Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
Ostatniemu zdaniu towarzyszyło głębokie skłonienie głowy, z nieco może zbyt przesadnym szacunkiem, a zatem oczywiście ocierające się lekko o sarkazm. Romanda była zbyt inteligentna, ażeby się narażać na niebezpieczeństwo; wszak nierozgarnięte Aes Sedai rzadko osiągały krzesło Zasiadającej, a jeśli nawet — nie utrzymywały go zbyt długo, Romanda zaś pełniła swój urząd od prawie osiemdziesięciu lat. A była Zasiadającą już po raz drugi. Egwene kiwnęła jej nieznacznie głową, jej spojrzenie pozostało jednak chłodne. Po prostu potwierdziła fakt, że Romanda zwróciła się wprost do niej i dała tamtej do zrozumienia, że pojmuje jej ton. Tak, zachowywała bardzo ostrożną równowagę.
Kwamesa bezwiednie otworzyła usta i rozglądała się, niepewna, czy powinna wypowiedzieć typowe dla formalnego rozpoczęcia zebrania frazy, które zawsze wygłaszała najmłodsza obecna Zasiadająca. Miejsce Romandy dawało jej znaczny wpływ i swego rodzaju władzę, którą wszakże inne łatwo mogły unieważnić. Stąd się brało oczekiwanie Kwamesy. Kilka Zasiadających przybrało marsowe miny lub niespokojnie przesunęło się w ławkach, żadna się jednak nie odezwała.
Do namiotu wsunęła się Lyrelle i posuwistym krokiem dotarła do ławek zajmowanych przez Błękitne. Wysoka jak na Cairhieniankę, dzięki czemu w każdym kobiecym towarzystwie była co najmniej przeciętnego wzrostu, prezentowała się elegancko w jedwabnej sukni z niebieskimi wstawkami oraz czerwonymi i złotymi haftami na piersiach. Kiedy się poruszała, jej ruchy były osobliwie płynne. Niektóre siostry twierdziły, że Lyrelle, zanim przybyła do Wieży jako nowicjuszka, była tancerką. Dla porównania, Samalin, Zielona o lisiej twarzy, która weszła tuż za Błękitną, wydała się iść wielkimi, męskimi krokami, choć nie było to nietypowe zachowanie w przypadku Murandianki. Obie siostry zaskoczył widok stojącej Kwamesy, toteż natychmiast każda popędziła do swojej ławki. W tym momencie Varilin zaczęła Kwamesę ciągnąć za rękaw, aż Arafelianka w końcu usiadła. Twarz Kwamesy stanowiła teraz maskę zimnego spokoju, spod której wszakże zdawało się promieniować niezadowolenie. Ta siostra przykładała wielką wagę do ceremonialności.
— Może istnieje powód dla formalnego posiedzenia. — Po wypowiedzi Romandy głos Lelaine zabrzmiał szczególnie nisko. Aes Sedai poprawiła powoli szal, jakby miała do swojej dyspozycji cały czas tego świata, po czym uniosła się wdzięcznie, bardzo się starając nie spoglądać ku Egwene. Była piękną kobietą, a jednocześnie stanowiła niemal ucieleśnienie godności. — Słyszałam, że udzielono zgody na rozmowy z Elaidą — oświadczyła zimnym tonem. — Rozumiem, że zgodnie z Prawem Wojny nie trzeba się było z nami w tej kwestii konsultować, sądzę jednak, że powinnyśmy przedyskutować tę kwestię na zebraniu, zwłaszcza że, jeśli Elaida zachowa władzę, wiele z nas stanie wobec niebezpieczeństwa ujarzmienia.
To słowo — „ujarzmienie” — obecnie już nie powodowało takiego dreszczu, z jakim kojarzyło się w czasach przed Siuan (a Leane wszak nawet Uzdrowiono z ujarzmienia), tym niemniej wśród stłoczonych za ławkami obserwujących ją Aes Sedai podniosły się pomruki. Najwyraźniej wiadomość o negocjacjach nie rozprzestrzeniła się tak szybko, jak Egwene oczekiwała. Amyrlin nie potrafiła powiedzieć, czy siostry są podekscytowane, czy też skonsternowane, z pewnością jednak wyglądały na zaskoczone. Łącznie z niektórymi Zasiadającymi. Janya, który weszła podczas przemowy Lelaine, gwałtownie się teraz zatrzymała, toteż siostry z idącej za nią grupki o mało na nią nie powpadały. Lelaine zagapiła się najpierw na Błękitną, potem — dłużej i mocniej — na samą Egwene. Romanda najwidoczniej również o niczym nie słyszała, zacisnęła bowiem teraz szczęki, zbyt młode Zasiadające zareagowały zaś rozmaitymi zdziwionymi minami, które sięgały od lodowatego spokoju Berany przez zdumienie Samalin po otwarte przerażenie Sality. W tejże chwili Sheriam na sekundę zakołysała się na nogach. Amyrlin miała nadzieję, że Opiekunka nie zemdleje na oczach całej Komnaty.
Bardziej interesujące wszakże były reakcje tych, które zdaniem Delany rozmawiały uprzednio o negocjacjach. Varilin siedziała kompletnie nieruchomo i — wpatrzona we własne spódnice — jawnie walczyła z uśmieszkiem, Magla natomiast z wahaniem oblizywała wargi i co rusz zerkała spod oka na Romandę. Saroiya zastygła z zamkniętymi oczyma, tylko jej usta się poruszały, może w jakiejś modlitwie. Faiselle i Takima przypatrywały się Amyrlin. Obie lekko i prawie identycznie marszczyły czoła, lecz wtem każda dostrzegła minę drugiej i wzdrygnęły się, następnie zaś szybko przybrały tak królewskie postawy, że zdawały się kpić z siebie nawzajem. Egwene uznała zachowanie tych wszystkich kobiet za bardzo dziwne. Pewnie do tej pory Beonin poinformowała je, co powiedziała Amyrlin, a jednak wszystkie z wyjątkiem Varilin były z pewnością zdenerwowane. Chyba nie sądziły, że naprawdę będą mogły pertraktować. Każda kobieta zasiadająca w tym namiocie samą swoją obecnością ryzykowała ujarzmienie lub gorszą karę. Jeśli kiedyś istniała inna droga odwrotu poza detronizacją Elaidy, zniknęła już wiele miesięcy temu, właśnie wówczas, gdy powołano do istnienia tę Komnatę. Od tej pory powrotu do dawnej sytuacji już nie było.
Lelaine jawnie usatysfakcjonowała reakcja na jej słowa — w gruncie rzeczy kobieta wyglądała na zadowoloną niczym kot w mleczarni — jednakże jeszcze zanim zdążyła usiąść w ławce, ze swego miejsca zerwała się Moria. Przyciągnęła wszystkie spojrzenia i wywołała kolejne pomruki wśród sióstr. Nikt nie uważał Morii za istotę szczególnie czarującą czy pełną wdzięku, Illianka wszakże nie należała do kobiet, które tak gwałtownie podskakują.
— Ta kwestia bez wątpienia wymaga dyskusji — oświadczyła — musimy ją jednak odłożyć na później. To posiedzenie Komnaty zwołały trzy Zasiadające, które pragną otrzymać odpowiedź na to samo pytanie. I problem ten musi zostać omówiony jako najważniejszy. Co znalazły Akarrin i jej grupa? Proszę, aby natychmiast stanęły przed Komnatą i zdały nam raport.
Lelaine rzuciła swojej Błękitnej towarzyszce gniewne spojrzenie ostrych niczym szydła oczu, prawo Wieży wszakże wypowiadało się w tym temacie całkowicie jednoznacznie, o czym zresztą doskonale wiedziały wszystkie Aes Sedai. A prawo Wieży często bywało zupełnie wystarczające. W chwilę później więc Sheriam poleciła niepewnym głosem najmłodszej po Kwamesie Aledrin pójście po Akarrin i wraz z towarzyszkami sprowadzenie jej przed Komnatę. Egwene postanowiła, że od razu po zakończeniu posiedzenia Komnaty będzie musiała porozmawiać z tą ognistowłosą kobietą. Jeżeli bowiem Sheriam nie zmieni swojego postępowania, wkrótce stanie się bardziej niż bezużyteczna jako Opiekunka.
Delana wpadła właśnie do namiotu otoczona wianuszkiem sióstr. Teraz wszystkie Zasiadające znajdowały się więc już w środku. Delana pospiesznie dopadła swojej ławki, a szal, który miała na ramionach, osunął się aż na łokcie. W tym czasie pulchna Zasiadająca w imię Białych poszła po sześć sióstr, które przyprowadziła przed oblicze Egwene. Prawdopodobnie wszystkie zostawiły swoje okrycia w alejce przed siedzibą Komnaty, ponieważ żadna z nich nie nosiła płaszcza. Delana popatrywała na nie z niepewną, lecz marsową miną. Wyglądała na zdyszaną, jakby tu biegła, zamierzając zdążyć na zebranie.
Aledrin najwidoczniej uznała dzisiejsze posiedzenie za spotkanie absolutnie oficjalne, w każdym razie zachowywała się jak najbardziej formalnie.
— Zostałyście wezwane przed Komnatę Wieży, ażeby opowiedzieć o tym, co widziałyście — oznajmiła z mocnym taraboniańskim akcentem. Miała ciemnozłote włosy i brązowe oczy — połączenie dość typowe dla mieszkańców Tarabonu — tym niemniej skrywała swe długie do ramion włosy w koronkowej białej siatce, zamiast splatać je w zdobione paciorkami warkocze. — Przypominam, że musicie zrelacjonować nam całą historię bez zatrzymywania dla siebie jakichkolwiek szczegółów, a następnie odpowiedzieć na zadane wam pytania bez uchylania się od odpowiedzi, w pełni i zgodnie z prawdą, niczego nie opuszczając. Przysięgnijcie na Światłość i na waszą nadzieję powtórnego odrodzenia i zbawienia, a następnie potwierdźcie, że znacie i przyjmujecie grożące wam w przeciwnym razie konsekwencje.