Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]

Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:

Honor Harrington zostaje powieszona, a nagranie z egzekucji rozpowszechnione. Admirał Esther McQueen pierwszy raz od lat przejmuje inicjatywę i kontratakuje, zmuszając Sojusz Manticore do obrony. Grayson rośnie w siłę, a Królewska Marynarka testuje nowe uzbrojenie i nową klasę okrętów.
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
1 ... 154 155 156 157 158 159 160 161 162 ... 194
Перейти на страницу:

I szczęknął bezpiecznikiem strzelby.

Towarzysz porucznik wytrzeszczył na niego oczy i zamarł z opadniętą dolną szczęką. Podobne reakcje dało się zauważyć u większości towarzyszy strażników. To, co usłyszeli, brzmiało jednoznacznie, ale było zupełnie bez sensu, gdyż było niemożliwe. Nagle jeden z funkcjonariuszy otrząsnął się i zareagował instynktownie. A raczej zareagowała, była to bowiem funkcjonariuszka. Obróciła się na pięcie, unosząc równocześnie broń, i nacisnęła spust, mierząc w najbliższego przybysza.

Wirujące krążki odbiły się od zbroi, rykoszetując z wizgiem na wszystkie strony. Temu w zbroi naturalnie nic się nie stało, za to jeden ze strażników zawył, gdy trzy ostre jak brzytwa tarczki trafiły go w plecy. Ostrzelany także zareagował instynktownie — przesunął strzelbę i zastrzelił strażniczkę, która otworzyła ogień. Zanim jej poszatkowany korpus dotknął pokładu, Ericson wrzasnął coś — być może była to komenda złożenia broni, być może rozkaz do ataku. Zrozumieć go się nie dało, bo reszta strażników też nacisnęła spusty, jeńcy rozciągnęli się na pokładzie, a napastnicy odpowiedzieli ogniem ze straszliwą skutecznością.

Towarzysz sierżant Riogetti zobaczył, jak towarzysz porucznik Ericson sięga po służbowy pistolet pulsacyjny. Zdołał go nawet wyciągnąć z kabury, gdy strzelba olbrzyma wypaliła i zmasakrowane ciało towarzysza porucznika poleciało w tył w rozbryzgu krwi i tkanek. A potem towarzysz sierżant zobaczył, jak olbrzym przesuwa strzelbę ku niemu.

Dostrzegł czarny wylot lufy, z którego nagle coś z błyskiem wyleciało…

A potem była już tylko ciemność.

* * *

— Powinnam była wezwać ich do poddania się, zanim promy zacumowały — powiedziała Honor gorzko.

Ona, McKeon, Ramirez i Benson siedzieli w niewielkiej salce odpraw, oglądając raport Solomona Marchanta i Geraldine Metcalf ze zdobytego okrętu. Po strzelaninie na pokładzie hangarowym było zadziwiająco niewiele starć. Być może zresztą wcale nie tak zadziwiająco, jeśli wziąć pod uwagę, że kapitan krążownika otrzymał ultimatum z centrum ogniowego Charona praktycznie w tym samym momencie, w którym idiotka strażniczka zaczęła strzelać.

Mając świadomość, że w jego okręt celuje równowartość także trzech czy czterech eskadr okrętów liniowych, towarzysz kapitan Pangborn uznał, że lepiej zostać żywym tchórzem niż martwym bohaterem, i poddał okręt.

Nim to jednak nastąpiło, na pokładzie zginęło trzydzieści siedem osób. W tym niestety ośmioro jeńców.

— Każdy jest mądry po fakcie — powiedział łagodnie Ramirez.

— Ale gdyby poczekali z abordażem, aż Pangborn się podda, nie byłoby masakry — odparła ponuro Honor.

— Może tak, a może nie — oświadczył McKeon, nim Ramirez zdążył się odezwać. — Pangborn znalazł się nagle w obliczu podwójnego zagrożenia: na pokładzie miał już naszych ludzi w pancerzach, a na zewnątrz groziły mu działa i rakiety. Nie wiemy, co było dla niego czynnikiem przeważającym. Bez abordażu mógł próbować grać na zwłokę albo kazać zabić jeńców. Mógł się domyślić, mając na to czas, że nie odważymy się rozstrzelać jego okrętu, bo to by oznaczało śmierć wszystkich jeńców.

— Ale…

— Żadnych ale! — zadudnił zdecydowanie Ramirez. — Alistair ma rację: zginęło ośmioro jeńców, w innej sytuacji mogło zginąć ich więcej. Albo i wszyscy. Nikt nie mógł przewidzieć, że idioci zaczną strzelać z tych pukawek do skafandrów pancernych!

Wzruszył wymownie ramionami i zamilkł.

A Honor westchnęła ciężko.

Miała świadomość, że racja jest po ich stronie, i nie potrzebowała Nimitza, by wiedzieć, że Benson też tak uważa, ale mimo wszystko…

Westchnęła ponownie i pokiwała głową. Znała siebie i wiedziała, że i tak będzie się zastanawiać, co by było, gdyby podjęła inną decyzję. Nic tego nie było w stanie zmienić mimo świadomości, że podjęła najsłuszniejszą z możliwych. Wysłanie grupy abordażowej w zbrojach miało na celu zminimalizowanie wśród załogi chęci do stawiania oporu. I tak też się stało po strzelaninie na pokładzie hangarowym.

Za którą ona jako dowódca ponosiła odpowiedzialność…

Wzięła się w garść, przerywając te rozmyślania, na które ani czas, ani pora nie były najwłaściwsze, i otworzyła usta, gdy drzwi otworzyły się, ukazując Geraldine Metcalf i mężczyznę w pomarańczowym kombinezonie. Widok tego ostatniego wywołał u Honor odruchowy gniew i obrzydzenie, ale zniknęły one natychmiast pod wpływem zaskoczenia.

Sytuacja na Krashnarku dopiero się uspokajała i Metcalf jako zastępczyni Marchanta powinna mieć tam więcej niż pełne ręce roboty. A tymczasem jak widać nie miała…

Honor zesztywniała nagle, gdy za pośrednictwem Nimitza dotarły do niej emocje Metcalf.

— Gerry? — spytała, zaczynając wstawać.

— Przepraszam, ma’am — powiedziała dziwnie bezbarwnym i jakby ogłuszonym głosem Metcalf, na dobrą sprawę nie reagując na zachowanie Honor.

Po czym stanęła w pozycji na „spocznij” i wyprostowała się, nim dodała takim samym tonem:

— Wiem, że nie powinnam tak wpadać bez uprzedzenia, milady. Ale to, co usłyszałam… proszę pozwolić przedstawić sobie komandora Victora Ainspana, najstarszego rangą jeńca na pokładzie Krashnarka. Oboje z Solomonem doszliśmy do wniosku, że jak najszybciej powinna pani usłyszeć, czego się od niego dowiedzieliśmy.

— A co to konkretnie za wieści? — Głos Honor był prawie spokojny, ale jedynie dzięki dziesięcioleciom doświadczeń.

Szok i przygnębienie bijące wręcz od Metcalf były tyleż niespodziewane co silne i jedynie resztką siły woli zdołała usiedzieć spokojnie na miejscu.

— Jeńcy, których uwolniliśmy, ma’am — odparła Metcalf — pochodzą z Sojuszu… i jest wśród nich piętnastu należących do floty systemowej Zanzibaru.

— Skąd?! — zdziwiła się Honor, jako że Kalifat Zanzibaru posiadał niewielką flotę, w której skład nie wchodziło nic większego niż ciężki krążownik.

Dlatego też stacjonowała ona prawie wyłącznie w macierzystym systemie w celu jego obrony, więc jakim cudem…

— Z Floty Zanzibaru — powtórzyła chrapliwie Metcalf. — Jeńcy mówią, że Ludowa Republika zaatakowała Zanzibar dwa standardowe miesiące temu. Napastnicy wciągnęli w zasadzkę stacjonujące tam jednostki, udając, że nie mają zasobników holowanych, i rozstrzelali je do ostatniego. A potem zniszczyli całą infrastrukturę systemu.

McKeon zaklął cicho, acz z uczuciem.

Ramirez i Benson wyglądali na zaskoczonych — tak długo przebywali na Hadesie, że nie w pełni zdawali sobie sprawę z detali i ze składu Sojuszu oraz z położenia części planet. Dlatego też nie wyobrażali sobie, jak głęboko na tyły Sojuszu musiały dostać się siły Ludowej Marynarki, by zaatakować Zanzibar.

Honor i Alistair nie mieli z tym najmniejszego kłopotu.

— Jesteś pewna, Gerry? — spytała Honor.

— Jeńcy są pewni, skipper — odparła ponuro Metcalf. — Ale nie to jest najgorsze. Komandorze Ainspan?

Ciemnoskóry, żylasty mężczyzna zrobił krok do przodu i Honor z wysiłkiem otrząsnęła się i skupiła na nim uwagę.

— Przepraszam, komandorze Ainspan — powiedziała. — Zignorowanie pana nie było z naszej strony uprzejme.

— Proszę się tym nie przejmować — odparł Ainspan.

A Honor uniosła brwi, czując tak naprawdę jego emocje dopiero teraz, gdy się na nich skoncentrowała. Były niesamowicie sprzeczne, a na dodatek wpatrywał się w nią pałającym wzrokiem. Oczy mu świeciły dziwnym blaskiem, którego nawet nie próbowała zinterpretować. Na pewno nie były to te same emocje, które targały Metcalf, no i naturalnie nie wynikały z tych samych powodów, co było oczywiste, gdyż dla niego informacje te nie były ani zaskakujące ani nowe. Natomiast jego zaskoczenie, a raczej szok był nawet większy niż jej. Tylko inny… można by rzec nabożny, gdyby nie to, że określenie to absolutnie nie pasowało do sytuacji. No i wydawał się niezdolny do powiedzenia czegokolwiek poza tym jednym zdaniem.

1 ... 154 155 156 157 158 159 160 161 162 ... 194
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)