Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]
Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]

Электронная книга - «Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]». Краткое содержание книги:

Trwa galaktyczna wojna pomiędzy Ziemianami i Pluskwo-Pajęczakami, agresywną rasą antropoidów, których społeczna organizacja przypomina rój, poddany bezwzględnej władzy dyktatorskiej. Ogrom przewagi liczebnej nieprzyjaciela wyklucza globalną konfrontację i wymusza taktykę nagłych, niespodziewanych ataków ze strony sił Ziemskiej Federacji. Do takich zadań najlepiej przygotowani są komandosi z Piechoty Zmechanizowanej, a wśród nich kadet Johny Rico, który karierę żołnierza rozpoczął tak niedawno…
1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 42
Перейти на страницу:

Potrafimy dokonywać selekcji, stosować nacisk o odpowiednim natężeniu, w wybranym miejscu i oznaczonym czasie.

Pojawiamy się w określonym miejscu o godzinie X, okupujemy wyznaczony teren, wykurzamy wrogów z ich nor i muszą się poddać albo zginąć.

* * *

Nie ma potrzeby opisywać, jak taki kombinezon wygląda, bo widać go na różnych zdjęciach. Gdy człowiek w to się ubierze, przypomina ogromnego stalowego goryla. Gdyby jednak goryl zechciał zmagać się z piechurem w kombinezonie, zostałby zmiażdżony, a P.Z. — i jego kombinezon — nie byłby nawet draśnięty.

Prawdziwie genialnym osiągnięciem jest to, że nie potrzeba nadzorować takiego kombinezonu. Jest jak ubranie, jak własna skóra.

Pojazd to pojazd, coś osobnego.

A taki kombinezon po prostu zwyczajnie się nosi.

Jakieś dwa tysiące funtów z pełnym wyposażeniem, a jednak natychmiast można w nim chodzić, biegać, skakać, kłaść się, podnieść jajko nie tłukąc skorupki, a także przeskoczyć przez najbliższy dom, lądując lekko jak piórko.

Całe wnętrze kombinezonu usiane jest receptorami nacisku, naciskasz piętą, kolanem, łokciem czy ręką, a kombinezon to czuje. Posiada on sprzężenie zwrotne, które umożliwia mu dopasowanie się do każdego twojego ruchu. Tyle że ruch ten wykonany jest z o wiele większą siłą. Z siłą kontrolowaną… ale ty wcale nie musisz o tym myśleć.

Głowa jest jedyną częścią ciała nie mającą łączności z receptorami nacisku, którym podlegają mięśnie kombinezonu. Ruchy głowy, żuchwy, podbródka, szyi działają jak specjalna nastawnia.

Do podbródka należy manipulacja wrażeniami wizualnymi, do żuchwy zaś — słuchowymi. Wszystkie obrazy rzucane są na ekranik przed twym czołem, zarówno to, co dzieje się przed tobą, nad tobą jak i z tyłu.

Jeśli podrzucisz głową jak koń, to noktowizory, czułe na promienie podczerwone, podjadą ci w górę, na czoło. Gdy potrząśniesz znowu — opadną.

Gdy uruchamiasz miotacz ognia, twój kombinezon cofa cię automatycznie.

Nie wspominam już o rozmaitych lejkach do płynów, aparatach dostarczających powietrze, żyroskopach i tysiącach innych urządzeń, których pierwszym zadaniem jest pozostawienie ci wolnych rąk.

To wszystko wymaga oczywiście długotrwałej praktyki. No więc ćwiczysz, dopóki włączenie każdego potrzebnego obwodu nie odbywa się tak odruchowo, jak na przykład czyszczenie zębów.

Jak już mówiłem, zakochałem się od pierwszej chwili w zautomatyzowanym kombinezonie, mimo że na wstępie naszej znajomości wywichnąłem sobie ramię. Każdy dzień, kiedy mieliśmy ćwiczenia w kombinezonach, był dla mnie wielkim dniem.

Tego dnia, kiedy powinęła mi się noga, miałem symulowaną rangę sierżanta, pełniłem symulowaną funkcję dowódcy pododdziału i byłem uzbrojony w symulowane rakiety atomowe, by użyć je w symulowanych ciemnościach przeciwko symulowanemu nieprzyjacielowi.

Z tym był kłopot — wszystko było symulowane, a ty musiałeś postępować tak, jakby to działo się naprawdę.

Cofaliśmy się właśnie na z góry upatrzone pozycje, gdy instruktor, za pomocą radia, przerwał obieg prądu w kombinezonie jednego z moich ludzi. Uczyniło to z niego bezradną ofiarę wojny.

Zgodnie z przepisami P.Z. należało go zabrać i powinien to zrobić mój zastępca. Ja jednak pospieszyłem się i w zapale walki sam wydałem rozkaz. Potem zabrałem się do rozciągania symulowanej zasłony dymnej, by przeszkodzić symulowanemu kontratakowi wroga.

Mój pododdział otworzył ciągły ogień poszerzany w lewo i prawo. Musiałem nim jednak tak kierować, by podmuch nie szkodził żołnierzom. Oczywiście wszystko to odbywało się w skoku. Poruszanie się w terenie i sama taktyka były zawczasu przedyskutowane, tak że warianty mogły być spowodowane jedynie nieszczęśliwymi wypadkami.

Przepisy nakazywały, bym dokładnie zlokalizował tych żołnierzy, którzy mogli być ewentualnie porażeni wybuchem. Należało to wykonać błyskawicznie, a ja nie umiałem jeszcze tak szybko odczytywać tych maleńkich sygnałów radarowych.

Dopuściłem się więc małego szachrajstwa i podniosłem noktowizory, żeby rozejrzeć się gołym okiem.

W odległości prawie połowy mili dostrzegłem jednego z moich, którego można było spisać na straty, a wokół duży obszar był czysty.

Cholera! Pozostała mi tylko jedna malutka rakietka atomowa — powodowała więcej dymu i hałasu niż strat. Niewiele myśląc, wybrałem niedaleki cel i wypuściłem ją.

Potem odskoczyłem, zadowolony z siebie, że nie straciłem ani sekundy.

Gdy byłem w powietrzu, wyłączono mi obwód energetyczny. Opadłem, przykucnąłem, wyprostowałem się dzięki żyroskopowi i już nie mogłem się poruszyć. Bo jak można się poruszyć, będąc zatopionym w tonie metalu i mając wyłączony prąd?

Kląłem na czym świat stoi, bo skąd mogłem przypuszczać, że zrobią ze mnie ofiarę wojny, skoro miałem być dowódcą.

Nie wziąłem, niestety, pod uwagę, że sierżant Zim będzie miał dowódcę pododdziału na monitorze.

Przyskoczył do mnie i powiedział mi w oczy, co miał do powiedzenia. Zaproponował, bym rozejrzał się za robotą śmieciarza, bo nie nadaję się nawet na pomywacza — jestem zbyt głupi, niezdarny i bezmyślny. Wyraził swoje zdanie o mojej przeszłości, prawdopodobnej przyszłości oraz poruszył parę innych spraw, o których wolałbym nie słyszeć. Na zakończenie spytał, czy chciałbym, aby pułkownik Dubois dowiedział się, co zrobiłem. Potem mnie zostawił.

I czekałem tam, skulony wewnętrznie, przez dwie godziny, aż skończyły się ćwiczenia. Wreszcie wrócił po mnie, włączył energię i podskoczyliśmy obaj, z największą szybkością, do dowództwa batalionu.

Kapitan Frankel powiedział mało, ale przypiekł mi do żywego.

Potem zrobił pauzę i spytał matowym głosem, jak zwykli mówić oficerowie cytując paragrafy regulaminu:

— Możecie zażądać rozprawy przed sądem wojennym. Czy takie jest wasze życzenie?

Przełknąłem z trudem i odparłem:

— Nie, panie kapitanie!

Do tego momentu właściwie nie zdawałem sobie sprawy, w jakich znalazłem się tarapatach. Zdawało mi się, że kapitanowi Franklowi nieco ulżyło.

— Zobaczymy w takim razie, co będzie miał do powiedzenia dowódca pułku. Sierżancie, odprowadzić więźnia.

Pomaszerowaliśmy szybko do sztabu pułku. Po raz pierwszy zobaczyłem z bliska dowódcę i przeszły mnie ciarki, bo byłem już pewny, że sąd mnie nie minie. Przypomniałem sobie Teda i nie odezwałem się ani słowem.

Major Malloy powiedział do mnie w sumie pięć słów. Po wysłuchaniu sierżanta Zima wymówił trzy z nich:

— Czy to prawda?

Odpowiedziałem:

— Tak jest, panie majorze — i na tym skończyła się moja rola.

Major Maloy zwrócił się do kapitana Frankla:

— Czy da się jeszcze coś z niego zrobić?

— Sądzę, że tak — odparł Frankel.

Major Malloy zdecydował:

— Spróbujemy zastosować karę administracyjną. — Potem zwrócił się do mnie i rzekł: — Pięć batów.

Trzeba przyznać, że nie zostawili mi czasu na medytacje.

Po piętnastu minutach lekarz zakończył badanie mego serca, a dowódca straży przyodział mnie w specjalną koszulę, której nie trzeba zdejmować przez głowę, bo ma suwak od szyi wzdłuż ramion aż do rąk.

Akurat zagrała trąbka na apel. Czułem się, jakbym był od tego daleko, jakby to nie o mnie chodziło… Dowiedziałem się kiedyś potem, że w ten sposób objawia się koszmarny strach.

Do namiotu straży wszedł sierżant Zim. Spojrzał na podoficera dyżurnego, a był nim kapral Jones — i Jones wyszedł. Zim podszedł do mnie i wsunął mi coś do ręki:

1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 42
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)