Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]

Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:

Honor Harrington zostaje powieszona, a nagranie z egzekucji rozpowszechnione. Admirał Esther McQueen pierwszy raz od lat przejmuje inicjatywę i kontratakuje, zmuszając Sojusz Manticore do obrony. Grayson rośnie w siłę, a Królewska Marynarka testuje nowe uzbrojenie i nową klasę okrętów.
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
1 ... 151 152 153 154 155 156 157 158 159 ... 194
Перейти на страницу:

W sumie nie było żadnego sensownego powodu, dla którego musiała w środku nocy paradować w kompletnym mundurze, ale nie miała w zwyczaju chodzić na wpół ubrana czy też biegać bez tchu. Zawsze uważała, że właściwy wygląd ma istotne znaczenie w przypadku dowódcy, obojętne jak trywialne by się to wydawało. Był to niezwykle subtelny, a równocześnie skuteczny sposób demonstrowania podkomendnym zdolności do kontrolowania sytuacji. Mało kto zdawał sobie z tego sprawę, ale działało to uspokajająco i zwiększało autorytet dowódcy, jak i zaufanie do niego. A im bardziej kryzys był niespodziewany, tym skuteczniej.

Naturalnie sporo jej przekonań dotyczących wyglądu wynikało z próżności, ale pocieszała się, że nie jest w tym względzie wyjątkiem.

Skończyła zapinać kurtkę mundurową, nałożyła na głowę czapkę i wyciągnęła rękę ku Nimitzowi. Nie był w stanie wskoczyć jej na ramię, ale podszedł i przy jej pomocy umościł się w zagięciu łokcia. Wiedział, że miała ochotę złapać go jak kociaka, bo byłoby jej w ten sposób wygodniej, ale nie zrobiła tego, za co był jej wdzięczny. Czego nie omieszkał przekazać.

— Gotów, Stinker? — spytała. Zastrzygł potwierdzająco uszami.

— Doskonale — oceniła.

I skierowała się ku drzwiom, za którymi czekał milczący LaFollet.

* * *

— Dzień dobry, pani admirał — powitała ją formalnie Harriet Benson, ledwie Honor weszła do centrum ogniowego obrony systemowej.

Honor spojrzała na chronometr i uśmiechnęła się złośliwie.

— Faktycznie dzień — zgodziła się. — A czy dobry, to się okaże.

Benson zachichotała, ale nic nie odpowiedziała.

Wyglądała znacznie lepiej niż przed zdobyciem wyspy. A nawet przed rozpoczęciem procesów. Dla Honor był to ciężki i niewdzięczny obowiązek, tym cięższy, że od początku postanowiła zatwierdzać każdy wyrok, co wymagało zapoznania się z każdą sprawą. Nie miała innego wyjścia — z jednej strony był to jej obowiązek, z drugiej, jeśli ktoś kiedyś mógłby zostać pociągnięty do odpowiedzialności za złamanie zasad konwencji denebskiej, byłaby to właśnie ona. A z trzeciej tak po prostu nakazywało jej sumienie, a od niego nie było żadnej ucieczki. Przyjęła więc odpowiedzialność za śmierć tych, którzy na nią zasłużyli, tak jak poprzednio brała ją za śmierć tych, których zabijała w walce. A śmierć towarzyszyła jej od lat — wszędzie, gdzie się zjawiła, kroczyła zaraz za nią, tak wśród przyjaciół, jak i wśród wrogów. Na szczęście wśród tych ostatnich znacznie częściej, ale i tak wspomnienia czasami ją przytłaczały. Zwłaszcza w nocnych koszmarach.

Miała przy tym pełną świadomość, że nie może tego uniknąć. Był to paradoks, ale jedyną rzeczą, której nie potrafiła mimo niechęci do przelewania krwi, była bezczynność przy świadomości, jakie będą jej konsekwencje. I nie wynikało to z niemożności zignorowania obowiązku czy sprawienia zawodu tym, którzy byli od niej zależni. Wiedziała, że jest zabójcą głównie dlatego, że była w tym naprawdę dobra.

Miała do tego dar — zmysł taktyczny, umysł stratega i talent, którego do tej pory nikomu nie udało się zdefiniować. To właśnie ten talent niejako wymagał, by stała się zabójcą. Obowiązek. Lojalność. Honor. Patriotyzm — można to było nazwać rozmaicie, ale w głębi duszy wiedziała, że stała się tym, kim się stała, nie tylko dlatego że ktoś musiał to robić, ale dlatego że robiła to znacznie lepiej niż większość ludzi.

Znała też swe największe słabości — tendencję do wpadania we wściekłość, nad którą nie zawsze była w stanie zapanować, niezdolność do stanięcia w pół drogi momentami graniczącą z obsesją i skłonność do przemocy. Z kogoś o trochę innym charakterze cechy te uczyniłyby masowego mordercę. Nie była osobą bezpieczną, toteż wiedząc o tym, znalazła podświadomie najlepszy sposób, by zmienić wady w zalety, i poświęciła się obronie ludzi i przekonań, które były dla niej drogie.

Większość ludzi była porządna i uczciwa. Nie święta, bo wtedy trudno byłoby z nimi wytrzymać, ale daleko im było do potworów. Wiedziała to na pewno, gdyż dzięki więzi łączącej ją z Nimitzem miała okazję poznać emocje innych. Z tego co było jej wiadome, nie miał takiej szansy nikt poza nią. I dlatego też wiedziała, że kreatury takie jak te, które w Piekle gwałciły, mordowały i torturowały dla samej przyjemności, wcale nie należały do rzadkości. Ktoś, kto dawno temu na Ziemi powiedział, że wszystko, co jest potrzebne, by zło zatryumfowało, to by dobrzy ludzie nic nie robili, miał rację.

Nie mogła być jedną z tych, którzy pozostali bierni, i nic na to nie była w stanie poradzić. Ktoś musiał sprzeciwić się bezpiekom, komitetom bezpieczeństwa publicznego czy rozmaitym Youngom i Williamom Fitzclarence’om i to samo, co powodowało, że była, kim była, zmuszało ją, by to właśnie ona była tym kimś. A kiedy nocą zjawiali się zabici, mogła stawić im czoło — nie bez żalu czy poczucia winy, ale mogła, gdyż zginęli, bo nie miała innego wyboru jak próbować. A gdyby spróbowała nie zrobić tego i zwalić wszystko na barki kogoś, kto nie miał jej instynktu zabójcy, zginęłoby jeszcze więcej ludzi.

Pozostała więc wierna przełożonym ufającym jej przysiędze oficerskiej i podkomendnym ufającym, że jej umiejętności pozwolą im przeżyć… albo że dzięki nim ich śmierć nie pójdzie na marne.

Dlatego zatwierdzała wyroki śmierci, zamiast zostawić to McKeonowi jako przewodniczącemu składu sędziowskiego. I dlatego, że to ona nakazała rozpoczęcie procesów — nie miała wyjścia, ale nie zmieniało to faktu, że była przez to odpowiedzialna za śmierć skazanych. W porównaniu do drobnego choćby starcia flot ofiar było niewiele — sto pięćdziesiąt osiem jak na razie, ale nie byli to zabici w walce. Z niezbyt zrozumiałych powodów jakoś tak bardziej ciążyli jej sumieniu… I dlatego pewna jej część miała za złość Harriet jej radość. Benson nie napawała się śmiercią oprawców, ale była normalną istotą ludzką i czuła głęboką satysfakcję i zadowolenie, że jej dręczyciele uważający się za wszechmocnych i bezkarnych pomylili się…

Nimitz bleeknął, nie kryjąc niezadowolenia, które też natychmiast dał jej odczuć. Skutecznie wyrwało ją to z zamyślenia i zmusiło do wzięcia się w garść. Musiało być sporo prawdy w starym twierdzeniu, że wszystkiemu winne jest wstawanie w środku nocy — jak człowiek jest niewyspany, to podatniejszy na depresję i czarnowidztwo… Posłała mu milczące przeprosiny i poczuła jego miłość przeganiającą z umysłu mrok. Znał ją lepiej niż ktokolwiek inny, a w pewnych kwestiach lepiej niż ona sama, i wiedział, że zostawiona sama sobie potrafiłaby w określonych sytuacjach zadręczyć się na śmierć wyrzutami sumienia.

— Honor? — spytała zaniepokojona Benson.

— Przepraszam. — Honor uniosła głowę i uśmiechnęła się prawie naturalnie. — Chyba nie jestem jeszcze tak do końca przytomna… właśnie się zapędziłam w psychiczną ślepą uliczkę.

— Nie jesteś jeszcze w odpowiednim wieku, żeby się tak maltretować! — warknęła Benson ostro i uśmiechnęła się, widząc reakcję Honor. — Tak już lepiej, pani admirał!

I parsknęła śmiechem, widząc całkiem zgrabnie udane wściekłe spojrzenie, jakie posłała jej Honor.

Ta wymiana zdań sprawiła, że zniknęła gdzieś uraza do Benson, z czego Honor się ucieszyła. Głupotą bowiem i niesprawiedliwością było mieć pretensje do Harriet, że zachowuje się normalniej i ma mniej problemów ze sobą niż ona. Poza tym na radosny nastrój Benson co najmniej taki sam wpływ jak egzekucje miały efekty starań Fritza Montoyi. Przeprowadził on bowiem cały zestaw testów na niej, na Henrim i na innych mieszkańcach obozu, z którego trafili do Inferno, a zatrutych pseudopyrami. I zdołał wyizolować neurotoksynę odpowiedzialną za zatrucie ośrodka mowy. Okazało się przy okazji, że odkładała się jeszcze w paru innych miejscach systemu nerwowego i potencjalne zagrożenia, jakie tam stwarzała, znacznie bardziej go zaniepokoiły. Nadal zresztą nie do końca ją rozgryzł, ale nie przeszkadzało mu to w wykorzystaniu laboratorium szpitalnego bazy do zaprojektowania nanomechanizmu przeznaczonego do zwalczania tej toksyny. Nanomechy czyściły układ nerwowy i umysł Benson oraz pozostałych od miesiąca i poprawa wymowy była olbrzymia. Benson mówiła teraz prawie tak jak Honor ze sparaliżowaną połową twarzy. Niestety, tej ostatniej Fritz nie był w stanie pomóc — szpital był bowiem zbyt prymitywnie wyposażony, by mógł przeprowadzić wszczep nerwów.

1 ... 151 152 153 154 155 156 157 158 159 ... 194
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)