Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Peanatema [Anathem - pl]
Peanatema [Anathem - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Peanatema [Anathem - pl]

Электронная книга - «Peanatema [Anathem - pl]». Краткое содержание книги:

Stephenson opisał tu badaczy, filozofów, naukowców, którzy zostali zamknięci w zakonach i pozbawieni dostępu do komputerów, akceleratorów cząstek oraz reszty niezbędnego ustrojstwa, lecz nie zaprzestali swoich badań. Opracowali nowe metody pracy, równie dobre, a może nawet lepsze od starych, bo działające wyłącznie w oparciu o wszechstronne możliwości psychofizycznego instrumentarium człowieka. Tym samym Stephenson zdaje się mówić wprost — jedyną technologią, którą warto rozwijać jest człowiek.
1 ... 155 156 157 158 159 160 161 162 163 ... 253
Перейти на страницу:

Na łóżku znalazłem nowy zawój, sznur i sferę w postaci tradycyjnego pakunku. Kiedy rozsupływałem węzły, rozkładałem fałdy materii, pozbywałem się resztek ubrania z Ecby i ubierałem na nowo, wszystko, co wydarzyło się od czasu, gdy przez Bramę Dzienną wyszedłem z Saunta Edhara, rozpływało się jak sen, odchodziło w przeszłość równie odległą jak wydarzenia sprzed kolekty.

Zebrałem całe jedzenie pochodzące ze świata sekularnego i pochowałem je po szafkach; produkty matemu zostawiłem na wierzchu, żeby je widzieć i czuć ich zapach, po czym niewiele myśląc, zabrałem się do wyrabiania chleba (wszystkie niezbędne składniki znalazłem na miejscu). Zapach świeżego ciasta przeniknął całe wnętrze, tłumiąc wonie świeżego poliplastu, kleju do wykładzin i lepu na muchy.

Czekając, aż ciasto wyrośnie, sięgnąłem po jedną z książek metateorycznych. Kiedy zacząłem nad nią przysypiać (była absolutnie niestrawna, a w dodatku mój zegar biologiczny rozjechał się zupełnie z rytmem dnia), mało nie dostałem zawału serca, bo ktoś postanowił obić pięściami ściany modułu. Arsibalta rozpoznałem najpierw po impecie uderzeń, później po krokach, gdy zaczął obchodzić moduł dookoła, wreszcie po metodycznym opukiwaniu każdego dostępnego kawałka ściany, tak jakby za pierwszym razem mógł coś przegapić.

Otworzyłem okno.

— Przyzwyczaiłeś się, że domy są z kamienia?! — zawołałem przez warstwę siatki i poliplastu. — Ten nie jest i nie trzeba w niego aż tak łomotać. Wszystko słychać.

Duch podobny z kształtu do Arsibalta zmaterializował się przed otworem okiennym.

— Fraa Erasmas! Miło mi cię słyszeć i oglądać twój rozmazany kształt.

— Mnie również. Z twoich słów wnioskuję, że nadal jestem traktowany jak fraa?

— Nie pochlebiaj sobie: po prostu wszyscy są tak zapracowani, że nie mają w grafikach miejsca na twoją peanatemę.

Długa cisza.

— Strasznie mi przykro — powiedział Arsibalt.

— Mnie też. — Wydał mi się zasmucony, więc mówiłem dalej: — Powinieneś był mnie zobaczyć godzinę temu! Ależ był ze mnie wrak człowieka… — Westchnąłem. — Nadal jest.

— Byłeś… przy tym?

— Nie dalej niż dwieście stóp.

Arsibalt rozpłakał się. Nie mogłem podejść i go przytulić, próbowałem więc wymyślić coś, co mógłbym mu powiedzieć. Zrozumiałem, że jest mu jeszcze trudniej niż mnie. Nie znaczy to, że łatwo było mi patrzeć na śmierć Orola, ale jeśli już musiał umrzeć, lepiej było przy tym być. A potem spędzić dwa dni na plaży wśród przyjaciół.

* * *

Po spotkaniu z przybyszami z Tredegarha usiadłem przy ognisku z Cord, Yulem, Gnelem i Sammannem. Nikt nie musiał głośno mówić o tym, że może to być nasze ostatnie spotkanie w tym gronie.

— Nie zabieraliby mnie do Tredegarha tylko po to, żeby tam odprawić peanatemę — myślałem na głos. — Dlatego chyba po prostu wrócę do swojego dawnego życia. — Powiodłem wzrokiem po twarzach przyjaciół, widocznych w ciepłym blasku ognia. — Ale nie będę już tym samym człowiekiem.

— To zrozumiałe — powiedział Yul. — Po takich obrażeniach głowy…

— Ja tu zostaję — obwieścił Ganelial Crade.

To oświadczenie do tego stopnia nas zaskoczyło, że dość długo rozgryzaliśmy jego sens: Gnel zamierzał dołączyć do oritheńczyków.

— Rozmawiałem już z Landasherem — ciągnął, rozbawiony naszą reakcją. — Obiecał dać mi szansę: przyjmą mnie na próbę i jeśli nie będę za bardzo nieznośny, może pozwolą mi zostać.

Yul podszedł do niego, objął go i grzmotnął po przyjacielsku w plecy. Wypiliśmy zdrowie Gnela barwioną wodą z cukrem z poliplastowych kubków.

Wszyscy spojrzeli pytająco na Sammanna, który rozłożył ręce i westchnął.

— Tak, przyznaję, wszystko to bardzo poprawiło mi reputację i ułatwiło dostęp do Retikulum.

Przez chwilę obrzucaliśmy go żartobliwymi inwektywami, a on przyjmował je z zadowolonym uśmiechem.

— Polecę na konwoks razem z fraa Erasmasem, chociaż zapewne nie w tej samej kabinie — dodał.

Wzruszyłem się i przytuliłem go serdecznie, póki jeszcze miałem taką możliwość.

Na koniec spojrzenia wszystkich spoczęły na Yulu i Cord, którzy siedzieli przytuleni do siebie na turystycznej lodówce.

— Skoro już jesteśmy czołowymi arbryjskimi ekspertami od techniki Geometrów… — zamyślił się Yul — może powinniśmy poszukać roboty w zawodzie?

— Poważnie — zawtórowała mu Cord. — Mnóstwo ludzi chciałoby nas o różne rzeczy wypytać. Po zniszczeniu sondy nasze wspomnienia są bezcenne. Może my też trafimy do Tredegarha.

— Razem z wozem Yula — wtrąciłem.

Jak przez mgłę pamiętałem obraz wraku zagarniętego przez falę uderzeniową i przelatującego obok Orola. Yul nie wiedział, co powiedzieć: patrzył tylko na morze i kręcił głową.

— Mój aport jest bezpieczny w Norslofie — przypomniała nam Cord. — Kiedy sytuacja się uspokoi, wrócimy po niego. Myśleliśmy, żeby może wyskoczyć w góry… na taki spóźniony miesiąc miodowy. — Odczekała, aż milczenie po tych słowach stosownie się przeciągnie, zanim dodała: — Nie wiem, czy o tym mówiłam, ale się zaręczyliśmy.

Poprzedniego wieczoru Yul podszedł do mnie z miną spiskowca, wyciągając z kieszeni błyskotkę: metalowy pierścień odcięty z olinowania spadochronu kapsuły. Za pomocą prowizorycznego miecha rozgrzał go na ognisku do białości i zmniejszył tak, żeby lepiej pasował na palec Cord.

— Chciałem ją prosić… no wiesz… Nie w tej chwili, nie! Później, jak coś będzie wiadomo.

Dotarło do mnie, że w pewnym sensie prosi mnie o pozwolenie. Objąłem go i powiedziałem:

— Wiem, że się nią zaopiekujesz.

Mało nie złamał mi kręgosłupa, odpowiadając na mój uścisk. Przyszło mi do głowy, że będę musiał zawołać Dzwoneczników, żeby go ze mnie ściągnęli. W końcu trochę ochłonął i dał mi obejrzeć pierścionek.

— Wiem, jest bez kamienia i w ogóle… ale za to pochodzi z innego świata, nie? To na pewno rzadkość?

— Pewnie — uspokoiłem go. — Drugiego takiego nie ma na świecie.

Obaj odruchowo poszukaliśmy wzrokiem Cord.

W ciągu dnia musiał się jej oświadczyć, a ona się zgodziła. Wybuchła mała orgia ściskania się, pokrzykiwania i biegania w kółko. Otoczył nas tłum oritheńczyków zwabionych plotką, że ślub odbędzie się lada chwila. Przyciągnął zaciekawionych żołnierzy, a ci z kolei zwrócili uwagę przybyszów z Tredegarha, którzy nie wiedzieli, co się dzieje. Przez chwilę wydawało się, że będziemy musieli ulec presji i urządzić ceremonię bezzwłocznie, na plaży, ale po chwili nastroje trochę się uspokoiły i zaczęła się impreza. Oritheńskie suur powyrywały naręcza kwiatów z przydrożnego rowu i uplotły z nich wieńce. Żołnierze też umieli się znaleźć: nie wiedzieć skąd wyciągnęli zapasy gorzały i gardłowo wiwatowali na cześć Cord i Yula. Mechanik ze śmigłowca dał Cord w prezencie swój ulubiony klucz imbusowy.

1 ... 155 156 157 158 159 160 161 162 163 ... 253
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)