Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]
- Автор: Хайнлайн Роберт Энсон
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-372-6
- Переводчик: Irena Lipinska
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]». Краткое содержание книги:
— Sąd powtarza: Czy chcecie zeznawać w swojej własnej obronie?
— Nie, Wysoki Sądzie.
— Sąd domaga się od was odpowiedzi w kwestii formalnej. Czy został wam podany do wiadomości artykuł, na podstawie którego zostaliście oskarżeni, przed tym, zanim popełniliście przestępstwo, za które odpowiadacie przed Sądem? Możecie odpowiedzieć tak albo nie, albo nie odpowiedzieć. Musicie jednak wziąć pod uwagę, że odpowiedź wasza podlega artykułowi 9167, dotyczącemu krzywoprzysięstwa.
— Och, chyba nam czytali, tyle tego czytają w każdą niedzielę.
— Czy był, czy nie był wam odczytany ten artykuł?
— Och… tak, Wysoki Sądzie. Był odczytany.
— Czy chcecie powiedzieć coś Sądowi w tej sprawie? Coś, co mogłoby zmniejszyć przypisywane wam przestępstwo. Że, na przykład, byliście chorzy, pod działaniem narkotyków lub medykamentów? W tym wypadku nie wiąże was przysięga i możecie powiedzieć wszystko, co może wam pomóc. Sąd pragnie dowiedzieć się, czy waszym zdaniem jest w tej sprawie coś nie w porządku. Jeśli tak, to co takiego?
— Ha! Oczywiście, że tak! Wszystko jest nie w porządku! On mnie uderzył pierwszy! Sami słyszeliście, uderzył mnie pierwszy!
— Czy coś jeszcze?
— Co? Nie, Wysoki Sądzie. A czy to nie wystarczy?
— Przewód sądowy jest zakończony. Rekrut szeregowy Theodore C. Hendrick, proszę wstać. — Porucznik Spieksma stał cały czas na baczność. Teraz wstał kapitan Frankel. Nagle powiało chłodem.
— Szeregowiec Hendrick — jesteście uznani winnym przestępstwa zgodnie z aktem oskarżenia.
Poczułem, że mi żołądek podchodzi do gardła. A więc zamierzają to zrobić… Chcą, żeby Ted Hendrick zadyndał. A ja dziś rano jeszcze jadłem z nim śniadanie…
— Sąd skazuje was — czytał dalej, a mnie robiło się niedobrze — na karę chłosty: dziesięć uderzeń biczem, oraz na usuniecie was z jednostki na skutek złego sprawowania.
Hendrick przełknął głośno ślinę.
— Chciałem złożyć rezygnację.
— Sąd nie zgadza się na złożenie przez was rezygnacji. Kara jest tak lekka wyłącznie dlatego, że Sąd ten nie jest właściwy do orzekania kary wyższej. Gdyby sprawę rozpatrywał Generalny Sąd Wojenny, skazałby was niewątpliwie na karę śmierci przez powieszenie. — Porucznik Spieksma zrobił pauzę, a potem mówił dalej: — Wyrok zostanie wykonany jutro z samego rana. Do tego czasu skazany ma być zamknięty w więzieniu.
To ostatnie zdanie skierowane było do mnie, ale właściwie moja rola polegała jedynie na zawiadomieniu straży i wzięciu pokwitowania, gdy go zabrali.
Na południowym apelu chorych kapitan Frankel zwolnił mnie z obowiązków ordynansa i skierował do lekarza, a ten odesłał z powrotem do służby. Wróciłem do kompanii akurat w porę, żeby się przebrać i zdążyć na apel. Sierżant Zim wypatrzył małą plamkę na moim mundurze i ostro mi to wytknął. Ja widziałem duży siniec pod jego okiem, ale nie powiedziałem nic.
Na placu ćwiczeń stał wielki słup, na którym umieszczano rozkazy i różne ogłoszenia. Dzisiaj zamiast zwykłego porządku dziennego wywieszono wyrok sądu wojennego na Hendricka. Potem przyprowadzono Hendricka.
Strażnicy podnieśli mu ręce i umocowali kajdanki do haka wbitego wysoko na słupie. Potem zdjęli mu koszulę. Adiutant wydał komendę:
— Wykonać wyrok sądu!
Kapral-instruktor z drugiego batalionu wystąpił naprzód. Trzymał bicz. Sierżant-strażnik liczył.
Ted trzymał się aż do trzeciego razu, potem zaczął łkać.
Wtedy obraz mi się urwał i oprzytomniałem, gdy kapral Bronski wpatrywał się we mnie badawczo i klepał po policzku.
— Już w porządku? Wracać do szeregu! — Odmaszerowałem. Tego dnia nie jadłem obiadu. Nie ja jeden.
O moim zemdleniu nikt słowem nie wspomniał.
Rozdział szósty
Nie cenimy zbyt wysoko tego, co nabywamy tanio… Byłoby dziwne, doprawdy, gdyby tak niebiański artykuł, jakim jest WOLNOŚĆ, nie kosztował drogo.