę. Pamiętaj, że te ramiona zawsze czekają na ciebie, kiedy tylko pragniesz się w nich schronić. Mali chłopcy nigdy nie wyrastają na tyle, by nie potrzebować matczynej miłości, prawda kochanie? Mam nadzieję, że do mnie napiszesz i powiesz mi to.

Muszę dodać, iż ze względu na to, że tak bardzo długo nie pisałeś, będzie prawdopodobnie lepiej (póki cię nie zawiadomię, abyś robił inaczej), żeby twoje listy przychodziły pod adresem ciotki Eleonory. Będzie mi je przekazywała natychmiast. Rozumiesz?

Całuję Cię tysiąc razy, moje ukochane dziecko.

Matka”

Rozumiałem wszystko doskonale, i jeżeli ojciec nie mógł płakać, ja mogłem. I płakałem.

I wreszcie zasnąłem… I natychmiast zbudził mnie alarm. Pognano nas na poligon, mieliśmy symulowane ćwiczenia, bez amunicji. Byliśmy w pełnym uzbrojeniu, włącznie ze słuchawkami na uszach. Ledwie uformowaliśmy szyk rozwinięty, padł rozkaz, by zamrzeć w bezruchu.

Trwaliśmy tak przynajmniej z godzinę — naprawdę ledwie oddychając. Coś przebiegło tuż obok mnie, chyba jakiś kojot. Ani drgnąłem. Było mi okropnie zimno, ale nie przejmowałem się tym. Wiedziałem, że to ostatni raz.

Następnego dnia nieomal przespałem pobudkę. Ledwie zdążyłem na gimnastykę. Nie było sensu składać rezygnacji przed śniadaniem, bo musiałem najpierw zobaczyć się z Zimem. Poprosiłem Bronskiego o pozwolenie zameldowania się u dowódcy kompanii, a on odpowiedział:

— Ależ oczywiście, proszę bardzo — i nawet nie zapytał mnie po co.

Ale nie można widzieć się z kimś, kogo nie ma. Po śniadaniu wyruszyliśmy w drogę, a on wciąż się nie pokazywał. Obiad dostarczono nam helikopterem — nieoczekiwany luksus. Razem z posiłkiem przybył sierżant Zim i przywiózł pocztę… Nie oczekiwałem żadnego listu. Zdumiałem się, kiedy wywołał moje nazwisko i wręczył przesyłkę. Stuknąłem obcasami, odebrałem i odszedłem.

Zdumiałem się jeszcze bardziej, gdy okazało się, że był to list od pana Dubois, mego wykładowcy historii i filozofii moralności. Już prędzej oczekiwałbym listu od świętego Mikołaja.

Potem, gdy go czytałem, w dalszym ciągu wydawało mi się, że to jakaś pomyłka. Musiałem jeszcze raz sprawdzić adres, aby się upewnić, że to rzeczywiście do mnie.

„Mój drogi chłopcze, chciałem napisać do Ciebie znacznie wcześniej, by wyrazić radość i dumę, jaka mnie ogarnęła, gdy dowiedziałem się, że nie tylko zgłosiłeś się na ochotnika, ale że także wybrałeś tę samą służbę co ja. Nie dziwi mnie, że poszedłeś do wojska — oczekiwałem tego po Tobie. Dodatkową i bardzo osobistą przyjemność sprawiło mi to, że wybrałeś Piechotę Zmechanizowaną. Wybór takiego kierunku kariery nie zdarza się zbyt często, tym bardziej więc koronuje wszystkie wysiłki nauczyciela. Z konieczności przesiewamy wiele kamyków, mnóstwo piasku, by znaleźć jedną bryłkę złota stanowiącą dla nas jakże cenną nagrodę.

W tej chwili już chyba rozumiesz, dlaczego nie napisałem wcześniej. Wielu młodych ludzi, niekonieczne wskutek własnych, godnych nagany uchybień, odpada w okresie szkolenia rekruckiego. Oczekiwałem (mam zresztą wiadomości za pośrednictwem własnych kanałów), aż przejdziesz przez najgorsze, przekroczysz Rubikon i będzie pewność, pomijając nieszczęśliwy wypadek czy chorobę, że odbędziesz szkolenie i służbę obowiązkową. Przechodzisz obecnie najcięższy okres swej służby — najcięższy nie fizycznie, ale duchowo, głębokie wewnętrzne przemiany i przewartościowania, konieczne, by ukształtować z Ciebie przyszłego obywatela. Albo raczej powinienem powiedzieć, że masz już za sobą najgorszy odcinek tej drogi, mimo iż są jeszcze przed Tobą bardzo ciężkie próby i przeszkody, które będziesz musiał pokonać. Ale właśnie to, co się liczy, to te próby i przeszkody — i znając Cię, młodzieńcze, wiem, że czekałem dość długo, by mieć pewność, że najgorsze poza Tobą. W przeciwnym razie byłbyś już teraz w domu.

1 ... 12 13 14 15 16 17 18 19 20 ... 42
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)