Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]
Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]

Электронная книга - «Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]». Краткое содержание книги:

Trwa galaktyczna wojna pomiędzy Ziemianami i Pluskwo-Pajęczakami, agresywną rasą antropoidów, których społeczna organizacja przypomina rój, poddany bezwzględnej władzy dyktatorskiej. Ogrom przewagi liczebnej nieprzyjaciela wyklucza globalną konfrontację i wymusza taktykę nagłych, niespodziewanych ataków ze strony sił Ziemskiej Federacji. Do takich zadań najlepiej przygotowani są komandosi z Piechoty Zmechanizowanej, a wśród nich kadet Johny Rico, który karierę żołnierza rozpoczął tak niedawno…
1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 42
Перейти на страницу:

Nie współczułem mu wówczas, i teraz także mu nie współczuję. Stare porzekadło „Zrozumieć znaczy przebaczyć” to całkowita bzdura. Istnieją rzeczy, które im lepiej się rozumie, tym bardziej się ich nienawidzi. Swoje współczucie zarezerwowałem dla Barbary Anny Enthwaite, której nigdy w życiu nie widziałem, oraz dla jej rodziców, którzy już nigdy nie zobaczą córeczki.

Jak tylko orkiestra odłożyła instrumenty, rozpoczął się trzydziestodniowy okres żałoby, którym chcieliśmy uczcić pamięć ofiary Dillingera: na sztandarach pojawiła się czarna krepa, a defilady odbywały się bez muzyki. Tylko raz usłyszałem, jak ktoś się na to skarży, ale natychmiast ktoś inny zapytał go, czy chce dostać po głowie. Z pewnością nie ponosiliśmy odpowiedzialności za tragiczne wydarzenie, lecz prawdą było również to, że mieliśmy chronić małe dziewczynki, nie zabijać. Nasz oddział okrył się niesławą, więc musieliśmy ponieść karę. Nie tylko byliśmy, ale i czuliśmy się zhańbieni.

W nocy starałem się wymyślić sposób, który pozwoliłby w przyszłości uniknąć podobnych wypadków. Prawda, że zdarzają się niezmiernie rzadko, ale nawet jeden jedyny raz to i tak za wiele. Niestety, nie udało mi się dojść do żadnego satysfakcjonującego wniosku. Ten Dillinger… Przecież wyglądał całkiem zwyczajnie, a jego zachowanie ani przeszłość z pewnością nie budziły wątpliwości, bo wówczas nigdy nie zjawiłby się w Obozie Currie. Przypuszczam, że stanowił kliniczny przypadek patologicznej osobowości — takiej, co to nie wywołuje podejrzeń aż do chwili, kiedy jest już za późno.

Cóż, skoro raz nie udało się zapobiec nieszczęściu, istniał tylko jeden sposób, w jaki można było uzyskać pewność, że tragedia się nie powtórzy — właśnie ten z którego skorzystaliśmy.

Jeżeli Dillinger zdawał sobie sprawę, co robi (choć wydawało się to niemożliwe), wówczas dostał dokładnie to, na co zasłużył. Szkoda tylko, że nie cierpiał w połowie tak bardzo jak mała Barbara Anna — szczerze mówiąc, nie cierpiał prawie wcale.

Przypuśćmy jednak, że był tak szalony, iż najzwyczajniej w świecie nie wiedział, że robi coś złego. Co wtedy?

Cóż, chyba zabija się wściekłe psy, prawda?

Owszem, ale przecież szaleństwo jest chorobą…

Widziałem tylko dwie możliwości: albo nie miał szans na wyleczenie — więc zarówno ze względu na niego, jak i na innych było lepiej, że nie żyje — albo miał, i wówczas po odpowiednim leczeniu mógł zostać przywrócony społeczeństwu. Gdyby jednak zaczął rozmyślać nad tym, co zrobił będąc chorym, czy pozostałoby mu inne wyjście z sytuacji niż samobójstwo? Czy mógłby normalnie żyć z taką świadomością?

A gdyby uciekł przed zakończeniem kuracji i znowu popełnił taki sam czyn? A potem jeszcze raz? Co należałoby wtedy powiedzieć zrozpaczonym rodzicom?

Wszystko wskazywało na to, że jednak zastosowaliśmy właściwe rozwiązanie.

Przypomniałem sobie dyskusję podczas zajęć z historii i filozofii moralności. Pan Dubois opowiadał o niepokojach, jakie w XX wieku poprzedziły rozpad Republiki Północnoamerykańskiej. Według niego, na krótko przed tym, jak zapanował powszechny chaos, zbrodnie podobne do popełnionej przez Dillingera były niemal na porządku dziennym. Terror zapanował nie tylko w Ameryce Północnej, Rosja, Wyspy Brytyjskie, a także wiele innych rejonów przeżywały dokładnie to samo. Jednak największe nasilenie osiągnął właśnie w Ameryce, tuż przed ostatecznym rozpadem.

— Wieczorem nikt nie odważył się wejść do parku, gdyż mógł zostać zaatakowany przez bandę złożoną z dzieci uzbrojonych w łańcuchy, noże, pałki i broń palną domowej roboty — opowiadał Dubois. — Oznaczało to na pewno ciężkie pobicie, utratę pieniędzy, a być może nawet śmierć. Taka sytuacja trwała całymi latami, do samej wojny między Sojuszem rosyjsko-angloamerykańskim a Chińską Hegemonią. Morderstwa, handel narkotykami, kradzieże, napady oraz akty wandalizmu stanowiły wówczas chleb powszedni, zresztą nie tylko wieczorem w parkach, ale także w biały dzień na ulicach, a nawet w szkołach. Jednak najbardziej niebezpieczne były z pewnością właśnie parki, w związku z czym uczciwi ludzie omijali je z daleka.

Próbowałem sobie wyobrazić, że coś podobnego dzieje się w naszych szkołach, ale nie mogłem. Albo w parkach. Przecież park jest po to, żeby tam wypoczywać, a nie zbierać cięgi albo stracić życie!

— Panie Dubois, czy oni nie mieli policji i sądów?

— Policjantów było wtedy znacznie więcej niż obecnie. Podobnie sądów. Wszystkie pracowały bez chwili przerwy.

— To ja już zupełnie nic nie rozumiem.

— Gdyby w naszym mieście jakiś chłopiec zrobił coś choćby w połowie tak złego, nie tylko on, ale i jego ojciec zostaliby bezzwłocznie wychłostani. Jednak, ma się rozumieć, do czegoś takiego jeszcze nigdy nie doszło.

— Zdefiniuj pojęcie „młodociany przestępca” — zażądał pan Dubois.

— No… To jeden z dzieciaków, które napadały na ludzi.

— Błąd.

— Jak to? Przecież w książce jest napisane, że…

— Wybacz mi, masz rację: w książce istotnie jest tak napisane, ale gdyby autor napisał, że ogon psa jest jego piątą łapą, chyba nie wierzyłbyś mu na słowo, prawda? W określeniu „młodociany przestępca” kryje się sprzeczność, definiująca problem i jednocześnie wyjaśniająca, dlaczego nie udało się go wówczas rozwiązać. Czy miałeś kiedyś pieska?

— Tak, proszę pana.

— Zapewne starałeś się go nauczyć, żeby załatwiał potrzeby fizjologiczne na dworzu?

— Tak, proszę pana. Jak tylko trochę podrósł.

Na to jednak trzeba było czekać tak długo, że matka kategorycznie sprzeciwiła się obecności psów w domu.

— Ach, tak. Czy gniewałeś się na niego, kiedy zdarzyło mu się pomylić?

— No, nie… Przecież to tylko szczeniak.

— I co wtedy robiłeś?

— Mówiłem mu, że niedobrze zrobił, wtykałem mu nos w kałużę i dawałem klapsa.

— Myślisz, że rozumiał, co do niego mówisz?

— Oczywiście, że nie, ale na pewno wiedział, że się na niego gniewam!

— Przed chwilą powiedziałeś, że się nie gniewałeś.

Pan Dubois miał doprowadzający do szału zwyczaj robienia nas w balona.

— Zgadza się. Chodziło o to, żeby on myślał, że się na niego gniewam. Przecież musiał się nauczyć, prawda?

— Prawda. Skoro jednak dałeś mu już do zrozumienia, że jesteś niezadowolony z jego postępowania, jak mogłeś być tak okrutny, by karać go cieleśnie? Przecież sam mówisz, że biedny zwierzak nie miał pojęcia, iż zrobił coś nie tak, jak należy. Mimo to zadałeś mu ból. Wyjaśnij swoje postępowanie. A może jesteś sadystą?

Wtedy nie wiedziałem jeszcze, kto to jest sadysta, ale za to wiedziałem, jak należy postępować ze szczeniakami.

— Panie Dubois, tak po prostu trzeba robić! Nakrzyczeć na niego, żeby wiedział, że źle zrobił, wetknąć mu nos w kałużę, żeby wiedział, co zrobił, i dać klapsa, żeby zapamiętał, że nie wolno tego robić. Jeżeli nie ukarze go pan od razu, potem nie ma to żadnego sensu, bo nic z tego nie zrozumie. Jedna lekcja na pewno nie wystarczy, więc trzeba je powtarzać, za każdym razem zwiększając karę. Samo łajanie niewiele by dało. Założę się, że pan nigdy nie wychowywał szczeniaka.

1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 42
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)